Chłopcy od "Parasola" | Podcast historyczny Radia Olsztyn
Dr Waldemar Brenda, historytk IPN w Olsztynie, mówi o historii Batalionu Armii Krajowej „Parasol” - oddziału do zadań specjalnych Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK, biorącym udział w powstaniu warszawskim. Składał się głównie z harcerzy Szarych Szeregów.Przygotował Mirosław Sochacki.
Historyczny leksykon IPN. Początek października 1944 roku. Kapitulacja Warszawy. Powstańcy idą do niewoli. Wśród nich kilkudziesięciu żołnierzy legendarnego batalionu. Chłopcy od parasola. Po 63 dniach walki została ich zaledwie garstka. Opowiada dr Waldemar Brenda z IPN w Olsztynie. Miotła, Dysk, Baszta, Czata 49, Zośka, Pięść to tajemnicze nazwy, które swym intrygującym brzmieniem wpisują się w bohaterską legendę Powstania Warszawskiego. Nazwy powstańczych oddziałów powstałych jednak dużo wcześniej i funkcjonujących pod tymi właśnie kryptonimami jako formacje walki bieżącej.
Wśród nich Batalion Parason. Genezy oddziału należy szukać w konspiracyjnym harcerstwie. Po klęsce wrześniowej Związek Harcerstwa Polskiego przekształcił się w szare szeregi. Harcerze uznali, że czas okupacji to konieczność szczególnie odpowiedzialnej pracy. Pracy wychowawczej prowadzonej już dziś. Przygotowań do walki zbrojnej na jutro i odbudowy Polski na pojutrze. W ten sposób na różnych poziomach i w różnych środowiskach realizowano program pod hasłem Dziś, Jutro, Pojutrze. Mały sabotaż i akcje propagandowe. Najstarsza młodzież w ramach grup szturmowych rwała się do walki bieżącej. Czuła odpowiedzialność i środowiskową solidarność.
Nazywał się Adam Borys. Tak rodził się parason. Do chwili wybuchu wojny Adam Borys miał lat 30. Z wykształcenia inżynier rolnik, ze specjalności wojskowej oficer rezerwy artylerii. We wrześniu 1939 roku dowodził baterię w 55 Pułku Artylerii Lekkiej. 20 września przekroczył granicę z Węgrami. Internowany, po kilku miesiącach uciekł i przez Morze Śródziemne dotarł do Francji. Przydzielony jako oficer zwiadowczy do III Pułku Artylerii w III Dywizji Pychoty. Po klęsce Francji ewakuowany do Wielkiej Brytanii.
Jak pisał żołnierz oddziału Piotr Stachiewicz w swojej monumentalnej książce pt. Parasol, dzieje oddziału do zadań specjalnych kierownictwa dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej. Członków kwatery głównej zafascynowała rzeczowość i realność projektu kapitana Pułga, który drobiazgowo przedstawił zasady użycia harcerzy w pierwszej linii walki podziemnej. Mało, że w pierwszej linii. Tych pierwszych linii było przecież dużo. Chodziło niemal o najwyższe uderzenie podziemia, o walkę z przedstawicielami najgroźniejszej, najzaciętszej w tępieniu polskości organizacji niemieckiego terroru. O walkę z Gestapo. Członkowie kwatery głównej mieli jednak obiekcję i nie chcieli się zgodzić na sformowanie z harcerzy oddziału do wykonywania wyroków.
Przygotowując projekt budżetu na czwarty kwartał 43 roku, pułkownik Nil pisał. W oddziałach dyspozycyjnych znika kosa. Poza tym od 1 sierpnia powstały dwa nowe oddziały dyspozycyjne – Anatol i Agat. Anatol był to dawny oddział dyspozycyjny Związku Odwetu pod dowództwem Seweryna Skowrańskiego-Wallerego, czyli późniejszy Batalion Miotła. Agat to w przyszłości Batalion Parasol. Pierwotny ordre de bataille oddziału dyspozycyjnego Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej pod kryptonimem Agat obejmował dowódcę oddziału, został nim kapitan Adam Borys pseudonimy Pług, Dyrektor, Bryl i Pal, szefostwo wywiadu,
Te wątpliwości dotyczące Jerzego Zborowskiego zostały nam przekazane w książce Piotra Stachiewicza, wyrwy na temat batalionu Parason. Można się w tym miejscu zastanawiać, na ile stanowiły one trwały czynnik różnych za i przeciw przy doborze wszystkich kadr oddziału. Ci młodzi ludzie wchodzili teraz w nowy etap życia, który miał ich kształtować jako żołnierzy, uczestników partyzantki miejskiej na najwyższym poziomie sprawności. W niektórych aspektach możemy ich chyba porównywać z komandosami.
W związku z rozbudową liczebną, jak też organizacyjną, ostatecznie dawny Agat, potem Pegas, na wiosnę 1944 roku został przekształcony w batalion o kryptonimie Parasol. W lipcu 1944 roku batalion Parasol obejmował dowództwo i dwie kompanie, na które składało się łącznie siedem plutonów. W strukturze wyodrębniono osobne służby – wywiad, kwatermistrzostwo, instruktorzy szkolenia, motoryzacja i służba sanitarna, ale także komórka bezpieczeństwa, kontrwywiad. Kwatermistrzostwo zajmowało się opieką nad lokalami konspiracyjnymi, magazynami broni i sprzętu, zaopatrzeniem w odpowiednie dokumenty i ubrania niezbędne podczas akcji.
Jeden z żołnierzy parasola pisał po latach. Wnioski z dobrze przeprowadzonego rozpoznania musiały być oparte na dużej ilości dokładnych obserwacji. Dokładność polegała nie tylko na wiernym zapamiętywaniu paru szczegółów, na przykład numeru auta, którym jeździł gestapowiec, liczby towarzyszących mu w aucie osób, Ale i zanotowaniu w pamięci wszystkich szczegółów sytuacyjnych, które mogły mieć znaczenie dla planowanej akcji zbrojnej. Na przykład częstotliwość, liczebność i uzbrojenie przechodzących przez teren przyszłej akcji i w jego pobliżu patroli niemieckich. Wszystko po to, aby skutecznie razić przeciwnika. Tym przeciwnikiem stali się najważniejsi dygnitarze i urzędnicy aparatu terroru. Była to akcja główki.
Struna pękła 1 sierpnia 1944 roku. Tego dnia rozpoczęło się Powstanie Warszawskie. Zmobilizowany batalion Parasol wszedł w skład zgrupowania Radosław. Tak ten dzień zapamiętał Witold Bartnikowski, pseudonim Hobo, od 1946 mieszkający w Olsztynie. Pobraliśmy broń, opaski i na punkt zborny przebijaliśmy się na woli, przy cmentarzu ewangelicko-augsburskim. Zaczęły się formowanie, ekwatery i tak dalej, normalna taka praca.
Powstańcza Gehenna zaczęła się na woli. Walki o każdą ulicę, każdy dom, a czasami o sąsiednie pomieszczenia zakończyły się wraz z rozkazem przejścia na Stare Miasto. Od 9 sierpnia batalion uczestniczył w walkach na Starówce, głównie w rejonie Pałacu Krasińskich. 1 września kanałami przemieścił się do Śródmieścia, a następnie został skierowany na Czerniaków. Tylko 33 parasolarzy wydostało się z tej matni na Mokotów. A tu kolejne walki aż do 27 września. Tego dnia resztki batalionu, teraz już plutonu, ponownie wycofano kanałami do Śródmieścia. I tu zastała ich kapitulacja.
Tylko część żołnierzy parasola poszła wówczas do niewoli niemieckiej. Było ich może 30. Taki był los większości rannych. Henryka Zarzycka Dziakowska, pseudonim Władka, została ciężko ranna 28 sierpnia 1944 roku. Tak wspominała. W szpitalu przebywałam do końca powstania. Rozległa rana ramienia goiła się kiepsko. Dokuczały również zranienia od odłamków w nodze. Po kapitulacji Niemcy podstawili pod szpital ciężarówki i przewieźli nas na bocznicę przy dworcu Warszawa Główna. Tu załadowano do bydlęcych wagonów. To był pociąg-widmo. Nigdzie nie chciano nas przyjąć.
Głównym ordynatorem był Polak. Przyszedł do nas przed pierwszą w nocy i ostrzegł. Chłopaki, pryskajcie, bo już informacja wywiozła paru. Wróciłem na Targową i pytam kolegów z AKA, co robić, a oni – idź do lasu. Nas niewielu zostało z pierwszej kompanii, a szczególnie z pierwszego plutonu, czy pierwszej drużyny, w której byłem, to nieliczne jednostki i to chyba też poharatane. Większość jednak kolegów, to groby są na cmentarzu warszawskim na Powązkach w kwaterze Parasola. Audycja powstała przy współpracy z Olsztyńską Delegaturą Instytutu Pamięci Narodowej.
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dr Waldemar Brenda, historytk IPN w Olsztynie, mówi o historii Batalionu Armii Krajowej „Parasol” - oddziału do zadań specjalnych Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK, biorącym udział w powstaniu warszawskim. Składał się głównie z harcerzy Szarych Szeregów.
Przygotował Mirosław Sochacki.