Angola. Ukryty skarb Afryki
Angola to jedno z najbardziej fascynujących miejsc w Afryce, które wciąż pozostaje poza głównym szlakiem turystycznym. Przez 27 lat kraj był targany wojną domową, zakończoną dopiero w 2002 roku. Dziś znajduje się na liście najszybciej rozwijających się gospodarek świata. Angola zachwyca różnorodnością krajobrazów, bogatą historią i kulturą, łączącą wpływy afrykańskie i portugalskie.Byliśmy nad wodospadem Kalandula, drugim największym wodospadem w Afryce, a także na niemal dziewiczych plażach, na Pustyni Namib, tajemniczym Wybrzeżu Szkieletowym oraz w kolonialnych miastach na czele z Luandą, należącą do najszybciej rozwijających się afrykańskich miast. Zafundowaliśmy jeden z najbardziej spektakularnych przejazdów na świecie, z przełęczy Serra da Leba.Poznaliśmy liczne grupy etniczne Angoli i historię handlu niewolnikami, a na deser zafundowaliśmy popularne tam rytmy kizomby. Gościem Jerzego Jopa była Bożena Woźniczka, licencjonowana przewodniczka po Lizbonie, w której od wielu lat mieszka, twórczyni kanału na You Tube oferującego rozmowy z mieszkańcami Portugalii.
Luanda, dzisiejsza stolica Angolii, była jednym z takich centrów, gdzie zbożono, a w zasadzie gdzie przyprowadzano niewolników z różnych szlaków z głębi Afryki, z Konga. Z którym przecież granicze Angola. Ściągano ludność kilometrami, setkami kilometrów pieszo. Kto dożył, miał szczęście dotrzeć do Wybrzeża, ale tak naprawdę tutaj trafiał do domów niewolników. Tutaj często był przymuszany do chrztu, ponieważ nie można było zwozić pogan do Europy, więc tutaj odbywały się masowe chrzty. A potem już dalej trafiali właśnie na targi niewolników w Lagosz czy w Lizbonie i dalej do Brazylii. Więc rzeczywiście mówi się, że nawet ta liczba od końca XV wieku do XIX, czyli do oficjalnego zniesienia niewolnictwa, potrafiła przekraczać ponad 10 milionów.
Oczywiście wielu z nich, tak jak zostało to wspomniane, nie dożyło w ogóle tego transportu. Dzisiaj w Luandzie istnieje w jednej z dzielnic muzeum niewolnictwa. Jest to tak naprawdę kaplica, która została wzniesiona właśnie w czasach tego handlu, gdzie mamy podane dokładnie liczby wywożonych ludzi na przełomie XV-XVI wieku aż do wieku XIX. I to są liczby w milionach tak naprawdę od samej Luandy przez kolejne miasta położone na Wybrzeżu. Jest pokazany cały proces, jak to się odbywało, jak ludzi prowadzono setkami kilometrów, gdzie byli ze sobą spętani tak naprawdę linami po to, żeby nie uciekali z całego tego pochodu.
Natomiast liczba ludności to zaledwie 36 milionów. I mówi się, że tak naprawdę po tym okresie handlu niewolników nigdy populacja nie podniosła się. Do jakiego kryzysu doprowadził właśnie transport niewolników z Afryki do między innymi Brazylii, czy też do Stanów Zjednoczonych, bo duża część też ludności czarnoskórej Stanów Zjednoczonych też ma swoje korzenie w Angolii. Dlatego też Muzeum Niewolników wielokrotnie jest odwiedzane zarówno przez delegacje amerykańskie, przez też delegacje brazylijskie. Ja nawet podczas mojej wizyty byłam świadkiem wycieczki szkolnej z szkół prywatnych z Luandy, kiedy to dzieci właśnie poznawały tą historię, bardzo duży kawałek historii swojego kraju.
Że jak uzyskają niepodległość, no to będzie trzeba wybrać, która partia tutaj będzie rządzić. No i pierwotnie wygrała partia MPLA, czyli ta partia socjalistyczna, która miała właśnie podnieść kraj jako ten kraj już samodzielny. No i też miała dobrego przywódcę Agostiniu Netu, który do dzisiaj jest uznawany przez dużą część Angolczyków za wielkiego bohatera, nawet wybudowano mu Mauzoleum po jego śmierci. Oczywiście długo trzeba było na to czekać, ale wybudowano mu mauzoleum w centrum Luandy jako ten właśnie bohater, twórca państwa angolańskiego. Tylko niestety ta niepodległość nie była taka słodka, dlatego że właśnie doszło do otwartego konfliktu pomiędzy trzema partiami i każdy gdzieś tam chciał jeszcze z zewnątrz coś uszczknąć z tego tortu.
Zwłaszcza taką jedyną twórczynię, która nazywa się Jessie Maddalena, ona nawet otrzymała bardzo dużo nagród za to, jak promuje Angolę za granicą, jest taką bardzo znaną postacią. Ja miałam takie wyobrażenie niesamowicie bogatego państwa, zwłaszcza ta Luanda, wręcz otwierałam oczy. że po prostu tam jest luksus na każdym kroku. No i teraz przyszła rzeczywistość, ponieważ kiedy przyleciałam na miejsce, to rzeczywiście Luanda powaliła mnie na kolana, bo ze wszystkich krajów afrykańskich, w których byłam dotychczas, rzeczywiście to było miasto, które mnie uderzyło. Po pierwsze lotniskiem. Jak wysiadłam na lotnisku w Luandzie, to po prostu szczęka mi opadła, bo to jest nowe lotnisko, które jest czynne od prawie roku. To była wielka inwestycja. Która miała właśnie pokazywać, że Angola się bardzo rozwija gospodarczo, że chce też stworzyć w Luandzie główny port lotniczy przesiadkowy na Afrykę, zwłaszcza zachodnią, ale też południową, też w kierunku Brazylii.
Więc no, lotnisko potężne, chyba najlepsze na jakim byłam w Afryce, naprawdę ogromne. Nowoczesne przestrzenie gigantyczne, z tym, że puste, bo dopiero co otwarte, więc rzeczywiście szło się kilometrami, jakieś korytarze bez żadnych sklepów, bez żadnej takiej strefy gastronomicznej, w zasadzie nic tam nie było. A była Pani tam całkiem niedawno. Całkiem niedawno, bo byłam tam w marcu tego roku, więc rzeczywiście było to takie dosyć duże zaskoczenie. Po czym jechałam z tego lotniska właśnie do centrum Luandy i po prostu piękna aleja, no i potem zaczynają się te kontrasty. Bo jak mijamy strefę lotniska, to zaczyna się już szara rzeczywistość i tutaj już widać problemy współczesnej stolicy.
Przede wszystkim brak dobrej komunikacji, systemu dróg, dlatego że Tak naprawdę zjeżdżając się z jakiejkolwiek prowincji, zjeżdżamy się na jedną drogę, która też łączy lotnisko z centrum miasta i wszyscy stoją w gigantycznym korku. Ja takich korków dawno nie doświadczałam, jak je doświadczałam tam, ale autostrada imponująca, kilkupasmowa, więc to też robiło wrażenie. No i wjeżdża się do centrum Luandy, a tu po prostu drapacze chmur, niczym z najnowocześniejszych miast Stanów Zjednoczonych. Piękne szklane budynki, niczym w Dubaju. I przy okazji dzielnice jeszcze historyczne, czyli z tą zabudową kolonialną, ale przy tym ogromna bieda. I muszę powiedzieć, że to co mnie najbardziej uderzyło, ja podczas całej mojej wyprawy ani razu, a podróżowałam samotnie, nie czułam momentu zagrożenia czy dyskomfortu.
Jeden, jedyny moment, kiedy tak się poczułam, to była właśnie Luanda i to były spacery po mieście, dlatego że właśnie pośród tych pięknych, drapaczych mur, tego bogactwa, pięknej alei wzdłuż Wybrzeża i rzeczywiście takiej imponującej architektury, świadczącej o dużym bogactwie, jest mnóstwo żebraków, mnóstwo ludzi, którzy mają problemy z narkotykami i to jest bardzo poważny problem, Zaczyna się Brazylia, ponieważ praktycznie wszystkie loty, które przelatują z Brazylii, to są w jakiejś tam mierze przemytnicy narkotyków. I rzeczywiście widać ten problem na ulicach. Mnóstwo osób, którzy są odurzeni, którzy śpią na ulicach, zaczepiają, zaczepiają właśnie będąc w takiej maglinie trochę, więc trudno to nawet określić, bo człowiek rzeczywiście nie czuje się komfortowo.
Natomiast wystarczy wyjechać poza Luandę, poza tą stolicę, poza tą enklawę tego luksusu, gdzie są najnowocześniejsze restauracje, butiki, centra handlowe, gdzie są butiki kreatorów mody. No i wyjeżdża się do prowincji, które opierają się głównie na rolnictwie i gdyby nie to rolnictwo, to ludzie by po prostu klepali taką dosłowną biedę i to widać na każdym kroku, dlatego że szkolnictwo leży w tym kraju i tu tego doświadczam w każdym miejscu, które odwiedzałam, ponieważ pamiętam jak byłam w prowincji Kalanzy, gdzie odwiedzałam drugie co do wielkości wodospady To wszędzie mijaliśmy dzieci idące kilometrami do szkół, bo problem jaki dzisiaj ma Angola, ja o tym wszyscy mówią bardzo otwarcie, to jest brak szkół, brak nauczycieli w tych szkołach, ponieważ w szkołach uczą asystenci, nie nauczyciele, czyli to są osoby, które po prostu skończyły szkołę podstawową.
Z drugiej strony Luanda w 2008 roku została uznana za najdroższe miasto świata. Droższe od Hongkongu, Tokio czy Curychu. Potwierdziły to także badania firmy Mercer z 2017 roku. Ja mam ranking z 2025, w którym na pierwszym miejscu jest Nowy Jork, na liście 15 najdroższych miast świata. Nie ma tutaj Luandy, ale wciąż jest drogo, o czym wspomniała pani na przykładzie restauracji, prawda? Czy wie pani, ile tam wynosi przeciętna pensja mieszkańca Angolii? No to jest bardzo ciekawe, bo to zależy, gdzie jesteśmy. Czy jesteśmy w Luandzie, w mieście, które ma wszelkie podstawy do tego, żeby funkcjonować.
Wielu dzisiejszych Angolczyków posiada w swych drzewach genealogicznych europejskich osadników. Portugalskie piętno odcisnęło się na kulturze, administracji, architekturze, no i na języku. Kolonialne wpływy w architekturze stolicy Angolii to fort, fortaleza, o którym mówiliśmy, ale z pewnością nie tylko. Co jeszcze warto zobaczyć w tym mieście? Oj, Luanda to jest takie miasto, które naprawdę może zaskoczyć. Po pierwsze jest ogromne, ogromne. Ja po prostu miałam takie wrażenie, że jak już wyjeżdżamy na tę ulicę Luandy, to już będziemy jechać, jechać i ciągle te korki, bo tam jest ten problem z tą komunikacją, ale to na pewno centrum, gdzie właśnie
Dzikiej zwierzyny, która w dużej mierze też została już przetrzebiona od tamtego czasu, ale tu jeszcze możemy zobaczyć wiele gatunków. No oczywiście cała historia kraju. Natomiast na pewno wyspa Mosul. To jest taka mierzeja, która znajduje się w Wybrzeży Luandy. Można tam dopłynąć m.in. spod Muzeum Niewolników. Odpływają łódki. Które zabierają na taki rejs właśnie na tą Mierzeję. No przepiękne miejsce, takie bardzo widowiskowe, rajskie, z piaszczystą plażą, z zielenią. To jest też takie uderzające, że to jest ten kontrast właśnie tej zieleni, tych piaszczystych plaż. Ta Mierzeja Mosulu, ona ma 30 kilometrów, więc ona jest bardzo widowiskowa.
To jest taka też enklawa wypoczynkowa. Muzeum Niewolników. Uważam, że to jest, znaczy to jest tak naprawdę kaplica, w której są zachowane dane, ile ludzi było wywożonych, jakie były narzędzia tortury, jakby cała ta historia jest zawarta. Każdy powinien to odwiedzić. Każdy, kto chce poznać też i podstawę Brazylii, ludności Brazylii w dużej mierze, Stanów Zjednoczonych, ale też tego, jak Europejczycy, oczywiście Portugalczycy, ale pamiętajmy, że wszyscy z tego korzystali, jak rozwijali handel niewolnikami. To jest takie mocne doświadczenie. Ścisłe centrum, gdzie są te wszystkie drapacze, to robi duże wrażenie też. Natomiast ja muszę powiedzieć, że jeżeli chodzi, wracając jeszcze do architektury kolonialnej, to na mnie nie tyle Luanda zrobiła wrażenie, bo Luanda zaczyna się robić takim bardzo nowoczesnym miastem, więc ta kolonialna architektura ona tak trochę ginie pomiędzy tymi wszystkimi drapaczami chmur.
Natomiast bardziej urzekło mnie miasto Lubangu, to jest jakby stolica południowej części Angolii i to jest takie miasto, gdzie po pierwsze jest super czysto, widać, że jest bardzo dobrze zarządzane, ulice są czyste, parki są czyste, te wszystkie deptaki są super czyste, ta architektura kolonialna jest pięknie Odmalowana. Ja momentami się czułam, jakbym gdzieś tam się przeniosła na chwilkę do Portugalii, bo mogłam znaleźć elementy architektoniczne. I to jest takie miasto, gdzie trochę ten czas się zatrzymał, ale też właśnie widać, że ono jest bardzo zadbane, jest taką dumą. I zresztą z kimkolwiek nie rozmawiałam tam w Angolii, to wszyscy mówili, ok, Luanda. W ogóle Angolczycy nie są jakoś szczególnie dumni z Luandy, bo oni wiedzą, że to jest taka enklawa luksusu dla bardzo małej garstki ludzi.
I mają takie raczej spojrzenie na Luandę, że to jest takie miasto, gdzie się właśnie ta korupcja gromadzi. Ci wszyscy, którzy odpowiadają za tą korupcję, oni się tam gromadzą, oni się tam pławią we własnym sosie i to tylko dotyczy właśnie tej garstki. Mówią czasami tak, najpierw Bóg stworzył Angola, a potem przyszedł diabeł i stworzył Luandę. Miasto diabła. Tak, tak jest. I muszę powiedzieć, że ja też to czułam. Znaczy ja byłam bardzo zmęczona Luandą jako miastem. Byłam bardzo ciekawa tego miasta. Doświadczyłam na różne sposoby, ale byłam też w nim bardzo zmęczona. Ja byłam w ogóle tam świadkiem takiej niefajnej sceny. To też muszę powiedzieć, bo będąc w Muzeum Niewolnictwa byłam świadkiem Ja nawet nie wiedziałam, kto to jest, szczerze powiedziawszy.
I to była taka Luanda właśnie, gdzie przyjeżdżają ludzie bogaci, którzy biorą sobie te dzieci biedne na ręce, robią zdjęcia, a tak naprawdę jak trzeba porozmawiać z tymi ludźmi, to kompletnie są poza tym. I taka była Luanda. Ja miałam bardzo złe wrażenie z Luandy i pomimo tego, że jest to nowoczesne miasto, superbogate, nie. Bogaci jeszcze dadzą dolara, a biedne dziecko nie wie co z tym dolarem zrobić, zamiast jedzenia na przykład. Inne strategiczne miasta portowe Angolii. Namibę, Bengela, Lobito, Sumbę. Oj tak, ja akurat odwiedziłam Namibę. Chciałam do Bengeli, ponieważ zawsze słyszałam od Portugalczyków, że to była ta Bengela, to było to miasto portowe, takie ważne w czasach kolonialnych, że też tam wyjeżdżano na urlopy, że tam były najpiękniejsze plaże.
56 zakrętów jechała tam pani? Tak. To jest chyba taki numer jeden, który wspominam. Nie, przepraszam, numerem jednym są spotkania z plemionami, ale numerem dwa to jest właśnie Ta droga to jest bardzo ciekawy temat, dlatego że tak naprawdę bazą wypadową tam jest miasto Lubangu. To jest właśnie ta południowa część Angolii i tam też mamy góry, które sięgają ponad 2000 metrów nad poziomem morza. 2620 metrów nad poziomem morza to jest najwyższa góra kraju. Nazywa się Moro de Moco. Dokładnie. Natomiast samo miasto Lubangu, ono jest położone na wysokości chyba 1600 metrów nad poziomem morza, jak dobrze pamiętam. I rzeczywiście to się odczuwa. To jest nagle takie, jak się przylatuje z Luandy.
Ja pamiętam, jak przyjechałam właśnie z Luandy do Lubangu, to to pierwsze co, no to tak się poczułam trochę jak w Europie. Bo rzeczywiście i lasy podobne do europejskich, właśnie góry, ta jeszcze architektura samego Lubangu. No i nagle wyjeżdża się właśnie część tych gór, Serra da Leba. To jest pasmo, które jakby jest taką granicą pomiędzy tą taką częścią klimatyczną europejską, a tą gorącą pustyni Namib. I teraz, żeby dostać się z Lubangu do chociażby pustyni Namib, czy też do miasta portowego Namiby, no to trzeba przejechać tą słynną drogą, która została zaprojektowana jeszcze w czasach kolonialnych przez inżynier, architekt Portugalkę.
Jeszcze dodam, że Właśnie w ramach też wodospadów warto tam w okolicach odwiedzić Pedraż Negraż. To są formacje skalne, które są bardzo ważne dla Angolii, dlatego że jest tam zapisana historia państwa, które poprzedzało kolonizację portugalską, czyli tego państwa Angola, o którym tutaj wspominałam, które podlegało pod Kongo, królestwo Kongo. I właśnie Pedraż Negraż w tych formacjach skalnych jest, jak się mówi, jak legenda głosi, odciśnięty ślad stopy najsłynniejszej królowej państwa Angola, która właśnie broniła niepodległości tego państwa i broniła tych terytoriów przed kolonizacją portugalską. Była niezwykle wykształconą królową, która też była bardzo dumna do tego stopnia, że jak została wezwana do Luanda,
Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Bożena Woźniczka, przewodniczka po Lizbonie, przedstawia temat Angola i jej relacje z Portugalią.
Wspomnienie o wyjazdach Portugalczyków do Angolii, szczególnie w latach 60. XX wieku.
Opis kolonizacji Angola przez Portugalczyków, od XV wieku do XVIII wieku, z fokusem na handel niewolnikami.
Szczegółowy opis ruchu niewolników z Afryki do Portugalii, Brazylii i Angolii, z fokusem na Angola.
Opis konfliktów między różnymi partiami po uzyskaniu niepodległości w 1975 roku.
Porównanie obecnej sytuacji Angola z jego bogactwem i ubóstwem, opis reakcji na uroczystości 50. rocznicy niepodległości.
Opisane są kontrasty Luandy, gdzie można zobaczyć bogate dzielnice i bogate osoby, ale także biedę i problemy społeczne.
Opisane są atrakcje turystyczne Luandy, takie jak Muzeum Niewolników i historie kolonialne, a także opisane są inne strategiczne miasta portowe Angolii.
Opowieść o różnych grupach etnicznych w Angolii, z nadwerężeniem na plemiona żyjące w tradycyjny sposób, takie jak Himba i Muila.
Rozmowa o tanecznej kulturze Angolii, w szczególności o kizumbie, tanecznej tradycji kraju, a także o jej znaczeniu dla polskich turystów.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Byliśmy nad wodospadem Kalandula, drugim największym wodospadem w Afryce, a także na niemal dziewiczych plażach, na Pustyni Namib, tajemniczym Wybrzeżu Szkieletowym oraz w kolonialnych miastach na czele z Luandą, należącą do najszybciej rozwijających się afrykańskich miast. Zafundowaliśmy jeden z najbardziej spektakularnych przejazdów na świecie, z przełęczy Serra da Leba.
Poznaliśmy liczne grupy etniczne Angoli i historię handlu niewolnikami, a na deser zafundowaliśmy popularne tam rytmy kizomby. Gościem Jerzego Jopa była Bożena Woźniczka, licencjonowana przewodniczka po Lizbonie, w której od wielu lat mieszka, twórczyni kanału na You Tube oferującego rozmowy z mieszkańcami Portugalii.