Mentionsy Mentionsy
MysteryTV - Jakub Rutka
MysteryTV - Jakub Rutka

Kroniki IBP: Obiekt P.O.M. 32-4 - CreepyPasta

01.10.2025 ·1 godz 6 min

Scenariusz: Adrian IwaniakLektor: Jakub Rutka☛ Instagram:   / jakubrutka  ☛ TikTok:   / jakub_rutka  ODWIEDŹ NASZ SKLEP NA WWW.MYSTERYTV.PLZamów unikatowe audiobooki i soundtracki!☛ NASZA GRUPA NA FACEBOOKU:   / 1224303840974662  ☛✉ KONTAKT [WSPÓŁPRACA/CREEPYPASTY]: [email protected]

To on nauczył go strzelać, bić się i stawiać przed sobą wymagania. Twarda szkoła wyrobiła w nim nawyk pokory i samodyscypliny, a także pomogła wspiąć się po szczeblach kariery. Zewsząd dobiegał gwar. Mężczyzna bez słowa schował klucze do kieszeni. Zaciągnął się po raz kolejny i ruszył w kierunku źródła hałasu. Już z oddali jego oczom ukazała się furgonetka opatrzona na boku symbolem przecinających się trójkątów, tworzących wewnątrz deltoid. Logo Instytutu Badań Paranormalnych. Niewiele myśląc wszedł przez furtkę na podwórko, a następnie powoli zbliżył się do stojącej nieopodal ekipy zabezpieczającej miejsce zdarzenia.

Nie, nie, to nie będzie konieczne, panie... Bośniak. Nadkomisarz Tomasz Bośniak. Kołecki z oczywistych powodów musiał chronić prawdziwą tożsamość. Wszak Instytut Badań Paranormalnych z samego założenia stanowił podmiot wyłączony spod prawa oraz niewidniejący w żadnych oficjalnych strukturach organizacyjnych. Tylko najwyższe rangą jednostki na szczeblu państwowym i militarnym miały wiedzę na temat jego działalności. Jednakże nie oznaczało to, że mogły go w pełni kontrolować. Oficjalnie pieczę nad funkcjonalnością Instytutu pełnił zarząd, acz personalia jego członków stanowiły tajemnicę nawet dla samych pracowników.

Miasto niemal opustoszało, przykryte całunem nocy, ale w sąsiednim budynku na jednym z pięter wciąż paliła się lampka. Dla pracoholików późna pora nie stanowiła problemu. Kołecki, jak uważali jego współpracownicy, należał właśnie do tej grupy. Zazwyczaj zjawiał się w Instytucie o bladym świcie i jako ostatni gasił światło. Lubił to. Robota dawała mu satysfakcję, zwłaszcza działania w terenie, które nomen omen wiązały się z największym niebezpieczeństwem. Pomijając oczywiście fakt, że posada agenta Instytutu Badań Paranormalnych sama w sobie była nie lada wyzwaniem.

Lublin. Irydiona... Irydiona. W porządku. To wystarczy. Ja nazywam się Zbigniew Kołecki. Pracuję dla Instytutu Badań Paranormalnych. Paranormalnych? Czyli... Czyli że co? Zajmujemy się identyfikacją, badaniem i kontrolowaniem zjawisk paranormalnych, czyli nie pochodzących z tego świata. To tak w skrócie. No i na bazie ostatnich wydarzeń mogę stwierdzić. Oczywiście nieoficjalnie. że doświadczył pan wraz z małżonką tego typu zjawiska. Na szczęście udało nam się w porę zabezpieczyć miejsce ataku i przywieźć państwa do naszej placówki, celem podtrzymania funkcji życiowych oraz oczyszczenia ciał z niepożądanych czynników ektoplazmatycznych.

Zapraszam na zewnątrz. Samochód już czeka i radzę nie robić niczego głupiego. Noc była gęsta jak smoła, a światła miasta rozlewały się w dole jak martwe, drżące jezioro. Pomimo późnej pory ulice nieprzerwanie grały koncert zgiełku, łomotu dobiegającego z pobliskiego klubu oraz policyjnych kogutów. Za to na dachu biura Instytutu Badań Paranormalnych panowała cisza, taka, która ciąży w uszach i sprawia, że człowiek zaczyna wsłuchiwać się w swobodnie przelatujące myśli. Powinieneś odpocząć. Odpoczynek jest dla tych, którzy nie śnią tego, co ja.

a także układ nerwowy. Rachityczna budowa ciała oraz skłonności alkoholowe ofiary z pewnością przyczyniły się do szybszego wyniszczenia organizmu. Kołecki westchnął. Instytut podpowiadał mu, że poszukiwany obiekt paranormalny już dawno opuścił żywiciela, a co za tym idzie, mógł znajdować się teraz dosłownie wszędzie. Technicy mogliby oczywiście szukać śladów promieniowania i przeskanować każdą chałupę w okolicy, ale trwałoby to tygodniami. Do tego czasu informacja o nadmiarowej liczbie zarażonych nieznaną chorobą prawdopodobnie wypłynęłaby do mediów. A na to Instytut nie mógł sobie pozwolić.

Miauczenie. Kołecki napiął mięśnie, następnie skierował wzrok na korytarz, skąd dobiegł dźwięk. Krok po kroku zbliżał się do jego źródła. Gdy wreszcie dostrzegł prowodyra zamieszania, ścisnął mocniej rękojeść broni i obrał go na muszkę. Kot po prostu leżał na dywanie i lizał się po łapie. Tak naprawdę nawet nie zwrócił uwagi na agenta. Dopiero gdy ten nadepnął na kawałek szkła, uniósł łeb i o spale miałknął. W normalnych okolicznościach Zbigniew opuściłby broń i odetchnął z ulgą. Ale teraz, gdy w kuchni znajdowała się nieprzytomna agentka, a jemu samemu instynkt nakazał zachować czujność, musiał brać pod uwagę każdy możliwy scenariusz.

Tacy jak ja nie odpoczywają. Po prostu zaczynają śmierdzieć formaliną, mruknął do siebie, po czym zniknął w chłodnym i ciasnym korytarzu Instytutu Badań Paranormalnych. Scenariusz Adrian Iwaniak Czytał Jakub Rutka

Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.