Mentionsy Mentionsy
Kind of Jazz
Kind of Jazz

FreeRun 5

23.10.2025 ·59 min 40 s

Audycja nagrana dla Studenckiego Radia „Żak” Politechniki Łódzkiej (21.10.2025)

No tak, ze wszystkimi Szmitami, jakich znamy. Na przykład Ericiem Emanuelem Szmitem. Tak jest, tak również, zgadza się. No a jego muzyka, jak byście mogli ją zdefiniować? To może Mateusz. To może ja. W kluarach rozmawiałem z przywodem, że akurat ten utwór i ta płyta mi się kojarzy trochę z twórczością Michała Lorenza. Ale generalnie Piotr Schmidt mi się kojarzy z Piotrem Schmidtem, bo myślę, że jest na tyle swoisty, że ciężko go pomylić z kim innym. Tak jest i Schmidt, wiecie, to Schmidta... powiedzmy, można się jakoś czepiać, ale on tworzy swój świat muzyczny. I on jest bardzo konsekwentny w kreowaniu tego brzmienia. On to doprowadza do perfekcji i on z płyty na płytę jest lepszy w tym, co robi. Jakby widzę konsekwencje i doceniam to w jego działaniach. Wiecie co? On mi się z kolei kojarzy, jestem zaskoczony, że to słowo nie padło, ale on mi się kojarzy właśnie z takim jazzem mainstreamowym. No tak, tak.

To jest jazz dość prosty, przynajmniej w mojej ocenie. Taki dość łatwy do przyswojenia. Być może jak ktoś zaczyna przygodę z tym gatunkiem muzycznym, muzyka Piotra Schmidta jest idealna do tego, ponieważ mam takie wrażenie, że łączy właśnie ten świat powiedzmy awangardy z tym światem takiego wręcz popowego jazzowania. No i generalnie zawsze z całym szacunkiem do tego muzyka uważałem, że jego płyty nie są czymś wybitnym, nie są czymś takim godnym zawsze zapamiętania. Aczczolwiek, jego ostatnia płyta, czyli Ether, którą nagrał razem z Andrzejem Święcem i Sebastianem Frankiewiczem, jest naprawdę świetna. Bardzo dobra w ogóle sekcja. Andrzej Święc też świetną płytę solową Flying Lion niedawno, znaczy z półtora roku temu wydał, naprawdę rewelacyjna.

Piotr Schmidt, Andrzej Święc, Sebastian Frankiewicz. Utwór Ether Part II z płyty Ether. Mateuszu, powiedziałeś, że słyszysz tutaj jakieś takie nawiązania do muzyki Michała Lorenza. Słyszę do Michała Lorenza, słyszę też do Tomasza Stańko w takiej bardziej mainstreamowej wersji, na przykład soundtracki, Pożegnanie z Marią, Reich, jak najbardziej. Tak, i myślę, że taki właśnie szeroki, romantyczny jazz, trochę soundtrackowy, to jest taki leitmotiv tej płyty. Tak, ale wiecie co, na tym utworze przynajmniej, na całej płycie zresztą też, to jest fajne słychać trochę takiej skandynawskości nawet. To zresztą też nie jest jakieś tro podległe od Tomasza Stańki, bo to jedni odmieniają, drudzy nie odmieniają tego nazwiska, bo przecież raz na jakiś czas Stańka nagrywał takie mocno zanurzone w skandynawskim zariedem, andresenem, chociaż płyty Blues chyba ta płyta się nazywa, nie?

Taka z lat 90-tych. Świetna płyta. I tutaj u Szmita to jakaś taka jest nowa jakość. Rzeczywiście to jest przełamane to... słowiańskością, można by było powiedzieć, ale mi się podoba, mnie to jakoś chwyta. Nic oryginalnego, ale bardzo dobrze wykonane. Tak, zaskakujące jak na Schmidta jest tutaj bardzo dużo przestrzeni, bo jednak jego utwory i twórczość dotychczasowa kojarzyła mi się z tym, że raczej jest napakowana, jakby... Ta butelka z tą wodą jest wypełniona do pełni. Natomiast tutaj rzeczywiście, nie wiem, może dlatego, że cały ten album jest jedną wielką improwizacją, to dużo jest tutaj takiej swobody, dużo jest tutaj takiej pustej przestrzeni, która wypełnia właśnie jakimiś tam myślami słuchaczy. Jeszcze można inaczej to określić. Dużo oddechu jest. Oddechu, tak. No tu naprawdę dzisiaj, panowie, jesteście w swoich tutaj szczytach możliwości.

Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.