Mentionsy Mentionsy
Mondo Cane — Kryminalne Tajemnice Włoch
Mondo Cane — Kryminalne Tajemnice Włoch

#22 Zaginiona Rzymianka 2/3 Świat Mirelli

18.03.2026 ·44 min 15 s · 1 rozdział · 1 sponsor

W drugiej części, zgłębiając sprawę zaginięcia Mirelli Gregori zapoznajemy się z jej kręgiem znajomych i życiem uczuciowym za pośrednictwem zeznań przyjaciół oraz jej własnych zapisków. Zachęcam dowsparcia kanału:https://buycoffee.to/mondocaneRozdziały:00:00 jaka była Mirella02:54 dzienniki ofiary14:18 Alessandro de Luca20:50 Sonia De Vito25:11 podejrzenia wobec Sonii34:29 znajomi z Centocelle Bibliografia:R.Bruzzone,R.Catania, M.Di Biagio, L.Genovesi - „Viaggio in un’indagine imperfetta. Studioe analisi degli atti.” F.Rossi – „MirellaGregori,la ragazza inghiottita dalla terra” Podcast:https://youtu.be/p5YD2WcFLVA?si=_gfKo9yiNp7Of8ys  użyty motywmuzyczny:“Tangos de lozingaro” – Mascarimirì (2020)Produced by ArraProduzioni Mediterranee dotyczy (tagi):Mirella Gregori, Sonia De Vito, Alessandro De Luca, Massimo Colongi, Massimo Forti

Prześledźmy ku jakim chłopcom Mirella kierowała swoje uczucia poprzez pamiętniki w ostatnich latach życia. W styczniu 1981 roku, a więc jeszcze w gimnazjum, Mirella pisze, że podoba jej się nie kto inny jak Alessandro de Luca. Zdaje sobie jednak sprawę, że ten nie zwraca na nią uwagi. Alessandro zdaje się bardziej zainteresowany niejaką Anną Ritą. Mirella pisze, że jeśli to nie on wykona pierwszy krok i to najlepiej do końca roku szkolnego, to ona da sobie spokój. I faktycznie po zakończeniu gimnazjum nie spotyka już więcej swojego gimnazjalnego krasza, aż do wspólnego wyjścia na pizzę w lutym 1982 roku, o którym zresztą sam Alessandro wspominał policji.

Przy czym śledztwo wyglądało tak, że po prostu ta sprawa co jakiś czas była ponownie otwierana, ponownie do niej wracano i przesłuchiwano tych samych świadków plus jeszcze jakichś nowych, których przy pierwszej okazji pominięto. Ci świadkowie rośli, coraz mniej pamiętali. W ich zeznaniach coraz więcej było sprzeczności, zwłaszcza w odniesieniu do tego, co mówili wcześniej. Niektórzy z nich z tą sprawą, można powiedzieć, dorośli. Chociażby siostra Mirelli wyszła za mąż za tego swojego chłopaka Filippo. Przy niektórych przesłuchaniach mieli nawet już dzieci. To samo Sonia de Vito wyszła za swojego chłopaka Fabio de Rosę, który kiedy był przesłuchiwany po raz ostatni w roku 2015 miał już 50 lat.

Zacznijmy natomiast od osoby, która była, można powiedzieć, pierwszym podejrzanym, a więc Alessandro de Luca. To nazwisko od razu pojawia się w sprawie, bo przecież matka Mirelli mówi, że to według jej wiedzy on właśnie dzwonił do Mirelli domofonem. De Luca twierdzi natomiast, że w tym czasie znajdował się u swojego kolegi, uczyli się, a tak w ogóle to Mirelli nie widział od miesięcy. Później jednak na przesłuchaniu ta wersja nieco się zmienia, ponieważ przyznaje, że u tego swojego kolegi Raffaele Luongo jednak wcale się nie uczył, w dodatku byli tam jeszcze inni koledzy i kwadrans po czwartej poszli, przenieśli się do domu jeszcze innego kolegi Elio Matze Cane.

Następnie wszyscy razem szwendali się po dzielnicy Trieste, aż w końcu odprowadzili de Lucę do fryzjera. Taką wersję wydarzeń podają Alessandro de Luca i Raffaele Luongo, natomiast te wersje nie były przez śledczych w zasadzie w żaden sposób weryfikowane, to znaczy ani nie weryfikowano w pizzerii, gdzie potem wspomnieli, że poszli, czy tam faktycznie byli, ani nawet u tegoż fryzjera. Dopiero po paru miesiącach przesłuchano więcej kolegów z tej jego grupy. Ostatniego z nich dopiero po dwóch latach. Pomiędzy tymi kolegami różne nieścisłości zaczęły wychodzić. Tylko dwóch z nich w ogóle potwierdziło, że na początku spotkali się w domu u Luongo.

Tylko niektórzy mówili, że plan obejmował pójść się do kina. Nawet sam de Luca o tym nie wspomina. Inne nieścisłości dotyczą nie tyle planu dnia, co środków transportu, którymi się poruszali. Eliu Matsakany mówi, że to on przyjechał do Raffaele Luongo na skuterze, a nie na odwrót, jak mówił Raffaele i Alessandro, a następnie cała grupa udała się jeszcze do sali gier. Co też w innych deklaracjach nie padło. I mieli zrobić to na skuterach w liczbie trzech. Z kolei jeszcze inny z chłopaków mówi, że pojechali do domu Leo Mazzacane, czyli znów nie do Rafaela Luongo, że zrobili to na skuterze, ale że tylko oni mieli skuter, a pozostali, w tym chociażby Luongo i de Luca, poruszali się transportem publicznym.

Niechcisłości jest więc wiele i to Alibi, Alessandro de Luca nie jest takie bardzo solidne, ale w dużej części dlatego, że po prostu nie było odpowiednio weryfikowane. Natomiast też po paru miesiącach od zdarzenia w zasadzie ciężko oczekiwać, żeby kilka osób, grupa znajomych mówiła dokładnie to samo odnośnie tego jak spędzili Popołudnie, o którym nie wiedzieli, że jest jakieś szczególne, dopóki kilka dni czy tygodni później nie dowiedzieli się, że w tym samym czasie zaginęła ich daleka, zresztą znajoma. Trudno chyba przypuszczać, żeby ta grupa chłopaków zawiązała jakiś spisek. De Luca natomiast pogubił się też w swoich zeznaniach dotyczących jego relacji z Mirellą.

On generalnie twierdził, że nie wiedział o tym, że Mirella żywiła do niego jakieś sympatie. Z drugiej strony przyznał, że odmówił kiedyś przyjęcia od niej prezentu, a to raczej zachowanie, które wskazywałoby na chęć nierobienia nastolatce nadziei, czyli musiał wiedzieć, że coś mogło być na rzeczy. Tak więc przy nazwisku Alessandro de Luca pewien znak zapytania zostaje, ale jest to znak zapytania raczej malutki. Broni go też jeszcze jedna okoliczność, o której mówi Sonia de Vito.

Otóż Alessandro de Luca był dotknięty rotacyzmem. Cóż to takiego jest rotacyzm? To właśnie kolejna dygresja językowo-kulturowa. Otóż rotacyzm jest niczym innym jak to, co byśmy powiedzieli po polsku, że Alessandro nie wymawiał R. Natomiast Włoch powiedziałby, że Alessandro miał miękkie R. Chodzi o to samo, ale o ile w Polsce przyjęło się, że R masz wymawiać i tyle jak nie wymawiasz, to jest to wada, o tyle we Włoszech to miękkie R jest postrzegane często jako po prostu taka charakterystyka językowa, a nie zawsze wada. Szczególnie, że w niektórych dialektach czy akcentach jest to cecha dopuszczalna, a nawet dominująca.

Chociażby wielu mieszkańców Parmy mówi w ten sposób, że jak pierwszy raz takiego usłyszałem, to myślałem, że udaje Francuza. Zamykając więc dygresję, skoro Alessandro nie wymawiał R., to Mirella... Która z pewnością o tym wiedziała, musiała zdać sobie sprawę przez domofon, że coś tutaj chyba nie gra. Czyli albo rozpoznałaby go od razu, bardzo szybko, albo zauważyłaby, że osoba dzwoniąca nie jest tą, za którą się podaje. A skoro już wspomnieliśmy o Sonii de Vito, to zajmijmy się teraz tą postacią, ponieważ jest ona dla całej tej sprawy zdecydowanie jedną z osób kluczowych.

Mimo to policjanci z przesłuchaniem się nie spieszyli, bo pierwszy raz dotarli do Sonii dopiero 20 dni po zaginięciu. Sonia przyznaje, że rzeczywiście z Mirellą były bardzo bliskimi przyjaciółkami, wszystko sobie mówią, zwierzają się ze swoich uczuć, sekretów i Sonia potwierdza, że właśnie w dzień swojego zaginięcia Mirella po godzinie 15 wstąpiła do niej do baru, gdzie spędziła 15 minut. rozmawiały w toalecie tegoż baru, gdzie Mirella nakładała makijaż. Od Mirelli wie, że zadzwonił do niej domofonem Alessandro de Luca i że chciał się z nią spotkać. Zapraszał ją do parku Villa Torlonia, gdzie mieli być też jacyś jego inni znajomi.

Natomiast dla Mirelli było to za daleko. Ona była potem umówiona w dzielnicy Centocelle z innymi znajomymi, miała z nimi kupić prezent na Dzień Matki, a więc zaproponowała bliższe miejsce. Na początku Plac Czerwonego Krzyża, a potem zgodziła się, aby spotkać się przed Pomnikiem Bersalierów przy Porta Pia. Porta Pia to miejsce spacerkiem 5 minut od mieszkania Mirelli, może nawet mniej. Plan miał zakładać, że po spotkaniu Mirella pojedzie do swoich znajomych, do Centocelle, To było jakieś już pół godziny drogi. Z kolei de Luca miał iść z resztą znajomych grać na gitarze właśnie w parku Villa Torlone. O de Luce Sonia mówi, że rzeczywiście Mirella była w nim kiedyś trochę zakochana, ale to było jeszcze w poprzedniej szkole, w gimnazjum.

Były nawet te same. Raz tylko na chwilę weszła dziewczynka, która często przychodziła tam zagrać za swojego ojca kupony w Toto Calcio. Jeśli chodzi o zachowanie Mirelli w dniach poprzednich, Sonia mówi, że nie zauważyła u niej nic podejrzanego, nic niepokojącego. Do Sonii de Vito śledczy wielokrotnie jednak wracali i mieli ku temu powody, ponieważ w jej zeznaniach pojawiało się wiele sprzeczności, takich wewnętrznych, ale też sprzeczności pomiędzy tym, co mówiła w czasie kolejnych przesłuchań, a także nie współgrały one z zeznaniami innych osób. W pewnym momencie śledczy uznali nawet, że Sonia musi coś zatajać albo na jakiś temat kłamać.

I wiedząc to uznawała za możliwe, że Mirella wróci jakoś późno. A jednocześnie nie chciała zdradzić jej sekretu. Otośnie przebiegło tamtego popołudnia. Dopiero za trzecim razem Sonia powiedziała śledczym, że Mirella była w jej barze dwa razy. Raz po obiedzie, ale też raz przed obiadem, wracając ze szkoły. Być może przesłuchujący ją o to nie spytał, tym niemniej była to okoliczność, która mogła mieć jakieś znaczenie, którą warto by było zgłębić. O tym czasem dopiero po kilku latach Sonia ją wspomniała. Kolejna rzecz to treść tego, co Mirella miała jej powiedzieć w toalecie baru. Podczas tych 15 minut rozmowy tak naprawdę z zeznań Soni wynika, że jedyne co usłyszała od swojej koleżanki to opis tej rozmowy przez domofon.

Po paru latach śledczy decydują się nawet na taką konfrontację dwóch świadków. W jej wyniku obie kobiety obstają przy swoim. Sonia mówi, że wszystkim od początku mówiła, że Mirella nie poszła do Villa Torlonia, tylko umówiła się na Porta Pia. Te miejsca są zresztą w dwóch zupełnie różnych kierunkach, idąc od baru do Sonii de Vito. A siostra Mirelli do końca twierdziła, że właśnie Sonia powiedziała jej, że Mirella poszła do Villa Torlonia i nawet ze swoim chłopakiem Maria Antonietta Gregorii pojechała tam jeszcze tej samej nocy szukać swojej siostry. Park był zresztą zamknięty, częściowo również w remoncie i to miejsce tak naprawdę nigdy nie zostało przez nikogo dobrze zbadane.

Jeśli chodzi o późniejsze zeznania Sonii de Vito, to przede wszystkim rzuca się w oczy, że stopniowo zaczyna ona twierdzić, że tak naprawdę wcale nie była aż tak dobrą przyjaciółką Mirelli, że w tamtym okresie już oddalały się od siebie wraz z dorastaniem. To po prostu nie jest prawdą, wiemy to chociażby z tak obiektywnego źródła, jakim jednak jest dziennik i pamiętnik Mirelli. Dziewczyny często się kontaktowały. Zarówno matka Mirelli do swojej śmierci, jak i jej siostra po dziś dzień uważa, że Sonia coś przed nimi ukrywa. Niekoniecznie o coś podejrzewa, ale ma do niej żal, że nie powiedziała nigdy całej prawdy. Ani im, ani śledczym.

Jeszcze dwa inne zeznania rzucają cień na postać Soni de Vito. Pierwsze z nich to zeznania Zimony Bernardini, a więc jednej z tych koleżanek Mirelli z dzielnicy Centocelle, która podobnie jak siostra Mirelli mówi, że od Soni de Vito usłyszała, że Mirella poszła grać na gitarze do Villa Torlonia. Ale dodała też inne ciekawe rzeczy. że Sonia i jej chłopak Fabio de Rosa wydawali jej się tacy nienaturalnie obojętni i spokojni jak na zaginięcie ich przyjaciółki, jak również, że Mirella kiedyś jej się zwierzyła, że właśnie chłopak Sonii się do niej zalecał. Ale co jeszcze bardziej intrygujące w zeznaniach Zimony Bernardini, to że Sonia miała jej kiedyś powiedzieć, już po zaginięciu, że Mirella była, cytuję, po prostu głupia, żeby tam pójść.

Poświęciły więc one też nieco uwagi w sprawie Mirelli. I właśnie w takim dokumencie jest napisane, że pewne źródło służb, jakiś świadek z kręgu znajomych Mirelli przypadkiem podsłuchał w barze Soni de Vito, jak Sonia zwierza się jakiejś swojej koleżance, że sama dopuszcza do siebie taką możliwość, że to ona, a nie Mirella mogła być ofiarą jakiegoś porwania czy ataku. Padają, cytuję takie słowa. Oczywiście on nas znał w przeciwieństwie do nas, które go nie znałyśmy, a więc mógł zrobić to, co chciał. Biorąc pod uwagę, że spędzałyśmy razem czas, tak samo jak zabrał Mirellę, tak mógł zabrać również mnie.

To samo źródło mówiło też, że więcej informacji na ten temat może mieć barman barista w barze De Vito. To wszystko jeszcze w roku 1983 jednak i dla służb i dla śledczych ten temat się zatrzymał. Do barmana dopiero po latach dotarł inny dziennikarz Fabio Rossi, autor książki Mirella Gregori, La ragazza ingiotita della terra. Giuseppe Cali, tak nazywał się ten barman, barista, mówi, że Sonia mogła mieć na myśli osobę, która w tamtym czasie często chodziła do baru. Był to mężczyzna dość wysoki, o blond włosach, który uczęszczał również pobliski kościół, czyli parafię św.

Również i zeznania tej trójki są trochę niejasne. Przypominam, że już matka Mirelli mówiła, że tamtego popołudnia około godziny 16-16.30 Mirella miała być umówiona właśnie z Giovanną, aby spotkać się i iść na zakupy w okolice Porta Pia. Giovanna mówi, że spotkanie było umówione tak, że miała ona zadzwonić do domu państwa Gregorich o 16.30 i wtedy telefonicznie ustalić z Mirellą kiedy i gdzie dokładnie się widzą. Mówi, że o umówionej godzinie zadzwoniła, odebrała jednak matka Mirelli i powiedziała jej, że córka wyszła z domu o 14.20 spotkać się z Alessandro de Luca. Godzinę później Giovanna mówi, że dzwoni znowu.

Mirelli, jak wiadomo, nadal nie ma, a więc Giovanna dzwoni do baru Sonii De Vito. I od Sonii słyszy, że o 14.20 rzeczywiście Mirella do niej przyszła i wspomniała, że ma się spotkać z Alessandro de Luca przy Porta Pia. Można zastanowić się, dlaczego w ogóle Giovanna dzwoni do Sonii, dlaczego... Miałaby podejrzewać, że Sonia coś wie na temat miejsca pobytu Mirelli, ale jeszcze dziwniejsze jest dlaczego dwukrotnie w jej zeznaniach pojawia się godzina 14.20, która nie współgra ani z tym, co zeznała matka Mirelli, ani z tym, co zeznała Sonia de Vito. O 14.20 Mirella prawdopodobnie była po prostu jeszcze u siebie w domu. Odnośnie godzin tych telefonów wykonywanych przez wszystkich bohaterów naszej historii, to nie mamy oczywiście bilingów, śledczy ich nie mieli, więc wszelkie godziny połączeń ustalane są jedynie w oparciu o tę mglistą pamięć osób, które je wykonywały.

Odnośnie dalszego przebiegu popołudnia Massimo Forti mówi, że o 16 wyszedł i pod swoim domem spotkał Giovanni Manetti i Roberto Tibertiego. A więc wedle zeznań Massimo Fortiego ich spotkanie tamtego popołudnia miało być po pierwsze fizyczne, po drugie pod jego domem, a nie pod domem Tibertiego. Wciąż jednak w dzielnicy Czętoczele. Z dwójką przyjaciół miał spędzić czas do godziny 18.30, z Tibertym nawet do 20.00 i o 21.00 miał wrócić do domu, skąd, jak twierdzi, zadzwonił ponownie do rodziców Mirelli, gdzie znów rozmawiał z jej matką, która zaniepokojona powiedziała mu, że Mirella nie wróciła do domu. Wtedy o godzinie 22 poprosił Giovannę o numer do mieszkania Sonii De Vito i do niej zadzwonił.

Usłyszał od Sonii to samo co inny, natomiast zastanawiający jest sam fakt wykonania tego telefonu, zwłaszcza, że Massimo Forti i Sonia De Vito, pomimo, że byli dla Mirelli bliskimi osobami, bezpośrednio nie zdążyli się tak naprawdę poznać. Nie jest nawet pewne, czy widzieli się w trakcie inauguracji baru u Gregorii, Byli wszyscy znajomi Mirelli, bo nie jest pewne, czy Sonia tam wtedy była. A na pewno tę dwójkę ze sobą jakoś szczególnie nie rozmawiała, nie utrzymywała kontaktów. Dosyć powiedzieć, że nie miał on przecież do niej numeru, dopóki nie dostał go od Giovanni. Czy miał jakiś szczególny powód, szczególne podejrzenie, żeby dzwonić do domu Soni de Vito o tak późnej swoją drogą porze? Forti nie wspomina o telefonach, które Giovanna Manetti miała wykonywać do domu Gregorii.

Pewien cień podejrzeń oczywiście pozostaje, natomiast przede wszystkim to, że takie niejasności w tych zeznaniach pozostały, świadczy przede wszystkim o tym, że śledztwo było źle, niedokładnie prowadzone. Oczywiste sprzeczności nie były odpowiednio wyjaśniane, nie przesłuchano przecież nawet rodziców całej tej druki, którzy przecież mogliby potwierdzić lub zaprzeczyć, kiedy i gdzie znajdowały się ich dzieci. Często podejrzenia w tej sprawie skupiają się na Sonii i De Vito, ale tak naprawdę, jak widać, kiedy przyjrzeć się innym zeznaniom, one również budzą wątpliwości i być może coś w tym jest, a być może po prostu wynika to z tego, że znajomi Mirelli zostali przesłuchani po prostu dlatego, że trzeba było ich przesłuchać, a brakowało w tych przesłuchaniach jakiegoś pomysłu, dalekosiężnego celu zaangażowania śledczych.

Pokazano wszystkie 23 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.