Kroniki IBP: Obiekt P.O.M. 32-4 - CreepyPasta
Scenariusz: Adrian IwaniakLektor: Jakub Rutka☛ Instagram: / jakubrutka ☛ TikTok: / jakub_rutka ODWIEDŹ NASZ SKLEP NA WWW.MYSTERYTV.PLZamów unikatowe audiobooki i soundtracki!☛ NASZA GRUPA NA FACEBOOKU: / 1224303840974662 ☛✉ KONTAKT [WSPÓŁPRACA/CREEPYPASTY]: [email protected]
To on nauczył go strzelać, bić się i stawiać przed sobą wymagania. Twarda szkoła wyrobiła w nim nawyk pokory i samodyscypliny, a także pomogła wspiąć się po szczeblach kariery. Zewsząd dobiegał gwar. Mężczyzna bez słowa schował klucze do kieszeni. Zaciągnął się po raz kolejny i ruszył w kierunku źródła hałasu. Już z oddali jego oczom ukazała się furgonetka opatrzona na boku symbolem przecinających się trójkątów, tworzących wewnątrz deltoid. Logo Instytutu Badań Paranormalnych. Niewiele myśląc wszedł przez furtkę na podwórko, a następnie powoli zbliżył się do stojącej nieopodal ekipy zabezpieczającej miejsce zdarzenia.
Po drodze minął czarnego kota, który leniwym wzrokiem przyglądał się całemu zbiegowisku. Zbigniew Kołecki. Co mamy? Rzucił wyciągając legitymację. Najprawdopodobniej atak obiektu paranormalnego. Ale chłopaki wciąż zabezpieczają teren i zbierają materiał dowodowy. Póki co zbadaliśmy miejsce pod kątem poziomu promieniowania. Z ważnych rzeczy to odkryliśmy dwie ofiary, obie w wieku około 30 lat. Najprawdopodobniej byli to mieszkańcy domu. Wywiad zidentyfikował ich tożsamość jako Robert i Barbara Kątnik. Znajdziesz ich w głębi budynku. Jedno w kuchni, a drugie w salonie. Spodoba ci się. Gwarantuję.
Ale nie będę psuł ci zabawy, sam się przekonasz. Jaka klasyfikacja? Trudno powiedzieć. Poziom trzeci. O, może czwarty, o ile znajdziemy więcej ofiar. Kołacki skinął głowę, po czym wyrzucił niedopałek w krzaki. A co ze świadkami? Kto zgłosił sprawę? Pod numer alarmowy zadzwonił sąsiad, który rzekomo skarżył się na hałas i przyszedł sprawdzić jego przyczynę. Wydział komunikacji przejął połączenie i od razu wysłał oddział na miejsce. Z jego relacji można wywnioskować, że przybył na miejsce około dziewiątej nad ranem. Po wkroczeniu na posesję natknął się na ofiary ataku i zadzwonił na służbę. Nie zaobserwował żadnych anomalii czy obecności istoty paranormalnej.
Zamek nie wyglądał na uszkodzony. Nie dostrzegł także zniszczeń na framudze. Westchnął. Jakby nie patrzeć, dawno nie prowadził sprawy z poziomu trzeciego, a tym bardziej czwartego. Większość akcji koniec końców klasyfikowano jako niegroźne incydenty lub w ogóle nie mające styczności z wymiarem paranormalnym. Tym razem zapowiadało się coś grubszego, zwłaszcza, że został oddelegowany na miejsce bezpośrednio przez centralę, a to samo w sobie świadczyło o randze sytuacji. Trudno było się z tym nie zgodzić, bowiem tuż po przejściu kilku metrów ujrzał wspomniane ofiary, a to, co im się przydarzyło, z oczywistych względów nie mogło być sprawką zwykłego śmiertelnika.
Po dobrych kilkudziesięciu minutach rozpoczęto procedurę zabezpieczenia oraz przetransportowania ofiar do bazy celem przeprowadzenia dalszych badań. Zbigniew w tym czasie przysiadł na schodach prowadzących na górne piętro i odpalił kolejnego papierosa. Dręczyła go wątpliwość, dlaczego odkryto jedynie konsekwencje ingerencji, a nie samą przyczynę. Choć było na to jeszcze za wcześnie, starał się zobrazować w umyśle dokładny przebieg zdarzenia. Z natłoku myśli wyrwał go dźwięk, który niespodziewanie dobiegł z piwnicy. Głuchy? tępy trzask rozrywanych łańcuchów.
Nie, nie, to nie będzie konieczne, panie... Bośniak. Nadkomisarz Tomasz Bośniak. Kołecki z oczywistych powodów musiał chronić prawdziwą tożsamość. Wszak Instytut Badań Paranormalnych z samego założenia stanowił podmiot wyłączony spod prawa oraz niewidniejący w żadnych oficjalnych strukturach organizacyjnych. Tylko najwyższe rangą jednostki na szczeblu państwowym i militarnym miały wiedzę na temat jego działalności. Jednakże nie oznaczało to, że mogły go w pełni kontrolować. Oficjalnie pieczę nad funkcjonalnością Instytutu pełnił zarząd, acz personalia jego członków stanowiły tajemnicę nawet dla samych pracowników.
Miasto niemal opustoszało, przykryte całunem nocy, ale w sąsiednim budynku na jednym z pięter wciąż paliła się lampka. Dla pracoholików późna pora nie stanowiła problemu. Kołecki, jak uważali jego współpracownicy, należał właśnie do tej grupy. Zazwyczaj zjawiał się w Instytucie o bladym świcie i jako ostatni gasił światło. Lubił to. Robota dawała mu satysfakcję, zwłaszcza działania w terenie, które nomen omen wiązały się z największym niebezpieczeństwem. Pomijając oczywiście fakt, że posada agenta Instytutu Badań Paranormalnych sama w sobie była nie lada wyzwaniem.
A jego żona? Dalej w śpiączce. Próbujemy ją wybudzić, ale póki co bezskutecznie. Jeżeli do wieczora jej stan nie ulegnie poprawie, podwoimy dawkę leków. Rozumiem. Mówił coś? Próbował, ale głównie gadał od rzeczy. Wciąż jest w szoku po incydencie. Na szczęście ciało i umysł dochodzą do sprawności, ale mimo wszystko zalecam ostrożność. Co prawda nie powinien przejawiać agresji, aczkolwiek... Znam procedury. Burknął Zbigniew. Nie chcąc tracić ani chwili dłużej, wstał z krzesła i ruszył w kierunku odizolowanej sali, w której leżał ledwo przytomny mężczyzna podłączony do aparatury medycznej. Ten sam, którego jeszcze niedawno widział lewitującego nad ziemią, w stanie letargu po ingerencji obiektu paranormalnego.
Lublin. Irydiona... Irydiona. W porządku. To wystarczy. Ja nazywam się Zbigniew Kołecki. Pracuję dla Instytutu Badań Paranormalnych. Paranormalnych? Czyli... Czyli że co? Zajmujemy się identyfikacją, badaniem i kontrolowaniem zjawisk paranormalnych, czyli nie pochodzących z tego świata. To tak w skrócie. No i na bazie ostatnich wydarzeń mogę stwierdzić. Oczywiście nieoficjalnie. że doświadczył pan wraz z małżonką tego typu zjawiska. Na szczęście udało nam się w porę zabezpieczyć miejsce ataku i przywieźć państwa do naszej placówki, celem podtrzymania funkcji życiowych oraz oczyszczenia ciał z niepożądanych czynników ektoplazmatycznych.
Kołecki nigdy nie był dobry w przekazywaniu cywilom poufnych informacji. Nie używał łopatologicznego języka, nie mówił prosto i przystępnie. Każdy uratowany pacjent był dla niego kolejnym numerem na liście nieszczęśników, mających styczność z bytem paranormalnym. A tych w swojej karierze odnotował już wiele. Dlatego zalecam ścisłą współpracę. Od pana informacji zależy między innymi to, jak szybko przywrócimy funkcje motoryczne pańskiej żonie. A chyba zależy panu na jej zdrowiu, prawda? Kątnik przełknął ślinę. Blada cera i szeroko otwarte usta świadczyły zarówno o konsternacji, jak i przerażeniu, które malowało się w jego rozszerzonych źrenicach.
Zapraszam na zewnątrz. Samochód już czeka i radzę nie robić niczego głupiego. Noc była gęsta jak smoła, a światła miasta rozlewały się w dole jak martwe, drżące jezioro. Pomimo późnej pory ulice nieprzerwanie grały koncert zgiełku, łomotu dobiegającego z pobliskiego klubu oraz policyjnych kogutów. Za to na dachu biura Instytutu Badań Paranormalnych panowała cisza, taka, która ciąży w uszach i sprawia, że człowiek zaczyna wsłuchiwać się w swobodnie przelatujące myśli. Powinieneś odpocząć. Odpoczynek jest dla tych, którzy nie śnią tego, co ja.
Hmm. Po przywiezieniu do izolatki Kowalkiewicz wyznał, że przez weekend nawet nie wyściubił nosa z wulki wieprzeckiej i ukrywał się w jakiejś stodole u sąsiada. Z nikim się nie kontaktował, nie rozmawiał. Do miasta przyjechał samochodem. A z badań wynika, że pasożyt opuścił jego ciało na kilka godzin przed wizytą w szpitalu. Zatem musiał przeniknąć do nowego żywiciela. Niedaleko miejsca wyklucie. Tam, gdzie doszło do pierwszego ataku. Ma to sens. Na wszelki wypadek wysłałem terenowych, aby sprawdzili las, w którym rzekomo doszło do odkrycia jaja. Ale chłopaki niczego nie znaleźli. Z drugiej strony dom kątników od kilku dni jest pod stałą obserwacją.
To tutaj się wszystko zaczęło, powiedział półgłosem bardziej do siebie niż do stojącej za nim agentki Leny Marusak. Następnie przeszedł przez przedpokój i natychmiast wyczuł znaczną różnicę. Zmienił się zapach. Nie był już stęchły ani chemiczny jak wcześniej. Teraz panowała tu chłodna sterylność, jakby budynek sam się oczyścił z niepożądanych aktywności. Inną, bardziej prawdopodobną opcją była jak zwykle perfekcyjna praca techników zabezpieczających miejsce zdarzenia. Pracownicy nie pozostawili wszak żadnych śladów, mogących świadczyć o wystąpieniu ataku paranormalnego.
Urządzenia pomiarowe nie wykazały żadnych odchyleń od normy, żadnego pola elektromagnetycznego, żadnych zmian ciśnienia czy pozostałości tkanki pasożytniczej. Kołecki zsunął rękawicę i przejechał dłonią po rurze, po czym natychmiast zeskanował ją na obecność toksyn i mikrobów. Nic. Pomiary rezonansem biologicznym również niczego nie wykazywały. W końcu po blisko 30 minutach bezskutecznych badań stanęli na środku salonu. Nic tu po nas. Tracimy tylko czas. I co teraz? Wracamy do biura. Trzeba spisać raport.
a także układ nerwowy. Rachityczna budowa ciała oraz skłonności alkoholowe ofiary z pewnością przyczyniły się do szybszego wyniszczenia organizmu. Kołecki westchnął. Instytut podpowiadał mu, że poszukiwany obiekt paranormalny już dawno opuścił żywiciela, a co za tym idzie, mógł znajdować się teraz dosłownie wszędzie. Technicy mogliby oczywiście szukać śladów promieniowania i przeskanować każdą chałupę w okolicy, ale trwałoby to tygodniami. Do tego czasu informacja o nadmiarowej liczbie zarażonych nieznaną chorobą prawdopodobnie wypłynęłaby do mediów. A na to Instytut nie mógł sobie pozwolić.
Nie mając wiele możliwości podszedł do okna i omiótł wzrokiem okolice. Widok rozciągających się hektarami pól oraz połaci lasów działał kojąco na jego nerwy. Naszła go nawet myśl, że przydałby mu się urlop. Gdzieś z dala od miasta i tego całego paranormalnego syfu. Długo nie nacieszył się tym wyobrażeniem. Niespodziewanie bowiem z pokoju obok poniósł się krzyk, a zaraz potem trzask tłuczonego szkła. Przez moment dało się także usłyszeć coś jakby warczenie, a chwilę później wszystko ucichło.
Biologiczny pasożyt. W środku znajdowały się notatki z pierwszej eksploracji, zapisy rozmów ze świadkami oraz wyniki badań toksykologicznych. Pasożyt, zgodnie z hipotezą zespołu badawczego, nie pochodził z ziemskiego ekosystemu. Struktura błonowa wskazywała na zdolność do przystosowania się do dowolnego nosiciela, w tym ludzi. W raporcie znajdowały się również spekulacje, że jajo, z którego wykluł się obiekt, mogło zostać przeniesione z innego wymiaru lub nawet innej planety. Prawdziwe pochodzenie nie zostało do tej pory ustalone i prawdopodobnie nigdy nie zostanie.
Tacy jak ja nie odpoczywają. Po prostu zaczynają śmierdzieć formaliną, mruknął do siebie, po czym zniknął w chłodnym i ciasnym korytarzu Instytutu Badań Paranormalnych. Scenariusz Adrian Iwaniak Czytał Jakub Rutka
Pokazano wszystkie 18 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Scenariusz: Adrian IwaniakLektor: Jakub Rutka☛ Instagram: / jakubrutka ☛ TikTok: / jakub_rutka ODWIEDŹ NASZ SKLEP NA WWW.MYSTERYTV.PLZamów unikatowe audiobooki i soundtracki!☛ NASZA GRUPA NA FACEBOOKU: / 1224303840974662 ☛✉ KONTAKT [WSPÓŁPRACA/CREEPYPASTY]: [email protected]