Mentionsy Mentionsy
Laboratorium zbrodni. Podcast Crazy Nauka
Laboratorium zbrodni. Podcast Crazy Nauka

Cyfrowe tropy mordercy i ofiary

03.04.2026 ·41 min 2 s

W Ellington dochodzi do ataku, w którym ginie Connie Dabate. Mąż ofiary opisuje walkę z intruzem, lecz śledczy dostrzegają niespójności w jego wersji. Kluczem stają się cyfrowe tropy pozostawione przez mordercę. Analizujemy sprawę, w której najważniejszym świadkiem stała się nowoczesna technologia.

Mężczyzna, 40-letni Richard Dabate, był roztrzęsiony i powiedział policji, że w piwnicy leży ciało jego żony. I faktycznie w przylegającej do pomieszczeń piwnicy kotłowni znaleziono ciało Connie Dabate. Kobieta miała rany postrzałowe brzucha i głowy. Była martwa. Richard powiedział policji o napastniku, którego zastał w domu i który później uciekł. Podczas gdy rannego transportowano do szpitala, na miejsce przybyli policjanci z psami, aby te złapały świeży jeszcze ślad i pomogły namierzyć mordercę. Ponieważ w szpitalu okazało się, że rany mężczyzny są powierzchowne, policja za zgodą lekarzy zdecydowała się na kontynuowanie przesłuchania.

No na tym etapie czas był kluczowy, liczył się każdy szczegół, który mógł pomóc w szybkim zlokalizowaniu napastnika. Richard Dabate opisał go jako wysokiego, mierzącego niemal 1,90 mężczyznę o potężnej budowie, ubranego w zielony kamuflaż i maskę. Szczególnie zapadł mu w pamięć głos napastnika. Określił go jako głęboki, przypominający głos Vina Diesla. Co wydarzyło się tego poranka 23 grudnia 2015 roku przy eleganckiej, zamożnej ulicy Birdview Drive w Ellington w stanie Connecticut. Richard opowiedział policji o tym, że gdy rano odwiózł synów na szkolny autobus, gdzieś między 8.30 a 8.40 ruszył do pracy.

To wszystko brzmiało jak kompletny koszmar. Napad z bronią, tortury, mord na dwa dni przed Bożym Narodzeniem w spokojnej, zamożnej dzielnicy na obrzeżach Ellington. Słuchacz podcastu Laboratorium zbrodni. Przesłuchanie trwało 6 godzin, bo policjanci starali się odtworzyć pełny obraz zdarzenia, no i doprecyzować wszelkie szczegóły. Nie zawsze było to łatwe. Miejscami Richard Dabate podawał różne wersje, jakieś detali, nieco zmieniał zeznanie. Choćby mówiąc o tym, co zdarzyło się, gdy ruszył w pogoń za napastnikiem, nie był pewny, czy się potknął na schodach, czy może mężczyzna go popchnął, a może już wtedy użył tych swoich bolesnych chwytów.

Te szczegóły wymagały wyjaśnienia, ale żaden z nich nie był wystarczająco znaczący, żeby zmienić obraz z całości. Oczywiście w sytuacji, gdy dramat rozgrywa się w domu, no i zaangażowani są ludzie bliscy sobie, elementem śledztwa musi być też analiza związków pomiędzy tymi ludźmi, no i ogólnie sytuacji w rodzinie. No więc to też się stało tym elementem przesłuchania zarówno tego pierwszego, jak i kolejnych, gdy Richard Dabate już wyszedł ze szpitala. Detektywi zapytali Richarda wprost, czy w ich dochodzeniu mogą wyjść na jaw jakieś problemy w jego małżeństwie. Mężczyzna wziął głęboki oddech. I tak, i nie. Tak stwierdził. To, co pojawiło się w kolejnych godzinach przesłuchań, trudno nazwać bardziej trafnie niż słowami, których użył sam Richard.

Freaking soap opera, czyli cholerna opera medlana. W opinii sąsiadów i rodziny państwo Dabate byli zgodnym małżeństwem, przynajmniej na tyle, że nie dało się wskazać jakichś większych problemów. Ktoś tam wspominał o napięciu wynikającym z rodzinnych finansów. Connie, 39-latka z dyplomem Uniwersytetu Connecticut, pracowała jako przedstawicielka handlowa jednej z największych firm farmaceutycznych. To była dobrze płatna praca i to ona była główną żywicielką rodziny. Richarda, jak mówią, pieniądze się nie trzymały. Pracował jako administrator sieci komputerowych i zarabiał znacznie mniej. Wszyscy mówili ciepło, no wiadomo, że po śmierci człowieka zwykle trudniej jest usłyszeć o nim coś złego, ale tu wydawało się, że faktycznie kobieta była lubiana, aktywna, poza pracą działała też społecznie we władzach miejscowego pogotowia ratowniczego w Ellington i była też jego członkinią.

Również obraz stosunków z mężem wydawał się dobry. W wiadomościach tekstowych, które Richard miał w telefonie, nazywała go Sweet Pea Buttercup. Takimi czułymi słówkami, coś jak słoneczko czy złotko. A on odpisywał, że ją kocha. Policjanci ustalili też, że tego samego ranka, gdy pojechała na zajęcia fitness, przez telefon napisała prywatną wiadomość do psychoterapeutki z prośbą o wizytę. Chciała się poddać hipnozie, bo jak napisała, dzieje się teraz dużo rzeczy. No i faktycznie działo się. Podczas przesłuchań i badając samodzielnie sprawę, śledczy szybko ustalili, że Richard Dabate miał romans z kobietą, którą znał jeszcze ze szkoły średniej.

W domu, do którego, zdaniem Richarda, weszła, aby zaraz zginąć w piwnicy. Ale cyfrowe ślady pokazały więcej. Między 9.40 a 9.46 Connie opublikowała dwa filmiki na Facebooku. Przez telefon, łącząc się z domową siecią Wi-Fi. Napisała też wiadomość do znajomej. Connie Dabate chodziła po domu i publikowała posty w mediach społecznościowych przez prawie godzinę po tym, jak wedle jej męża umarła. Słuchasz podcastu Laboratorium zbrodni. Tu się warto zatrzymać na moment i wyjaśnić, czym tak naprawdę był Fitbit należący do Connie. No bo jeśli ktoś zna te dzisiejsze smartwatche z kolorowym ekranem, GPS-em, no to tu mówimy o czymś innym, bo w końcu mamy rok 2015.

Dostawca internetu przydziela jeden publiczny adres IP całemu gospodarstwu domowemu. Ten sam dla wszystkich urządzeń w tej sieci. Na zewnątrz wszystkie nasze telefony, komputery, tablety i telewizory podłączone do domowego internetu mają ten sam adres, ale już wewnątrz domu router rozdziela tak zwane prywatne adresy poszczególnym urządzeniom. Czyli dla zewnętrznego serwera gdzieś w internecie Microsoftu, Facebooka, ESPN wszystkie urządzenia w domu Dabate'ów wyglądały tak samo jak jeden jedyny adres IP przypisany do ich łącza przez dostawcę internetu, ale zarówno dostawca jak i sam router w środku domu przechowują logi

Zresztą istnieje taki głośny przypadek rodziny z Kansas, która przez naprawdę całe lata doświadczała nalotów policji, wizyt agentów federalnych, w ogóle mnóstwo jakichś fałszywych oskarżeń. No bo pewna baza danych geolokalizacyjnych wskazywała ich domowy adres jako domyślną lokalizację dla milionów niezidentyfikowanych adresów IP. No więc przypisywano tej nieszczęsnej rodzinie jakieś najdziwniejsze działania i przewinienia. Ale sprawa Dabate'a należy do drugiej kategorii. I tu IP jest narzędziem wyjątkowo skutecznym. Nie chodziło o to, żeby ustalić gdzie na świecie był tablet Richarda. Policję interesowało bardzo konkretne pytanie. Czy to urządzenie było podłączone do domowej sieci, czy nie?

Fitbit zarejestrował jej ostatni ruch o 10.05. W tym czasie zdążyła od wyjścia z samochodu przejść po domu niemal 400 metrów i opublikować dwa filmiki na Facebooku. Widać więc, że poza mętnymi opowieściami o romansie i ciąży, policja miała wreszcie w ręku konkrety, twarde, cyfrowe dowody, które mężczyzna zostawiał na każdym kroku. Wydawałoby się, że taka masa dowodów powinna szybko doprowadzić do aresztowania Richarda Dabata i postawienia mu zarzutów. Tymczasem od chwili zabójstwa do momentu, kiedy policja mogła zatrzymać domniemanego zabójcę minęło długich 16 miesięcy, bo do aresztowania doszło dopiero w kwietniu 2017 roku.

Obrona za każdym razem zgłaszała sprzeciw. Sędzia podtrzymała oba sprzeciwy, ale skojarzenie już padło, no i ława przysięgłych je usłyszała. Zresztą prokurator stosował więcej psychologicznych chwytów. Podczas przesłuchania Richarda Dabate'a wiele razy ironicznie mówił o rzekomym napastniku Per Vin Diesel, wyśmiewając początkowe zeznania Richarda. Obrońca też miał swoje argumenty. Na rewolwerze, z którego zastrzelono Connie, oprócz DNA Richarda znajdowało się też DNA niezidentyfikowanej osoby. Podobnie na klamce drzwi sypialni, przy których miała się rozegrać ta szamotanina, tam też było jakieś nieznane DNA. No i to, zdaniem adwokata, mógł być ślad intruza.

Sędzia Klatt skazała Richarda Dabeita na 65 lat więzienia bez możliwości warunkowego zwolnienia. 60 lat za morderstwo, 5 za fałszowanie dowodów. Richard wychodząc z sali powiedział, że nie przestanie walczyć o sprawiedliwość dla żony i że myśli o niej każdego dnia. Richard Dabate odsiaduje wyrok w MacDougall Walker Correctional Institution w Suffield w Connecticut. Synowie pary, dziś już niemal dorośli, żyją wraz z rodziną siostry ich matki. W 25 roku Sąd Najwyższy Stanu Connecticut rozpatrzył apelację, którą złożyli obrońcy Dabate. Postawili tym razem na wykazanie nadużyć prokuratora. Mówili o przywołaniu zbrodni z Cheshire, sugerowaniu, że Richard już wcześniej próbował zabić żonę, nieujawnianiu pełnego zeznania jednego z biegłych oraz fragmentu zmowy końcowej.

Gdański powiedział w niej, że oskarżony, tu cytat, liczy na to, że będziecie łatwowierni, leniwi i mało inteligentni, co sąd ocenił jako sugerowanie, że uniewinnienie będzie jednoznaczne z głupotą ławy przysięgłych. Sąd Najwyższy potępił działania prokuratora, ale uznał, że dowody winy były na tyle mocne, a uchybienia na tyle ograniczone, iż nie doszło do naruszenia standardu sprawiedliwego procesu. Ta decyzja była jednogłośna. Richard Dabate pracował jako administrator sieci komputerowych. Doskonale wiedział, czym są adresy IP, jak zapisują się logi, jak synchronizują dane urządzenia podłączone do sieci.

Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.