Teksturion #12 | Punk w literaturze
Czy literatura może być punkowa?! W „Teksturionie” Weronika Stencel rozmawia z Szymonem Kloską i Joanną Tracz o punku jako historii, tożsamości i sposobie myślenia. „Biografię X” Lacey zestawiamy z „Lekturą uproszczoną” Morales i pismami Guya Deborda. Wsłuchujemy się też w głosy samych puncurków zebrane w „Please Kill Me”. Rozmawiamy o miłości i anarchii, buncie i wspólnocie, o tym, jak kontrkultura przenika do książek i co dzieje się z jej gestami po latach. Pytamy, czy punkowość w literaturze rozpoznaje się po języku, formie, temacie, postawie autora, czy może po odmowie grania według reguł?
Również lektura uproszczona Christine Morales i wkradł się tutaj oczywiście naturalnie Guy Debord i wznowione społeczeństwo spektaklu, rozważenia o społeczeństwie spektaklu, które Też poprowadzi nas przez ten namysł nad punk rockiem. Zastanawia mnie też, bo przed podcastem Szymon mówił, że bardzo istotne jest nakreślenie jakiegoś historycznego rysu i czy może chciałbyś to wykonać Szymon, bo moglibyśmy wtedy też się od tego tła odbić? Tak, tylko zastanawiam się, czy to w ogóle nam się nie wydarzy naturalnie przy okazji książki, o której nie wspomniałaś, a która też leży na twojej kupce, czyli przy okazji książki Please Kill Me Lexa McNeila i Gillian McCain, która, no właśnie, kończy 30 lat w tym roku i jest bardzo specyficzną książką.
Przecież na Transformerze wspomnianym przeze mnie Lurida po raz pierwszy pojawia się w tekście piosenki napisanej w Ameryce Północnej, bo w Wielkiej Brytanii znowu to było inaczej, w Ameryce. Północnej, oralny seks homoerotyczny. New York Dolsi, wyglądali wszyscy jak totalne transiątka i traktowali to, zresztą plurit w pewnym Jak gdyby to zawołanie gaba gaba hej i odniesienie się do filmu Freaks ramą słów było gestem też totalnie politycznym. I właśnie ta celebracja inności, zabawy, nietraktowania tego co Debord nazywał spektaklem
Jednak Punk był, i to był znowu postulat Guy Deborda, że sztuka jest dla wszystkich. Sztukę może tworzyć każdy, a najchętniej nie wiemy kto i najchętniej właśnie Uprawiajmy deturnumą, czyli przestawiajmy kloski, które już ktoś wcześniej sobie narysował. No i punk rzeczywiście taki był. Każdy mógł sobie przyjść i zagrać. Zresztą to do dzisiaj są legendy o tym. Mam wrażenie, że właśnie biografowie różnych punkowców się prześcigają, żeby nam udowodnić, kto najgorzej grał i w wyniku czego powstały jakieś tam kapitalne płyty. To na pewno tylko jeszcze jedna rzecz, bo korzeń, o którym my nie wspomnieliśmy, a który też jest istotny, bo na pewno ta pierwsza fala czarnoskórego rock'n'rolla to jest jakiś tam powrót do tych korzeni świadomych.
Stosunek właśnie zamkniętej, hermetycznej sceny hardcore punkowej wobec inności, czy kobiet, czy dziewczyn, czy różnych tam rzeczy. To też są jakieś tam rzeczy problematyczne, o których pewnie kiedyś by trzeba było porozmawiać. A co ty myślisz jeszcze w kontekście tożsamości Asia? Chciałabym trochę przejść do tej biografii X, ale kusi mnie też Debord i pozwalam ci wybrać. Myślę, że to się połączy, bo to się bardzo łączy. W sensie Debord z biografią X. No ale Szymon już wspomniał na przykład o psychogeografii Proszę, czyli odpuszczamy miłość? Kończymy tożsamość? Nie, do tego wrócimy.
Oj, do miłości trzeba wrócić, ale tutaj wydaje mi się, że dobrze, że idziemy w stronę Deborda, bo wydaje mi się, że możemy tutaj porozmawiać trochę o anarchizmie, nie? No tak. Ja jeszcze może dodam tylko jedną rzecz do oporu o tożsamości z drugiej strony, czyli jako osoba, która jakby jest beneficjentem, była beneficjentem kiedyś takiej tożsamości, w sensie tej punkowej tożsamości, która jest nadana, którą sobie bierzesz. Nie tak, że jesteś w tym zespole i masz jakąś tożsamość różną, bo wiadomo, że to było równie, tylko że jeszcze chodzi o tych ludzi, którzy jakby wchodzili w ten świat punkowy i po prostu mogli tam być, że to też jest jakieś Jakiś super cecha tej subkultury, że rzeczywiście była dość otwarta, nie było wysokiego progu wejścia, bo nie trzeba było mieć jakiejś deski, nie trzeba było być majętnym, właściwie można było być właśnie biednym śmieciem i do tej subkultury wejść i po prostu współbyć z ludźmi.
Tylko ewidentnie on w przeciwieństwie do bohaterki biografii X też jest tej Ameryki po prostu ofiarą i nie tylko on zresztą w tej książce. Jeżeli przejdziemy teraz do Gaia Deborda, to ja teraz zapowiadam temat Punk jako miłość i chciałabym tutaj wysunąć tezę początkową. Mogę? Możesz, tylko ja myślałem, że my przejdziemy do tych powieści w końcu. Za chwileczkę, ale proszę, proszę. Dobrze, Punk jako miłość. Bo mi się wydaje, czytając Deborda i to, co on pisał o społeczeństwie i te teorie kierowane do społeczeństwa i przemyślenia na temat kapitalizmu, to wynika z głębokiej miłości do człowieka. Takie mam przekonanie.
Nazywany rewolucjonistą, poetą, teoretykiem, strategiem. No i on na początku lat 50. przybył z Cannes do Paryża. On się wtedy fascynował dadaistami i surrealistami, więc u niego też takie korzenie i fascynacja. I rzadko wtedy ktoś fascynował się wolnością, a dla niego to była wartość jakaś taka nadrzędna. Wypisał na murze jednej z ulic w dzielnicy łacińskiej, nigdy nie pracuj. I to jest jakieś takie jedno z haseł, że jak się z tym, nie wiem, zetnie młody człowiek, no to dostaje jakiegoś takiego, wiecie, fascynacja, ciekawe, co to oznacza i tak dalej. Nawet jak się jest starszą osobą, też to przychodzi. I Debord przyłączył się do kampanii złożonej właściwie trochę z geniuszy, z chuliganów, z intelektualistów.
Działał początkowo w ruchu letrystów rumuńskiego emigranta Isidora Isu i oni mieli rewolucyjne hasła i wywrotowe deklaracje. Na przykład mówili, że w dziedzinie rewolty żaden z nas nie potrzebuje autorytetów. Więc też tutaj ta siatka hierarchii wyrzucamy, tak to rozumiem. Pociągała go sztuka prowokacji i też to było bliskie tym letrystom, o których wspomniałam. No i Debord się z mniejszym entuzjazmem odnosił do estetycznych eksperymentów, na przykład do poezji onomatopeicznej. Jemu się nie do końca to podobało. Byli jakoś tam w turnie wobec wcześniejszych dadaistycznych eksperymentów, trochę mi się wydaje, i byli dla niego za ciaśni po prostu. A to jeszcze jest tak, że jednocześnie funkcjonowała Kobra z Asgarem Jornem i ta międzymiastówka, bo Kobra, czyli Kopenhaga, Bruksela i Amsterdam,
Która była ruchem artystycznym po prostu i jako taki się trochę sytuacjonizm narodził. No tylko bardzo szybko się okazało, że jest projektem na wskroś politycznym, który tak naprawdę Podłożył podwaliny pod rok 1968. No i podłożył podwaliny pod właśnie bardzo różne punkowe pomysły, bo te idee Deborda najróżniejsze są totalnie przez punk realizowane i żywe. O tym właśnie No i wspomniałeś o psychogeografii w dryfowaniu, czyli takim właściwie eksploracji miejsca, na przykład Paryża, takie włóczenie się trochę, trochę doświadczenie tego miasta, zastanawianie się, chodzenie z grupą, włóczenie się, o inaczej bym może tak to nazwała.
Wolności, czy to uprawiając psychogeografię, czy właśnie drypując, czy robiąc całą masę innych rzeczy. Natomiast to rzeczywiście jest tak, że walka ze spektaklem ma być emancypacyjna. Natomiast jak pytałaś o to, dla kogo to było pisane, I kto to miał czytać? No to po pierwsze, bo tak, prawdą jest, że większość rzeczy Deborda jakoś się trzyma i się spełnia. Ta przywołana przeze mnie książka chyba z ubiegłego roku, czyli Living the 20th Century, to jest niesamowite, że australijska filozofka, naukowczyni Używa właśnie Deborda i społeczeństwa spektaklu, żeby podsumować wiek XX i rzeczywiście jego teksty i jego wpływowość jest coraz większa, bo coraz częściej się go czyta, do niego się odwołuje.
Ja pamiętam, że jak się zetknąłem z nim pod koniec liceum, to miałem poczucie, że to jest właśnie jakiś tam wariat, który zawsze będzie na peryferiach Ja chciałam tylko wstąpić, wtrącić się troszkę i powiedzieć, że utopie są bardzo potrzebne nam. To znaczy jestem przekonana, że my musimy żyć utopiami, bo to jest coś, co może doprowadzić. Co nie zmienia faktu, że jednak w swoim przekonaniu Debord mówił o konkretnych rzeczach, które mają być zrealizowane i zrobione, czyli rozwalenie społeczeństwa spektaklu. Inaczej nie przeżyjemy. I na pewno nie myślał o swoich receptach, jakiekolwiek by one nie były, w sposób utopijny.
A ty jak myślisz o tym, Szymon? W sensie, czy one nie są utopijne w jakiś sposób? Bo jak ja mówię o utopii w tym przypadku, to właśnie chodzi mi o te rozwiązania. Jestem ciekawa, co ty myślisz. Jak mawiał Hunter S. Thompson, different drugs for different reasons, to znaczy wydaje mi się, że te recepty Deborda na pewno nie wyczerpują, no tylko to jest tak, że patrzeć krytyczna tego, co on pisał. Jak najbardziej, jest totalnie. Natomiast czy samym Deriv i Détournement, o ile to się tak wymawia i psychografią jesteśmy, W stanie zdemontować społeczeństwo spektaklu? Być może nie, ale na pewno warto próbować. Ja też jak patrzę sobie na tę antologię Knacknaba, no to tu są też teksty, które są manifestami, po prostu, które były przyklejane na murach, które były dystrybuowane wśród studentów i które
Rezonowały zupełnie inaczej. No i też nie zapominajmy o tym, że jednak Debord też był świadom jakiejś tam tradycji, w której on operuje i szerokiego kontekstu. Patrzy na mnie Howard Zinn z książki The Zinn Reader, który wiadomo w przeciwieństwie do Deborda nie był może aż tak odkrywczym i tak radykalnym twórcą. Ale też był bardziej ludycznym i zwróconym w stronę takiej około punkowej młodzieży historykiem, który po prostu komunizował. I te wszystkie rzeczy się jakoś tam spotykały, wydaje mi się, w tej subkulturze, o której tutaj mniej lub bardziej nieporadnie mówimy,
Czyli w punku. Natomiast jak pytałaś, mówiłaś o tej miłości twierdząc, że recepty i wiara w człowieka Deborda jest dowodem jakiejś jego głębokiej miłości do człowieka itd., trudno mi w to uwierzyć sobie. Tą miłość czuję i widzę na kartach książek Howarda Zina bardziej, który rzeczywiście był osobą głęboko kochającą, krzywdzoną ludzkość we wszystkich jej przejawach, a Debord był po prostu awanturnikiem, który z każdym kolejnym rokiem był bardziej nami rozczarowany i na nas wkurzony po prostu, że jesteśmy takimi bebokami, którzy nie potrafią doprowadzić
Na powieść, jak pytałaś o tą miłość punkową, no to tu jest jakiś wielki problem. Punk przede wszystkim jest jak Debord. Punk przede wszystkim nie lubi. Punk przede wszystkim neguje. Punk przede wszystkim I tak naprawdę za sprawą hardcore punku pojawiła się… Ale to, że on nie lubi, neguje, niechęć, czy to nie jest po to, żeby wskazać, żeby zaznaczyć, żeby sprowokować, że to jednak jest z powodu miłości? Naciągane. Chyba bardziej jest prowokacja i szok jako cel, ale być może do jakiejś miłości dojdziemy. Chciałam jeszcze przeczytać fragment, który napisał Debord o anarchii, jeszcze tak skończąc pewnie ten temat już. Ale chodziło o rewolucję anarchistyczną w Hiszpanii, która była taką przykładową rzeczą, która się wypełniła.
Kim ona tak naprawdę jest? Czy tożsamość jest tą konstrukcją? Czy legenda to jest ta świadoma kreacja w tej książce? Przed czym ucieka X? To zadać 150 tysięcy pytań, więc ja odpowiem tylko na dwa teraz. To znaczy, po pierwsze, czy legendy są tykalne czy nietykalne? Totalnie są tykalne i to przy okazji właśnie Lexa McNeila i Gillian McCain i Please Kill Me zrzuciliśmy niejednego Lurida z piedestału. I w tym wypadku też, to znaczy ta nietykalność głównej bohaterki, Sprawia, że ona jest totalnie tykalna i nie wiem, czy my ją lubimy. Ja nie, to po prostu manipulantka, kongtatorka i bliżej jej na pewno do Andy Warhola niż do Guy Deborda.
Ja się też świetnie bawiłem przy tej książce. Ona po prostu była pikielnie śmieszna momentami, co się nierzadko zdarza. Nie rzadko czy rzadko? Rzadko. To się rzadko zebra. Rzadko, rzadko. Ja jestem cały czas na głodzie humoru w literaturze współczesnej i tu Morales dała radę. Dała radę, chociaż chyba w naszym kraju ten humor nie do końca... Nie sprawdził się? Nie sprawdził się. Tak, ta książka trochę przeszła bez echa, prawda? I w sumie nie wiem, dlaczego nie do końca potrafię... Tak? Myślisz? No ja jestem człowiekiem głębokiej wiary, jednak ludzi. Nie jak Debord, tylko jak Emma Goldman. Jak anarchista po prostu. Miłość!
Byłoby to piękne. No i obie te książki nie są tym, czym mówią, że są. Czyli biografia X nie jest biografią, jest zaforszowaną biografią, a lektura uproszczona nie jest lekturą uproszczoną. Tak, bo się lekturą utrudniamy. Zresztą te lektury uproszczone, które się pojawiają, powstawały bez konsultacji z osobami z niepełnosprawnością, więc to też jest taka rzecz, że to niekoniecznie jest proste, tylko trudne. Ale mam wrażenie, że to się znowu łączy z Debordem i takim podejściem, że nie wystarczy opowiadać o samej rewolucji i ciągle tylko gadać paplaś, tylko trzeba zmienić sam sposób tworzenia kultury. Czyli tutaj też podobnie jest w tym wypadku Morales, że
Ona chce jakoś tak rozsadzić konwencję, no nie wiem, no realistycznej powieści. Ale to obie, no bo tak, tak, bo jakby ta realistyczna powieść jest jakby powiązana z jakimiś, właśnie z jakimiś, z jakimiś kajdanami, w sensie z czymś, co nie mówi nic o naszej rzeczywistości, bo to jest przypisane do jakiejś klasy średniej, nie wiem, czegoś takiego, a to nie mówi nic o nas i my musimy to rozbić, rozmontować, żeby powiedzieć coś o ludziach takich jak my, tak mi się wydaje. Tak, poza tym pojawiają się elementy, o których mówił Debord, na przykład tzw. alienacja, bohaterki, które doświadczają alienacji. To jest też bardzo rozpoznanie debordowskie, czyli społeczeństwo, które... Tak, tylko zobacz, od czego, to jest pytanie, z czego one są...
Z czego one są wyalienowane? Bo Debord w przeciwieństwie do Marksa mówił już o wyalienowaniu jednostek z życia. Że my po prostu, będąc w społeczeństwie spektaklu i zajmując się tym paplaniem, o którym wspomniałaś, rzeczywiście nie żyjemy. Natomiast te dziewuchy tu No właśnie, na potrzeby swoich własnych, pojedynczych żyć, społeczeństwo spektaklu w sposób znaczący nadkruszyły. Myślę, że Debord by się totalnie w nich zakochał i natychmiast je zapisał do swojej międzynarodówki sytuacjonistycznej.
Gratulujemy. To jest oczywiście w skrócie. Odsyłam do książki. Niektóre z bohaterek w niektórych momentach mają to po prostu w dupie, czyli to jest rzeczywiście jakiś taki moment, Głębokiej emancypacji. Natomiast ten pierwszy ustęp, który przeczytałaś, no to jest po prostu parafraza, jak nie plagiat z Deborda, po prostu. No tak, no tak. Ale jeszcze to, jak one robią wielkie wyłomy, właściwie jeżeli chodzi o jakby każda z nich robi wyłom. Wydaje mi się, że ta seksualność tam jest bardzo mocnym wyłomem, jakby właśnie w tych I to jest bardzo punkowe dla mnie, wykorzystywanie ciała i tej rozbuchanej seksualności.
Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy literatura może być punkowa?! W „Teksturionie” Weronika Stencel rozmawia z Szymonem Kloską i Joanną Tracz o punku jako historii, tożsamości i sposobie myślenia. „Biografię X” Lacey zestawiamy z „Lekturą uproszczoną” Morales i pismami Guya Deborda. Wsłuchujemy się też w głosy samych puncurków zebrane w „Please Kill Me”. Rozmawiamy o miłości i anarchii, buncie i wspólnocie, o tym, jak kontrkultura przenika do książek i co dzieje się z jej gestami po latach. Pytamy, czy punkowość w literaturze rozpoznaje się po języku, formie, temacie, postawie autora, czy może po odmowie grania według reguł?