Mentionsy Mentionsy
Newsweek Psychologia
Newsweek Psychologia

Czas na prawdę o sobie

28.03.2025 ·16 min 20 s · 7 rozdziałów

Jak wspierać poczucie własnej wartości? To, co jest bliżej głębokiej prawdy o nas, daje nam energię, wolność i przepływ. Kiedy coś lub kogoś udajemy, nawet nieświadomie i nieintencjonalnie, kosztuje nas to dużo wysiłku, bo ukrywanie, bycie czujnym i ciągłe ograniczanie się do jakiejś roli jest wyczerpujące – mówi psycholożka i psychoterapeutka Bogna Szymkiewicz-Kowalska. Rozmawia: Dellfina Dellert Newsweek Psychologia - z nami poczujesz się lepiej

1:04 · Cykle życia i rozwój 1

Mam poczucie, że nasze życie wydarza się w cyklach. Dzięki momentom, w których na zmianę rośniemy i kurczymy się, poznajemy swoje mocne strony, ale też słabości. Od czego te cykle zależą? Bogna Szymkiewicz-Kowalska. Patrzenie na nasz rozwój przez pryzmat cykli jest mi bliskie, mimo że w naszej kulturze jesteśmy raczej przyzwyczajeni do postrzegania go w sposób linearny. Te cykle wyznaczają rytm zmian. A od czego zależą? Abraham Maslow mówił o tym, że kierują nami dwa podstawowe motywy. Jeden to dążenie do poczucia bezpieczeństwa, drugi potrzeba rozwoju. Całe życie jesteśmy rozpięci między jednym a drugim. Kiedy nasycamy się poczuciem bezpieczeństwa, osadzamy się w sobie i nabieramy gotowości na wyzwania, a kiedy nas przerastają lub natrafiamy na przeszkody, zwijamy się, żeby złapać oddech i ogarnąć to, co wydarzyło się w nas i otaczającej rzeczywistości.

2:37 · Lęk przed odsłanianiem się 2

W ten sposób sięganie po pomoc odbieramy jako osobistą porażkę. Co więcej, udzielanie komuś pomocy i wspieranie traktujemy nie jak bliskość, ale jak budowanie swojej pozycji. Bo bycie silniejszym w takim układzie oznacza bycie lepszym. I tak powstają samotne wyspy i hierarchia. Dobrym przykładem są na przykład nasze choroby fizyczne. Kiedy złamiemy nogę i jesteśmy niezaradni troszkę dłużej niż trzy dni, czujemy się do niczego, bo świat wypycha nas na margines. A przecież nie ma takiej możliwości, żebyśmy całe życie byli samodzielni, silni, młodzi, zdrowi i bogaci. Zrozumienie, że czasem jesteśmy mocniejsi, a czasem słabsi, że czasem potrzebujemy drugiego człowieka, że potrzebujemy do kogoś wyciągnąć rękę, bo sami nie dajemy rady, to bardzo ważny krok w naszym samorozwoju.

Żeby było jasne, niezależność, samodzielność i sukces są super. Ale jeśli uważamy, że tylko one się liczą, a całą resztę od siebie odcinamy, to bardzo zubożamy nasze życie. Bezradność i zależność pozwalają na przetrwanie tak samo jak niezależność i siła. Przezwyciężenie lęku przed skrzywdzeniem lub odrzuceniem nie jest proste, bo zdjęcie masek czy zbroi i odsłonięcie się przed drugą osobą to ogromne ryzyko. W efekcie zrastamy się ze swoim pancerzem i nie umiemy już odróżnić co jest naszą zbroją, a co nagłą prawdą o nas. Skąd mamy wiedzieć, gdzie przebiega ta granica? Zacznijmy od tego, co rozumiemy przez odsłanianie.

4:05 · Odsłanianie się jako proces 3

Dla mnie to pokazywanie tego, co jest w nas najbardziej prawdziwe, głębsze, nieujawnione, ale odsłanianie się to też pokazywanie tego, co dla nas drogie i wartościowe. W tym również naszej siły, na którą myśleliśmy, że nie będzie miejsca. A jak odróżnić to, co jest maską, a co prawdą o nas? To bardzo trudne pytanie. Szczerze mówiąc, nie wiem, ale spróbuję znaleźć na nie odpowiedź. Po pierwsze, nie jesteśmy strukturą, tylko procesem. Nie przychodzimy na świat uformowani w konkretny kształt. Dlatego tarcia i napięcia pomiędzy tym, co nas ogranicza, a tym, co chce z nas wyjść, są potrzebne. One nas tworzą. O tym jest w sumie ludzkie życie.

To jest proces. Z jednej strony boimy się, że świat zewnętrzny nas odrzuci. Z drugiej, że jak otworzymy się na nasz cień, to on nas zaś się i pochłonie, co niestety może się zdarzyć, jeśli nie będziemy w stanie stanąć obok tego, co się z nami dzieje. Przyjmowanie pozycji obserwatora to jedna z podstawowych umiejętności psychologicznych umożliwiających rozwój. Kiedy potrafimy być nie tylko doświadczeniem, ale też umiemy spojrzeć z dystansu na nasz stan, to czujemy smutek, ale też możemy ten smutek opisać, narysować go albo wypłakać. I robimy to w taki sposób, który nas nie zagarnia. Jest w tym pewien paradoks, bo im mamy większą zgodę na zanurzenie się w trudnym doświadczeniu, zamiast z nim walczyć, tym bardziej możemy być obok niego.

Istnieje teoria, według której jeśli nie potrafimy zbudować szczerej relacji ze sobą, nie jesteśmy w stanie budować relacji z innymi. Ale jest też druga, że nasz rozwój może nastąpić tylko w relacji z drugim człowiekiem. Co jest tu jajkiem, a co kurą? Oba te aspekty, czyli bycie w relacji z sobą i innymi, to dwie strony tego samego medalu. Nie chciałabym odbiec zbyt daleko od pytania, ale bardzo często relacje, w które na danym etapie życia wchodzimy, są odzwierciedleniem naszych wewnętrznych postaci, które integrujemy. Inaczej rzecz ujmując, to, co mamy do przerobienia wewnątrz, często ma swoje odpowiedniki w zewnętrznym świecie.

7:32 · Relacje z innymi i sobą 4

Z tej perspektywy patrząc, powiedziałabym, że nie ma wielkiej różnicy pomiędzy tymi dwoma światami, ale jest nam potrzebne jedno i drugie. Jeżeli wnosimy coś z głębi siebie do relacji, musimy liczyć się z tym, że druga osoba na to jakoś zareaguje i być może wcale nie tak, jak sobie wyobrażaliśmy. Odsłanianie się w relacji to nie występy na scenie, ale spotkanie bez wcześniej napisanego scenariusza. Bywa bardzo piękne, ale może też być chwilami trudne. Nie wiemy, co się wydarzy. Potrzebna jest otwartość, ciekawość, ale też zdolność do obrony swojego stanowiska. Dlatego nie wystarcza poznawanie siebie w zaciszu gabinetu psychoterapeutycznego. Potrzebna jest praca w terenie, żeby nie tylko coś wiedzieć ale też umieć odpowiednio zareagować.

Tu ani sami nie jesteśmy w stanie tego poczucia wspólnoty utrzymać, ani ludzie na zewnątrz nie mają na nie gotowości. Nie każdemu też można zaufać. Zatem oczywiście dobrze o naszym doświadczeniu pamiętać, ale traktować je raczej jako punkt odniesienia, a nie jako obowiązujący wszystkich styl życia. Założenie, że w tym stanie zostaniemy już na zawsze, jest nie tylko błędne, ale też niebezpieczne. Zamiast radzić sobie ze światem takim, jaki jest, obrażamy się, że nie jest taki, jaki powinien być i przeżywamy frustrację, że stan zachwytu, spokoju lub poczucia pełni znowu nam się wymyka. Jeśli przyjmiemy, że tak właśnie ma być, będzie łatwiej i prawdziwiej.

Jednak doświadczenie z warsztatów jest to niewątpliwie zasób, z którego możemy korzystać i który może nas wspierać przez dostęp do innych jakości. Czy gotowość na prawdę o sobie przychodzi z wiekiem? Chciałabym, żeby tak było, ale zgadzam się z tym, co powiedział Michael Mead w wywiadzie Calling All Elders, że samostarzenie się nie czyni z nas starszyzny. Zwłaszcza, że im jesteśmy starsi, tym mamy większą tendencję do zamykania się na nowe, szczególnie kiedy wzorce zachowań, w których tkwimy, w miarę nam służą. Przestajemy obejmować je uważnością, refleksją i wchodzimy w rolę kronosa, który zjada własne dzieci.

Ale oczywiście wcale tak nie musi być. Mimo że starość konfrontuje nas ze słabością i z ograniczeniami bardziej niż byśmy chcieli, ma w sobie ogromny potencjał. To prawda, że przechodząc na emeryturę, tracimy nie tylko pracę, ale też część naszej tożsamości, status i prestiż, a nikt w zamian nie daje nam nowej. Kulturowo na starość nie jesteśmy przygotowani. Nie widzimy, co dobrego może wynikać z faktu, że jesteśmy kruchsi, wolniejsi i mamy więcej czasu. Dlatego wielu starszych ludzi chowa się przed światem, a przecież to wspaniała okazja na bycie ze sobą na głębszym duchowym poziomie. Problemem znowu jest nasza kultura, w której wartość człowieka mierzy się jego wydajnością.

11:57 · Wartość człowieka i efektywność 5

Drastycznie, ale w punkt ujął to James Hillman. W swojej książce Kinds of Power napisał, że przykładem najbardziej efektywnych instytucji w XX wieku były obozy koncentracyjne, więc warto zastanowić się nad miejscem, jakie wydajność czy efektywność zajmuje w naszej hierarchii wartości. Odwołuję się tu do Hillmana, nie dlatego, że widzę coś złego w efektywności. Po prostu on dobitnie pokazuje, że to nigdy nie może być jedyne kryterium, według którego oceniamy człowieka. To, co produkujemy w efekcie swojej sprawczości, nie zawsze wystarcza do szczęścia. Kiedy w końcu zaakceptujemy, że bycie jest tak samo ważną wartością jak działanie, zrozumiemy, że leżenie na trawie i obserwowanie ptaków jest tak samo ważne,

Jak gnanie za osiągnięciami. Dlaczego? Ponieważ wrażliwość jest sposobem na poznawanie świata. Samym rozumem nie da się go objąć i co najważniejsze ta wrażliwość to pomost do budowania więzi, bo daje nam szansę na odsłonięcie się i kontakt z drugim człowiekiem. I na koniec, najlepsze jest to, że nic praktycznego nie musi z tego bycia wynikać, bo z samego bycia już dużo wynika, tylko trzeba to odkryć. Bardzo pomocne są tu różne techniki medytacyjne i rozwojowe. Uczą nas, jak być tu i teraz, bez poczucia winy czy dyskomfortu, że już powinniśmy być gdzie indziej. Z wielu badań wynika, że na łożu śmierci ludzie nie żałują tego, że nie zrobili czy nie osiągnęli więcej, ale tego, że nie mieli odwagi żyć po swojemu, nie okazywali uczuć innym, nie dbali o swoje relacje.

Wielu ludzi uważa, że w dzisiejszym świecie nie ma miejsca na kruchość, ale jestem przekonana, że każde wniesienie do świata naszej wrażliwości Pomocnik psychoterapeutyczny. Poszukajmy prawdziwej natury. Wyobraźmy sobie dwójkę przedszkolaków. Jedno i drugie dziecko wyciąga właśnie z szafy dwie skarpetki. Nie dość, że nie do pary, to jeszcze różnej długości. Oboje słyszą od rodzica, że te skarpetki nie pasują.

Oboje odpowiadają, że mają ochotę założyć właśnie takie. I tu nasza scenka rozdziela się na dwie wersje. W pierwszej rodzic mówi, że różne kolory i wzory są w porządku, ale proponuje, żeby dziecko założyło skarpetki podobnej długości, bo to będzie ładniej wyglądać. W drugiej rodzic kategorycznie zabrania realizacji takiego pomysłu i wyciąga z szafy te, które on uważa za właściwe. Kim jesteśmy naprawdę? Osoby wspierane w dzieciństwie w dokonywaniu samodzielnych wyborów zwykle łatwo znajdą odpowiedź na tak postawione pytanie. Z kolei te osoby, których rodzice mieli sztywną wizję tego, jak powinno zachowywać się, ubierać i w ogóle żyć ich dziecko, albo nie będą potrafiły odpowiedzieć w ogóle, albo podadzą właściwą, czyli zgodną z narzuconym standardem odpowiedź.

Rodzic z pierwszej scenki nauczy swoje dziecko jak dostosować się do zewnętrznego świata przy zachowaniu własnych preferencji i autentyczności. Rodzic z drugiej wbijania się w gorset norm i oczekiwań niezależnie czy jest w nim wygodnie czy też ciśnie i uwiera. W zdrowym życiu i w autentyczności wobec siebie nie chodzi o to, by nigdy nie zakładać gorsetu, ale o to, by świadomie zauważać, że ten gorset jest ze względu na okoliczności i mieć trochę kolorowych skarpetek w szafie. Z dr Bogną Szymkiewicz-Kowalską rozmawiała Delfina Dellert. Czytała Karolina Kalina i Aleksandra Zbroja.

Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.