Hrabia Monte Christo. 84. Podróż
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
Chce pan pojechać ze mną? Spotkały pana przykrości? Zdziwił się Boszą. To niesłychane. A jakie? No, mówi pan o tym tak niefrasobliwie. Bardzo chciałbym zobaczyć, jaką miałby pan minę, gdyby w pańskim domu toczyło się śledztwo. Śledztwo? Jakie śledztwo? No przecież pan de Villefort prowadzi dochodzenie przeciw memu zacnemu mordercy. To podobno bandyta uciekinier z galer. A, prawda, rzekł Beauchamp. Czytałem o tym w dziennikach. Co to za jeden ten kaderus? Zdaje się, że pochodził z Prowansji. Pan de Villefort słyszał o nim, gdy był jeszcze w Marsylii. A i pan Danglar przypomina sobie, że skądś go zna. Toteż prokurator bardzo wziął sobie sprawę całą do serca.
O tak. Sama szlachetność. Mogę za to zaręczyć. Kocham go z całej duszy. Ale skoro już jesteśmy sami, to niechże mi pan powie, dokąd się udamy. Do Normandii, jeśli się pan zgodzi. Cudownie. Na głuchą wieś, prawda? Żadnego towarzystwa, żadnych sąsiadów. Będziemy tam sam na sam z końmi, z psami do polowania i łódką, jeśli zechcemy wypłynąć na ryby. Tego mi trzeba. Uprzedzę tylko matkę i jestem na pańskie rozkazy. Ale czy pozwoli pan, by wyjechał pan z człowiekiem, którego nazywają hrabią de Monte Christo? Hrabio, jaką ma pan krótką pamięć? Jak to? Czy nie mówiłem już panu wielokrotnie, że matka darzy pana szczególną sympatią?
Każ uprzedzić koniuszych na pierwszej stacji. Pan de Morserve jedzie ze mną. Bertuccio wyszedł i natychmiast spełnił rozkaz. Foryś popędził do Pontuiz z wiadomością, że powóz nadjedzie o szóstej. Z Pontuiz natychmiast wyruszył goniec do następnej stacji i tak po sześciu godzinach wzdłuż całej drogi czekały gotowe konie. Przed wyjazdem hrabia poszedł do Hajdi, zawiadomił ją o podróży i oddał cały dom pod jej rozkazy. Albert przybył punktualnie. Podróż z początku smętna stała się intrygująca na skutek szybkości, jakiej nabrali. Albert nie wyobrażał sobie nawet, że można tak pędzić. No, no tak, rzekł Monte Christo. Waszymi dyliżansami jedzie się ledwo dwie mile na godzinę, a przy tym macie to głupie prawo, które mówi, że nie wolno wyprzedzać innych podróżnych bez odpowiedniego pozwolenia.
Kiedy się zbudził, podszedł od razu do okna, otworzył je, po czym wyszedł na mały taras. Przed nim rozpościerało się bezkresne morze, a z tyłu widać było śliczny park, który łączył się z niewielkim lasem. W niewielkiej zatoczce kołysała się zakotwiczona korweta o smukłych masztach. Na szczycie najwyższego z nich powiewała flaga z herbem hrabiego de Monte Christo. Na tarczy widniała złota góra na tle przejrzystego, błękitnego nieba. Na wierzchołku góry wznosił się szkarłatny krzyż. Mogła to być zarówno aluzja do nazwiska hrabiego, przypominającego o jego kalwarii, górze, którą męka Pana Naszego uczyniła droższą od złota,
Monte Christo nie spostrzegł tego, bo już był przy oknie i wołał. Ali! Konia dla pana de Morcer tylko prędko, bo się spieszy. Te słowa przywróciły Alberta do życia. Wybiegł z pokoju, a hrabia za nim. — Dziękuję — szepnął młodzieniec, wskakując na siodło. — Florentin, wracaj jak będziesz mógł najprędzej. Trzeba znać jakieś hasło, żeby pańscy ludzie dali mi konie na postojach. — Nie, zsiądzie pan tylko z konia, a następny już będzie osiodłany. — Na pewno uważa pan mój nagły odjazd za dziwaczny i szalony — rzekł. — Ale nie wyobraża pan sobie, do jakiej rozpaczy może doprowadzić człowieka kilka wersów wydrukowanych w gazecie? — Otóż — dorzucił hrabiemu dziennik. Niech pan to przeczyta, ale dopiero jak stąd odjadę, żeby nie widział pan rumieńca na mojej twarzy.
Później jednak dodał do swego imienia chrzestnego szlacheckie nazwisko i tytuł. Dzisiaj występuje jako Hrabia de Morser i jest członkiem Izby Parów.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!