Boże Narodzenie cz. 1
Boże Narodzenie to najważniejsze po Wielkanocy chrześcijańskie święto w roku. Ma przypominać o tajemnicy narodzenia Jezusa Chrystusa. Obchodzono je od IV wieku, najpierw w Rzymie. Do dziś liczne, świąteczne symbole znajdziemy także w sztuce. Na podróż śladami bożonarodzeniowych polichromii zapraszają Cezary Jastrzębski i Robert Szumielewicz.
Ale kiedy popatrzymy na wrażliwość tamtych ludzi, naszych poprzedników, to też okazuje się, że jest identyczna jak nasza. Oprócz tej szopki z XVIII wieku mamy tam jeszcze dwa obrazy przedstawiające adorację nowonarodzonego Chrystusa. I gdybyśmy zaczęli od tej starszej, to trzeba zwrócić uwagę, że to grono jest ściśle rodzinne, czyli Józef, Maryja, Dzieciątko, tylko jednak tu już jest takie powiązanie ze śmiercią. Jak w wielu przedstawieniach dotyczących Bożego Narodzenia, kiedy ten żłóbek jest jednocześnie, oczywiście on ma symbolikę krzyża, ma też symbolikę ołtarza ofiarnego, ten żłóbek bardzo często przypomina nam grób. Tak jest zrobione i widzimy to wyraźnie w Muzeum Diecezjalnym Domiana Długosza w Sandomierzu, w sali na parterze, gdzie znajduje się obraz, na którym widać Dzieciątko nawet nie tyle w grobie, bo tutaj
Widzimy żłóbek, ale też tak charakterystycznie przestawiony, żeby górna część, tam gdzie jest główka, była nieco wyżej uniesiona. I to jest żłóbek właśnie przedstawiający taki kamienny grób, do którego składamy ciało zmarłych. Ale jeszcze bardziej podkreślony jest ten motyw końca życia Chrystusa poprzez becik, który wygląda jak całun. Całun jak mumia, coś takiego, prawda? Bo czerwone, bardzo mocno kontrastujące z resztą kolorystyki tego obrazu, czerwone pasy owijają całe ciało, właśnie tak utrzymują becik w pewnym porządku, ale jednocześnie, no kiedy składamy zmarłych, staramy się, żeby rzeczywiście rodzaj takiej mumii przygotować i to widać tutaj wyraźnie.
Jest więc ta zapowiedź, którą bardzo często autorzy pokazywali i o której też często się mówi, że narodziny wiążą się właśnie z tym motywem śmierci, a więc potem zmartwychwstania. No i tu zaczyna się dopiero cała opowieść dotycząca chrześcijaństwa. Ale też musimy pamiętać, że oczywiście po pierwsze Są różne problemy, które dotyczą tego 21 grudnia i roku zerowego, od którego przecież liczymy przed narodzeniem Chrystusa i po narodzeniu Chrystusa. Cała chronologia świata opiera się na tej jednej dacie. Jednak historycznie rzecz biorąc, a wiadomo, że te badania historyczne dotyczące życia Chrystusa cały czas trwają i ciągle jakieś nowe wątki odkrywamy, więc z badań historycznych wynika, że z tym rokiem zero mamy pewne kłopoty.
Po pierwsze, Wielu badaczy uważa, że ten rok zero przypadał w czwartym roku przed naszą erą, bo wtedy zmarł Herod Wielki, czyli pasowałoby nam to do narodzin Chrystusa. Ale są też tacy, którzy biorą pod uwagę tę słynną gwiazdę, która też jest jednym z elementów i szopek, i różnych przedstawień ikonograficznych. O samej gwieździe też mówiliśmy w jednym z naszych programów. Oczywiście tak. Czyli pojawiła się gwiazda. Jaka gwiazda? Niektórzy uważają, że kometa Halleya. Czyli wiemy, że ona pojawiła się w dwunastym roku przed naszą erą. Ale z kolei na przykład Chińczycy w swoich kronikach opisali kometę w V wieku przed naszą erą. Mamy więc co najmniej trzy takie historycznie uzasadniające Narodzenie Chrystusa daty, które jednak mają się troszkę inaczej niż ten rok zerowy.
Więc z jednej strony święta te pogańskie, a z drugiej strony obserwacje astronomiczne. Wszystko to zapewne powodowało, że był ten okres 25 grudnia, który umownie przyjęto jako Dzień Narodzin, ponieważ jednocześnie obchodzono w zbliżonych dniach aż do 6 stycznia. Kiedy my mamy dzisiaj Święto Objawienia Pańskiego, czyli Trzech Króli. Obchodzono nie tylko narodziny, ale też obchodzono chrzest Chrystusa oraz właśnie ten pokłon Trzech Króli. I dlatego mamy datę, jaką mamy, ale oczywiście to jest koło tych wydarzeń. No i trzeba było to jakoś w którymś momencie uznać, żebyśmy ten jeden dzień W katakumbach rzymskich
Widać, że Matka Boża jest przedstawiona właśnie w takiej pozie adorującej. I to był jeden z takich kierunków, jeden z nurtów, kiedy Matka Boża klęczy i mimo, że to jest jej dziecko, które się urodziło, to oddaje mu boską cześć. Natomiast drugi motyw to jest motyw, który wiązał się z tym, że Matka Boża trzyma Dzieciątko na kolanach. I ten motyw wiąże się właśnie z tym, o czym zaczęliśmy rozmawiać w przypadku obrazu z Muzeum Sandomierskiego, czyli zapowiedź męki pańskiej, zapowiedź śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Dlatego, że ten nurt, gdy Matka Boża trzyma Dzieciątko na kolanach, oczywiście potem został przekształcony w wyobrażenia Piety.
Piety, czyli Matki Bożej, która trzyma na kolanach zmarłego Syna, zmarłego Chrystusa. I to było takie naturalne przejście, dlatego piety pojawiają się bezpośrednio w kontekście Bożego Narodzenia. Ważny jest więc ten obraz, ponieważ pokazuje nam kilka takich ważnych bardzo spraw związanych z Bożym Narodzeniem, gdzie oczywiście na tym przedstawieniu wszystkich tych motywów nie zobaczymy. Jest to obraz z XVI wieku, wykonany trochę w takim stylu powiedzmy nie wysokich lotów artystycznych, ale jednak bardzo wyrazisty i nie ma tutaj żadnych postaci z wyjątkiem Dzieciątka Maryi i Józefa, który zresztą rogi wołu trzyma w swoich rękach, ale wszyscy oni, czyli i Maryja i Józef i Wół, kłaniają się Dzieciątku.
No i oczywiście to, co jest charakterystyczne z punktu widzenia oświetlenia, ponieważ i w Piśmie Świętym, i w dziełach apokryficznych czytamy, że pojawiła się światłość. I to widać wyraźnie na tym obrazie, ponieważ światło koncentruje się na Dzieciątku. Boże Narodzenie cz. 2. Ciemność to jest odchodzący świat, ponieważ światłość pojawia się wraz z narodzinami Chrystusa.
I ta wymowa tutaj jest rzeczywiście bardzo, bardzo czytelna, ale też ciekawy jest ten drugi obraz sandomierski. Tutaj jeszcze patrząc na ten pierwszy z obrazów, bo za chwilę przejdziemy do tego drugiego, tam już jest tych postaci zdecydowanie więcej, ale tutaj jak mówimy o jasności, o tym mroku, to Maryja, mówiliśmy, że z Józefem oddają hołd Chrystusowi, z tym, że przyglądając się tak bliżej tej postaci Matki Chrystusa, to wydaje się, jakby ona nie była wesoła, tylko jest w takiej pozycji modlitewnej, jakby modliła się już za zmarłego. Tak dokładnie to wygląda, bo taka miała być właśnie ta wymowa ideowa tego przedstawienia. Z jednej strony cieszymy się z Narodzenia, ale myślimy cały czas o tym kresie życia Chrystusa, ale też właśnie o tej nadziei, którą śmierć Chrystusa nam daje, mimo że łączy się właśnie z wielkim smutkiem i z wielką żałobą.
No bo jednak trzeba przyjąć, że na przykład osiołek w polskiej wsi być może nie był tak często spotykanym zwierzęciem i w związku z tym nie widzimy tego typu przedstawień, chociaż oczywiście kiedy mamy na przykład ucieczkę do Egiptu, no to wiadomo, że osiołek będzie występował. Jest baranek, który ma jednak też swoją wymowę i bardzo symboliczne znaczenie. Pamiętajmy, że Chrystus, mimo że używamy tego określenia baranek Boży, tak nigdy o sobie nie mówił. Oczywiście w przypadku chrztu pojawia się ta wypowiedź Jana Chrzciciela, który wtedy, gdy zobaczył Jezusa, no to krzyknął, oto baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Więc baranek jako symbol Chrystusa
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.