Służba Bezpieczeństwa
Wsparcie kanału:👍👍👍https://patronite.pl/DudekoHistoriihttps://buycoffee.to/dudekohistoriiWykorzystano utwory:Intro: ZitronSound - Wild WesternOutro: Rattlesnake Railroad by Brett Van Donsel 2015 - @BVanDonsel#historia #polska #polityka
I tablica oczywiście odpowiednia. I w ramach tego budynku bądź zespołu budynków wydzielona ich część należała do Służby Bezpieczeństwa. I podobnie było w czasach, jak istniały powiaty w przypadku powiatowych komend milicji obywatelskiej, bo struktura SB sięgała szczebla powiatowego. To ukrycie oczywiście było, powiedziałbym, częściowe. To nie było tak, że ludzie nie wiedzieli, że istnieje coś takiego jak Służba Bezpieczeństwa. Wiedzieli, jak chcieli się tam udać, to wiedzieli, jak tam trafić, ale zarazem miało nie kłuć w oczy, że jest coś takiego jak Służba Bezpieczeństwa, że zajmuje odrębne, duże budynki. Milicja miała mimo wszystko w oczach opinii publicznej dużo lepsze notowania niż bezpieka, co nie znaczy, że dobre.
Czy to znaczy, że Członkowie PZPR nie byli współpracownikami SB. Oczywiście byli, ale zaraz o tym bardziej szczegółowo opowiem. Tu chcę powiedzieć natomiast, że ten nadzór PZPR nad właśnie Służbą Bezpieczeństwa odgrywał się na tym poziomie centralnym przez tzw. sekretarza Komitetu Centralnego PZPR. Odpowiadającego za właśnie resorty siłowe, a na niższych szczeblach przez pierwszych sekretarzy komitetów wojewódzkich i powiatowych PZPR, którzy zazwyczaj pozostawali w bliskich relacjach właśnie z odpowiednikami swoimi wojewódzkimi czy powiatowymi szefami Służby Bezpieczeństwa, którzy to zwykle szefowie SB też byli we władzach partyjnych, o czym opowiadam w odcinku o machinie władzy PZPR.
I to można powiedzieć, że Kania, który wcześniej był kierownikiem Wydziału Administracyjnego KC PZPR, właśnie odpowiedzialnego za resorty siłowe, był tym aparatczykiem partyjnym, który szczególnie mocno, można powiedzieć, sterował wręcz ręcznie służbą bezpieczeństwa. Później w latach osiemdziesiątych oczywiście generał Milewski, który próbował być takim nadzorcą dla generała Kiszczaka jako ministra spraw wewnętrznych, też niespecjalnie sobie z tym radził, więc można powiedzieć, że tutaj w różnych okresach ten nadzór partyjny był nad Służbą Bezpieczeństwa w różny sposób szczegółowości realizowany. Natomiast jedno nie ulegało wątpliwości, nigdy SB nie pozwalała sobie na takie działania jak choćby Departament X Ministerstwa Bezpieczeństwa
W roku 81, a więc w okresie rewolucji Solidarności, ta liczba wzrosła do 20 tysięcy i apogeum osiągnęła W połowie lat 80., kiedy w Służbie Bezpieczeństwa pracowało 25 tysięcy funkcjonariuszy. Większość z nich pracowała na tzw. etatach jawnych. Oczywiście one nie były jawne dla opinii publicznej. Nikt się nie chwalił, dopóki nie musiał, że jest w Służbie Bezpieczeństwa. Natomiast była pewna grupa funkcjonariuszy SB, która była utajniona nawet dla reszty służby i oni, każda komórka SB, może nie każda, ale większość tzw. operacyjnych komórek SB, miała, że tak powiem, swoich oficerów na tzw. etatach niejawnych w innych instytucjach. Najwięcej oczywiście miał ich Departament I, czyli wywiad.
W związku z tym rosło w kolejnych latach odsetek funkcjonariuszy posiadających wyższe wykształcenie. Ale te stare kadry oczywiście też broniły się mocno, więc w 1982 roku Mniej więcej 40 proc. funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa miało już wyższe wykształcenie. Dodajmy, czy chcę dodać, że oczywiście ci ludzie mieli bardzo różne wyższe wykształcenie, ale preferowano jednak ludzi z wykształceniem prawniczym. Można powiedzieć, że w grupach zawodowych najwięcej ludzi z wyższym wykształceniem w SB było właśnie po studiach prawniczych. A teraz wspomniana struktura Służby Bezpieczeństwa, która się stopniowo rozwijała.
I tutaj dość szybko okazał się departamentem dysfunkcyjnym, dlatego w 1962 roku Podjęto decyzję o wyodrębnieniu ze struktur Departamentu III, Departamentu IV, który wyspecjalizował się właśnie w inwigilacji kościoła katolickiego, ale także kościołów innych wyznań i oczywiście także ludzi świeckich związanych czy to z kościołem katolickim, czy z innymi wyznaniami. W 1979 roku, a więc u schyłku epoki gierkowskiej, pojawił się departament nazywany początkowo Departamentem 3A, który po dwóch latach w 1981 roku nazwano Departamentem 5. On znowu wypączkował, podobnie jak Departament 4 z Departamentu 3 i zajmował się generalnie ochroną gospodarki, czyli Największymi zakładami przemysłowymi, bo tu warto wspomnieć, że mówiłem o tym, że struktura SB sięgała do poziomu powiatu po likwidacji powiatów tzw.
Zarazem była to, można powiedzieć, najtaniejsza część służby bezpieczeństwa, najbardziej chroniona. Chroniono to także przez możliwe maksymalne ograniczenie ruchu kadrowego. Generalnie w służbie bezpieczeństwa nie śpieszono się z dokonywaniem zmian personalnych. Szefowie tych wszystkich komórek długie lata pełnili swoje funkcje, ale nigdzie Nie pełnili ich tak długo, jak właśnie w biurze C. Dość powiedzieć, że przez cały okres istnienia Służby Bezpieczeństwa, a więc od roku 1956 do roku 1990, na czele biura C A więc archiwum Służby Bezpieczeństwa stało tylko dwóch ludzi. Do 1979 roku był to pułkownik Jan Zabawski, a później na te ostatnie nieco ponad 10 lat pułkownik Kazimierz Piotrowski i zapewne Piotrowski przetrwałby tam jeszcze dłużej, gdyby nie likwidacja SB, bo nie był jeszcze człowiekiem w takim wieku, który by go skazywał na emeryturę.
Pierwsza odpowiedź, którą w tej chwili widzicie, przyszła z Zarządu Drugiego Sztabu Generalnego. Mówiła, że drugostronnie wymieniony figuruje w kartotece Zarządu Drugiego Sztabu Generalnego i że należy zwrócić się do pułkownika Tomaszewskiego numer telefonu. I teraz nasz funkcjonariusz SB musiał zadzwonić do pułkownika Tomaszewskiego z pytaniem, czy może mu udzielić informacji na temat tego naszego figuranta. Ten mu mógł udzielić, ale nie musiał. To wszystko zależało od konkretnej sprawy. Co jest istotne? Dlaczego ten pułkownik Tomaszewski? Otóż dlatego, że w systemie służb specjalnych PRL-owskich, ale tak naprawdę ta zasada obowiązuje także i dzisiaj, obowiązuje zasada kto pierwszy ten lepszy.
Stąd osiągnięto pod koniec lat 80. zupełnie nieprawdopodobną liczbę niemal 100 tysięcy zarejestrowanych osobowych źródeł informacji. No właśnie, powiedziałem osobowych źródeł informacji, mianowicie Tak się określano w nomenklaturze SB ogół informatorów Służby Bezpieczeństwa. Najważniejszymi z nich byli oczywiście tajni współpracownicy, ale tajni współpracownicy nie byli jedynymi informatorami Służby Bezpieczeństwa, choć ci byli najważniejsi, od nich chciano zobowiązań. Na piśmie od nich starano się, oczekiwano tak zwanej aktywnej działalności, a więc wykonywania różnego rodzaju zadań operacyjnych, a nie tylko Nie tylko dostarczania informacji. Natomiast jakie były inne rodzaje współpracy? Mianowicie istniało coś takiego, takie pojęcie jak kontakt obywatelski.
Kontakt obywatelski to był właśnie taki, można powiedzieć, mniej sformalizowany współpracownik Służby Bezpieczeństwa, który nie podpisywał zobowiązania, nie brał pieniędzy, ale od czasu do czasu spotykał się z oficerem Służby Bezpieczeństwa, coś mu tam mówił. Szczególną formą kontaktu obywatelskiego był kontakt służbowy. Mianowicie kontaktami służbowymi, które rejestrowano w ewidencji operacyjnej Służby Bezpieczeństwa nazywano ludzi, którzy udzielali oficerom Służby Bezpieczeństwa informacji z racji zajmowanego stanowiska. Kto to byli? No to byli na przykład dyrektorzy szkół, rektorzy uczelni, redaktorzy naczelni czasopism czy innych mediów, dyrektorzy przedsiębiorstw. Oni po prostu, jak powiem, mieli wpisane w swoje obowiązki, że jak przychodził do nich funkcjonariusz SB, to musieli mu udzielić informacji o tym, co się dzieje na podległym im odcinku.
Czy to znaczy, że wszyscy ludzie którzy piastowali takie funkcje byli informatorami Służby Bezpieczeństwa? Oczywiście nie. Dlatego, że po pierwsze Służba Bezpieczeństwa nie potrzebowała informacji z wszystkich możliwych miejsc. Potrzebowała informacji jak się pojawiła jakaś konkretna sprawa w konkretnej instytucji i wtedy się okazywało czy taki kierownik tej instytucji będzie kontaktem służbowym czy nie. Po drugie, jak wiemy, prawdomówność, szczerość tych kontaktów służbowych była bardzo różna i też czasem funkcjonariusze SB nie byli w stanie dociec czy ten człowiek mówi szczerze czy nie szczerze, więc tu się poradziło z nimi pewnego rodzaju grę.
Te wszystkie dotychczasowe formy osobowych źródeł informacji były rejestrowane. Natomiast była jeszcze jedna forma współdziałania ze Służbą Bezpieczeństwa, która nie podlegała rejestracji. Byli tzw. konsultanci. Któż to byli ci konsultanci? To byli wybitni specjaliści od jakiejś dziedziny. Na przykład wyobraźmy sobie, że wskutek działań operacyjnych w posiadanie funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa wpadł list w jakimś dziwnym języku wyglądającym na arabski. W SB nie było ludzi znających ten język, więc szukano odpowiedniego człowieka znającego jakiś język, którego zadanie było przetłumaczenie tego i oczywiście podpisanie deklaracji, że zachowa całą sprawę w tajemnicy. I na tym się jego rola kończyła. Czasem to mógł być jakiś plan jakiegoś obiektu technicznego, bardzo szczegółowy, wymagający jakiejś specjalistycznej wiedzy. No więc znowu szukano na jakiejś politechnice czy w innej szkole wyższej kogoś, kto się zna na tego rodzaju planach i potrafi odczytać, co to jest na tym planie.
nie tyle możliwość pomożenia sobie, co zaszkodzenia komuś innemu. Znam konkretne przypadki ludzi, których tak naprawdę głównie interesowały, i to był głównym motywem rozpoczęcia współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, chęć zaszkodzenia konkretnej osobie i później w zależności od tego, czy ta SB tę konkretną osobę degradowała czy nie, te osoby albo kontynuowały tę współpracę, albo ją zrywały. Bo były rozczarowane, że ja już tu tyle wam informacji dostarczyłem, a ten X czy Y ciągle jest na tym miejscu, gdzie go już dawna być nie powinno, bo jest wrogiem Polski Ludowej i tak dalej i tak dalej. Innym sposobem oczywiście były różnego rodzaju materiały kompromitujące. Tutaj, jak wiemy, na masową skalę te Polacy niestety jeździli i jeżdżą po alkoholu, więc bardzo częstym powodem werbunku było zatrzymanie kogoś po spożyciu alkoholu i przedstawienie oferty, że albo traci prawo jazdy, zwłaszcza jeśli spowodował wypadek, to także ponosi odpowiedzialność karną, albo tu Służba Bezpieczeństwa służy mu pomoc.
Tu bardzo różne stosowano metody, w zależności od tego, no jak ten właśnie współpracownik bezpieki był piśmienny, czy niepiśmienny. Oczywiście był piśmienny, ale chodzi o to, czy to przechodziło łatwo, czy z trudem o opisanie tych doniesień. W każdym bądź razie bardzo często oficerzy nawet nie chcieli, funkcjonariusze SB nie chcieli, żeby Osobowe źródło informacji to wszystko spisywało. Dlaczego? Bo oni interesowały konkretne wątki tej wypowiedzi, oni sobie je tam wynotowywali i robili od razu, mieli mniej pracy, robili syntezę z tego doniesienia. Ale co jest istotne, co się z tym doniesieniem później działo? Otóż to doniesienie trafiało nie do jednego miejsca, tylko do kilku miejsc. Otóż tym pierwszym podstawowym miejscem była oczywiście tzw. teczka pracy osobowego źródła informacji, najczęściej tajnego współpracownika, ale poza tym kopie tej
W tym momencie, którzy są w Polsce z danymi ich identyfikującymi, bo oczywiście nie chodziło tylko o numer PESEL, tam chodziło jeszcze kilka podstawowych informacji identyfikujących i pozwalających zlokalizować tę osobę, no to oczywiście wszystkim się zaświeciły oczy i tak system PESEL zaczął być rozbudowywany. System PESEL nie był oczywiście jedynym systemem informatycznym rozwijanym przez Służbę Bezpieczeństwa, był natomiast systemem największym. Obok niego zaczęto tworzyć tzw. też połączony system ewidencji danych o przeciwniku. To był taki system, który łączył Służbę Bezpieczeństwa z bezpiekami innych krajów bloku sowieckiego i służył wymianie informacji, która oczywiście była na co dzień realizowana przez delegatów Komitetu Gospodarstwem Bezopasności, czyli KGB, którzy na co dzień kontaktowali się z funkcjonariuszami SB i o tym wątku współpracy
Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Dudek o Historii
Producentem tego odcinka jest Szkoła Forberg. Jeśli szukacie dla siebie lub swoich dzieci korepetycji, to Forberg jest właśnie dla Was. Na hasło Dudek o Historii otrzymacie 30% rabat na pierwszy mi...
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Dudek o Historii
„Producentem tego odcinka jest Szkoła Forberg. Jeśli szukacie dla siebie lub swoich dzieci korepetycji, to Forberg jest właśnie dla Was. Na hasło Dudek o Historii otrzymacie 30% rabat na pierwszy mi..."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Wsparcie kanału:👍👍👍
https://patronite.pl/DudekoHistorii
https://buycoffee.to/dudekohistorii
Wykorzystano utwory:Intro: ZitronSound - Wild Western
Outro: Rattlesnake Railroad by Brett Van Donsel 2015 - @BVanDonse
l#historia #polska #polityka