Benin - kolebka voodoo. Kamerun i jego leśni mieszkańcy
Kult voodoo kojarzy się głównie z Karaibami i Hollywood, ale jego kolebką jest Afryka Zachodnia. Do Nowego Świata dotarł wraz z wywiezionymi Afrykańczykami. Naszym celem był Benin, który jest jedynym krajem na świecie oficjalnie uznającym voodoo jako religię państwową, gdzie religia ta praktykowana jest do dziś w swojej autentycznej formie. Uczestniczyliśmy w uroczystościach największego święta voodoo, które corocznie odbywa się w Quidah. To właśnie tutaj niewolnicy żegnali Afrykę maszerując słynną Drogą Niewolników. Zajrzeliśmy do Świątyni Pytonów i Świętego Lasu. Byliśmy w pływającej wiosce Ganvie na jeziorze Nokoue i w majestatycznych pałacach królów Dahomeju w Abomey. W drugiej części programu wyruszyliśmy do Kamerunu w środkowej Afryce, próbując poznać styl życia i zwyczaje małych ludzi wielkiego lasu, koczowniczego plemienia Baka. Gościem Jerzego Jopa była Anita Pogorzelska, laureatka nagrody Wiecznie Młodzi przyznawanej podróżnikom przez kapitułę Kolosów.
I oczywiście ona się kiedyś nazywała trochę inaczej. Tak jak pan powiedział, to niewolnicy, którzy zostali wywiezieni z tamtych rejonów, zaczęli oczywiście praktykować swoją religię na miejscu. Te obrzędy religijne były na tyle przerażające dla białych ludzi, dla właścicieli niewolników, Że wzbudzały strach. Niewolnicy bardzo szybko to zauważyli i zaczęli to wykorzystywać. Voodoo stało się ich religią. I dziś właśnie w świecie zachodnim voodoo jest czymś strasznym. Jest kojarzony z Hollywood. Hollywood to bardzo szybko wykorzystał. Wszystkie te filmy, przecież nawet Piraci z Karaibów. Skrzynia Umarlaka, czy o dziwo filmy dla dzieci. Disneyowska bajka Królewicz i Żaba.
Tam są walki separatistyczne. To jest ta angielskojęzyczna część Kamerunu. W każdym razie ja nie zdecydowałam się na to, żeby tam pojechać. Choć bardzo tego żałuję, może mi się uda jeszcze wrócić do Kamerunu. Bardzo bym tego chciała. My podróżowaliśmy po południowej części. Z Joandę żeśmy pojechali do Yokodumy, stamtąd do Lomie. I tam żeśmy podróżowali szlakiem pigmejów Baka, nocując głównie w misjach. Głównie w polskich, choć nocowaliśmy też chyba w dwóch misjach kameruńskich. A dlaczego w misjach? Dlatego, że tam nie ma bazy hotelowej. To nawet nie o to chodzi, że ona jest zła, tylko po prostu nie ma. Tak, dlatego na pewno powiemy o roli polskich oblatów w Kamerunie.
Kamerun to kraj bardzo bogaty etnicznie. Żyje tam ponad 250 różnych plemion wyznających islam, chrześcijaństwo czy religie animistyczne. No a my się zajmiemy pigmejami. Dzielą się na trzy grupy. Ich odłamem jest właśnie Baka. Grupa etniczna zamieszkująca... Także Gabon czy Kongo. Pigmeje Baka są jedną z ostatnich, a wielu mówi, że nawet ostatnią grupą etniczną, którą można nazwać ludźmi lasu. Powiedzmy o nich. W ogóle należy zacząć od tego, że nie powinniśmy używać określenia pigmeje, ponieważ oni sami uważają, że jest to bardzo pejoratywne, że nie powinno ich się tak nazywać, bo jest to krzywdzące ich.
I oni w momencie, kiedy zaczęli zamieszkiwać rejony, które do tej pory były głównie zamieszkałe przez Baka, postanowili sobie podporządkować Baka. To jest taki trochę układ pańszczyźniany. Baka stali się, no mówiąc wprost, niewolnikami Bantu, przez nich wykorzystywani. Jedna bądź dwie rodziny Baka należały w cudzysłowie do Bantu. Bantu podziwiali ich oczywiście za ich umiejętności poruszania się po lesie, za ich znajomość lasu i dlatego też chcieli ich wykorzystać, ponieważ przebywając w tych terenach, które dla nich były całkowicie tajemnicze i niedostępne, mogli korzystać z ich wiedzy. Mało tego, mówi się, że nawet były akty kanibalizmu.
Bantu zjadali baka. Jeśli w ogóle mówimy o kanibalizmie, to głównie w aspekcie przejęcia mocy, mądrości, odwagi zwłok tej osoby, która została zabita. To jest zawsze kanibalizm rytualny. No oczywiście znane są przypadki kanibalizmu z głodu, ale nie mówimy o tym w tym wypadku. Baka są wykorzystywani do tej pory przez bantu i tak jak baka przyjmowali nas naprawdę bardzo ciepło i byli uśmiechnięci i spokojni i dla nas tańczyli i śpiewali, co też nie jest takie oczywiste, za chwilę o tym powiem, tak ile razy mieliśmy do czynienia z bantu, tyle razy była to awantura. Bo zauważyli, że samochód nam stanął, znaczy zatrzymał się samochód i my robiliśmy zdjęcia.
Nie było ani jednej osoby. Właśnie ja bardzo dużo fotografuję, ale będąc w takich miejscach, jeśli osoby fotografowane mnie widzą, ja zawsze pytam. Czasami gestem, no bo trudno jest mówić w narzeczu, jeżeli oni nie mówią w żadnym innym języku, ale zawsze pytam. Więc w takich sytuacjach nie było ani jednej osoby. My robiliśmy zdjęcia na przykład takich mocno zakurzonych palm, które wyglądały bardzo fotogeniczne i wychodziła grupa bantu z awanturą, że nie wolno jest nam robić zdjęć i kazali nam sobie płacić i nie pozwalali odjechać samochodowi. No tak, że bywało naprawdę mało fajnie. A Baka są zupełnie inni, ale to, że mogliśmy być gośćmi Baka, że zapraszali nas do swoich domów, pokazywali nam swoje życie, zaprowadzili nas do dżungli, pokazali nam, pokazały, bo to w tym wypadku kobiety,
Jak łowią ryby? To nie jest takie oczywiste, bo to nie jest wędka. To tylko dzięki właśnie siostrom z misji, które uprzedzały albo pojechały z nami, albo uprzedzały Baka o naszym przyjeździe. Czasami przekazywały taką informację naszemu przewodnikowi, który przyjeżdżał, przekazywał taką informację właśnie od sióstr. I dzięki temu oni byli na nas otwarci, bo z reguły oni nie wpuszczają, znaczy jak ktoś przyjedzie i tam stanie i się będzie przyglądał z brzegu wiosce, no to okej, krzywdy nie zrobią, ale no nie za bardzo pozwolą na wejście na teren wioski, a już na pewno nie pozwolą na fotografowanie, a już na 100% nie zatańczą i nie zaśpiewają. A śpiew i taniec dla Baka jest niezwykle istotny, to jest kwintesencja ich życia.
Oczywiście zawsze za zgodą. Oni mają takie domy budowane z patyków i z gliny i to jest w tych wioskach. Te wioski graniczą z wioskami Bantu, ale oni nigdy nie mieszkają razem. Zdarzają się małżeństwa mieszane Baka i Bantu, przy czym jeżeli takie małżeństwo jest, To baka musi zawsze zapłacić dużo, dużo więcej za tego przyszłego współmałżonka bądź współmałżonkę, niż by to było wewnątrz grupy. Bo te posagi zawsze jednak są istotne. W każdym razie, tak, w domach byłam i widziałam te domy. W dużej mierze są to takie szałasy budowane z gałęzi, przykrywane, takie koliste, przykrywane liśćmi. A jeżeli ruszymy w głąb dżungli, to w głębi dżungli już są tylko i wyłącznie takie.
Ogromnymi drzewami z drewnem egzotycznym. Przerażający widok. I to się dzieje 365 dni w roku. No ale wracając do tych dróg. Jadąc takimi drogami mija się różne osady baka. I na przykład, no ja mam taki radar w oczach i rzeczywiście wyłapuję, jak coś mi się wydaje, że jest ciekawego, to natychmiast dawałam znać i kierowca nawet mówił, że jestem dobra w obserwowaniu takich miejsc. Mieliśmy takie, nie wioska i nie osada, tylko to były trzy, cztery szałasy. Jednej rodziny. Jest jeden baka i jego trzy albo cztery żony. To były dwa miejsca. W jednym były trzy żony, w drugim były cztery żony. Każda ma ileś tych dzieci. Wszystkie dzieci nasze są i oni tak sobie żyją, ale każda żona musi mieć własny dom. Jest jakiś jeden wspólny taki szałas, nazwałabym to świetlicą albo letnią kuchnią dzienną, gdzie jest palenisko, gdzie oni tam gotują.
W 1994 roku polscy oblaci przejęli misje w Sala Pumble i uczynili z tej zagubionej w lasach tropikalnych wioski stolicę Baka. Ale nie tylko tam są te misje. Jest na przykład misja w Ajos, no to jest dosyć duże miasto położone blisko Ollandę i tam polskie siostry prowadzą sierociniec. Sierociniec dla dwudziestu kilku dziewczynek. Ja chodziłam po tej, jak nas siostra Mateusza oprowadzała, to chodziłam i płakałam. Jak opowiadała o dziewczynce, która była znaleziona w dżungli. Kilkuletnie dziecko, które zostało znalezione w dżungli. Taki mały tarzanek. Wychowane przez dżunglę dziecko, które było przez siostry uczone bycia człowiekiem.
Dalej na południu, tak jak wspomniałam, Essaynbot. Dwie siostry. Jedna, która tam mieszka i pracuje od lat dwudziestu. Druga pielęgniarka od lat siedemnastu. Nie wyobrażają sobie życia gdziekolwiek indziej. Wraz z nimi pracuje tam siostra kameruńska z północy Kamerunu. I one prowadzą szkołę dla czterystu czternastiorga bodajże dzieci. I obok tego jesteś w przedszkole. Te dzieci to są właśnie dzieci baka przechodzące z okolicznych wiosek. Niestety nie ze wszystkich, no bo z tych takich osad, o których wspomniałam, że był ten jeden baka i kilka jego żon, to te dzieci raczej tam nie przychodzą. Szkoły w Kamerunie są płatne i te szkoły prowadzone przez polskie misje także powinny pobierać opłaty, ale siostry wychodzą z założenia, że jeżeli matka czy ojciec przyniosą platany czy jakąś papaje,
W dużej mierze wioski Baka, które są zaopiekowane, tak to nazwijmy, przez polskie siostry, to tam alkoholizm jest znikomy. Bo tu nawiążę do ogromnego problemu Baka. Ja w ogóle mówiłam, taką dygresję zrobię, jestem mistrzem dygresji, że Kamerun to jest najsmutniejsze miejsce, jakie ja widziałam podczas wszystkich swoich podróży. Ponieważ przez cztery tygodnie naszej podróży po południu Kamerunu nie spotkaliśmy ani jednego turysty. Nie było ani jednego turysty.
No więc szybko żeśmy się zorientowali, że coś się dzieje. Zrobiliśmy kilka kroków i rzeczywiście tenże szef wioski odczyniał obrzędy voodoo. Przedziwnie to wyglądało. Naprzeciwko niego siedziała kobieta, która prawdopodobnie była chora, trzeba było jej pomóc. No i ja nie wiedziałam, jak to nagrywałam i nie miałam pojęcia, że to jest voodoo. Dopiero jak obejrzałam ten film wieczorem już w misji, to usłyszałam, że on cały czas, co chwila powtarza słowa voodoo, voodoo. Także w kameruńskiej wiosce Baka także trafiłam na voodoo. Baka są mali i ubodzy wobec wielkich tego świata, którzy trzebią puszcze, ich naturalne środowisko życia. Są siłą wysiedlani.
Ale wspomnieliśmy wcześniej o łowieniu ryb. Jak łowią te ryby? Bo inaczej. Tak, w ogóle zaczyna się od tego, że w dżungli nikt nie umrze z głodu. Dżungla wyżywi każdego. My idąc do takiej kolejnej osady baka, mijaliśmy kakaowce w różnym stadium dojrzewania tych owoców kakao. Mijaliśmy kwitnące drzewa mango, mijaliśmy palmy bananowe i palmy platanowe. Czyli to są takie zielone banany do obróbki termicznej przeznaczone. Mijaliśmy awokado, więc nie umrzesz z głodu człowieku. Dodatkowo sobie coś tam jeszcze upolujesz. Łowienie ryb, oczywiście wszystko zależy od tego jaka to jest rzeka. Tam akurat to była pora sucha i wody w rzece było mało.
Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.