Cyfrowe tropy mordercy i ofiary
W Ellington dochodzi do ataku, w którym ginie Connie Dabate. Mąż ofiary opisuje walkę z intruzem, lecz śledczy dostrzegają niespójności w jego wersji. Kluczem stają się cyfrowe tropy pozostawione przez mordercę. Analizujemy sprawę, w której najważniejszym świadkiem stała się nowoczesna technologia.
Problem w tym, że okazało się, że wiadomość wysłano z domowego adresu IP, no a zasięg typowego domowego routera na zewnątrz wynosi na pewno nie więcej niż jakieś 100 metrów. E-maila wysłano o 9.04. Richard musiał być więc wtedy w domu. No ale to nie wszystko. Tablet Richarda Microsoft Surface Pro przechowywał historię przeglądania stron i ta historia mówiła wprost, że Richard w ogóle nie ruszał się tego ranka z domu. Przypominamy, wedle jego zeznań około 8.30-8.40 ruszył do pracy. Tymczasem o 8.26-8.27 ktoś z jego urządzenia przeglądał Facebooka. No to jeszcze się broni. O 8.37 wpisał w wyszukiwarce long lasting tattoo ideas.
W domu, do którego, zdaniem Richarda, weszła, aby zaraz zginąć w piwnicy. Ale cyfrowe ślady pokazały więcej. Między 9.40 a 9.46 Connie opublikowała dwa filmiki na Facebooku. Przez telefon, łącząc się z domową siecią Wi-Fi. Napisała też wiadomość do znajomej. Connie Dabate chodziła po domu i publikowała posty w mediach społecznościowych przez prawie godzinę po tym, jak wedle jej męża umarła. Słuchasz podcastu Laboratorium zbrodni. Tu się warto zatrzymać na moment i wyjaśnić, czym tak naprawdę był Fitbit należący do Connie. No bo jeśli ktoś zna te dzisiejsze smartwatche z kolorowym ekranem, GPS-em, no to tu mówimy o czymś innym, bo w końcu mamy rok 2015.
Dostawca internetu przydziela jeden publiczny adres IP całemu gospodarstwu domowemu. Ten sam dla wszystkich urządzeń w tej sieci. Na zewnątrz wszystkie nasze telefony, komputery, tablety i telewizory podłączone do domowego internetu mają ten sam adres, ale już wewnątrz domu router rozdziela tak zwane prywatne adresy poszczególnym urządzeniom. Czyli dla zewnętrznego serwera gdzieś w internecie Microsoftu, Facebooka, ESPN wszystkie urządzenia w domu Dabate'ów wyglądały tak samo jak jeden jedyny adres IP przypisany do ich łącza przez dostawcę internetu, ale zarówno dostawca jak i sam router w środku domu przechowują logi
Tu zatem odpowiedź była jednoznaczna. E-mail wysłany o 9.04 i aktywność na Facebooku, stronach z tatuażami czy ESPN, wszystko to wyszło z domowego adresu IP. No a podłączenie się do domowej sieci Wi-Fi, będąc na tej Reeves Road, 2 km dalej, no było w tym przypadku praktycznie niemożliwe. Owszem, przy pewnym wysiłku dałoby się taki cyfrowy ślad zniekształcić. Przy wykorzystaniu na przykład systemu VPN, czyli wirtualnej sieci prywatnej, rodzaju cyfrowego tunelu prowadzącego do innego miejsca, na przykład do innego kraju. Ale w tym wypadku mogłoby to dać co najwyżej odwrotny efekt. Piszący z pobocza drogi Richard byłby widoczny tak, jakby pisał z domu, czyli odwrotnie niż przedstawiała to jego wersja całej historii.
W sumie adres IP w tej sprawie nie wskazał, w którym miejscu planety był tablet Richarda. Wskazał coś prostszego i w tym wypadku znacznie ważniejszego, że Richard był w domu. Słuchasz podcastu Laboratorium zbrodni. Podsumujmy więc, co udało się dotąd ustalić policji i w jakich punktach zeznania Richarda mijały się z tymi informacjami. Richard twierdził, że maila do szefa wysłał z samochodu na Reeves Road. Logi pokazały, że wysłał go z domu. Mówił, że między 8.30 a 8.40 wyjechał do pracy. Historia przeglądania tabletu pokazała, że o 8.26 siedział w domu na Facebooku, o 8.37 szukał pomysłów na tatuaż, a o 8.41 logował się do skrzynki mailowej.
Fitbit zarejestrował jej ostatni ruch o 10.05. W tym czasie zdążyła od wyjścia z samochodu przejść po domu niemal 400 metrów i opublikować dwa filmiki na Facebooku. Widać więc, że poza mętnymi opowieściami o romansie i ciąży, policja miała wreszcie w ręku konkrety, twarde, cyfrowe dowody, które mężczyzna zostawiał na każdym kroku. Wydawałoby się, że taka masa dowodów powinna szybko doprowadzić do aresztowania Richarda Dabata i postawienia mu zarzutów. Tymczasem od chwili zabójstwa do momentu, kiedy policja mogła zatrzymać domniemanego zabójcę minęło długich 16 miesięcy, bo do aresztowania doszło dopiero w kwietniu 2017 roku.
Powód takiej zwłoki był jeden – przeprowadzenie dochodzenia opartego w większości na dowodach cyfrowych i to zbieranych z różnych źródeł okazało się niezwykle złożone. Każde z urządzeń – telefony, tablet, system alarmowy, komputer, Fitbit, konta w mediach społecznościowych, logi operatora – każde wymagało osobnego nakazu sądowego. Potem każdy nakaz trzeba było wykonać. Wysłać do dostawcy, uzyskać dane, uwierzytelnić je, przeprowadzić analizę. Microsoft, dostawca internetu, Feedbit, Facebook, firma ochroniarska. Każda z nich miała własne procedury i harmonogramy. Dopiero gdy wszystkie te strumienie danych spłynęły i zostały ze sobą połączone, no to wówczas mogła powstać ta ośmiostronicowa oś czasu, o której mówiliśmy.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.