Mentionsy Mentionsy
OFF Czarek
OFF Czarek

Samotne kości, jesienna rosa, złamane pióro Konfucjusza [Poetycki piątek]

21.11.2025 ·21 min 31 s

Więcej OFF Czarka znajdziesz w aplikacji TOK FM - https://audycje.tokfm.pl/premium/promo/offczareks Wiersze z czasów dynastii Tang wybrała i przedstawiała dr Małgorzata Religa z Wydziału Kultur Azji i Afryki Uniwersytetu Warszawskiego 

Czyli Lipaj opowiada ze swojego punktu widzenia 1500 lat historii, w wielkim skrócie. I w tym wierszu widać od razu jak trudno jest przełożyć te wiersze, które są tak silnie zanurzone W ich własnej tradycji poetyckiej, ponieważ tutaj okazuje się, że pojawia się mnóstwo nazw, nazwisk, odniesień historycznych i taki wiersz, kiedy zostaje wydrukowany, to musi zostać opatrzony dużą ilością przepisów. Inaczej się tego nie da. I niemniej ta poezja taka była. Ona była bardzo silnie świadoma siebie. Ona była bardzo głęboko zanurzona we własnej tradycji, więc wydaje mi się, że też można by spróbować zerknąć chociaż na chwilkę Na taką właśnie poezję i tutaj zanim przeczytam ten wiersz.

Ta data jest moim zdaniem jedną z najważniejszych dat w ogóle w historii świata. I kiedy mówi o tym Li Pai, tutaj nazywa to czasem Qin oszalałym, ponieważ to były rządy niezwykle okrutne, niezwykle brutalne. Dojście do władzy, utworzenie cesarstwa to jest czas wielkiej przemocy. Potem on wymienia różne epoki, które się pojawiają i na końcu mówi, że chciałby tak jak mędrzec ustanowić prawdę. I tutaj, kiedy on mówi o Mędrcu, mówi o Konfucjuszu, ponieważ to, dlaczego Konfucjusz jest tak ceniony, co jest mu najbardziej pamiętane, to jest to, że Konfucjusz wybrał z tradycji, która go poprzedzała, rzeczy najważniejsze i uczynił z nich bazę i podstawę dla tego, jak dalej rozwijała się cywilizacja chińska.

No więc tyle wprowadzenia. Tak jak powiedziałam, ten wiersz ma tytuł w starym stylu i teraz rozumiem, że mogę go już przeczytać. Wielkie ody od dawna już przestano pisać. Jestem stary. Któż prawdę wyrazi w poezji? Pieśni mocy królewskiej porzucono w chwastach, walczące królestwa zarosły cierniami. Pożerały się wzajem tygrysy i smoki, trwały walki, aż nadszedł czas, cin oszalały. Bladły i przygasały prawidłowe dźwięki i żałosną skargę zaczął poeta Li Sao. Yang i Ma pobudzili martwiejącą falę, ruszył przypływ rozległy, nieograniczony, w tysiąckrotnych przemianach rozkwitu i klęski zatonęły już teksty wzorcowe kanonu. I tak z końcem ery dzienan nadchodziła misterność ozdób niewartych uwagi.

Święte żąty wracają pierwszą starożytność. Opuszczone rękawy, czystość i prostotę. Wielość talentów zgodna jest ze światłym czasem. Niesieni rytmem świata wznoszą się jak smoki. Treść i piękno dodają sobie wzajem blasku, niczym gwiazdy rozsiane na jesiennym niebie. Moim pragnieniem jest wybrać z tradycji to, co rozbłyśnie swym światłem przez wieki. Chciałbym, jak kiedyś mędrzec, ustanowić prawdę i złamać pióro, jeśli pochwycą jednorożce. I jak? Fantastyczne. Już to widzę wszystko przed oczami. Siedzę sobie z czarką zielonej herbaty albo jaśminowej. Ten ostatni zamykający wers tutaj, złamać pióro, jeśli pochwycą jednorożce, odnosi się też do Konfucjusza.

Nie mylić z TOFU. TUFU to jest poeta, którego niektórzy uczeni i chińscy i zachodni uważają za w ogóle najważniejszego chińskiego poeta, najwybitniejszego chińskiego poetę. Co przypominam, tych poetów wielka kolekcja, która nazywa się Pełna Poezja Tangowska, tych poetów jest 20 tysięcy. Więc w samym okresie Tang... Wyobrażam sobie, jak ktoś wylosuje takie pytanie na maturze. Tak. Wymień najważniejszych poetów tangowskich, masz na to trzy dni. Nie, tych najważniejszych poetów tangockich pewnie zebrałoby się dziesięciu takich, którzy są ogólnie docenieni, ale Tu Fu to jest właśnie ten, który jest najważniejszy nie tylko za Tangów, ale niektórzy mówią, że w ogóle w całej historii chińskiej poezji.

I to jest wiersz, chciałam przeczytać wiersz, który jest długi, niecały wiersz, tylko mniej więcej jego dwie trzecie. I to jest rzecz fascynująca, ponieważ to jest rodzaj jakby dziennika podróży. Z bardzo wzruszającymi i wstrząsającymi momentami, które się tutaj pojawiają. To jest wiersz napisany w połowie VIII wieku w trakcie tak zwanej rebelii An Lushana. To jest jedno z takich najważniejszych wydarzeń w całej historii Chin, które wstrząsnęło thangami, które właściwie złamało thangów. Było to jedno prawdopodobnie z najkrwawszych, najbrutalniejszych, najstraszniejszych wydarzeń w historii Chin i Tu Fu jest też takim kronikarzem.

O tej swojej podróży i opowiada o tym, jak po roku mniej więcej nieobecności przychodzi do domu, wita się z żoną, wita się z dziećmi i ten wiersz rozpoczyna się następująco. On jest, tak jak chińska historiografia uczy, on jest bardzo silnie osadzony w faktach, w realiach i pierwsza zwrotka brzmi następująco. Jesienią, w drugim roku panowania władcy, pierwszego dnia przystępnego ósmego miesiąca, Tufu wyruszył z podróżą na północ. W pośpiechu, pragnąc zobaczyć rodzinę, w ten czas, gdy nas dotknęły klęski i nieszczęścia, gdy dwór i prowincja nie mają wytchnienia, onieśmielony łaską, którą otrzymuje, z cesarskiej woli wrócę do chatki pod strzechą.

Poetycki piątek, wiersze z epoki Tang. Studio pani doktor Małgorzata Religa, Zakład Sinologii, Wydział Kultur Azji i Afryki Uniwersytetu Warszawskiego. I jesteśmy w połowie albo w jakiejś tam na początku Utworu zatytułowanego Podróż na północ TUF-u i skończyliśmy, a razem z nimi ludu połowa pomordowani, zmienieni w upiory. Tak jest. I teraz TUF-u pisze o tym, jak spotyka się z rodziną i to jest szczególnie wzruszający fragment. I pisze tak. I mnie też dotknęła dzika zawierucha. Gdy przyszło mi powrócić, całkiem posiwiały, po roku wchodzę do domu pod strzechą. Żona, dzieci w ubraniach sto razy łatanych, echo w sosnach powtarza głos naszego płaczu, źródło szemrze żałośnie razem z naszym szlochem.

Chwytają się wszystkiego w rannej toalecie, niecierpliwie sięgają po rusz i ołówek, niezgrabnie i za grubo określąc sobie brewki. Wróciłem żywy. Mam przed sobą dzieci i prawie nie pamiętam głodu i pragnienia. Wypytują o wszystko, ciągną mnie za brodę, ale kto by się gniewał, kto by na nie krzyczał. Gdy wracam myślami do nieszczęść rebelii, z radością znoszę ten gwar i harmider. Świeżo wróciłem, chcę ukoić myśli. Nie pora jeszcze pytać, z czego mamy żyć. No właśnie, a to ważne pytanie, bo rozumiem, że tam jak gdyby rodzina nie dojadała, tata wróci i mówi, ale za to mam dla was kosmetyki. To tak brzmi tutaj, ale tutaj mi się wydaje, że on im tam przywiózł też te jedwabie, kołdry, ale te kosmetyki tutaj są rzeczywiście uderzające.

Opadów śniegu i w ogóle ja też ostatnie kilka dni zmarzłam okropnie i tak sobie pomyślałam, że jesień, zima, te właśnie klimaty też. Jesień i śnieg, niech nam zabrzmią także. Niech nam zabrzmią też tutaj. I to jest kolejny wiersz, który nazywa się Mając przed sobą śnieg. Bardzo sławny wiersz, też napisany pod koniec już rebelii Jan Lushana. Też tego samego poety Tufu. I brzmi on następująco. Płacz i wojna i tak wiele jest nowych upiorów. Stary samotny człowiek zawodzi z goryczą. Skłębione chmury zawieszone w mroku, dziki śnieg roztańczony wiruje na wietrze. Chochla już odłożona i w dzbanku wino się skończyło, ale w piecyku jeszcze czerwienieje ogień.

Z tylu miejsc ciągle nie ma wiadomości. Siedzę zgłębiony i palcem coś kreślę w powietrzu. Ten ostatni wers to jest, bo to też będzie taki temat, który się będzie częściowo przewijał przez dzisiejsze spotkanie, to jest nawiązanie do wcześniejszej poezji i do takiego obrazu, w którym poeta sprzed kilkuset lat, który dowiedział się o tym, że bitwa, która miała być wygrana, została nagle przegrana i był tak zaszokowany, że nie był w stanie wydobyć z siebie głosu, tylko palcem nakreślił w powietrzu, jak to się mogło stać. I tutaj tufu przywołuje ten sam moment, więc to zamknięcie tego wiersza jest też takim dramatycznym krzykiem w pustkę.

Siły odchodzą nagle jak odcięcia. Słabość przychodzi splątana jak przędza. Dotykam nici, w sercu nic nowego. W gąszczu boleści zostały wspomnienia. Kto da radę za żaglem ruszyć na południe, przejść góry i rzeki, dotrzeć do przeszłości? To jest pierwszy z serii, następny wybrałam, piąty z serii. Wiatr i bambusy stukają, coś mówią, w cichej sypialni słucham ich w ciemności. Słaby słuch, pełen duchów i upiorów, niejasnych, mglistych, trudno je rozróżnić. W nucie szang liście spadły suchym deszczem, jesienna odzież leży dzienką chmurą. Chorymi kośćmi można by coś przeciąć. Skwaśniały lament układa się w teksty.

Zebrany w chudą całość tak uwiędłą, siły odeszły za zachodnim światłem. Wiotka i cienka jedna nitka życia, próżno mówić, że wplata się w sznury kosmosu. I ostatni z tej serii, dziewiąty. Zimna rosa jest zwykle wycieńczona, zblakła. Bezlistny wiatr do rana tchnie i wzdycha. Głęboka jesień, księżyc jasny, gorzki, stare owady o chrapliwych głosach. Czerwone perły gęste na gałęziach, pachnące złoto płoży się leniwie. Drzewa i trawy wyprzedzając porę, na zimnie kwitną niczym resztka wiosny. W bólu nad życiem opadłem jak liście. Któż towarzyszyć będzie moim myślom? Hmm.

I chciałam też pokazać, że te wiersze o jesieni nie muszą być takie smutne, nie muszą być takie zimne, nie muszą być takie przerażające, porażające jak te wiersze. I Wang Wei, też jeden z tej wielkiej trójki poetów tangowskich, Który, będąc w swojej willi, niedaleko stolicy, pisze dla swojego przyjaciela tak. Zimne góry zmieniają się w lazur i błękit. Jesienne wody, jak codzień, spływają spokojnie. Wsparty na lasce, przed furtką z gałązek, na wietrze słyszę wieczorne cykady. Nad brodem pozostały promienie zachodu, nad wsią podnosi się samotny dym. Spotykam znowu dziej, a on znów pijany, śpiewa coś szalonego panu z pięciu wierzb.

Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.