Hrabia Monte Christo. 84. Podróż
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
— Jesteś pan naprawdę cudotwórcą. Jeszcze trochę, a prześcignie pan nie tylko koleje żelazne, co we Francji nie będzie szczególnie trudne, ale nawet telegraf. A tymczasem niech pan będzie punktualny, bo czeka nas jakieś 7-8 godzin drogi. — Proszę się nie martwić. Będę musiał się tylko spakować. Albert wyszedł. Monte Christo uśmiechnął się jeszcze, skinął w szybu głową, po czym przystanął na chwilę, pogrążając się w zadumie. W końcu przesunął dłonią po czole, jakby chciał w ten sposób rozpędzić jakieś myśli. Podszedł do dzwonka i zadzwonił dwa razy. Wszedł Bertuccio. — Panie Bertuccio! — rzekł. — Nie jutro ani nie pojutrze, jak zamierzałem na początku, ale dziś jeszcze wyjeżdżam do Normandii. Zdaje mi się, że do piątej ma pan dość czasu.
Każ uprzedzić koniuszych na pierwszej stacji. Pan de Morserve jedzie ze mną. Bertuccio wyszedł i natychmiast spełnił rozkaz. Foryś popędził do Pontuiz z wiadomością, że powóz nadjedzie o szóstej. Z Pontuiz natychmiast wyruszył goniec do następnej stacji i tak po sześciu godzinach wzdłuż całej drogi czekały gotowe konie. Przed wyjazdem hrabia poszedł do Hajdi, zawiadomił ją o podróży i oddał cały dom pod jej rozkazy. Albert przybył punktualnie. Podróż z początku smętna stała się intrygująca na skutek szybkości, jakiej nabrali. Albert nie wyobrażał sobie nawet, że można tak pędzić. No, no tak, rzekł Monte Christo. Waszymi dyliżansami jedzie się ledwo dwie mile na godzinę, a przy tym macie to głupie prawo, które mówi, że nie wolno wyprzedzać innych podróżnych bez odpowiedniego pozwolenia.
– Oto rozkosz, jakiej nie znałem – westchnął Morse. – Rozkosz, jaką daje prędkość. Jego twarz rozchmurzyła się, jakby ostatnie z pokrywających ją chmur zostały uniesione przez wiatr. – Skąd tu diabła bierze pan takie konie? – zapytał. – Chyba robią je panu na zamówienie. – Ależ właśnie tak – odparł hrabia. – Sześć lat temu znalazłem na Węgrzech doskonałego ogiera, który słynął z wyjątkowej szybkości i kupiłem go. Nie pamiętam już za ile, bo płacił Bertuccio. Tego samego roku spłodził 32 źrebaki. Dziś przejrzymy sobie całą ich generację, bo wszystkie te rumaki pochodzą z jednego ojca. Wszystkie są do siebie podobne, zupełnie czarne, z jedną tylko gwiazdką na czole.
Mój ogier był w stadninie jak pasza. Wybierano mu faworyty. To fenomenalne. Niech mi pan powie, co pan robi z tymi wszystkimi końmi? No widzi pan, podróżuje. Ale przecież nie podróżuje pan bez przerwy. Kiedy już nie będę ich potrzebował, Bertuccio je sprzeda, a twierdzi, że zarobi na tym interesie do 40 tysięcy franków. Wątpię, czy w Europie znajdzie się monarcha dość bogaty, by je mógł kupić. Sprzedaje wtedy pierwszemu lepszemu wezyrowi ze wschodu, który opróżni swój skarbiec, by je kupić, a potem znowu go napełni, bijąc poddanych rózgami po piętach. Zdaje mi się, że po panu Bertuccio jest najbogatszym człowiekiem w Europie. Otóż mylisz się, mój wicehrabio.
Jestem przekonany, że gdybyś pan przetrząsnął kieszenie Bertuccia, znalazłbyś może z dziesięć sołys. A jak to możliwe? Zdziwił się młodzieniec. Z tego Bertuccia to jakiś fenomen. Na miłość boską, kochany hrabio, niech mnie pan przestanie zasypywać takimi cudami, bo ostrzegam, przestanę panu wierzyć. U mnie nie ma żadnych cudów, Albercie, tylko liczby i rozsądek. Niech pan posłucha. Kradnie każdy intendent. Ale dlaczego kradnie? No do licha, bo złodziejstwo to jego druga natura, tak przynajmniej mi się zdaje. Otóż myli się Pan, mój drogi. Kradnie, bo ma żony, dzieci i wielkie ambicje w stosunku do siebie i w stosunku do swojej rodziny. Kradnie przede wszystkim dlatego, że nie jest pewien, jak długo jeszcze będzie u Pana.
Chce więc zapewnić sobie przyszłość. Bertuccio zaś jest na świecie sam. Bierze z mojej kasy tyle, ile chce. Nie zdaje mi rachunku i mam pewność, że go nigdy nie odprawię. A skąd ta pewność? Bo nie znajdę nikogo lepszego od niego. Jest Pan w jakimś błędnym kole przypuszczeń. Bynajmniej... Zupełnie pewien swoich ludzi, bo dla mnie dobry sługa to ten, którego życie i śmierć zależy ode mnie. Czyli życie i śmierć Bertuccia zależy od pana? Tak, odparł chłodno Hrabia. Istnieją słowa, które zamykają rozmowę jak żelazna brama. Taką siłę miało słowo tak, wypowiedziane przez Hrabiego. Cała podróż przebiegła z tą samą szybkością.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!