Mentionsy Mentionsy
Kreatura
Kreatura

Julia Kamińska

07.07.2025 ·1 godz 0 min

Julia to artystka wszechstronna, aktorka, scenarzystka, wokalistka, działaczka społeczna — długo by wymieniać. Rozmawiamy o podążaniu własną drogą. O szołbiznesie. O ciągłym zderzaniu się ze ścianą zbudowaną z tego, co kobieta powinna, a czego nie powinna. O bronieniu twórczej ekspresji i reagowaniu na krytykę. I jak w tym wszystkim słuchać swojego ciała. 

Nie, wydaje mi się, że wcale nie. Znaczy ja akurat takie mam podejście, że staram się grać zawsze jakoś tak w miarę prawdziwie, bo tak mi się wydaje, że jeżeli wierzymy w to, co robi postać i jeżeli dajemy taką prawdę, no to to jest wtedy dużo śmieszniejsze niż jeżeli pokazujemy taki wielki Wielkie mrugnięcie. I jak pokazujemy, to nie jest na serio. No właśnie chyba nie. Właśnie to powinno być na serio. Im bardziej na serio jest, tym jest lepiej. Bo gdzieś tam ta taka prawda na scenie czy przed kamerą zawsze jest przyjemniejsza do oglądania. No chyba, że to jest jakieś takie bardzo formalne przedstawienie.

Chociaż nie jest to tylko i wyłącznie o złości, ale to jest faktycznie motyw przewodni. I potrzebowałam tego kanału, żeby coś z siebie wyrzucić i to był pierwszy raz w moim życiu, kiedy poczułam, że muszę coś stworzyć i że to nie będzie do szuflady. Absolutnie nie, że ja się muszę tym podzielić, bo przyszedł taki moment, że mam teraz 36 lat i właśnie chcę zrobić coś swojego. I po prostu to zrobiłam. To też było bardzo przyjemne, bo poczułam, że jestem sprawcza. To jest fantastyczne uczucie, że nie dość, że się wkur... U Ciebie można przeklinać? Można, śmiało. Że się wkurwiłam, to jeszcze przekułam to w coś twórczego, w coś, co mi się podoba i wielu ludziom też się podoba, bo mam bardzo dobry feedback i to mnie uskrzydla.

I żeby mieć w sobie tę taką siłę, że wiadomo, że nie mogę powiedzieć, że będę niezachwiana, bo chwieje się, jestem człowiekiem i czasami wątpiłam. Ale po prostu nie było odwrotu, bo ta siła, ta chęć wyrzucenia z siebie tego wkurwu była tak ogromna, że była silniejsza niż ten potencjalny lęk. Na maksa. Trochę się utożsamiam i też mam 36 lat. I też niedawno zaczęłam robić stand up, czyli coś sama. I też wychodzić, i też pisać, i też się wkurwiać, i też mówić o rzeczach, które są trudne. Names mentioned – Julia Kamińska

I nawet zrobić coś, powiedzieć coś, co ludzi nie przekona, ale mnie przekonuje, nadal jest satysfakcjonujące w jakiś sposób i jest procesem. No bo jak nie przekonuję ludzi, no to wtedy to odkładam albo zmieniam, bo to jednak chodzi o to, żeby ten odbiorca jednak był zadowolony z tego, co słyszy, co widzi. Ale takie przełamywanie się i szukanie i tego gniewu i takie tupnięcie nogą na to wszystko, co przez całe życie albo myślałam, albo było przekonaniami wtłoczonymi gdzieś z zewnątrz. I mam takie poczucie, że ja już jestem stara jak na odkrywanie podstawowych prawd życiowych, ale to chyba się nie zmieni. To chyba tak po prostu całe życie będzie.

O, Pan wiedzie. Pomidory w puszkach. I mąki wielkie. Słuchajcie, wjechała mąka w takich torbach, jak się ziemię kupuje na ogrządki. Ale czad. No bo siedzimy w klubie studio, więc jest tutaj życie z nami. Odjeżdża, odjeżdża pusty wózek. Pan odjeżdża, to jest ten szun. Tak. I te teksty Twoich piosenek też mi się tak skojarzyły. Nie wiem, czy kojarzysz Biegnącą z Wilkami, książkę Clarice Ciccoli Estes. Wiesz co, ja ją mam, nawet w dwóch egzemplarzach, bo dostałam od dwóch osób, ale ona jest u mnie na półeczce do przeczytania. Tak, no ona też nie jest łatwą lekturą, jeżeli chodzi o styl pisania, ale jak już się przebrnie, to jest to bardzo ciekawe takie spojrzenie na archetyp dzikiej kobiety i wydaje mi się, że właśnie w Twoich tekstach to widzę, bo to są takie tematy,

I to jest takie, wiesz, strasznie frustrujące, że jak to jest możliwe, że w dzisiejszych czasach tyle się o tym mówi? Ale też mam wrażenie, że ja żyję w jakiejś takiej bańce, bo mam znajomych, którzy gdzieś tam myślą podobnie jak ja, ja się czuję z nimi bezpiecznie, czytam jakąś literaturę, nawet rzeczy, które obserwuję w mediach społecznościowych, to są takie silne, feministyczne. Profile. Tak samo, tak. Wiesz, że tak czuję się fajnie, a potem nagle następuje to zderzenie z rzeczywistością i ktoś mi teledysk na YouTubie komentuje w jakiś tak żenująco patriarchalny sposób, że ja nie będę odpisywać, no bo to chyba nie ma sensu, bo my się nigdy nie porozumiemy i to też mnie trochę martwi, że tej płaszczyzny porozumienia czasami po prostu nie ma, że ja chcę być wolna, ja chcę się wyrażać tak jak chcę,

Skąd się wzięły te stwory internetowe, które teraz ci piszą takie głupoty? Tak jak mówisz, że o Jezu, a taka ładna przeklina, a po co to? A bez przeklęć to by było lepiej. Nie, to jakby... Znaczy to w ogóle jest jakieś takie zupełnie abstrakcyjne, no bo ja mam zaprzeczenie sztuki. Jeżeli przychodzi ktoś do osoby tworzącej i mówi, to robisz nie tak, bo inaczej byłoby lepiej, no kurde, no to zrób se sama albo sama inaczej po swojemu i to będzie dla ciebie okej. Dla mnie właśnie tak jest okej, I po prostu inaczej nie będzie, bo ja mam taki środek wyrazu. Może za rok on będzie zupełnie inny. Może za rok ja w ogóle nie będę się czuła tak, że muszę rzucać kurwami. Kto wie?

I to też będzie spoko. No pewnie. Tylko że w tym momencie... To będzie Twoja decyzja po prostu. Mam właśnie tak i mam takie środki wyrazu i chcę z nich korzystać, ponieważ tak czuję. Tak czuję i każde ograniczenie... Dobra, możecie sobie dawać sugestie, tylko że to jest trochę po nic. I też może być, jeżeli by trafiło na osobę słabszą, To może na przykład zaważyć na całym projekcie albo na tym, czy taki projekt powstanie. Myślę sobie, że jeżeli ktoś coś tworzy, to Wsparcie jest ważne, a taka krytyka sugerująca, że to jest nie takie, jak powinno być, jest naprawdę okamdupy.

Dokładnie tak. I wysysa energię, jeżeli dopuścimy do siebie, no to to jest taki wampiryzm po prostu. A jak obracasz się wśród tylu ludzi, robisz tyle rzeczy i angażujesz się w bardzo wiele ich charytatywnych wydarzeń, Jak właśnie dbasz o swoją energię, żeby nie być dętką każdego dnia? Wiesz co, wydaje mi się, że ja mam szczęście takie, że ja mam naturalnie bardzo dużo energii. Mamo mówiła, że jak się budziłam rano jako dziecko, to mówiłam, trzeba wstawać, trzeba się bawić. Miałam taki cel. I teraz w sumie mam taki sam. Też chcę się bawić, tylko teraz chcę się bawić na swoich zasadach. Także jak dbam o to? Staram się wyjeżdżać na fajne wakacje, staram się otaczać ludźmi też takimi, którzy mnie ładują pozytywnie, co nie jest łatwe.

No, ale jak się próbuje coś robić, to będzie też nie wychodzić. Tak. To jest proces. Dokładnie. No i w sumie tyle. Tak wygląda moje życie. A no całkiem spoko, no to dzięki. Powiedz mi, a jak się łączysz z ciałem w takim razie? Jak słuchasz tego swojego ciała? Słucham, czy coś mnie boli. Słucham, jak się czuje mój brzuch. Słucham, czy czuję, że mam napięcie jakieś w skroniach. I jeżeli czuję się bardzo napięta, to staram się iść na masaż. I wtedy to jest wspaniałe, bo... Muszę odłożyć telefon i słuchać relaksacyjnej muzyki. Albo dużo jeżdżę samochodem, bo często muszę się przemieścić z jednego miejsca na drugi koniec Warszawy i muszę to zrobić szybko i wtedy słucham sobie muzyki.

I czuję, kiedy ta muzyka zaczyna mnie irytować. I wtedy znajduję w sobie już siły na to, żeby ją wyłączyć, żeby jechać po prostu w ciszy. W ogóle mam dosyć trudną relację z ciszą. Nie jest mi łatwo w niej siedzieć, ale coraz bliżej, coraz bliżej. Wyciszasz się? Mówisz jakieś medytacje, tego typu rzeczy? Jakiś mindfulness? Słuchaj, próbowałam kiedyś zrobić medytację i to była wielka porażka. To tak jak ja. No, tak. Nie, to było straszne, bo to była prowadzona medytacja i taka pani dobrze prowadziła tę medytację, bo ona polegała na tym, że miałam wejść do jakiegoś ogrodu, zamknąć furtkę na klucz i tam obserwować sobie piękno przyrody. Słuchaj, to było dramatyczne przeżycie, bo natychmiast zaczęły mnie gonić jakieś pterodaktyle, jakiś taki, wiesz, tak jak z tych horrorów, taki bluszcz, co łapie za nogę.

Czyli mimo wszystko i cisza, ale też nie bycie w domu. Nie bycie w domu, lubię być poza, ale też wcale nie czuję się najlepiej na scenie. Albo jakbym miała wybrać moją ulubioną sferę działalności aktorskiej, to to jest właśnie dubbing albo czytanie audiobooków, bo tego robię dosyć sporo. Ja to uwielbiam, że jadę sobie do studia, zamykam się w ciszy i czytam książkę. To jest fantastyczne, że mam w sobie bardzo dużą potrzebę izolacji od ludzi i że no nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale czuję to nawet. Ja też sporo jeżdżę tramwajem i lubię jeździć tym tramwajem, jak jest pusty, a jak jest tłok, to po prostu potem muszę iść na jakiś spacer i się uspokajać, bo po prostu mnie to stresuje w taki sposób fizyczny.

I myślę, że jeszcze niedawno bym w ogóle tego nie zauważyła. Hmm, ale teraz słuchasz ciała, tak jak mówisz i zauważasz to po prostu. Tak, że takie rzeczy się dzieją, że mam jakieś takie napięcie, że zaczynam mieć jakieś takie nerwowe ruchy rękami. Nosem zaczynam ruszać, takie nerwowe mi wracają w momencie, kiedy jestem w jakimś takim tłoku i nie wiem w sumie czego się boję, czego się obawiam, bo nie potrafię tego nazwać, ale że faktycznie tak jest i że muszę posiedzieć w cichości. To jak jesteś na jakichś eventach, to później tak samo? Musisz sobie pójść w ciszę? Tak. I się zdekompresować? Tak. Siedzę w domu w zupełnej ciszy, bo jeszcze do niedawna to były jakieś seriale na Netflixie albo podcasty.

Bym jakoś przymknęła oko na tę zasadę, nie trzymam się jej jakoś żelazną ręką. Ale to jest, to mi daje też dużą energię, bo jak wychodzę na brawa, to też znasz to uczucie, że wychodzisz i ludzie klaszczą i są zadowoleni, wtedy jest wspaniale, więc to mam z tego, bo jak się jedzie na jakiejś miejscowości poza Warszawą i szczególnie, że jest to mała miejscowość, To tam ten odbiór bywa fantastyczny i, żeby to źle nie zabrzmiało, ale że czasami niewiele trzeba, żeby dać komuś radość i to jest... Dużo mniejszy dostęp po prostu pewnie do rozrywki, do kultury. Możliwe, możliwe, że tak i to jest bardzo miłe i czasami mam tak, serio, aż tak wam się to podoba?

Jak potem już jestem, to jest okej, ale że chętnie bym już poszła, nie? I jeżeli się bardzo dobrze znam z ludźmi, no to jest inaczej, nie? Ale jeżeli mam iść w jakieś takie środowisko, którego dobrze nie znam, wiem, że sobie poradzę, że tam będę rzucać jakieś żarty, że będzie fajnie, że może kogoś poznam nowego, jakichś znajomych, to super. Names mentioned – Julia Kamińska Tak się okazało, że nie możesz tam być. Że nie mogę tam być, a powinnam, nie? No bo to jest jakiś tam element pracy. Nie było zadowolenia ze strony pracodawcy i rozumiem, ale po prostu nie mogłam i robiłam coś zupełnie innego i byłam w zamkniętym pomieszczeniu i nie musiałam rozmawiać z masą dziennikarzy, których znam albo nie znam, o rzeczach, które mnie interesują albo nie.

No, a wcześniej chyba ze względu na taką zadaniową naturę w ogóle się nad tym nie zastanawiałam, że po prostu trzeba to zrobić, trzeba przyjść i to zrobić, nie? I stanąć na wysokości zadania. Tak, można. Ale można też nie iść. No właśnie, tak. I się nie zmuszać i posłuchać ciała. Ciekawe, co ciało wtedy mówiło, na przykład, zanim jeszcze go słuchałaś. Nie mam pojęcia. W takich momentach. Nie mówiłam jego językiem wtedy. No, tak, tak, tak. Ciało mówiło po japońsku, a ja mówiłam po rosyjsku, powiedzmy. Mhm. Ciężko się dogadać. To ja tak się nie mogę odnaleźć na jakichś bankietach festiwalowych, tego typu okolicznościach, bo właśnie mam takie, co ja mam ze sobą zrobić? Ja mam takie poczucie, że ludzie tam są też po coś, że jest duże nastawienie na

Zdjęcia i montaż I przytłaczające, i drenujące faktycznie. Chyba, że mam się kogo uczepić, typu znajomego, z którym mogę sobie pożartować chociażby z tego. Tak, znajomy w takiej sytuacji jest olazą na pustyni. Tak, bo to może być rozwiązanie tego wszystkiego, jeżeli musisz być w okolicznościach jakichś imprez ramówkowych, bankietów, kiedy można po prostu się oprzeć o kogoś i

Nie zasnę teraz. Siedziałam do czwartej i jestem tak zmęczona, byłam tak strasznie zmęczona, że się przeziębiłam od razu następnego dnia, ale nie mogłam zasnąć. A jak w takim razie, jak już tak przejrzałyśmy dobrze, czyli dubbing to mamy tutaj radości, mamy scenę, która daje też energię, ale ją odbiera. Czy masz jakiś taki swój sposób, żeby wejść jakoś w tę fazę alfa, żeby w ogóle zacząć pisać? Dla mnie często jest to problem, żeby zacząć. Nie, z tym nie ma problemu. Po prostu siadasz, piszesz. Nie, nie, nie, to też nie tak, bo widzisz, bo ja nie mam tak, że ja muszę coś napisać, bo jest... Aha, nie, ostatnio w sumie tak miałam, że znalazłam informację na mediach społecznościowych Muzeum Literatury, że jest konkurs na piosenkę dla Ireny Santor.

Tak, i niektórzy na przykład siadają przy biurku o dziewiątej i siedzą do szesnastej czy siedemnastej. Tak, tak, tak. Z jakąś tam przerwą, wiadomo, ale że to jest ta dyscyplina. Tak pamiętam, jak rozmawiałam z Mikołajem Cieślakiem z Kabaretu Moralnego Niepokoju, to on mówił, że on tak właśnie robi. On wstaje, siada do biurka i pracuje. Tak, tak, tak. Takie co? Jak to? Tak, ale to w ogóle niektórzy ludzie tak po prostu robią. Słyszałam, że Tomasz Man tak robił, że on miał biuro u siebie w domu i wstawał jakoś bardzo wcześnie rano i pracował Zawsze od do. Zawsze. Wyobrażam sobie, że jest to dobre dla głowy, bo też wiesz kiedy masz wolne, wiesz kiedy nie jesteś w pracy. A ja się zmagałam, trochę sobie to już bardziej zbalansowałam, ale długo się zmagałam z tym, że ja pracuję w zasadzie 24 godziny na dobę.

Że albo nawet odpowiadam na jakieś wiadomości związane z pracą już o 22 czy 23, bo akurat zobaczyłam albo bo ktoś napisał o takiej dziwnej godzinie, no to od razu odpiszę. I teraz mam takie, no nie, rób taką w nocy, miej czas dla siebie. Bo to się później robi tak, że ja jestem, jak jestem swoją własną szefową, jeszcze jestem samozatrudniona i jeszcze dostaję zlecenia, więc muszę mieć sama swoją dyscyplinę, to ja jestem mobbingującą szefową dla siebie, bo się męczę sama ze sobą czasami, jak nie dam sobie tego Names mentioned.

Ale super! Także taka otwartość i spontaniczność myślę, że bardzo pomaga. Ale wydaje mi się, że jednak większość ludzi, którzy zajmują się tą taką twórczą stroną, to od zawsze czują i po prostu ciągnie ich w tę stronę. Tak jak my trafiłyśmy do Wybrzeżaka. Tak, jako nastolatki. Tak, tak. I to było wielkie, wielkie szczęście w moim życiu. Nie wiem, co ja bym w życiu robiła, gdybym nie trafiła do Wybrzeżaka. Tak samo mam. I w ogóle patrząc po tak wielu ludziach, którzy cały czas się zajmują sztuką, rozrywką, teatrem, komedią, dramatopisarstwem. Mnóstwo ludzi z Wybrzeżaka, gdzie to poszło. Szkoda, że... Szkoda, że już go nie ma.

Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.