Hrabia Monte Christo. 32. Przebudzenie
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
Gdy tylko Franz stanął na ziemi, zapomniał na chwilę przynajmniej minione przygody, musiał bowiem dopiąć na ostatni guzik wszystkie sprawy we Florencji, dotyczące zarówno rozrywek, jak i obowiązków towarzyskich, które musiał zakończyć przed wyjazdem do Rzymu, gdzie czekał na niego przyjaciel. Wyjechał wreszcie i w sobotę wieczorem wysiadł z dyliżansu pocztowego na placu De La Duany. Jak już mówiliśmy, apartament był już zamówiony, należało więc tylko udać się do hotelu pana Pastriniego, ale nie było to łatwą rzeczą, bo na ulicach były tłumy i Rzym wrzał od owego rozgorączkowania, które poprzedza zawsze wielkie chwile. Owóż w Rzymie świętuje się corocznie cztery wielkie wydarzenia.
Wysłał więc kartę wizytową panu Pastriniemu i powołał się na Alberta. Ten środek odniósł właściwy skutek, bo przybiegł we własnej osobie pan Pastrini, przepraszając, że pozwolił czekać jaśnie panu, łajając hotelowych, wreszcie wydarł świecę z ręki Cicerona, który zdążył już zawładnąć podróżnym i już chciał prowadzić go do Alberta, gdy ten wyszedł właśnie na jego spotkanie. Wynajęty apartament składał się z dwóch pokoików i alkozy. Dwa pokoje wychodziły na ulicę. Okoliczność tę pan Pastrini podkreślał jako szczególnie ważną, a wręcz nieoszacowaną. Resztę pokoi na piętrze wynajmowała jakaś niezwykle bogata osobistość pochodząca z Sycylii lub Malty.
Hotelarz sam nie potrafił powiedzieć, jakiej narodowości był w podróżnej. – Wspaniale, mistrzu Pastrini – rzekł Frontz. – Ale chcielibyśmy zjeść zaraz jakąś kolację. Na jutro i na następne dni będzie nam potrzebny powóz. – Kolacja – odparł hotelarz. – Będzie podana natychmiast, ale jeśli idzie o powóz… – Jeśli to? Jeśli idzie o powóz? – zawołał Albert. – Chwileczkę, chwileczkę. Proszę nie żartować, panie Pastrini. Musimy mieć powóz. – Proszę pana… Zrobimy wszystko co tylko można, tylko tyle mogę przyrzec. — A kiedy dostaniemy odpowiedź? — spytał Franz. — Jutro rano. — Do diabła! — obróżył się Albert. — Zapłacimy drożej i tyle. Wiadomo, że Drake i Aaron biorą w poprzedni dzień po 25 franków, w niedzielę zaś i święta po 30 albo 35 franków.
Dodaj pan jeszcze 5 po rękawicznego, razem będzie 40 dziennie i nie mów mu o tym więcej. Obawiam się szczerze, że panowie nawet za podwójną cenę nie znajdą powozu. To niech zaprzęgną konie do mojego powozu. Jest wprawdzie trochę odrapany z drogi, ale to nieważne. Nie dostanie się koni. Albert spojrzał na Franza, jakby nie mógł pojąć odpowiedzi. Rozumiesz to, Franz? – zapytał. Nie dostanie się koni? A czy nie można dostać koń pocztowych? Wszystkie wynajęte już od dwóch tygodni i zostały tylko te, które są niezbędne. – I co ty na to, Albercie? – rzekł z kolei Frantz. – A ja na to, że jak coś przechodzi moje pojęcie, nie lubię kłopotać sobie tym głowy i wolę zająć się czym innym. – Kolacja już gotowa, mistrzu Pastrini?
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!