"HOŁOWNIA POBŁĄDZIŁ". GAWKOWSKI O RELACJACH W RZĄDZIE I PRZYSZŁOŚCI KOALICJI
W premierowym odcinku Najsztub Pyta, redaktor Piotr Najsztub rozmawiał z wicepremierem i ministrem cyfryzacji Krzysztofem Gawkowskim. Oczywiście dowiecie się o atakach rosyjskich hakerów i płynących z tego zagrożeniach dla obywateli, jak również o tym jakie relacje są w koalicji rządowej i czemu Szymon Hołownia pobłądził na swojej politycznej ścieżce. Premier Gawkowski jednak zdradzi Wam coś więcej - weszliśmy głębiej w jego młodzieńcze lata w niebezpiecznym Wołominie, a także marzenia o zostaniu kolejarzem, które zakończyły się przez... wódkę. Nasz gość jest też pisarzem kryminałów, które tworzy dla siebie i swoich dzieci, oraz nieujawnionym poetą. Przed Państwem Krzysztof Gawkowski, którego jeszcze nie znacie.
Jest pan nieustannie na wojnie i ta wojna trwa. Na razie wygrywamy, ale czy możemy przegrać? Co musiałoby się stać, żebyśmy przegrali? Po pierwsze wojna hybrydowa trwa od wielu lat. Od 13 roku. Ale taka wojna prawdziwa, cyfrowa przyszła w 2024 roku z trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że umiemy coraz lepiej identyfikować kto nas atakuje i wiemy, że to jest Rosja. Czyli to nie jest wewnętrznie kto nas okrada, co też się w Polsce zdarza. Są przestępcy, cyberprzestępcy, chcą okraść konta, różne rzeczy. Ale bardzo dużo ataków przychodzi przez Rosję, z Rosji inspirowanych również przez Białoruś na terytorium Polski. To już wiemy. Po drugie, wiemy jak działają.
Z jednej strony infiltrują systemy, chcą tam zostać, przyczaić się i czekać na okazję, a z drugiej strony chcą pokazać też siłę, czyli czasami chcą coś wyłączyć. A po co chcą pokazać siłę? Żebyśmy się bali? Żebyśmy też wiedzieli, co potrafią. Ale my też umiemy. My o tym nie mówimy, ale my nie tylko mamy defensywę, my w Polsce mamy świetną ofensywę, nie używamy jej. A na czym polegałaby ofensywa? Bo wie pan, ta wojna hybrydowa i sianie tutaj dezinformacji przez Rosję albo ludzi z nią związanych, polega na tym, że oni tutaj sieją dezinformacje, sieją podziały. Ja panu zacytuję z wywiadu z Onetu Michał Fedorowicz, specjalista od internetu zajmujący się analizą bezpieczeństwa informacyjnego, mówi tak.
Stawiam też tezę, że dzisiaj z perspektywy rosyjskich celów, strategii komunikacyjnej wojna przeciwko jedności Polaków i Ukraińców została wygrana przez Rosjan. Nie zgadzam się z tym. I zostało to zrealizowane bez jednego wystrzału. On twierdzi, że to się Putinawi w 100% udało i na poziomie społecznym i na politycznym. I teraz jego zdaniem, on w tym samym wiadzie to mówi, przed nami następny etap tej wojny. Rosja ma cel. NATO. Chodzi o podburzenie 30-40% polskich internautów, którzy będą pisali, że NATO nam nie pomoże, że jesteśmy sami, że NATO jest nic nie warte. Pan, rozumiem, nie potwierdza takiej diagnozy? Nie, uważam, że jest strasznie błędnie postawiona. Dlatego, że była postawiona, to jest, jeżeli się nie mylę, cytat z wywiadu dla pani reaktor Igamonti.
Wygasiliśmy te narracje. Wygasiliśmy je w Polsce w 12 godzin. 12 godzin. Co to znaczy, że wygasiliście? To znaczy, że prawie przestały istnieć takie narracje, które wpisywały się w rosyjskie zapotrzebowanie. Narracje to ktoś wpisuje albo boty wpisują. Co to znaczy, że zgasiliście? To znaczy, że w Polsce od rana było takie przekonanie, że to Ukraina mogła nas zaatakować dronami i właśnie kilkadziesiąt procent internatów, w tym przypadku 30-40% to były te poranki, mówiło, że to może Ukraina nas zaatakowała. Zrobiliśmy wszystko, między innymi bezprecedensowo ujawniając te narracje, jakie naszym Rosjanom zależy. Pokazaliśmy to razem ze służbami. Co w Polsce zależy Rosji, żeby tutaj było kreowane jako pewien przekaz? W ciągu 12 godzin w internecie praktycznie przestały istnieć rzeczy, słusznie rozróżnialiśmy, czy to Rosja, skąd przyszedł atak, kto nim kierował.
W sprawie, o której mówimy, o tym w stosunku do Ukraińców i podnoszącej się fali antyukraińskiej. Ale chciałem o czymś innym powiedzieć, bo ta kampania dezinformacyjna Rosji wzmaga się, sam Pan mówił, trzykrotnie się zwiększyła, ale ja się zastanawiam, dlaczego Polska I Unia Europejska nie prowadzą analogicznej kampanii wobec mieszkańców Rosji. Kampanii, która by ich antagonizowała między sobą, bo na tym polega ta kampania w Polsce. Wzmacniałaby nieufność Rosjan do ich władz, czy choćby pokazywała prawdziwy obraz wojny. Ukraińcy to robią, wiemy o tym, a my nie. Ja mam inną wiedzę w tej sprawie. Jaka to jest wiedza?
Nie powiem panu o tej wiedzy, bo jest niejawna. Ale czy prowadzimy takie kampanie? Umiemy robić różne rzeczy i z jakichś powodów. Z jakichś powodów Rosja na przykład zamyka różnego rodzaju portale komunikacyjne, komunikatory. Z jakiegoś powodu wyłącza możliwość korzystania ich przez swoich obywateli. Nie bez powodu WhatsApp został wyłączony, na jakiś czas Telegram, później się wycofali z Telegrama. Z jakichś powodów tworzą rządowe ośrodki do tego. To się nie odbywa samo w sobie. Rozumiem, że Pan mówi, że prowadzimy takie kampanie. Nie, nie, nie powiedziałem, że prowadzimy. Powiedziałem, że nie będę o tym mówił, ale czy prowadzimy czy nie, to nie jest wiedza, o której będę mówił. Zapytam inaczej. Czy biorąc pod uwagę świat wartości, jaki tworzymy w Unii Europejskiej, tego rodzaju kampania, jaką Rosja prowadzi przeciwko nam, czy biorąc pod uwagę ten system wartości, mielibyśmy prawo robić to samo im?
Nie tylko prawo, ale mamy i obowiązek, dlatego że mówienia np. prawdy, kto zaatakował na Ukrainie, z jakich powodów, powinno się przydostawać do świadomości społecznej Rosjan, bo to oni też powinni o tym wiedzieć. Rosjanie kłamią w internecie, żeby nas skłócić, podburzyć itd. Czy my mamy prawo kłamać w ich internecie? Prawo do kłamania w ich internecie? Nasza prawda jest dla nich kłamstwem. Bo oni uważają, że my kłamiemy. Rozumiem, ale to jest de facto pytanie o to, czy możemy się posunąć tak daleko jak Rosja w tej walce? My musimy się posunąć do momentu takiego, w którym będziemy wysyłali inną narrację niż rządowa. To dla nich jest kłamstwo. To znaczy, gdybyśmy usiedli dzisiaj po drugiej stronie tego obrazu i powiedzieli, dlaczego oni zamykają swoje komunikatory? Bo oni tam czytają prawdę, która dla nich jest kłamstwem.
Oni mówią, to się nie dzieje, a my mówimy, to się dzieje. Jeszcze raz. Powiem jeszcze inaczej. Czy mielibyśmy prawo siać w internecie rosyjskim te nowe, wymyślone przez nas teorie spiskowe? Ale ja odpowiadam to z pełną prawidłacją tego, co chcę powiedzieć. I mówię to na tyle, że uważam, że mamy bardzo dzisiaj oczytanych i świadomych widzów, którzy nas oglądają. Polska... Ma umiejętności, wiedzę i doświadczenie, umie to robić i z jakiegoś powodu w Rosji podejmowane są działania, które mają wyłączyć nam takie możliwości. To znaczy, że rosyjskie władze widzą, że jednak nie wszystko im się udaje. Nadal pan nie odpowiedział na pytanie, czy mamy prawo kłamać, broniąc się, ale przejdźmy dalej. Podatek cyfrowy.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.