Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 32. Przebudzenie

27.07.2025 ·13 min 10 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Zobaczywszy go zerwali się, a Getano podszedł ku niemu. Wielmożny Pan Sindbad polecił nam przekazać Ekscelencji wyrazy poważania. Wyraża żal, że nie mógł się z nim pożegnać. Ma jednak nadzieję, że jaśnie Pan mu to wybaczy, dowiedziawszy się, że ważne sprawy wezwały go na malagę. Mój kochany Getano, więc to wszystko nie był sen, ale rzeczywistość. Więc istnieje człowiek, który mnie po królewsku przyjął na tej wyspie i, gdybym zasnął, odjechał? No pewnie, że istnieje. Oto jego jacht oddala się właśnie pod pełnymi żaglami. Jeżeli wielmożny pan zechce wziąć lunetę, rozpozna go pan niewątpliwie na pokładzie. To mówiąc, Getano wskazał ręką stateczek płynący ku południowemu przylądkowi Korsyki.

Frontz dobył lunetę, przyłożył do oka i spojrzał we wskazaną stronę. Getano nie mylił się. Na rufie stał tajemniczy cudzoziemiec, zwrócony twarzą ku wyspie, także z lunetą w ręku. Był ubrany tak samo jak wczoraj i powiewał w powietrzu chustką na znak pożegnania. Franz wyjął chustkę i pomachał mu w odpowiedzi. Po chwili lekki obłoczek dymu uniósł się nad rufą, oderwał się wdzięcznie i wzniósł ku niebu. Do Franza dobiegł daleki odgłos wystrzału. — No proszę bardzo, słyszy pan? — rzekł Getanu. — Właśnie pana żegna. Młodzieniec chwycił sztucer i wystrzelił, nie spodziewając się jednak, aby odgłos tego strzału mógł dojść do jachtu. — Co ekscelencja rozkaże?

— zapytał Getanu. Zapal mi jaką pochodnię. A, rozumiem, żeby poszukać wejścia do tego zaczarowanego pałacu. Życzę przyjemności, jaśnie Panu, jeżeli bawi to Pana. Już szykuje pochodnie. Mnie też kiedyś opętała ta myśl i nawet kilka razy poddałem się jej, ale w końcu zrezygnowałem. Giovanni, zapal pochodnie i podaj ekscelencji. Giovanni wykonał rozkaz. Franz wziął pochodnie do ręki i wszedł do groty, mając ze sobą gettana. Rozpoznał miejsce, na którym niedawno się przebudził. Wrzosy były jeszcze pogniecione, ale na próżno oświetlał pochodnią ściany groty. Nie zauważył niczego poza okopconymi śladami, które świadczyły, że wielu przed nim czyniło te same wysiłki.

A przecież nie pominął ani pięci tej granitowej ściany, równie nieprzeniknionej jak przyszłość. Nie dostrzegł tam jednej szpary, w którą byłby w stanie wsunąć ostrze kordelasa. Nie pominął ani jednego więcej wystającego punktu. Naciskał je wszystkie w nadziei, że któryś ustąpi. Wszystko jednak było daremne. Na bezowocnych poszukiwaniach strawił dwie godziny. W końcu więc ich poniechał. Getano triumfował. Gdy Franz wrócił na plażę, jacht wydawał się już tylko drobnym białym punktem na horyzoncie. Uciekł się znowu do pomocy lunety, ale nawet wtedy nie był już w stanie nic dojrzeć. Getano przypomniał mu wtedy, że przybył tu właściwie na polowanie, o czym zupełnie zapomniał.

Gdy powrócił, koźle było upieczone, a śniadanie gotowe. Franz zasiadł do śniadania w tym samym miejscu, gdzie wczoraj otrzymał zaproszenie do tajemniczego pana Groty i dostrzegł jeszcze kołyszący się jak mewa na fali mały jacht, który posuwał się ciągle w stronę Korsyki. — No ale — rzekł do Getana — mówiłeś mi przecie, że pan Sindbad miał popłynąć do Malagi. Ja zaś widzę, że płynie do Porto Vecchio. — A jaśnie pan nie pamięta? — odrzekł Getano. — Jak mówiłem, że w załodze jachtu jest dwóch bandytów korsykańskich? — No prawda. I wysadzi ich na ląd. — No, naturalnie. — No, to jest człowiek — wykrzyknął Getano. Który nie boi się ani Boga, ani ludzi. Jak mówią gotów zboczyć z drogi nawet 50 mil, aby wyświadczyć przysługę jakiemuś biedakowi.

Takie przysługi mogą go przecież poróżnić z władzami kraju, w którym uprawia podobną filantropię. Nie, co go obchodzą jakieś władze, roześmiał się Getano. On sobie z nich kpi, niech go tylko spróbują doścignąć. Jego jacht to nie okręt, to ptak. Gdy fregata zrobi dwanaście węzłów, on zrobi o trzy więcej. Wreszcie, w razie potrzeby, gdzie by tylko nie wylądował, czyż wszędzie nie znajdzie przyjaciół? W całej tej historii jedno było tylko niejasne. Jego ekscelencja Sindbad, gospodarz Franza, miał zaszczyt utrzymywać bliskie stosunki ze wszystkimi przemytnikami i z bandytami na całym Morzu Śródziemnym, co rzecz jasna dość osobliwą dawało mu pozycję. Franza nic już teraz nie zatrzymywało na Monte Christo,

Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.