Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 84. Podróż

27.07.2025 ·24 min 8 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Ale co panu jest, Albercie? Tak pan posmutniał. Nie jest pan aby, sam o tym nie wiedząc, zakochany w panie Danglard? — O, o ile wiem, to nie — odpowiedział Albert, uśmiechając się smutno. Beauchamp zaczął oglądać obrazy. — Ale mimo wszystko — mówił Monte Christo — chyba nie jesteś pan w humorze. — Mam migrenę. — A wie pan, kochany wicehrabio — rzekł Monte Christo — mam na tę chorobę niezawodne dla pana lekarstwo. Pomaga mi ono za każdym razem, gdy natykam się na jakieś przeciwności. — Cóż to takiego? — zapytał młodzieniec. Zmiana miejsca. Naprawdę? Tak. Teraz na przykład spotkały mnie pewne przykrości, więc wyjeżdżam.

Zainteresowała też mocno prefekta policji. I w konsekwencji tego ogólnego zainteresowania, za które jestem niezmiernie wdzięczny, przysyłają mi tu od dwóch tygodni najrozmaitszych bandytów z Paryża i okolic pod pretekstem, że jest wśród nich zabójca Kaderusa. Jeśli tak dalej pójdzie, to już za trzy miesiące w całym pięknym królestwie francuskim nie będzie ani jednego złodzieja, ani bandyty, który nie miałby w małym palcu rozkładu mojego domu. I dlatego zamierzam zostawić im mój dom i czmychnąć, gdzie mnie oczy poniosą. Niech pan jedzie ze mną, Albercie. Nie pożałuje pan? Chętnie. A więc postanowione? Postanowione, ale dokąd? Nad morze, mój hrabio, nad morze.

Musi pan wiedzieć, że jestem marynarzem. Jestem dzieckiem wykołysanym w ramionach starego Okeanosa i wypieszczonym na łonie pięknej amfitryty. Baraszkowałem na jego zielonym płaszczu i na jej błękitnej sukni. Kocham morze, tak jak kocha się kochankę i gdy tylko długo go nie widzę, zaczynam tęsknić. Jedźmy, hrabio, jedźmy! No to, mój drogi Albercie, dziś wieczór na dziedzińcu będzie czekała podróżna bryka. Której można się wyciągnąć tak doskonale jak w łóżku. Będzie zaprzężona w cztery pocztowe konie. Panie Beauchamp, może zabierze się pan z nami? Starczy miejsca i dla czterech osób zmieścimy się. No bardzo dziękuję, ale właśnie wracam z nadmorza. Jak to z nadmorza?

No albo prawie, to była taka mała wycieczka. No to co z tego? Jedź z nami, zawołał Albert. Nie, kochany Albercie, zrozum. Że skoro odmawiam, to znaczy, że naprawdę nie mogę jechać. Zresztą muszę przecież, dodał ciszej, pozostać w Paryżu choćby po to, aby pilnować listów, jakie napływają do gazety. Jesteś wspaniałym przyjacielem. Tak, masz rację, zostań, pilnuj i postaraj się odkryć wroga, który zamieścił to ogłoszenie. Beauchamp wyszedł. Ostatni uścisk dłoni, jaki wymienili z Albertem, wyraził wszystko to, czego nie mogli sobie powiedzieć w obecności hrabiego. – Ach, co to za wspaniały chłopak ten Beauchamp! – rzekł Monte Christo po wyjściu redaktora. Prawda, panie Albercie?

Gdy jesteśmy sami, rozmawiałem wyłącznie o Panu. I nie przestrzegła Pana przede mną? Wprost przeciwnie, powiedziała mi Albercie. Jestem przekonana, że Hrabia jest człowiekiem głęboko szlachetnym. Staraj się pozyskać jego przyjaźń. Monte Christo spuścił oczy i westchnął. Do prawdy. Tak więc nie tylko nie będzie się sprzeciwiać mojej podróży, ale pochwali ją z całego serca, bo w ten sposób będę mógł spełnić jej zalecenie, które powtarza mi co dzień. Niech więc pan idzie. I do wieczora. Czekam o piątej. Będziemy na miejscu o północy, najpóźniej o wpół do pierwszej. Gdzie? W Treport? W 8 godzin? Chce pan przejechać 48 mil? — O, można i prędzej — odparł Monte Christo.

Jestem przekonany, że gdybyś pan przetrząsnął kieszenie Bertuccia, znalazłbyś może z dziesięć sołys. A jak to możliwe? Zdziwił się młodzieniec. Z tego Bertuccia to jakiś fenomen. Na miłość boską, kochany hrabio, niech mnie pan przestanie zasypywać takimi cudami, bo ostrzegam, przestanę panu wierzyć. U mnie nie ma żadnych cudów, Albercie, tylko liczby i rozsądek. Niech pan posłucha. Kradnie każdy intendent. Ale dlaczego kradnie? No do licha, bo złodziejstwo to jego druga natura, tak przynajmniej mi się zdaje. Otóż myli się Pan, mój drogi. Kradnie, bo ma żony, dzieci i wielkie ambicje w stosunku do siebie i w stosunku do swojej rodziny. Kradnie przede wszystkim dlatego, że nie jest pewien, jak długo jeszcze będzie u Pana.

To nędzna pocztowa szkapa. Boże, a jaka atmosfera panowała w domu, kiedy wyjeżdżałeś? Było dość spokojnie, ale kiedy wróciłem od pana Beauchamp, zastałem panią we łzach. Spytała mnie, czy nie wiem, kiedy pan wróci. Powiedziałem, że właśnie jadę, pojaśnię Pana z rozkazu Pana Beauchamp. W pierwszym odruchu wyciągnęła rękę, jakby mnie chciała zatrzymać, ale po chwili namysłu rzekła, dobrze, jedź natychmiast i powiedz, żeby wracał. Tak, Mamo, wracam, rzekł Albert. Wracam natychmiast, bądź spokojna i bia na tej kanali, ale przede wszystkim muszę wyjechać. Wrócił do pokoju, w którym został Monte Christo. Nie był to już ten sam człowiek. Pięć minut wystarczyło, by w Albercie dokonała się jakaś straszna zmiana.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.