Ogarnęłam się | Marta Wiśniewska
Po medialnym ślubie i głośnym rozstaniu z Michałem Wiśniewskim, postanowiła na nowo zbudować swoje życie – już na własnych zasadach. Opowiada o sile, którą daje jej macierzyństwo, o pięknej relacji z dziećmi i o tym, jak poradziła sobie ze stratą ukochanego taty. To szczera rozmowa o życiu po burzy, dojrzewaniu i odnajdywaniu siebie na nowo.
My żyliśmy razem, ale osobno. I jak już przestaliśmy się nawet spierać na tę przysłowiową szklankę, to znaczyło, że nam się to po prostu rozjechało. Jedna z nich potrzebuje świateł, sceny, publiczności. Druga potrzebuje przyjaciół, rodziny, a przede wszystkim siebie. Którą z nich usłyszycie? Martę czy Mandarynę? Zapraszam Was do rozmowy z Martą Wiśniewską. Najważniejsza decyzja, jaką podjęłam w życiu? No to to, żeby być mamą, to jest moja najlepsza decyzja życiowa. Taniec to dla mnie. Taniec to dla mnie sposób na życie, to jest dla mnie największa moja odskocznia, ogromna miłość i to jest moje DNA.
Jestem sobie wdzięczna za... Jestem sobie wdzięczna za dystans do siebie i do świata. Za to, że jestem osobą, która zawsze znajdzie rozwiązanie. Za to jestem sobie wdzięczna i za to siebie cenię. Cześć. Cześć. My się tak nie znamy prywatnie. Chyba nigdy się nasze drogi nie skrzyżowały, Marta. Chyba prywatnie nie. No właśnie, tak cię obserwowałam od lat, bo jesteś chyba prawie mój rocznik. Ty jesteś dwa tysiące. Siedem osiem. Siedem osiem. Dwa tysiące to dzieci. Tak, to właśnie porozmawiałyśmy chwilę wcześniej o tym, że dzieci też w podobnych rocznikach. Więc jakoś towarzyszyłam w ogóle twojej drodze, która była medialna, ale tak jakoś się utożsamiałam z tobą, więc pewnie ty mi wydajesz się być bliższa niż ja.
Więc dużo czasu spędzałam z rówieśnikami po prostu na dworze bawiąc się w jakieś niezliczone tysiące zabaw. Ale też w młodym wieku zapragnęłam robić coś więcej. Trochę mi nie wystarczały te zabawy w chowanego czy w dwa ognie. A też byłam trochę nadpogódliwym dzieckiem. I kiedyś moja nauczycielka zawołała mamę na dywanik i mówi... No ta Marta taka po prostu wszędzie jej pełno, czy można by było coś z tym zrobić, bo trochę jest nie do okiełznania. I postanowiła, że skoro ja gdzieś ciągle tańczę, coś śpiewam, to może w tym kierunku. I rzeczywiście moja mama zdecydowała się na to, żeby zaprowadzić mnie do takiego zespołu artystycznego, krajki.
To nie jest trochę tak, że mężczyźni chcą cię po prostu posiadać na własność trochę? No właśnie. Tak jesteś piękna. Cię można pragnąć, że mogą też cię bardzo posiadać, a ty jesteś trochę dla świata też, nie? I dla siebie. No właśnie, więc trochę tak, więc to mi się trochę rozjeżdża. Rozjeżdża, nie? Mnie bardzo zainteresowało to, co powiedziałaś właśnie, że kochają tę Martę, a nie przepadają za mandaryną. A wyobrażam sobie, że mogli być tacy, którzy kochali mandarynę, ale mogli nie chcieć poznawać Marty. No więc to się zawsze jakoś tak dziwnie przeplata. Na początku jest tak, że jakby lubią tę mandarynę, no bo wiadomo, jest to jakaś tam przyjemność.
Dla mnie to jest po prostu zdrowe, że można złapać oddech, a potem z powrotem wrócić do tego podzbioru, który jest... Tak bym chciała po prostu. Jakby przyszedł do ciebie taki mężczyzna i powiedział Marta, chodź, zaczniemy od nowa, jeszcze raz, zróbmy sobie dziecko. Myślisz, że jest jakaś część twoja, aby cię namówiła na to? Nie. Ja nie mam, ty masz. Coś wspólnego, będziemy razem tak wspomnieć. Usłyszałam to, kiedyś usłyszałam, ale nie, to jest... Ja tak bardzo lubię to, że moje dzieci są dorosłe. Naprawdę. Zagościłam się w tym miejscu i bardzo mi z tym dobrze.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Po medialnym ślubie i głośnym rozstaniu z Michałem Wiśniewskim, postanowiła na nowo zbudować swoje życie – już na własnych zasadach. Opowiada o sile, którą daje jej macierzyństwo, o pięknej relacji z dziećmi i o tym, jak poradziła sobie ze stratą ukochanego taty. To szczera rozmowa o życiu po burzy, dojrzewaniu i odnajdywaniu siebie na nowo.