Hrabia Monte Christo. 32. Przebudzenie
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
Zobaczywszy go zerwali się, a Getano podszedł ku niemu. Wielmożny Pan Sindbad polecił nam przekazać Ekscelencji wyrazy poważania. Wyraża żal, że nie mógł się z nim pożegnać. Ma jednak nadzieję, że jaśnie Pan mu to wybaczy, dowiedziawszy się, że ważne sprawy wezwały go na malagę. Mój kochany Getano, więc to wszystko nie był sen, ale rzeczywistość. Więc istnieje człowiek, który mnie po królewsku przyjął na tej wyspie i, gdybym zasnął, odjechał? No pewnie, że istnieje. Oto jego jacht oddala się właśnie pod pełnymi żaglami. Jeżeli wielmożny pan zechce wziąć lunetę, rozpozna go pan niewątpliwie na pokładzie. To mówiąc, Getano wskazał ręką stateczek płynący ku południowemu przylądkowi Korsyki.
Gdy powrócił, koźle było upieczone, a śniadanie gotowe. Franz zasiadł do śniadania w tym samym miejscu, gdzie wczoraj otrzymał zaproszenie do tajemniczego pana Groty i dostrzegł jeszcze kołyszący się jak mewa na fali mały jacht, który posuwał się ciągle w stronę Korsyki. — No ale — rzekł do Getana — mówiłeś mi przecie, że pan Sindbad miał popłynąć do Malagi. Ja zaś widzę, że płynie do Porto Vecchio. — A jaśnie pan nie pamięta? — odrzekł Getano. — Jak mówiłem, że w załodze jachtu jest dwóch bandytów korsykańskich? — No prawda. I wysadzi ich na ląd. — No, naturalnie. — No, to jest człowiek — wykrzyknął Getano. Który nie boi się ani Boga, ani ludzi. Jak mówią gotów zboczyć z drogi nawet 50 mil, aby wyświadczyć przysługę jakiemuś biedakowi.
Takie przysługi mogą go przecież poróżnić z władzami kraju, w którym uprawia podobną filantropię. Nie, co go obchodzą jakieś władze, roześmiał się Getano. On sobie z nich kpi, niech go tylko spróbują doścignąć. Jego jacht to nie okręt, to ptak. Gdy fregata zrobi dwanaście węzłów, on zrobi o trzy więcej. Wreszcie, w razie potrzeby, gdzie by tylko nie wylądował, czyż wszędzie nie znajdzie przyjaciół? W całej tej historii jedno było tylko niejasne. Jego ekscelencja Sindbad, gospodarz Franza, miał zaszczyt utrzymywać bliskie stosunki ze wszystkimi przemytnikami i z bandytami na całym Morzu Śródziemnym, co rzecz jasna dość osobliwą dawało mu pozycję. Franza nic już teraz nie zatrzymywało na Monte Christo,
Stracił wszelką nadzieję odkrycia sekretu groty. Pospieszył więc ze śniadaniem. Ludziom zaś nakazał, aby trzymali łóź w pogotowiu. Odpłynął bowiem zaraz po śniadaniu. Pół godziny później był już na pokładzie. Spojrzał ostatni raz w stronę jachtu. Właśnie wpływał do zatoki Porto Vecchio. Dał sygnał, by odbijano od brzegu. W chwili, gdy ruszali, jacht zniknął z oczu. Wraz z nim zatarła się już zupełnie rzeczywistość poprzedniej nocy. Wieczerza, sindbad, haszy i posągi, wszystko zaczęło stapiać się dla Franza w sen. Barka płynęła cały dzień i noc, tak że na zajutrz, gdy słońce wzeszło, zniknęła z kolei sprzed oczu wyspa Monte Christo.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!