S01E02 - Akcent, slang i australijski
Czy wypada pytać kogoś "Skąd ten akcent?". Czy jest po, co stresować się tym, że się go ma? Julia i Marek rozmawiają o języku australijskim i o luzie, którego trzeba nabrać, żeby przetrwać na końcu świata. UWAGA! Przeklinamy trochę - chociaż w Australii to mowa codzienna.
Jak ktoś mnie pyta, where is your accent from? Jest tak z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że mieszkam tutaj już 10 lat, no i fajnie by było, żeby ten akcent jednak nie był taki słyszalny, no ale dobra, no zaakceptujmy. Jesteśmy w angielskojęzycznym kraju, ludzie tutaj naprawdę świetnie mówią po angielsku. Jest to inny angielski niż ten, którego my się uczyliśmy w Polsce. No ale jeśli w ogóle, wiesz, takie pytanie, jeśli z kimś się poznajesz i sobie siedzicie, gadacie i faktycznie schodzi na temat tego, skąd jesteś, kiedy się tu przeprowadziłeś, no to fajnie, ale po prostu jak Ci ktoś wypala w pierwszym pytaniu nieznajomości totalnej, No to ja się wkurzam. A jak ty? Powiem ci, że nie jesteś jedyną osobą, którą to wkurza, bo ja już słyszałem tę teorię, że to jest wkurzające.
To ja powiem nawet jeszcze inną rzecz, że my jako Polacy bardzo Lubimy innym wytykać błędy w polskim i tak samo lubimy innym wytykać błędy w angielskim, dlatego my sami czujemy się, że ktoś nas ciągle ocenia, czy my dobrze mówimy, czy my źle mówimy. Że jak my mówimy po angielsku, to zawsze Boże, ktoś sobie coś pomyśli o nas, że my nie umiemy. Australijczycy mają to gdzieś. Jeżeli cię zrozumieją, to po prostu mają to gdzieś. Czasem się z czegoś zaśmieją, bo oczywiście nasz akcent jest różny. Czasem wymawiam jakieś słowo, ktoś nie rozumie, potem ja znowu mówię to słowo, on znowu nie rozumie, trzeci raz mówię to słowo, on mówi aaa, to to słowo, mówi dokładnie to samo, co ja powiedziałem, a okazuje się, że nie, że on nie zrozumiał tego w taki sposób i myślę, że australijski też ze względu na to, że
Ale faktycznie czasem jest tak, że Łatwiej jest rzucić australijskie słowo. Niektóre słowa są po prostu, no nie wiem, szybciej się je mówi. Tak mi się wydaje, że jeżeli coś zawsze nazywamy w jeden sposób i rozmawiamy z kimś w ten sam sposób i potem musimy to przypomnieć po polsku, to ja nie zawsze jestem w stanie sobie, wiesz, przetłumaczyć to, bo w głowie W głowie my nie tłumaczymy już z polskiego na angielski i z angielskiego na polski, tylko po prostu mówimy, znamy te słowa, ale też niektóre rzeczy wynikają tak jak bloks. Wynikają ze specyfiki jak Australia jest zbudowana i że tutaj są te takie przecznice, co nie? O może około dwóch przecznic, gdzie Polska jest bardziej się rozrastała, tak wiesz, od środka na zewnątrz i to nie jest tak zbudowane, że są równo drogi i tak dalej, więc
Taka jest zasada. Naprawdę? I mogą puścić każdą piosenkę. Więc może dlatego, ale to też jest ciekawostka, którą Z którą ja żyłem długo, że to słowo na F to nie jest takie złe słowo, bo w Polsce my mamy tak mocne przekleństwa, że dla nas to słowo fakt to jest takie, wiesz, że niby nic, ale dla ludzi z backgroundem angielskim, którzy się tutaj urodzili, to jest jednak większe słowo niż dla nas, chociaż jest też słowo na C, które jest mocnym słowem i jest bardzo australijskim. Właśnie chciałam powiedzieć, że ja powiem to słowo. Też można powiedzieć How you doing, Kant?
Mi się na przykład tak przytrafiło, nie wiedziałam, co to znaczy Sheila i nie wiedziałam, że to jest toaleta dla pań. Na pewno jeszcze jedną rzeczą, którą Ty używasz, to jest barbie. Nie wierzę, że mówisz barbecue. No, dużo jest w ogóle takich skrótów. W ogóle Australijczycy uwielbiają skracać, tak? Wszystko im się nie chce. Nie mówi się afternoon, tylko arvo, avocado, avo. No wszystko, tak? Jak gdyby wszystko, co można skrócić, będą próbowali skrócić. Ten pushik, który wspomniałam, pushbike, tak? Czy ja Ci opowiadałem, jak mnie szef wysłał po winogrona? Nie. No właśnie, to a propos właśnie angielskiego, a propos rozumienia Australijczyków. Kiedyś do mnie szef mówił, bo my mieliśmy w pracy taki, nie mieliśmy owocowych czwartków, tylko po prostu leżały owoce, które można było sobie brać.
I pewnego dnia ja mówię, że idę do sklepu, a on mówi, o to spoko, to kup jeszcze grapes. Ja mówię, spoko, kupię grapes, bo ja jeszcze tak, historia moja jest taka, że ja angielskiego się w szkole praktycznie nie uczyłem, cały angielski, który znam, to znam z pracy, z internetu i tak dalej, dlatego dla początku dla mnie bardzo trudno było z jakimiś zakupami, że musiałem, wiesz, podejść do Podejść do kasy samoobsługowej i zapytać się pani, co to jest. I pani powiedziała, o, tomato. Okej, dobra, tomato, to wpiszę. Bo nie znałem takich słów po prostu, bo nigdy się nie uczyłem. No i on mówi, żebym kupił te grapes. No i ja idę do tego sklepu i myślę sobie, co to kurde są grapes? Co to są grapes? I sobie myślę, że Australijczycy wszystko skracają. To grapes to na pewno będą grapefruits. No i kupiłem kilogram grapefruitów.
Przeniosłem te grejpfruty do pracy i mój szef mówi, ty co ty kupiłeś? A ja mówię, no co, grejpfruty. A on mówi, miałeś kupić grejps. A ja mówię, a to nie to samo? No i potem przez dwa tygodnie jadłem grejpfruty, bo nikt inny grejpfrutów nie lubi, ale... Utopijna historia, bardzo dobrze podsumowująca ten temat, ale myślę, że to też trochę wyjaśnia to, co powiedziałeś. Ty się nie uczyłeś za bardzo angielskiego w Polsce, zacząłeś się go uczyć przez pracę i mieszkając tutaj w Australii, może stąd to twoje takie, nie chcę powiedzieć olewcze podejście, ale właśnie taki luz do tego, czy ty mówisz z akcentem, czy bez akcentu, czy ty mówisz dobrze, czy nie. Ważne, że się umiesz komunikować. Ja natomiast uczyłam się po prostu od siódmego roku życia w szkole, po lekcjach kursu językowego angielskiego gdzieś tam za granicą. Wiesz, moi rodzice bardzo inwestowali w to, więc jakby miałam takie poczucie, że no kurczę, no tyle pieniędzy i czasu włożone w ten mój angielski, a Wy się cholera jasna ciągle pytacie mój akcent, no.
Więc to może być, słuchaj, clue do tego. Więc nie uczcie się angielskiego, przyjedźcie do Australii, słuchajcie, idziecie na żywioł, będziecie mieć lepsze poczucie własnej wartości. Powiem tak, jeszcze a propos nauki angielskiej i wszystkiego, ja dostałem dużo pytań, czy ja mogę przyjechać do Australii i pracować bez angielskiego, gdzie w Stanach można to zrobić, w niektórych miastach. Ja uważam, że w Australii zupełnie bez angielskiego po prostu się nie da. Nie da się pracować bez angielskiego całkiem. Trzeba mieć przynajmniej jakiś tam komunikatywny, wydaje mi się. Zresztą chyba w ogóle trudno jest dostać wizę, która pozwala pracować, nie znając angielskiego. Wymagania wizowe australijskie są takie, że nawet jak się starasz o wizę work and holiday, to musisz mieć egzamin językowy.
Jak aplikujesz tutaj jakąś wizę, Tak. Musisz mieć. Jedynym chyba wyjątkiem jest ta wiza partnerska, na którą ja przeszłam i nie musiałam robić żadnych językowych egzaminów, bo wiecie, no, serce nie sługa, nie wybiera, zakochasz się w kobiecie z drugiego końca świata, tudzież mężczyźnie, bierzesz z nim ślub i on zamieszkuje w twoim kraju, no i uczysz się gdzieś tutaj, ale też dla tych osób, które Przyjeżdżają tutaj i ich poziom angielskiego jest bardzo niski. Państwo często oferuje kursy darmowe języka angielskiego. Takie podstawowe, ale fajnie, że to robią i pomaga to naprawdę na rozpęd osobom, które właśnie mają może australijskich partnerów czy rodzinę tutaj i przyjeżdżają bez tego języka.
Są też takie kursy organizowane przez jakieś tam stowarzyszenia czy kościoły i wydaje mi się, że to jest fajna rzecz w ogóle, żeby wyjść do ludzi i widzieć, że inni też mają problem i zacząć się spotykać z ludźmi, bo angielski najłatwiej się nauczyć po prostu gadając z ludźmi, nie siedząc w książkach, nie ucząc się z nauczycielem, tylko po prostu wychodzić do ludzi i gadać, a najlepiej tak jak ty, wyjechać do małego miasteczka i gadać z Australijczykami prawdziwymi. I nic nie rozumieć. Siedzieć i słuchać i nic nie rozumieć. Ale ja zauważyłem, że przez to, że my musimy dużo sobie dopowiadać, my zwiększamy swoją empatię w stylu rozpoznawania emocji i rozpoznawania tego, w jakim tonie coś jest powiedziane.
I dlatego też dla nas jest dziwne, że ktoś mówi coś z innym akcentem i my nie rozumiemy. Znaczy inaczej, sorry, że my mówimy coś z innym akcentem i ktoś nie rozumie, ale my, obojętnie jaki akcent ktoś by ten, to my byśmy sobie dopowiedzieli o co chodzi przez to, że przez tyle czasu musieliśmy po prostu chodzić i zgadywać, Co trzecie słowo, co to, co to mogłoby być? Czasem zgadliśmy dobrze, czasem zgadliśmy źle, ale rzeczywiście na początku dla niektórych było to ciężkie. Ja nigdy, ja pierwszy raz z native'ami rozmawiałem, native'ami, czyli ludźmi, którzy mówią natywnie po angielsku. Rozmawiałem dopiero w Australii. Nigdy wcześniej nie rozmawiałem z nikim po angielsku, kto się urodził i się uczył angielskiego od początku, więc dla mnie nie był to taki szok jak dla ludzi, co byli w Anglii. W Anglii mówili w jeden sposób, przyjechali do Australii, tu mówią zupełnie inny.
Ostatnio kolegę wziąłem na rygaty. Właścicielem łódki był taki starszy Australijczyk, taki Australijczyk, Co nie otwierało się. Wilk morski taki, co nie? No i wiesz, coś tam płyniemy i on mówi temu mojemu koledze, to zrób coś tam, a on tak na mnie patrzy, Marek, co on do mnie mówi? No i ja już się przyzwyczaiłem, widzę, bo ja rozumiem, ale dla niego to był w ogóle przerażenie, że ktoś może mówić w ten sposób po angielsku, a dopiero był tutaj, nie wiem, dwa miesiące, więc jeszcze tych Australijczyków z tą typową, nieotwierającą ust wymowę nie spotkał. Ciekawe, jak podróżujemy gdzieś po Azji czy po Ameryce Południowej z moim mężem, którego angielski jest bardzo australijski, mój nie tak bardzo, to jednak te osoby w krajach, w których się mówi w innych językach niż angielski, lepiej rozumieją mnie niż sama.
No myślę, że z latynosami? Bardziej, no wiesz, takie podstawowe słowa zawsze warto znacie. Ja byłam w Ameryce Południowej nie znając hiszpańskiego przez dwa miesiące i jakoś sobie dałam radę. Te kilka słów, które gdzieś tam mówiłam po hiszpańsku, których się nauczyłam w międzyczasie i umiałam sobie zamówić piwo i w sumie... Nie dużo więcej. Przeprowadziły mnie. Bo ja ci powiem, że akurat Ameryka Południowa dla mnie była zaskakująca, jeżeli chodzi o angielski, bo bardzo często... Na przykład chciałem kupić kartę SIM, co nie? Do której potrzeba... W Urugwaju akurat. Do której potrzeba było tylko paszport. I byłem w pięciu miejscach i w pięciu miejscach jak tylko zapytałem się coś po angielsku to było no inglese i tyle.
I wydaje mi się, że to jest takie trochę jak w Polsce, że oni się wstydzą mówić po angielsku, więc wolą nic nie powiedzieć, niż zacząć z tobą konwersować w sposób, że się okaże, że oni nie umieją tego angielskiego. Bo jak potem byłem na imprezie i wiesz wieczorem, w ogóle byłem ze znajomymi z Argentyni i mówię stary tutaj nikt nie mówi po angielsku. A ja mówię, no jak, tu prawie wszyscy mówią po angielsku. Ja mówię, no nie, no pokażę ci. No i zagadałem do sześciu dziewczyn i sześć dziewczyn gadało po angielsku. Ja mówię, no to czemu ja w sklepie nie mogę się dogadać? I oni właśnie mówią, że prawdopodobnie chodzi o to, że oni się wstydzą rozmawiać po angielsku, więc wolą powiedzieć, że nie, niż cokolwiek innego. Gdzie w Azji nikt nie mówi po angielsku, ale jakoś, wiesz, latanie po restauracji i pokazywanie, że chce się kurczaka, a nie moo, Teraz nie widzicie obrazka, Marek demonstruje jak macha skrzydłami i jak robi krowa, co było słychać, ale zrobił też piękny dzióbek.
Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podstawowe przedstawienie i wyjaśnienie zmian w odcinku.
Rozmowa o technicznych problemach i akcentach.
Opowieść o doświadczeniach z akcentem i spotkaniu na ławce pod ogrodem botanicznym.
Rozmowa o pytankach dotyczących akcentu i microaggressions.
Rozmowa o microaggressions i australijskim slangu.
Podsumowanie i zakończenie rozmowy.
Głosnik opowiada o kursach językowych organizowanych przez stowarzyszenia i kościoły, a także o korzyściach komunikacji z ludźmi, którzy mówią po angielsku.
Głosnik opisuje, jak akcent może wpływać na empatię i rozumienie, podkreślając, że często trzeba się dopowiadać, aby zrozumieć, co naprawdę chodzi.
Głosnik opowiada o doświadczeniach komunikacyjnych w Azji i Ameryce Południowej, podkreślając, że często łatwiej jest się rozumieć w krajach, gdzie nie mówią po angielsku.
Głosnik opisuje trudności komunikacji w Nowej Kaledonii, gdzie większość mieszkańców mówi po francusku, a także podziela się radami na temat przygotowania się do przeprowadzki do Australii.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy wypada pytać kogoś "Skąd ten akcent?". Czy jest po, co stresować się tym, że się go ma? Julia i Marek rozmawiają o języku australijskim i o luzie, którego trzeba nabrać, żeby przetrwać na końcu świata. UWAGA! Przeklinamy trochę - chociaż w Australii to mowa codzienna.