Mentionsy Mentionsy
Blisko Boga
Blisko Boga

Radość czy religia?

17.10.2026 ·38 min 49 s · 2 rozdziały

Czy można być bardzo religijnym, a jednocześnie minąć się z tym, co najważniejsze? W Liście do Filipian 3, Paweł rozprawia się z pokładaniem ufności we własnych osiągnięciach, tradycji i duchowych zasługach. To przesłanie o wolności, która przychodzi, gdy przestajemy budować swoją wartość na sobie, a zaczynamy opierać ją całkowicie na Chrystusie. Posłuchaj, jeśli chcesz odkryć, skąd bierze się prawdziwa chrześcijańska radość.Zachęcam do odsłuchania.

0:19 · Radość w Bogu 14

No więc zabezpieczeniem przed pokusą myślenia o tym, że istnieje jakaś inna droga, że istnieje jakiś inny sposób. Czy istnieje jakieś inne rozwiązanie dla tego, żeby być radosnym w swoim życiu, żeby być szczęśliwym, że można w inny sposób dojść do tej pozycji bycia człowiekiem radosnym, radowania się, że można radość w Panu zastąpić inną radością, która będzie radośniejsza, jakaś taka, da nam więcej. Inaczej mówiąc, Paweł chce ich przestrzec przed szukaniem satysfakcji gdzie indziej, to tak jak z pokojem, o którym mówił Jezus. W Ewangelii Jana 14,27 czytamy, pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam, nie jak świat daje, ja wam daję, niech się nie tworzy serce wasze i niech się nie lęka.

I tak jak świat daje nam swój pokój, który jest bardzo wątpliwy, tak samo świat daje nam swoją radość, która jest jeszcze bardziej wątpliwa tak naprawdę. I to jest ta sama idea w przypadku radości i pokoju, w przypadku słów Pawła i w przypadku słów Jezusa. Czyli pokój lub radość jaki daje świat lub jaki daje Chrystus to są dwa zupełnie różne pojęcia, dwa zupełnie różne światy pojęciowe. On daje, a my wybieramy lub szukamy gdzie indziej. Wybieramy to co On daje albo szukamy gdzie indziej. To jest ten punkt wyjścia. Do sprawy radości jeszcze wrócimy, natomiast Paweł Pisze w drugim wersecie coś, co kompletnie zmienia jego tok narracji.

Psy były zwierzętami, na które patrzono w tamtych czasach ze wstrętem. To nie były te pokojowe rasy psów, które ludzie trzymają na kolanach, wożą w wózkach itd. Więc Paweł zdaje się uderzać teraz w tych ludzi, których krytykuje ich własną bronią. Mówi, skoro uważacie, że sam Jezus i Jego ofiara nie wystarczają do zbawienia, bo jeszcze trzeba się obrzezać, jeszcze trzeba stać się Żydem, jeszcze trzeba te wszystkie wykonywać zasady, To w Bożych oczach jesteście jak nieczyste psy. Jesteście jak nieczyste psy, którymi sami pogardzacie. To bardzo ostro ich traktuje. Dzisiaj nas to może razić niektórych, że jak to Paweł tutaj takiej miłości chrześcijańskiej nie ma, że tych ludzi takim językiem określa.

Nazywa ich złymi pracownikami. Dlaczego takie określenie? I znowu, Żydzi uważali się za pracowników Bożej Sprawiedliwości. To jest taka fraza, której używali. Uważali, że służą tej Bożej Sprawiedliwości, Kiedy nauczają o konieczności wypełniania prawa, że to jest sednem, to jest istotą życia człowieka wierzącego, wypełnianie prawa. Zdaniem Pawła, wypowiedzianym właśnie w tych słowach, oni wcale nie wykonywali dobrze Bożego dzieła, bo wcale nie o to Bogu chodziło, żeby być wykonawcą prawa już po tym, co Jezus zrobił. To już wcale nie w tym rzecz, żebyśmy my teraz skrupulatnie wypełniali tych około 600 przepisów prawa.

Nieprawo jest drogą do zbawienia. Po prostu. Tylko Jezus. Więc jeżeli występowali w imieniu Boga, to przysparzali Mu złej sławy i tak naprawdę psuli Jego dzieło. To tak jak dzisiaj ludzie, którzy się powołują na Chrystusa, ale gdzieś tam budują swoje zasady, swoje dzieło, tak naprawdę psują Ewangelię, tak naprawdę psują dobre imię Boga i dobre imię Kościoła. Więc byli złymi pracownikami, chociaż w swoim mniemaniu robili wszystko jak najlepiej. I to są ludzie, o których Jezus mówi, dlaczego mówicie do mnie Panie, Panie, a nie czynicie tego co mówię. Jako trzecią przyganę Paweł wymienia przesadę w obrzezywaniu.

I znowu jest to taka charakterystyczna cecha judaizmu. Żeby to dobrze zrozumieć, musimy ten zwrot połączyć z tym, co pada w wersecie trzecim, kiedy on mówi, my bowiem jesteśmy obrzezani, my, którzy czcimy Boga w duchu i chlubimy się Chrystusie Jezusie, a w ciele ufności nie pokładamy. Mamy tutaj dwa słowa, dwa różne słowa, które są przetłumaczone w taki sam sposób. Jako fraza przesada w obrzezywaniu i my jesteśmy obrzezani, więc tutaj mamy słowa katatomen w wersecie drugim i peritomen w wersecie trzecim i to peritomnein, czyli to my bowiem jesteśmy obrzezani. W tym drugim przypadku, w trzecim wersecie, Paweł używa tego słowa peritomnein i to jest taki święty znak judaizmu, to prawdziwe obrzezanie,

Więc idzie pod prąd tego wszystkiego, co oni też widzą wokół siebie, tego świata, który ich otacza. Paweł stara się nauczyć Filipian tego, żeby nie patrzyli na świat wokół nich, nie patrzyli na to, jak się dopasować do tego świata, do wymogów kultury tego świata. Patrząc na to, co jest głośniejsze, co jest bardzo wpływowe, W czasach Pawła to, czego on nauczał, tak jak wcześniej to, czego nauczał Jezus, to była kontrkultura, to było coś, co szło w poprzek, to, co szło na przekór tego, jak wyglądała ówczesna kultura, kultura tego świata antycznego. I też kultura religijna tego świata antycznego, już nie ta politeistyczna, ale ta nawet wąsko rozumiana, ta związana z monoteizmem żydowskim.

Paweł cały czas jakby w swoich listach przeciwstawia się tym tendencjom obowiązującym, tym tendencjom panującym, idzie pod prąd cały czas i rzeczywiście wygląda tak, że wcale nie wszyscy podzielają jego zdanie w ówczesnym kościele. On ciągle musi się z kimś zmagać, jakby przeciwstawiać się tym, którzy chcą jednak budować ten kościół po swojemu. Więc jego listy są świadectwem tego z jakim trudem Paweł się przebija przez mur tego oporu, przez mur tych przyzwyczajeń, zasad religijnych, utartych schematów i robi to nierzadko narażając się wszystkim w oku i obrywa raz po raz dosyć mocno, co widać w jego różnych listach. I po tym, co wcześniej pisał o unikaniu pychy, o pokonywaniu braku jedności, co pisał do nich, do Filipian w pierwszym, drugim rozdziale, pokazując też na przykład Jezusa, później pokazując na przykład Tymoteusza, Epafrodyta, teraz z kolei jakby demaskuje fałszywe chrześcijaństwo.

Nie tylko co do zasady, że był faryzeuszem, więc uważał, że tak trzeba, ale rzeczywiście w praktyce dokładnie to robił. I to przypomina historię z młodzieńcem, który przyszedł do Jezusa, kiedy, czytamy o tym w Ewangelii Marka, Jezus powiedział do niego, znasz przykazania, nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, nie oszukuj, czcij ojca swego i matkę. I ten młodzieniec powiedział wtedy Jezusowi, Więc można powiedzieć, że tam mógłby się znaleźć Paweł, na miejscu tego młodzieńca.

Więc sednem jednak nie było wykonanie tego, co zakon narzucał człowiekowi, tylko miłość do Boga i do człowieka. I to Jezus temu młodzieńcowi wskazał. I wreszcie Saul, Paweł w końcu zrozumiał, że pokładanie ufności w swoim ciele, czyli w tym, co on może zrobić sam z siebie, nic mu nie dało. Kompletnie nic mu nie dało. Bo wystarczyło spotkanie z Jezusem twarzą w twarz, kiedy Jezus mu się objawił na drodze do Damaszku i wszystko runęło. Całe jego poczucie sprawiedliwości, wyjątkowości runęło w okamgnieniu. Kiedy Jezus do niego powiedział Saulu dlaczego mnie prześladujesz?

Nagle Saul poczuł się nagi i ślepy i bezradny całkowicie. I bezwartościowe jego życie całe się okazało w jego własnych oczach. Nie mówiąc o tym, że takie było w oczach Jezusa. I właśnie tak samo to wyglądało w przypadku bogatego młodzieńca, jak czytamy, a ten na to słowo sposępniał i odszedł zasmucony, albowiem miał wiele majątności, więc tego nie potrafił zrobić. I teraz tego właśnie wszystkiego Paweł chce zaoszczędzić Filipianom i po to jest cały ten wywód rozpoczynający trzeci rozdział, żeby nie taki był finał ich życia, nie tak, żeby się skończyło ich życie, kiedy przez całe życie wypełniali zasady, prawa, religii,

Dlaczego to dla niego jest takie ważne? Dlaczego o tym Paweł pisze i to z takim zaangażowaniem? Dlatego, że religijność zewnętrzna dla człowieka, w sumie najłatwiejsza do zastosowania w jego życiu, jest dla każdego strasznie zwodniczą pułapką, bo angażuje nas w działania, które są bezwartościowe w oczach bożych, a jednocześnie odwraca naszą uwagę od naszego związku z Jezusem. I możemy być ludźmi niezwykle religijnymi, niezwykle pobożnymi zewnętrznie, a jednocześnie takimi, którzy niczego nie doświadczyli z Jezusem w swoim życiu. Albo może kiedyś czegoś doświadczyli, dawno, dawno temu, ale już nie pamiętają co to było.

Wiedzą, że coś było, ale już nie pamiętają co to było. I przez to te wszystkie rzeczy, których nagromadziliśmy przez całe życie, jeśli prowadziliśmy takie życie, one tak naprawdę pozbawiają nas radości. I tutaj wracamy do tego punktu wyjścia, od którego Paweł zaczął. Pozbawiają nas radości z życia, bo religia zawsze stawia nas w pozycji za mało. Człowiek religijny nigdy nie może powiedzieć o sobie, że już coś osiągnął, już jest dostatecznie. No chyba, że jest hipokrytą, ale to wtedy oczywiście nie ma żadnego znaczenia, co on będzie uważał, będąc hipokrytą, czyli kimś, kto udaje. Więc religia zawsze mówi za mało, natomiast związek z Jezusem pokazuje nam na coś innego.

On zrobił wszystko. Nie, że ja zrobiłem za mało, tylko związek z Jezusem mówi On już zrobił wszystko. On zrobił wszystko i to jeszcze z naciskiem na to pierwsze słowo On. On, Jezus zrobił wszystko, ale to także nam uświadamia On daje wszystko. On, Jezus, On daje wszystko w podwójnym znaczeniu jako jedyne źródło wszystkiego, co się w życiu liczy, jako Ten, który daje nam wszystko, czyli w sensie pełnej wystarczalności. Czyli wszystko zarówno jako każdy element, którego potrzebujemy i wszystko w znaczeniu takiej ilości tego, jakiej potrzebujemy, jaka jest absolutnie wystarczająca.

Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.