Nostalgia
Nostalgia potrafi złapać znienacka. Nie zawsze za konkretnym miejscem czy czasem, częściej za czymś trudnym do nazwania: rytmem tamtych dni, poczuciem bezpieczeństwa, wersją siebie, która wtedy była prostsza. Czasem przychodzi przez zapach, piosenkę albo jedno zdanie rzucone mimochodem. I nagle okazuje się, że tęsknota wcale nie jest o przeszłości, tylko o tym, czego dziś nam brakuje.
To jest bułka z takim przedziałkiem, posmarowana masłem, plasterek żółtego sera i do tego kakao, takie gorzkie, prawdziwe, gotowane na mleku, posłodone cukrem, bo innego... Nostalgia. A później, gdy już byłam starsza, jako nastolatka, gdy wracało się całą grupą z jakiejś imprezy, tak zwaną paczką się szło. No i gdy byliśmy głodni, no to nie szło się na jakiegoś kebaba czy fast fooda, bo po prostu takich rzeczy kiedyś nie było.
Tylko szło się do piekarni, wkało się w okienko i tam ktoś z obsługi za jakieś tam groszowe sprawy sprzedawał nam jeszcze ciepły chleb. No i to było coś fantastycznego. Także takie mam wspomnienie, które wzbudza we mnie nostalgię. To teraz opowiem wam dla kontrastu taką historię z przed dwóch lat. Czy to jest bułka z przydziałkiem? No to jest bułka poznańska. Tak? Tak się nazywa? Nie wiem, a co znaczy, że ona ma przedziałek? No, ona ma przedziałek. Wygląda jak twoja dupa, Wojtek, jakbyś sobie ją obejrzał w lustrze. Ja chciałem powiedzieć, nie interesują mnie twoje fantazje, nie widziałaś mojej dupy, więc generalnie nie wiesz, jak ona wygląda. Myślę, Wojtek, że wygląda tak samo jak każdego, czyli ma przedziałek. Nie wiem, dlaczego wyobrażasz sobie moją dupę.
Boże, wygooglam. Kolejny odcinek nagramy o fantazjach, a nie tylko o nostalgiach. Pokażę ci, zaraz wygooglam ci, jak wygląda bułka z przedziałkiem, ale opowiem wam dla kontrastu do tej historii o tym kupowaniu chleba, pukając w okienko nad ranem. Taką historię, nie wiem, sprzed może dwóch lat, jak jechałam na poranek kiedyś do radia. I poranek zaczynał się od szóstej, no więc logiczne, że jechałam wcześniej, czyli tam, nie wiem, za piętnaście szósta. I jest po drodze, dosłownie już na ostatniej prostej do mojej byłej firmy, jest piekarnia. I bardzo lubię te piekarnie, bardzo lubię tam stamtąd pieczywo. No i widzę, że już wszyscy są, krzątają się, a ja naprawdę od prawie doby nie jadłam nic, byłam zalatana i mówię, kurde, na pewno mi sprzedadzą, no przecież co za problem sprzedać mi jedną bułkę czy jedną kanapkę, które już mają gotowe.
I podchodzę tam tak grzecznie, mówię, dzień dobry, przepraszam, ale ja na szóstą do pracy, nie sprzedaliby mi państwo? Pani powiedziała, nie, czynne od szóstej. I tak mi się wtedy zrobiło po ludzku źle, że kiedyś to jednak były czasy, a teraz to czasów nie ma. Naprawdę, myślę, że kiedyś by cię nie przegonił ten człowiek z tej piekarni, jak idziesz na szóstą do pracy. Kiedyś było więcej trochę jakiejś takiej empatii, nie wiem. Kurde, dlaczego ona nie mogła mi sprzedać jednej kurna bułki? Ja mogę ci powiedzieć z takiego bardzo prostego powodu. Kasy fiskalne. Kiedyś ten pan nie przejmował się kasą fiskalną. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale to była taka rzecz. Ja będę zawsze przypominał z perspektywy z kolei tego, co powiedziała nasza słuchaczka o smakach.
Moim smakiem, to nie był smak dzieciństwa, to był smak studencki i później chwilę post studencki. Ja przypomnę, pochodzę z Trójmiasta, naprzeciwko Spatifu w Sopocie. Jeszcze w czasach, kiedy nie było tunelu pod Monciakiem i było przejście dla pieszych, tam był Była burgerownia. To duże słowo oczywiście, w tamtych czasach burgerownia, czyli budka, w której można było kupić hot doga, burgera z taką gigantyczną ilością surówki takiej tłustej. Tak, z dwiema łychami, chochlami majonezu, keczupu. Tak, więc jak spadałeś ze schodków ze Spatifu, to później wylądowałeś od razu w tym, pod wieżbami.
I mi się zawsze wydawało, że tam są najlepsze burgery na świecie. I raz jeden poszedłem na tego burgera, nie o czwartej nad ranem lub siódmej nad ranem, tylko normalnie... Na trzeźwo. Około piętnastej. Książulo nie dałby tam... Pół gwiazdki. Pół gwiazdki. Patrz, tak wygląda bułka z przedziałkiem. Już wiesz? Widziałeś kiedyś taką? No tak, ale gdzie tu jest przedziałek? No Wojtek, no co? To pęknięcie to jest przedziałek? No tak. Przecież to wygląda jak poślady. A poślady mają przedziałek? Matko boska. Nie wierzę po prostu. A jak ty taką bułkę nazywasz?
Bułka? Bułka. Dobra, nie było tematu. Wiesz co, nie było tematu. Daj głosówkę, daj głosówkę. Daj, bo bez sensu. Dupa ma przedziałek? Co ty kadasz w ogóle? Wojtek, no... Jest pęknięta. Nie ma przedziałku. Głowa, która ma przedziałek, nie jest pęknięta. Nostalgia i za czym tęsknimy? Tak jak Andrzej Sikorowski w swojej piosence śpiał, to nie jest tęsknota za komuną, to jest tęsknota za młodością. Chyba każdy tęskni za tą młodością i każdy wspomina dobre czasy, no bo raczej to dobre czasy wspominamy. Nostalgią mnie powodują zapachy. Zapach pieczonego chleba, zapach jedzenia w moim domu rodzinnym, zapach gospodarstwa, bo też z tym kojarzę dom rodzinny i czasami wracam do rodziców i czuję ten zapach chleba pieczonego, takiego świeżego, z ciepłym masełkiem.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podcast Dobra Rozmowa, którego partnerem jest T-Mobile.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Podcast Dobra Rozmowa, którego partnerem jest T-Mobile."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Nostalgia potrafi złapać znienacka. Nie zawsze za konkretnym miejscem czy czasem, częściej za czymś trudnym do nazwania: rytmem tamtych dni, poczuciem bezpieczeństwa, wersją siebie, która wtedy była prostsza. Czasem przychodzi przez zapach, piosenkę albo jedno zdanie rzucone mimochodem. I nagle okazuje się, że tęsknota wcale nie jest o przeszłości, tylko o tym, czego dziś nam brakuje.