"Antyhipokamp" z Adamem Kaczanowskim
Adam Kaczanowski wrócił z kolejną powieścią, a ja znowu zachwycona. "Antyhipokamp" to próba zmierzenia się z własną przeszłością za pomocą najciekawszych narzędzi, jakie daje literatura. W kolejnych krótkich tekstach autor obsesyjnie wraca do konkretnego wspomnienia z dzieciństwa - czasem, by nad nim medytować, a czasem, by rozpędzać je w stronę absurdu i horroru, podlanego sosem z popkultury. Autor opowiedział mi o procesie pisania tej książki, windach, paradoksach i atakowaniu kolejki wąskotorowej. Są też ze dwie trajektorie. Jingiel: Botanica
Część czwarta z kolei nagle zaczyna być taką trochę kwasową wersją Kaczora Donalda. Wynika to z tego, że po pierwsze Kaczor Donald był wtedy dla mnie ważnym elementem mojego dzieciństwa, ponieważ dostawałem od kuzyna, który mieszkał w Berlinie Zachodnim, to jeszcze były czasy schyłkowego PRL-u. Kuzyn pół roku mieszkał w Berlinie z ojcem, a pół roku z mamą w Poznaniu. Jak przyjeżdżał, to zawsze miał dla mnie różne super rzeczy. Między nimi miałem niemieckie Kaczory Donaldy. On był ze strony mamy, ja później z nim też miałem zerwany kontakt, więc ten Kaczor Donald był też symbolem tego, co wtedy, mając te 10 lat, lekko utraciłem.
A jeszcze mama później, kiedy wysyłała alimenty, bo zostałem z ojcem, to na takie kwitki, które przynosił listonosz razem z pieniędzmi, naklejała naklejki z Kaczorem Donaldem. No więc czwarta część jest Próbą pokazania tego z jej perspektywy, przy czym ona jest właśnie takim zmutowanym kaczorem Donaldem, któremu małe kaczorki przeszkadzają trochę w przygodach życiowych i tak dalej i tak dalej. Jest osiem rozdziałów, każdy jest z trochę innej strony, żeby nie zanudzić czytelnika, ani żebym sam siebie nie zanudził pisząc.
Myślę sobie cały czas jeszcze o tych Kaczorach Donaldach i o tym wszystkim. Wyobrażam sobie to uniwersum jako takie domknięte granicami właśnie z tej popkultury. Ta metafora tutaj ma uzasadnienie, ale że ograniczona jest perspektywa dziesięciolatka, nie ma dostępu do całego świata i tak jakby też nie wiem, czy szkoła, czy rodzic, to jest w jakiś sposób ograniczające perspektywę, albo inaczej nie ograniczające, tylko że po prostu dziecko ma dostęp tylko do tych elementów, ale że jest poszerzane właśnie o te fragmenty, które docierają z zewnątrz, czyli właśnie kramerowie, Kaczor Donald i że to są takie małe okienka na świat i że ty wpuszczasz tam powietrze do tej historii dzięki temu i też tworzysz te dodatkowe, nazwę to mutacjami, niech będzie to mój podcast.
Super. No tak, no wiesz, to były też wentyle, no może sprawa Kramerów to był dość kiepski wentyl, no bo tam ten film akurat mnie przestraszył, bo tam w sprawie Kramerów, Kramerowa wygrała proces i jakby miała wrócić po tego dzieciaka. Więc trochę się wtedy bałem, że tak samo się stanie w moim życiu, ale... To był wentyl z trującym powietrzem. Ale Kaczor Donat czy opowieści o Indianach, Winnetou i tak dalej, jak najbardziej to też były rzeczy, w których na pewno lądowałem i które też wylądowały tu w książce. Ta popkultura... Jeszcze wrócę do tego, co mi uświadomiła ta książka, czego sobie nie uświadomiłem w pisaniu, bo to też jest trochę związane z tym wątkiem popkultury czy Kaczara Donalda.
Także tam się kłębiło dużo różnych historii. Mam nadzieję, że właśnie ta powieść Z różnych stron coś czytelnikowi daje, od wejścia po prostu w taką emocjonalną historię i w psychikę, czy fantazję dziesięciolatka, aż po takie rzeczy, Ale na Kaczory Donaldy nie byłeś obrażony.
Nie, Kaczok Donald cały czas był w porządku. Jak byłam mała, to mieszkaliśmy w takim bloku, w którym windy były otoczone takimi malutkimi półściankami, że tworzyła się jakaś taka norka, gdzieś się otwierało i kiedy schodziłam pieszo w dół, bo mieszkałam na czwartym piętrze, za każdym razem byłam śmiertelnie przerażona, że za tą ścianką ktoś tam się kryje. Więc mam bardzo emocjonalny stosunek do Wind. No to tutaj rzeczywiście Winda gra swoją rolę. Mam nadzieję, że nie masz też jakichś złych historii z kolejkami do ZOO wąskotorowej. Jako dzieciak właśnie napadaliśmy na nie, to też o tym jest historia w książce. Napadaliśmy to za duże słowo. Wydawało nam się, że na nie napadamy.
Nie jest czasami możliwe, niestety. No jednak to wymaga też jakiejś dojrzałości, której po prostu nie ma w takim wieku. Nieważne chyba, jak to dziecko jest rozwinięte, wrażliwe, to czasami nie da się tego przeskoczyć. Bardzo mnie poruszały te fragmenty, bo jest w tym bardzo dużo bólu i że to okrucieństwo jest tak naprawdę też skierowane do samego siebie. Tak jakby sam sobie odbiera przyjemność tego pokoju, tej matki i tego wszystkiego, tylko po prostu alienuje się od niej. No i tak to rzeczywiście realnie wyglądało. To wracając trochę do tego, czy to jest terapia, czy to jest życie, to o ile wiadomo, że nie wszedłem w film jako dziesięciolatek i nie doradzałem małemu Bilemu, ani też moja mama nie zamieniła się w Kaczora Donalda, no to rzeczywiście właśnie te uczucia,
Ten Kaczor Donald z jednej strony jest takim wentylem, trochę pójdziemy teraz w szaleństwo i w takie opowiadanie antyrealistyczne tej całej historii, ale z drugiej strony też jest próbą przynajmniej spojrzenia na tą całą historię oczami mamy, a nie mojej. Ja w ogóle się zastanawiałam, jeżeli to jest zbyt prywatne pytanie, to je wytniemy, ale na ile właśnie doświadczenie bycia mężem i ojcem umożliwiło ci powrót do tej historii właśnie w takiej formie, albo w ogóle powrót poprzez literaturę do tej historii? Że masz też dystans, masz też inną perspektywę, o to mi chodzi. Wiesz co, na pewno jest tak, że po prostu doświadczenie bycia mężem i ojcem to są takie doświadczenia, które są jednymi z głównych elementów mojego życia, więc one mnie po prostu budują jako takie.
Więc tym bardziej chyba doceniam w tej historii to zniuansowanie, że to nie jest tylko takie tupie nogą, to jest ta krzywda i będę się tym bawić i będę się jakby performować. Mścić. Tak, mścić, performować okrucieństwo w popkulturze i tak dalej. Tak jakby abstrahować trochę to od realiów. Tylko, że cały czas mam wrażenie, że to jest budowane bardzo świadomie jako historia, w której tego bólu jest dużo więcej i on jakby w innych miejscach też się pojawia, do czego dziecko nie ma dostępu i czujemy to w tej prozie, ale to nie znaczy, że ty jako autor tego nie widzisz i że to jest nieobecne w tej książce. Tak, dziecko tu jest nieświadome tego swego okrucieństwa, po prostu walczy w tym momencie. Bohater wysyła listy do Donalda Kramerowej, czyli w tej części właśnie
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Adam Kaczanowski wrócił z kolejną powieścią, a ja znowu zachwycona. "Antyhipokamp" to próba zmierzenia się z własną przeszłością za pomocą najciekawszych narzędzi, jakie daje literatura. W kolejnych krótkich tekstach autor obsesyjnie wraca do konkretnego wspomnienia z dzieciństwa - czasem, by nad nim medytować, a czasem, by rozpędzać je w stronę absurdu i horroru, podlanego sosem z popkultury. Autor opowiedział mi o procesie pisania tej książki, windach, paradoksach i atakowaniu kolejki wąskotorowej. Są też ze dwie trajektorie.
Jingiel: Botanica