Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 24. Olśnienie

27.07.2025 ·21 min 44 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Zbiegł w dół, szybko, lecz ostrożnie. Obawiał się, by w tak decydującej chwili nie spotkał go rzeczywiście taki wypadek, jaki wcześniej z powodzeniem udał przed kolegami. Jak wcześniej mówiliśmy Edmund zawrócił z drogi dotarłszy do wielkiego okrągłego głazu i odkrył, że nacięcia prowadziły nad malutką zatoczkę skrytą przed spojrzeniami jak owe źródła, w których kąpały się starożytne nimfy. Zatoczka ta była na tyle szeroka u wylotu i na tyle głęboka, że niewielki statek mógł swobodnie do niej wpływać. Idąc za wątkiem przypuszczeń opartych na indukcji, jak uczył go faria, wywnioskował, że kardynał Spada, pragnąc ukryć swoją obecność na wyspie, rzucił kotwicę w tejże zatoczce, ukrył tu stateczek i posuwając się wzdłuż ścieżki wyznaczonej nacięciami, ukrył skarb na jej krańcu.

Płyta otwarła się. Wewnątrz było widać strome schodki, które wiodły w coraz głębsze ciemności. Inny rzuciłby się w dół, radośnie krzyknął. Dantes zaś znów stanął, poobladł i zawahał się. — No, dalej — rzekł do siebie. — Odwagi. Przywykłszy do przeciwności, nie dajmy się powalić rozczarowaniu. Przecież inaczej cierpiałbym tyle na darmo. Serce pełne nadziei pęka, gdy zetknie się z zimną rzeczywistością. Faria miał tylko sen, spada nic, w tej grocie nie ukrył, może nigdy tu nawet nie był. A jeżeli by się tu nawet pojawił, Cezar Borgia, ten nieustraszony awanturnik, nigdy nie znużony łotr, przybył tu zaraz zanim, trafił na te same co ja ślady, podniósł ten głaz przede mną, wdarł się do środka i nic już dla mnie nie zostawił.

Wetknął więc w jedną ze szpar ostrze łopaty, oparł się na drzewcu i ujrzał z radością, że kamień wysunął się i upadł mu pod nogi. Teraz wystarczyło już tylko zazębiać ostrze łopaty o kamienie, aby kolejno spadały obok pierwszego. Mógł teraz już wejść do drugiej groty, ale ociągał się w obawie, że nadzieja, której się czepiał kurczowo, spełznie na niczym. Wreszcie, po chwili wahania, poszedł do drugiej groty. Sklepienie było tu dużo niższe, a zalegające ją ciemności nadawały jej posępny wygląd. Panował tu stęchły zaduch, którego ku zdziwieniu Edmunda nie było w pierwszej komorze. Poczekał, aż powietrze z zewnątrz odświeży tę martwą atmosferę groty i wszedł dalej.

Nie chciał stracić najmniejszego szczegółu z tego, co miał zobaczyć. Zbliżył pochodnie do niekształtnej, niedokończonej jeszcze dziury i przekonał się, że się nie mylił. Łopata uderzała rzeczywiście raz o żelazo, raz o drewno. Zatknął pochodnie w ziemi i wziął się na nowo do dzieła. W jednej chwili rozszerzył jamę do szerokości dwóch, a długości trzech stóp. Ujrzał dębowy kufer z żelaznymi, cyzelowanymi okuciami. Na samym środku wieka, na srebrnej blasze, której nie przyćmiła do tej pory wilgoć, zabłysły herby rodu spadów. Miecz pośrodku tarczy owalnej, jak to zwykle u Włochów, zwieńczony kapeluszem kardynalskim. Edmund rozpoznał je z łatwością. Faria mu je rysował tyle razy. Wszelkie wątpliwości zniknęły.

Przez palce przesypywały mu się leśniącą kaskadą diamenty, perły, rubiny, które spadając dzwoniły jak grat o szyby. Edmund dotknął wszystkiego, zanurzył drżące dłonie w złocie i drogich kamieniach, a potem nagle zerwał się i wybiegł z jaskini drżący, odurzony, jak człowiek bliski szaleństwa. Wspiął się na głaz, skąd mógł objąć wzrokiem całe morze i niczego nie dostrzegł. Był sam, sam jeden przy tych nieprzeliczonych, niesłychanych, bajecznych skarbach, które należały do niego. Ale była to jawa czy sen? Przelotna wizja czy namacalna rzeczywistość? Zapragnął jeszcze raz obejrzeć swoje bogactwa.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.