PROCES DEMONA - OPĘTANIE Z BROOKFIELD!| ODCINEK 36
PROCES DEMONA - OPĘTANIE Z BROOKFIELD! Zapraszamy Was na mrożącą krew w żyłach historię z Brookfield, która zainspirowała film Obecność 3. Czy rzeczywiście istnieje "Diabeł w Connecticut"? W tym odcinku odsłaniamy kulisy paranormalnych wydarzeń, jakie miały miejsce w latach 80., i analizujemy prawdziwe dokumenty, fakty i relacje świadków z tamtego okresu. Dowiedz się, co tak naprawdę wydarzyło się tamtej nocy – i co o tym mówi historia…
Wkrótce po tym wydarzeniu koszmary Davida ustały, a on sam wydawał się wracać do zdrowia. Ale to, co opuściło Davida, znalazło sobie nową ofiarę. Ernie z dnia na dzień zaczął doświadczać niepokojących wizji. Widział cienie, słyszał kroki, które nikogo nie prowadziły, a nocami czuł, że ktoś obserwuje go, czekając aż zamknie oczy. Znaki, które wcześniej pojawiały się na ciele Davida, teraz zaczęły pojawiać się na ciele Erniego. Wszystko wskazywało na to, że jego koszmar dopiero się rozpoczynał.
Twarz Erniego zaczęła przybierać dziwny wyraz, a jego dłonie, spoczywające dotąd na stole, mimowolnie zacisnęły się w pięści. W tej chwili coś w Ernim pękło, jakby otworzyła się przed nim jakaś mroczna otchłań, pełna dawno skrywanych emocji i gniewu. Było to jak nagłe uderzenie. Świadomość zaczęła się rozmywać, a w jego głowie pojawiły się obrazy, których nie potrafił zrozumieć. Poczuł jakby ciemne cienie, które czasami dostrzegał kątem oka, zaczęły się materializować. Jakby z jego umysłu wyłaniały się postacie o pustych, zimnych oczach, które obserwowały każdy jego ruch.
Nikt nie ma prawa tak do niej mówić, wykrzyknął, a jego twarz stała się wykrzywiona, zniekształcona grymasem gniewu, który przypominał coś nieludzkiego. Bono, który dotychczas czuł się pewnie, nagle odsunął się do tyłu, próbując uciec od spojrzenia Erniego. Ten jednak zacisnął pięść i ruszył w jego kierunku. Przyszli świadkowie tej sceny twierdzili później, że Bono zdawał się przerażony. Być może instynktownie wyczuł, że siła, która działała teraz w Arnim, nie była ludzka. Sam Arni zdawał się być w transie, jakby ktoś przyjął nad nim kontrolę. Ktoś, kto pragnął krwi. Nie kontrolował już swoich ruchów.
Jego ręce, które jeszcze przed chwilą były spokojne, nagle chwyciły nóż leżący na stole. W ciszy, która zapadła w pokoju, wszyscy zdawali się wyczekiwać, jakby za chwilę miało wydarzyć się coś nieodwracalnego. I wtedy Arnie zaatakował. Pierwszy cios spadł na Boniego jak grom. Ostrze przeszyło ciszę, a potem wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Świadkowie krzyczeli, Debbie rzuciła się do przodu próbując powstrzymać Arniego, ale on zdawał się nie słyszeć żadnych głosów. Był jak w transie, a jego twarz była wykrzywiona w szaleńczym grymasie, przypominającym maskę, której żadne ludzkie emocje nie mogły przeniknąć.
Wyszeptał patrząc w przerażone oczy świadków, którzy byli świadkami czegoś, co wydawało się czystym złem. Po morderstwie Arnie wydawał się zagubiony, jakby sam do końca nie wiedział, co się stało. Kiedy policja przybyła na miejsce, nie stawiał oporu. Wyglądał na zszokowanego, przerażonego tym, co zrobił, lecz jednocześnie w jego oczach pozostał cień dziwnej pustki. Sprawa Erniego Chiena Johnsona niemal natychmiast przyciągnęła uwagę mediów, opinii publicznej i środowiska prawniczego.
To właśnie wtedy według Lorraine zły duch przeniósł się z chłopca na Erniego, przywiązując się do niego jak cień, który tylko czekał, by przejąć kontrolę w odpowiednim momencie. Lorraine opowiadała o tym z przejęciem, jakby znów przeżywała te wydarzenia. To było coś, czego nie da się wyjaśnić. Prostymi słowami. Zeznała, a jej głos drżał delikatnie, co jeszcze bardziej wzmacniało atmosferę na sali. Tamtego dnia czułam obecność czegoś. Czegoś, co nie pochodziło z tego świata. Kiedy spojrzałam na Erniego, zobaczyłam coś, czego nigdy nie zapomnę. Jego oczy były puste, a twarz wykrzywiona w grymasie gniewu, który nie należał do tego chłopaka.
Zdaniem prokuratora, gniew Johnsona był w pełni naturalnym uczuciem, które jednak doprowadziło do tragedii. Mimo tych dowodów, obecni na sali sądowej wciąż czuli ciężar sprawy. Kiedy Lorraine wspominała jak podczas egzorcyzmów odczuwała obecność zła, które przelało się na Erniego, cisza jaka zapadła przypominała moment zawieszenia przed burzą. Jej opis mrocznych sił wywołał falę szeptów, a przysięgli zdawali się jeszcze bardziej zagubieni, jakby nie byli pewni czy mają do czynienia z faktem, czy może koszmarem. Na ich twarzach malowało się nie tylko niedowierzanie, ale i strach. Jednak nawet kiedy prokurator starał się przedstawić swoje racje, na sali unosił się dziwny chłód, którego nie dało się wytłumaczyć klimatyzacją czy też nerwowym napięciem.
Proces przeciągał się, a każde przesłuchanie zdawało się pogłębiać złowrogi nastrój. Przysięgli po każdej rozprawie wracali do domów z ciężarem w sercu, niepewni co powinni myśleć o tym wszystkim. Byli zmuszeni przemyśleć to czego doświadczyli i usłyszeli, zastanawiając się czym mogą wydać wyrok w sprawie tak niejednoznacznej. W trakcie procesu pojawiły się kolejne mroczne szczegóły. Lorraine Warren przywołała słowa Davida Gleicela, młodego chłopca, który mówił, że coś opuściło go i przeszło na Erniego. David, który był poddawany egzorcyzmom, wspominał, że demony często wspominały o krwi, którą chcą przelać i ofiary, której potrzebują.
Zeznanie Lorraine wstrząsnęły przysięgłymi, choć nikt nie miał odwagi przyznać, że ich słowa wywołały autentyczny strach. Pomimo argumentów obrony i wyraźnej desperacji prawnika Erniego, który próbował powoływać się na opętanie jako dowód na niewinność, sąd odrzucił ten argument. Uznał, że nawet jeśli morderstwo zostało popełnione pod wpływem czegoś nadprzyrodzonego, Ernie jako oskarżony odpowiada za swoje czyny. Po długiej i wyczerpującej rozmowie przysięgli jednogłośnie uznali Erniego za winnego morderstwa. Po uznaniu Erniego Jane'a Johnsona za winnego, jego historia wcale nie zakończyła się spokojnym odsiadywaniem wyroku.
Jednak ta cisza zaczęła wkrótce przybierać złowieszczy wydźwięk. Już po kilku dniach od siatki strażnicy raportowali drobne, choć niepokojące zdarzenia. Drzwi celi Erniego otwierały się bez powodu, mimo że monitoring wykazywał, iż pozostawały zamknięte. Kamery zainstalowane wokół celi zaczęły miewać regularne przerwy w działaniu, a podczas tych czarnych przerw zarejestrowane nagrania przypominały drgające plamy cienia. Jakby coś pulsowało w ciemności, próbując się wydostać. Z pozoru niewinne incydenty szybko eskalowały w przerażającą serię wydarzeń, które wkrótce ogarnęły całą jednostkę więzienną.
Strażnicy, którzy mieli za zadanie monitorować Erniego, zaczęli odczuwać niepokój. Większość z nich przyznała później, że wchodząc do sekcji, w której znajdowała się cela Johnsona, czuli lodowaty powiew. Chłód, który przenikał ich do szpiku kości. Wielu z nich opisywało także dźwięki, które nie przypominały niczego, co wcześniej słyszeli. Był to szept naturalnie głęboki, jakby wydobywał się z samej głębi celi, pełen złowieszczych obietnic i niespokojnych syków. Stan psychiczny Erniego zaczął się pogarszać z każdym dniem. Najpierw strażnicy zauważyli, że przestał reagować na ich polecenia i patrzył na nich przez zamglone, nieobecne oczy.
Zaczął też szeptać w obcym języku, którego żaden z nich nie potrafił zidentyfikować. Jakby przywoływał coś, co nie należało do naszego świata. To były te same słowa i te same języki, których wcześniej używał David, młodszy brat jego dziewczyny. Podczas jednej z nocy, kiedy strażnicy usłyszeli przerazliwe krzyki dochodzące z jego celi, postanowili interweniować. Otworzyli drzwi i znaleźli Erniego Skulonego w kącie. drapiącego ściany do krwi, wyrywającego sobie włosy i drżącego na całym ciele. Na ścianie, którą drapał, pojawiły się symbole. Nie były to przypadkowe rysy, lecz precyzyjnie wyryte znaki, przypominające pieczęcie demoniczne, które Lorraine Warren później rozpoznała jako symbole przywołujące siły zła.
Ernie tracił na wadze, jego oczy głębiej zapadały się w czaszkę, a na twarzy pojawiły się cienie, jakby odbicie czerni, którą trzymał w środku. Wieści o dziwnych wydarzeniach w więzieniu szybko dotarły do Lorraine Warren, która poczuła, że musi interweniować. Z początku więzienna administracja odmówiła jej wizyty, obawiając się zamieszania i rozgłosu. Jednak gdy wydarzenia zaczęły przybrać coraz bardziej niepokojący obrót, Lorraine w końcu otrzymała pozwolenie. Gdy weszła do celi Erniego, mrok wydawał się wręcz namacalny. Pomimo jasnych świateł w celi panował półmrok, a Ernie siedział na zimnej metalowej pryczy.
całkowicie nieruchomy, z głową spuszczoną na piersi. Kiedy Lorraine zbliżyła się do niego, jej kroki zdawały się rezonować w pust celi, choć przysięgała później, że słyszała dodatkowe kroki, jakby ktoś szedł za nią. Gdy dotknęła ramienia Erniego, jej dłoń natychmiast przeszył lodowaty chłód, który wywołał dreszcz na całym jej ciele. W tym momencie Ernie zaczął krzyczeć, a jego ciało wyginało się w sposób nienaturalny. Głowa odchylała się do tyłu, kręgosłup giął się pod nienaturalnym kątem, a oczy przybrały szkarłatny odcień. Lorraine była przekonana, że w Erniego wstąpiło coś, czego nie dało się wyjaśnić racjonalnie.
Cichy jęk czerń, krwi i rozpaczy. W tej samej chwili kamera zawiesiła się, a na ekranach monitorów zarejestrowano tylko przerywany obraz drgającego światła. Kolejne dni przynosiły kolejne niepokojące zdarzenia. Strażnicy jeden po drugim zaczęli unikać nocnych zmian w pobliżu celi Erniego. Dochodziło do tego, że strażnicy wysłali dwóch lub trzech oficerów naraz, aby czuć się bezpieczniej, lecz nawet to nie dawało im ulgi. Atmosfera wokół celi była gęsta i przesiąknięta czymś złowrogim. Słyszeli szepty, których nie potrafili zlokalizować.
Wkrótce potem w więzieniu zaczęły pojawiać się cienie mroczne, drgające postacie, które przemykały po ścianach jak żywe stworzenia, które nie znały spokoju. Cienie poruszały się bezszelestnie, ale ich obecność była niemal namacalna. Wszyscy, którzy widzieli je choć raz, czuli dreszcz i niewytłumaczalny lęk. Próbując zbadać sprawę, administracja postanowiła ponownie uruchomić monitoring wokół celi Erniego, ale nagrania nie przyniosły niczego poza kolejnymi zakłóceniami, które pojawiały się tylko nocą. Pewnego wieczoru jedna z kamer uchwyciła coś, czego nigdy nie udało się wyjaśnić.
Przez sekundę w obiektywie pojawił się cień przypominający ludzką postać, stojącą przed celą Erniego. Choć był to jedynie cień, jego sylwetka była przerażająco wyraźna. Ramiona zwisały luźno, a głowa zdawała się nieco przekrzywiona, jakby istota nie potrafiła utrzymywać równowagi. Wydawało się, że patrzy prosto w kamerę, choć nie miała oczu. Przez krótką chwilę strażnik oglądający nagranie przysiąkł, że usłyszał w ciszy swój własny oddech, jakby nagle otoczyła go ciemność i coś po drugiej stronie patrzyło właśnie na niego.
Północ minęła, gdy więzienie... ogarnęła cisza, która różniła się od zwyczajnej nocnej ciszy. Była to cisza przepełniona obecnością, mroczną i nieuchwytną, jakby coś zaszło w głąb cieni, czekając. W pewnym momencie strażnicy usłyszeli dźwięk, przypominający zgrzyt metalu. Przypominało to szuranie ogromnych łańcuchów po zimnym betonie, a jego echo odbijało się w korytarzach. Gdy dotarli do celi Erniego, zastali tam tylko pustą, zimną pryczę. Na ścianie jego celi pojawił się nowy symbol. Symbol, którego wcześniej nigdy tam nie widziano. Co najdziwniejsze, symbol ten pulsował.
Jakby żył, jego kontury drgały, a linie wydawały się wyciekać ze ściany niczym czarna krew. Wielu strażników przysięgało później, że w tej chwili właśnie usłyszeli szept. Cichy, pełen mroku i przesiąknięty obietnicą. Szept, który zdawał się płynąć ze wszystkich stron, jakby ściany same przejęły na siebie echo mrocznej obecności Erniego, który mimo, że fizycznie zniknął, pozostawił po sobie niezatarte piętno w głębi więziennego muru. Od tej chwili każdy, kto wchodził do celi, czuł na sobie ciężar spojrzenia. Mimo, że była ona pusta, wszyscy odczuwali niepokojące wrażenie, jakby ktoś lub coś nadal tam było.
Jakby dusza Erniego. Zła, a może coś jeszcze mroczniejszego, na zawsze wsiąknęła w kamienne ściany, gotowa czekać w nieskończoność na kolejną ofiarę, która przyjdzie korytarzami, wdychając ludowaty, przenikliwy oddech cienia. Dokumentacja z tej nocy nigdy nie została odnaleziona. Całe więzienie, od administracji po strażników, pogrążyło się w milczeniu, przysięgając, że koszmar skończył się wraz z wypuszczeniem Erniego. Ale symbole potem nie przestały się pojawiać przez jakiś czas, a cienie wciąż pełzały po ścianach, przypominając o tym, że czasem coś potężniejszego niż śmierć pozostaje na tym świecie, czając się w mroku, gotowe powrócić.
Po warunkowym wypuszczeniu w 1986 roku Erniego Johnsona z więzienia, jego życie teoretycznie miało wrócić do normalności, ale rzeczywistość okazała się daleka od spokoju. Zaczęło się niewinnie. Drobne, dziwne wydarzenia, których Ernie nie potrafił z powrotem wyjaśnić. W pierwszym tygodniu po opuszczeniu zakładu karnego zawało mu się, że w jego domu coś jest nie tak. W nocy słyszał trzaski, których nie potrafił zlokalizować. Potrójne pukanie i szepty. Cienie wydłużały się w dziwny sposób, jakby ktoś przemykał w kątach pokoju. Ale gdy odwracał wzrok, wszystko wracało do normalności.
Lorraine czuła, że coś mrocznego wciąż ciąży nad nim, że istnieje jakaś niewidzialna nić, która nadal wiązała go z tamtym światem, pełnym cierpienia. i bólu. Postanowiła zebrać kilku egzorcystów, z którymi przeprowadziła rytuał mający ostatecznie zerwać wszelkie więzi z istotą, która niegdyś go odręczyła. Noc egzorcyzmu, który miał ostatecznie zerwać więź Erniego z ciemnością, odbyła się w małym, odizolowanym domu na skraju lasu. Lorraine przygotowała przestrzeń, okazając ją dymem i rozstawiając wokół świecę. Kilku doświadczonych egzorcystów zgromadziło się w okręgu, a ich modlitwy niosły się głucho po cichych ścianach pokoju.
Ostatnie doniesienia o Ernie Johnsonie mówiły, że wyjechał w nieznanym kierunku. Jednak badaczka zjawisk paranormalnych Lorraine Warren ujawniła przed śmiercią w 2019 roku, że Johnson pracował dla ogrodnika. Jego dom i wszystko co go łączyło z dawnym życiem zostało. Od tamtego czasu nikt go już nie widział, ale miejscowi opowiadają, że jego stary dom wciąż przyciąga dziwne zjawiska. Czasami nocami na ścianach pojawiają się dziwne ruchome cienie, a symbole wryte przez Erniego jakby same odżywały, budząc się z letargu, gdy zapada zmrok. W takich momentach słychać podobno ciche szepty, których źródło pozostaje tajemnicą.
Być może zło nie opuszcza miejsc, które upodobało sobie wieki temu, a historia Erniego Cheyna Johnsona przypomina nam, jak cienka jest granica między rzeczywistością a ciemnością. A z tego miejsca serdecznie Wam dziękuję za odsłuchanie tego podcastu i mam nadzieję, że się podobał. Jeśli tak, to zostawcie na Spotify 5 gwiazdek, a na YouTubie łapkę w górę. Oczywiście zapraszam na Instagrama Gęsia Skórka i na najbliższy podcast Sceny Horrorów, do którego macie link w przypiętym komentarzu i opisie, gdzie pojawi się w piątek o 6 rano. Na kanale oczywiście Scena Horrorów. Pamiętajcie również, że w każdy poniedziałek o godzinie 18 na platformie Spotify oraz YouTube znajdziecie podcast Gęsia Skórka.
Pokazano wszystkie 24 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
PROCES DEMONA - OPĘTANIE Z BROOKFIELD!
Zapraszamy Was na mrożącą krew w żyłach historię z Brookfield, która zainspirowała film Obecność 3.
Czy rzeczywiście istnieje "Diabeł w Connecticut"?
W tym odcinku odsłaniamy kulisy paranormalnych wydarzeń, jakie miały miejsce w latach 80., i analizujemy prawdziwe dokumenty, fakty i relacje świadków z tamtego okresu.
Dowiedz się, co tak naprawdę wydarzyło się tamtej nocy – i co o tym mówi historia…