Mentionsy Mentionsy
Historia w Radiu Olsztyn
Historia w Radiu Olsztyn

Chłopcy od "Parasola" | Podcast historyczny Radia Olsztyn

15.10.2026 ·25 min 24 s

Dr Waldemar Brenda, historytk IPN w Olsztynie, mówi o historii Batalionu Armii Krajowej „Parasol” - oddziału do zadań specjalnych Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK, biorącym udział w powstaniu warszawskim. Składał się głównie z harcerzy Szarych Szeregów.Przygotował Mirosław Sochacki.

Kilkudziesięciu żołnierzy Kosy 30 złamało wszelkie możliwe zasady konspiracyjne i wzięło udział w ślubie kolegi. Uroczystość odbywała się w kościele św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży. Wpada gestapo. Następują aresztowania. Po prostu masakra. W takich okolicznościach, zarówno w komendzie głównej AK, jak i w samym Kedywie, zaczęto szukać sposobu wypełnienia tej straszliwej luki, jaką wywołały aresztowania w Kosie. Jak odtworzyć oddział? Kogo wprowadzić do tych trudnych i bardzo ryzykownych akcji bojowych? Kto wytrzyma presję bezpośredniego starcia? I kogo ta bezpośrednia walka, często polegająca na likwidacjach, nie zdemoralizuje?

W październiku 1940 roku rozpoczął służbę w I Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej. Nie chciał bezczynnie czekać na otwarcie II Frontu. Gdy po cichu rozpoczęły się werbunki do szkoleń dywersyjnych, zgłosił się i przeszedł kursy cichociemnych w zakresie skoków ze spadochronem, sabotażu, walki konspiracyjnej oraz tzw. kurs odprawowy. Do Polski poleciał w nocy na 2 października 1942 roku w ramach operacji lotniczej Hammer. Jak wspominał jego syn, profesor Hubert Borys, był mało znany i to było jego atutem, ponieważ zdarzały się wypadki, iż oficerowie przedwojenni, którzy pojawiali się w cywilnym ubraniu na ulicy w Warszawie w czasie okupacji, byli rozpoznawani przez ludzi zwerbowanych przez gestapo.

Jak pisał żołnierz oddziału Piotr Stachiewicz w swojej monumentalnej książce pt. Parasol, dzieje oddziału do zadań specjalnych kierownictwa dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej. Członków kwatery głównej zafascynowała rzeczowość i realność projektu kapitana Pułga, który drobiazgowo przedstawił zasady użycia harcerzy w pierwszej linii walki podziemnej. Mało, że w pierwszej linii. Tych pierwszych linii było przecież dużo. Chodziło niemal o najwyższe uderzenie podziemia, o walkę z przedstawicielami najgroźniejszej, najzaciętszej w tępieniu polskości organizacji niemieckiego terroru. O walkę z Gestapo. Członkowie kwatery głównej mieli jednak obiekcję i nie chcieli się zgodzić na sformowanie z harcerzy oddziału do wykonywania wyroków.

W styczniu 1944 nastąpiła zmiana nazwy na Pegas od słów przeciw Gestapo. Wiązało się to z wpadką poczty Komendy Głównej AK, gdy zaistniała konieczność zmiany kryptonimów podległych jednostek. Stosunkowo szybko formacja o sile kompanii zaczęła powiększać się o kolejne grupy osób. Już w grudniu oddział liczył 175 żołnierzy. A po upływie kolejnych 6 miesięcy w czerwcu 1944 – 440. I wprawdzie szaroszeregowy rodowód Pegaza nadal miał ogromne znaczenie dla jego specyfiki, ale oddział coraz trudniej było uznać za formację czysto harcerską.

W niemieckich sklepach rekwirowano nawet rowery potrzebne łączniczkom i harcerzom z szarych szeregów. Jedną z najważniejszych była służba wywiadowcza. Kierował nią podporucznik Aleksander Kunicki, pseudonim Rajski. Miał do dyspozycji 6 do 10 osób, kobiet i mężczyzn, wywiadowców. Codzienne, żmudne penetrowanie ulic z zadaniem zlokalizowania, rozpoznania celu, jakim był z reguły wysoki funkcjonariusz niemieckiego aparatu represji. Ustalanie adresów, obyczajów, rozkładu dnia, obstawy. Bardzo często odbywało się to w dzielnicy niemieckiej na terenie Warszawy, w miejscach pod ścisłą obserwacją agentury gestapo.

Jeden z żołnierzy parasola pisał po latach. Wnioski z dobrze przeprowadzonego rozpoznania musiały być oparte na dużej ilości dokładnych obserwacji. Dokładność polegała nie tylko na wiernym zapamiętywaniu paru szczegółów, na przykład numeru auta, którym jeździł gestapowiec, liczby towarzyszących mu w aucie osób, Ale i zanotowaniu w pamięci wszystkich szczegółów sytuacyjnych, które mogły mieć znaczenie dla planowanej akcji zbrojnej. Na przykład częstotliwość, liczebność i uzbrojenie przechodzących przez teren przyszłej akcji i w jego pobliżu patroli niemieckich. Wszystko po to, aby skutecznie razić przeciwnika. Tym przeciwnikiem stali się najważniejsi dygnitarze i urzędnicy aparatu terroru. Była to akcja główki.

Likwidacja niebezpiecznych dla Polaków Niemców, wskazanych przez władze Polski podziemnej. Franz Bürkl, Ernst Weffels, August Kretschmann, Alfred Mielke, Anton Hergl, Emil Braun, Walter Stamm, Wilhelm Koppe, esesmani z Pawiaka, gestapowcy z Alei Szucha, zwierzchnik SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie, zarządca drukarni w Dystrykcie Warszawskim. Te nazwiska i funkcje budziły grozę w okupowanej Polsce. I właśnie dlatego stali się celem akcji główki. Brawurowe uderzenia w centrum Warszawy lub Krakowa. Któż z nas nie słyszał o likwidacji Franza Kuczery, szefa SS i policji w dystrykcie warszawskim?

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.