Mentionsy Mentionsy
Cały ten Majdan
Cały ten Majdan

MAREK CITKO: BAWIŁEM SIĘ NA STO PROCENT I TRENOWAŁEM NA STO PROCENT

04.05.2026 ·54 min 51 s · 3 rozdziały

Przez pewien okres był jednym z najpopularniejszych sportowców w Polsce. Zgarniał nagrody i był uznawany za niesamowity talent. Kiedy wychodził na ulicę Piotrkowską w Łodzi, 10 metrów pokonywał w godzinę. Jedzenie zamawiał na wynos i jadł w samochodzie. Do kina wchodził dopiero wtedy, kiedy zaczął się film, a na sali było ciemno. Na drodze do wielkiego transferu stanęła kontuzja i złe decyzje lekarskie. Dziś jednak nie żałuje tego, co się wtedy wydarzyło. Bo, jak sam twierdzi, nie byłby w tym miejscu i nie miał tego, co jest dla niego bardzo ważne. Gościem Radka Majdana w kolejnym odcinku podcastu "Cały ten Majdan" jest Marek Citko.

Pamiętam na złupaniach reprezentacji za trena pichniczka, trenowałem w Wiśle. To po treningu, jak mieliśmy 10.30 trening, 11.00, 12.00, no to ja schodziłem jeszcze półtora godziny później, bo były zdjęcia, autografy. Szedłem się kąpać, a wszyscy już szli na obiad. Więc tak to wyglądało wtedy. A propos kina, zdarzyło ci się kiedyś wejść przed zgaszeniem świateł i seans nie mógł się odbyć? Słuchaj, no byłeś z tego, co mówisz... Jeszcze ciekawostkę powiem, bo wtedy rzeczywiście nie mogłem nigdzie wyjść i pamiętam, pojechałem do Australii z moją wtedy narzeczoną Agnieszką, mówię, no w końcu będę miał tu spokój, nikt mnie nie pozna. Wchodzimy do hotelu, wychodzi chłopak, powiem Marku, to pan? Tak. Możemy zdjęcie autodromu? Ja mówię, o nie. Ale było tam spokojnie.

43:17 · Negocjacje i transfer piłkarzy 5

Za granicą jest tak, grasz jeden mecz dobrze, trzy słabo. Następny. Za granicą musisz na cztery mecze w miesiącu trzy zagrać bardzo dobrze. Marek, przeczytałem w Wikipedii, która podaje, że od 23 lipca 2016 roku do 18 sierpnia tego samego roku byłeś współwłaścicielem Wisły Kraków. Pełniłeś funkcję Fake news! Mógłbyś powiedzieć coś więcej? Znaczy nie, to jest fake news. Ja przede wszystkim, zaczynając od początku, chciałem być właścicielem, współwłaścicielem Korony Kielce. No i obywatel... Mereciński, którego tak naprawdę, bo to wiesz, dużo osób teraz unika, a Gorzego na przykład nie znało, a tak naprawdę ja go poznałem na VIP-owskich lożach rewizytacji Polski, na Goldzie głównie.

I on był w tym środowisku piłkarskim znany. Miał różnych kolegów i tak go poznałem i zapytał mnie, czy rzeczywiście szukam inwestora, żeby kupić Koronę Kielce. Ja powiedziałam, że tak. Więc pojechaliśmy do prezydenta Kielc, rozmawialiśmy, tak naprawdę negocjowaliśmy i też mało brakowało, żeby ten klub nie był kupiony przez nas wtedy. Czyli on gwarantował środki? Gwarantował środki, ale wtedy już prezydent powiedział, że z tym panem nie chcą współpracować. Jakaś mi się lampka zapaliła, nie czerwona, tylko pomarańczowa, bo nie do końca chciałem w to wierzyć. I później za kilka tygodni zadzwonił, że rozmawia z Wisłą Kraków, że zna tam córkę pana Cupiała, że rozmawia z działaczami itd.,

to wtedy już się ta lampka czerwona zapaliła, ale było już za późno, bo już te akcje były w rękach Marysińskiego. No i wtedy myślałem, jak tu się wycofać z tego klubu, jak tu wycofać się, żeby nie było szkody. Więc rozmawiałem z jednym inwestorem, który by wszedł na jego miejsce, no ale tamtych długów było bardzo dużo, zobowiązania, ten budżet się nie dopina, jak wycofuje się telefonika. Później się zaangażowali tak zwani kibice Wisły, byli działacze Wisły, którzy powiedzieli, że chcą to odkupić od niego za... 300 tysięcy złotych. Ja byłem w szoku, powiem, ile? Za co? Mówię, ten człowiek tak naprawdę oszukał nas wszystkich, nie ma pieniędzy i tak naprawdę... Kasuje sześć paczek.

I mówię, i wy mu chcecie taki prezent, więc ostatecznie chyba tak naprawdę ta transakcja była prawie za darmo, za przysłowiową złotówkę. Ja się cieszyłem, że klub idzie w dobre... Ręce miałem taką nadzieję, że to są kibice Wisły, które kochają swój klub i tak naprawdę uważałem, że popełniłem duży błąd, ale robiłem wszystko, żeby po prostu oddać ten klub do dobrej ręce. A później widzieliśmy, co się stało. Pani też poszła do więzienia i to były takie bardzo złe czasy w historii Wisły Kraków, która chyba... W końcu się zaczyna, ktoś się mógł zmieniać. Odkipicuję bardzo, żeby awansowała, bo po tych wszystkich parapetiach czuję się troszeczkę też tym winny, że troszeczkę bałaganu narobiłem, ale myślę, że ta sytuacja się wyprostowała i też mam wrażenie, że po tym, jeżeli przychodzi jakiś inwestor, chciał kupować klub, to już te kluby, czy właściciele, czy samorządy były czujniejsze.

Zostały dokładnie. nie sprawdzali. No właśnie, bo dlaczego nikt nie sprawdził? Skoro ktoś przychodzi, PZPN, nie ma takiej regulacji, że przychodzi facet, który mówi, chce być właścicielem klubu i daje mu się wszystko? Dlatego mnie troszeczkę to też uśpiło, bo ja byłem pewny, że taka firma jak Telefonika ma prawników, że sprawdzi dogłębnie nowego inwestora, więc byłem spokojny, że rzeczywiście te środki będą i tak dalej. Ale myślę, że od tego... bo później znowu pojawi się nowy inwestor w Wiśle, więc te lampki czerwone, myślę, w każdym klubie są zapalone teraz. Marek, co do jutrzejszego meczu, będziesz miał zamiar strzelić bramkę z połowy? Będziesz próbował? Będzie okazja na pewno, ale myślę, że zobaczymy, ile minut dostanę, bo rzeczywiście tych gwiazd... Powiem ci szczerze, nie wiem, jak ci piłkarze podchodzą, czy rzeczywiście, bo ja jak gram w takich meczach, to chcę grać jak najwięcej.

Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.