"Lalka" Bolesława Prusa. Fragment trzeci
Wokulski i Łęcka powracają. Tym razem głosem Andrzeja Seweryna. To jest trzeci odcinek audio adaptacji "Lalki" Bolesława Prusa emitowanej na antenach RMF FM i RMF Classic. Premiery online w poniedziałki i czwartki.
Przed nią leżał stos neseserek. Drewnianych, skórzanych, pluszowych i metalowych, prostych i ozdobnych, najdroższych i najtańszych, a wszyscy subiekci byli na służbie. Klejn podawał coraz nowe neseserki, Mraczewski chwalił towar, a Lisiecki akompaniował mu ruchami ręki i brody. Bokulski usiadł do swej księgi i udawał, że rachuje, ale naprawdę nie robił nic. Nie miał siły. W tej chwili otworzyły się drzwi sklepu i ukazał się w nich jeszcze oryginalniejszy jegomość. Lisiecki powiedział o nim, że jest podobny do suchotnika, któremu w trumnie zaczęły odrastać wąsy i faworyty. Spojrzał na damę i spadły mu z nosa ciemne winokle. – O!
O! O! – zawołał, ale dama gwałtownie odwróciła się od niego do neseserek i upadła na krzesło. Do przybysza wybiegł Braczewski, uśmiechając się dwuznacznie, zapytał, pan baron rozkaże? Spinki, uważa pan, spinki zwyczajne, złote albo stalowe, tylko rozumie pan, muszą być w kształcie czapki dżokejskiej i z biczem. Braczewski otworzył gablotkę ze spinkami. – Wody! – odezwała się dama słabym głosem. Rzecki nalał jej wody z karawki i podał z oznakami współczucia. – Pani dobrodziejce, słabo? Może by doktora? Już mi lepiej! – odparła. Baron wybiegł ze sklepu, wracając się parę razy i spoglądając na szyld nad drzwiami.
Wokulski trochę pobladł, lecz spokojnie usiadł do rachunków. — Cóż to za oryginalne diabły, panie Braczewski? — spytał Lisiecki. — A to cała historia! — odparł Braczewski, przypatrując się spod oka Wokulskiemu. — Jest to baron Krzeszowski, wielki dziwak i jego żona, trochę narwana. Nawet skuzynowani ze mną, ale cóż… — westchnął, spoglądając w lustro. Otóż pan baron i pani baronowa od roku prowadzą ze sobą wojnę. On chce rozwodu, na co ona się nie zgadza. Ona chce przepędzić go od zarządu swoim majątkiem, na co on się nie zgadza. Ona nie pozwala mu trzymać koni, szczególnie jednego wyścigowca, a on nie pozwala jej kupić kamienicy po Łęckich, w której pani Krzeszowska mieszka i gdzie straciła córkę. Oryginały.
Bokulski mienił się, siedząc na fotelu. Już nie mógł znieść głosu Mraczewskiego. Kuzyn Krzeszowskich, myślał, dostanie bilet miłosny od panny Izabeli. A, infamis. Około siódmej sklep już stanowczo wyludnił się. Subiekci rozmawiali. Wokulski wciąż rachował. Wtem znowu usłyszał nieznośny głos Mraczewskiego, który mówił arganckim tonem, co mi pan panie Klejn będzie zawracał głos. Wszyscy socjaliści są złodzieje, bo chcieliby dzielić się cudzym. I szubrawcy, bo mają na dwu jedną parę butów i nie wierzą w chustki do nosa. Bokulski zamknął księgę i włożył ją do kantorka. – Panie Maraszewski, co pan każe? – spytał piękny młodzieniec, biegnąc do kantorka krokiem kontredansowym.
– Możesz, panie Wokulski – rzekła z gorączkowym pośpiechem – możesz łatwo zdobyć sobie zasługę w życiu przyszłym, choćby przebaczając urazy. Zawsze je przebaczam, odparł nieco zdziwiony. Pozwól sobie powiedzieć, że nie zawsze, ciągnęła hrabina. Jestem stara kobieta i twoja przyjaciółka, panie Wokulski, dodała z naciskiem, więc zrobisz mi pewne ustępstwo. Czekam na rozkazy, pani. Onegdaj, dałeś dymisję jednemu z twoich urzędników, niejakiemu Mraczewskiemu. – Za cóż to? – nagle odezwała się panna Izabela. – Nie wiem – rzekła hrabina. – Podobno chodziło o różnicę przekonań politycznych czy coś w tym guście. Dasz się ubłagać, panie Wokulski, znam matkę tego chłopca i wierz mi, że przykro patrzeć na jej rozpacz.
Wokulski zamyślił się. – Dobrze – odpowiedział. – Dam mu posadę, ale w Moskwie. Panna Izabela podniosła oczy od książki i dziwnym wzrokiem, patrząc na Bokulskiego, spytała. – Pan nigdy nie cofa swoich postanowień? – Nie – odpowiedział, ale w tej chwili spuścił oczy. – A gdybym poprosiła za tym młodym człowiekiem? Bokulski spojrzał na nią zdumiony. – W takim razie odpowiedziałbym, że pan Braczewski stracił miejsce, ponieważ niestosownie odzywał się o osobach, które zaszczyciły go trochę łaskawszym tonem w rozmowie. Jeżeli jednak pani każe... Teraz panna Izabela spuściła oczy, zmieszana w wysokim stopniu. A wszystko mi jedno w rezultacie. Gdzie się osiedli ten młody człowiek?
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Wokulski rozmawia z pracownikami sklepu, zauważa ubogiego człowieka i daje mu pieniądze.
Wokulski odwiedza hrabinę Karolową na kolację.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.