Ogarnęłam się | Marta Wiśniewska
Po medialnym ślubie i głośnym rozstaniu z Michałem Wiśniewskim, postanowiła na nowo zbudować swoje życie – już na własnych zasadach. Opowiada o sile, którą daje jej macierzyństwo, o pięknej relacji z dziećmi i o tym, jak poradziła sobie ze stratą ukochanego taty. To szczera rozmowa o życiu po burzy, dojrzewaniu i odnajdywaniu siebie na nowo.
Ćwiczyłaś na dworze, na podwórku? Tak, tak. Nie wstydziłaś się? Czułam się w parku. Zawsze znalazłam jakieś takie miejsce, gdzie już tam tych ludzi nie było za wiele i sobie próbowałam, więc tańczyłam na ulicy też. No hip-hop to z ulicy się wywodzi, więc tam było mi okej. I to było moje takie właśnie nastoletnie życie. W międzyczasie, właśnie jak występowaliśmy z tą moją hip-hopową ekipą, gdzieś przez ten nasz świat taneczny przewinął się Michał. Tak, wtedy już? Tak, tak. Ja go poznałam mając 17 lat, myślę. Jakoś tak. No i on się trochę nami zafascynował.
I bardzo chciał z nami zrobić musical, coś więcej. I mieliśmy różne próby, różne jakieś zajęcia dodatkowe. Jeździliśmy na wrotkę, w ogóle chodziliśmy na jakiś balet. No niestety nic z tego nie wyszło, gdzieś to się rozmyło, ale ten kontakt pozostał i pamiętam, że jeszcze jak Michał był biznesmenem, bo za nim był wokalistą, był biznesmenem i my jeździliśmy z nim na targi do Poznania, oblepieni w jakieś karty magnetyczne, tańczyliśmy na tych stoiskach, było bardzo zabawnie, więc... Czyli jakby was trochę wspierał w komu o tych ludzi. Tak, tak, tak. A ty się już podkochiwałaś w nim wtedy? Albo on w tobie, albo razem? Jakoś tak chyba nie myśleliśmy o tym, po prostu jakaś to była przyjemna relacja taka kumpelska bardziej, a nawet on mi się wydawał trochę taki nie z tej planety.
Troszkę jest jakby. Chociaż to też było bardzo fascynujące, że taki człowiek się skądś urwał, natomiast nie miał jeszcze tych czerwonych włosów, miał czarne, więc wyglądał w miarę normalnie. No i tak to było. Później pamiętam, że jak powstawał zespół Ich Troje, to Michał zaprosił mnie do współpracy. Ale zaprosił cały wasz zespół, czy tylko ciebie? Większość ekipy, tak. Więc my pracowaliśmy razem z nim. No i czekam na ten moment, kiedy się sobie zakochaliście. W ogóle ja nie wiem, jak to się stało, bo to jakoś... Po prostu jakoś się tak stało naturalnie, że coś jakoś zaiskrzyło.
Bo wasz ślub to był jakiś bardzo, prawda? To był taki prawie jak królowej Dajany. No my mieliśmy ten ślub na kole podbiegunowym, więc wyczarterowaliśmy cały samolot gości i polecieliśmy do Kiruny. A to był twój pomysł, czy bardziej Michał był szalony taki i miał potrzebę robienia takich właśnie bardzo oryginalnych rzeczy? To był bardziej Michała pomysł, ale też dużo ludzi przy tym pracowało, więc to były jakieś wspólne sytuacje. Akurat też była taka okazja, że była na to też przestrzeń finansowa z zewnątrz, więc żeśmy ją w ten sposób wykorzystali. Chcieliśmy jakoś inaczej. Bardzo inaczej. Tak naprawdę.
Jak ci w tym było? I może kiedy przestało to być fajne? Czy w ogóle przestało to cię jakoś cieszyć i zaczęło męczyć też? Trochę żeśmy prowokowali takie sytuacje. Muszę przyznać, że trochę żeśmy się tam rozgościli. Zawsze prowadziliśmy bardzo otwarty dom i mój dom z czasów takich dziecięcych też był otwartym domem. I potem to się jakoś tak automatycznie zadziało, że... W tym domu było zawsze bardzo dużo ludzi, więc czy ich było odrobinę więcej na zewnątrz, to nie stanowiło to dla nas jakiegoś wielkiego problemu. Oczywiście były różne momenty takie, gdzie Jak ja już nie byłam z Michałem, gdzie paparazzi siedzieli na płocie czy tam na drzewach, żeby zrobić jakieś zdjęcie, gdzie ganiali mnie z dziećmi, jak tylko urodziłam, więc gdzieś jeździli.
Że jesteś zmęczona tym, że ciągle jesteś na jakimś standby, jesteś tak widoczna, że chciałabyś się ukryć gdzieś po prostu w kąciku, pójść sobie i być niezaczepiana przez nikogo, mieć spokój też taki wewnętrzny i zewnętrzny. No właśnie, jeśli tego potrzebowałam, to to robiłam gdzieś. Zawsze znalazłam sobie jakąś taką chwilę. Trochę byłam w tej... Odrobinę lepszej sytuacji, że trochę stałam jednak za plecami, więc mogłam gdzieś sobie pójść odrobinę na bok i odsapnąć, bo ok, byliśmy we dwoje, ale jednak to Michał był bardziej na froncie, więc ja mogłam sobie tak lawirować między tym przodem a tyłem.
Było tak, że jak oni byli bardzo, bardzo mali, to wtedy to wszystko się działo, więc nie bardzo pamiętają ten moment, bo nawet jak był ten program, to Xavier miał rok, Fabki jeszcze nie było, ona była w brzuchu, więc w ogóle tego nie pamięta. Więc to był taki największy boom. Na to, że oni też 24 godziny na dobę ludzie oglądali Xaviera. Natomiast jak ja się z Michałem rozstawałam, to ja... Po prostu zabrałam dzieci trochę z tej sytuacji. Wtedy bardzo, bardzo mocno pomogli mi moje rodzice jakoś to wszystko poukładać i jak dzieci już były ciut starsze, chodziły do przedszkola, do szkoły, to też dziadek był.
Ja wtedy też robiłam własną solową karierę. To nie było łatwe dla Michała też jakoś. Bardzo mnie wspierał, ale jednak wiem, że to też nie było najłatwiejsze. A dlatego, że cię nie było, czy dlatego, że... No, że to było dość duże. No, dla faceta to wiadomo. Trudne jest, kiedy kobieta staje się bardziej popularna albo jest na fali. Tak, chociaż no wiadomo, jakby przebić te czerwone... Ja nawet nigdy nie myślałam w takich kategoriach, żeby gdzieś z kimś konkurować, byłam kompletnie inną osobą, ale... Takie po prostu przestało być miło.
Przestaliśmy mieć jakieś wspólne tematy i coraz bardziej gdzieś byliśmy na dwóch różnych krańcach świata. No i ja jestem osobą, która jakby też nie myśli, jakby nie planuje w nieskończoność, tylko po prostu poczułam, że no, że to Już czas, zresztą chyba nawet Michał złożył jakieś papiery rozwodowe, to nam się to naprawdę to już posypało, więc ja postanowiłam, że no, któregoś dnia po prostu podjedzie duży samochód, znaczy duży, nie duży, ja zapakuję się w worki na śmieci, w to, co zdołam po prostu wziąć w dwie ręce i pojadę.
A te dzieci, wszystkie te dzieci, one się razem gdzieś spotykają? Tak, jestem ciekawa. Tak, oni mają okej relacje. Tak? Raz lepsze, raz gorsze, ale... Bo tam jest sześcioro dzieci, prawda? Michał ma sześcioro dzieci. Tak, tak. To te dzieci właśnie, nie wiem, przy jednym stole zasiadają, wyjeżdżają razem. Jestem ciekawa, jak on to łączy. Tak jest, z tego co mówią. Jak jest Wigilia, to rzeczywiście jest ich bardzo dużo i jak jeżdżą do restauracji, no to dwoma busami. Trzeba dwu szeregu ustawić. Natomiast dziewczynki od Ani, Eti i Vivi. Vivi nawet tańczyła z nami kiedyś w moich szkołach tańca, więc to jest taka przyjemna relacja.
I też zrobiłyśmy jakoś tak, mamy dość podobne poczucie humoru, więc... Więc dla mnie okej. Nie mam, jak to się mówi brzydko, nie mam teraz żadnej kosy z żadną Michała. Ale chyba ty jesteś taką, tak czuję ciebie, że jesteś taką życzliwą osobą w ogóle. Ja po prostu tego nie potrzebuję. Jak mam z kimś... Names mentioned.
O Michała relacjach to świat się dowiadywał. Ty byłaś cichsza w swoich związkach kolejnych. Udało ci się to jakoś poukładać? Czy też próbowałaś tworzyć patchworki, jakieś różne kombinacje w tym naszym dorosłym już życiu? Gdzie wylądowałaś, jeśli możesz się tym podzielić oczywiście? Nie jest to proste. Wiem. Powiem więcej, jest bardzo trudne. Wiem. No, jestem teraz sama. Parę razy próbowałam. Na czym się wysypujesz?
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Po medialnym ślubie i głośnym rozstaniu z Michałem Wiśniewskim, postanowiła na nowo zbudować swoje życie – już na własnych zasadach. Opowiada o sile, którą daje jej macierzyństwo, o pięknej relacji z dziećmi i o tym, jak poradziła sobie ze stratą ukochanego taty. To szczera rozmowa o życiu po burzy, dojrzewaniu i odnajdywaniu siebie na nowo.