Mentionsy Mentionsy
Aneks Kryminalny
Aneks Kryminalny

Sprawa rodziny Lundy

30.09.2026 ·53 min 8 s

Robiąc zakupy w sklepie TaniaKsiążka.pl poprzez ten link, możesz okazać wsparcie dla kanału: https://webep1.com/go/31a40d527e Powyższy link jest linkiem afiliacyjnym. Niewielki procent ze sprzedaży trafia do mnie. Wesprzyj mnie na Patronite: Spotify: https://open.spotify.com/show/00bR40E... Instagram: @agnyeshka kontakt: [email protected]źródła: https://1drv.ms/w/c/bac46d350fdf9f05/IQCzS94k3h04QZidI7gu-7-NAf06ASkQ2dCloe2dGXoQp4s?e=unV64OTa sprawa jest rozwiązana (?).

Morderstwo w domu rodziny Lundy było okrutne. Matka i córka zginęły bezlitośnie, zamordowane przy użyciu siekiery. Brutalna i przerażająca zbrodnia. Policja, mimo że sprawdzi wielu podejrzanych, dosyć prędko dojdą do wniosku, że za morderstwa musi odpowiedzialny być mąż. Mąż i ojciec. Mimo, że ten tamtej nocy znajdował się prawie 150 km dalej, w podzurze służbowej, a jednak mimo jego mocnego alibi, śledczy byli przekonani, że znaleźli fizyczne dowody wskazujące właśnie na niego. Dzień dobry i witam ponownie w Aneksie. Miło mi, że znów do mnie dołączyliście. Witajcie w niedzielę. A jeżeli jest to wasz pierwszy raz tutaj, witajcie. Ja mam na imię Agnieszka i wypuszczam nowe odcinki kryminalne na YouTube w każdą niedzielę, a później w ciągu tygodnia na pozostałych platformach do słuchania podcastów.

Z dzisiejszą historią przenosimy się do Nowej Zelandii, gdzie nie zaglądamy często. Byliśmy tam po raz ostatni pewnie dobre 4-5 lat temu. I cóż, może trzeba to zmienić. Dzisiejsza sprawa została mi ostatnio polecona przez słuchaczkę. Dziękuję Ani na Instagramie. Tak się złożyło, że w tym samym czasie, gdy ona mi to poleciła, widziałam, że jeden z moich ulubionych podcastów Generation Y kilka miesięcy temu też zrobił o tej sprawie długą, szczegółową, czteroodcinkową serię na temat tej sprawy, gdzie właśnie Omawiają wszystkie jej szczegóły i dyskutują na temat różnych możliwości, bo jest to sprawa niezwykle zagadkowa i fascynująca, więc też zagłębiłam się w nią z dużym zainteresowaniem. Krótko mówiąc, jest to jedna z tych historii, gdzie właśnie spotykamy się z bardzo trudną debatą i trudną decyzją, czy oskarżony, który na początku wydał się faktycznie być winny,

Może jednak w świetle innych dowodów być zupełnie niewinny. Tak, to jest jedna z tych historii. Zresztą zaraz sami zobaczycie. Bez przedłużania więc już. Witam raz jeszcze Aneksia. Usiądźcie sobie wygodnie, weźcie sobie tradycyjnie jakieś piciu i zapraszam do dzisiejszej historii. A dziś mówimy o pewnej z pozorów zwyczajnej, przeciętnej rodzinie z Nowej Zelandii. Mark i Christine Lundy byli małżeństwem od ponad 17 lat w roku 2000. Jesteśmy teraz w roku 2000. Pobrali się w młodym wieku, gdy ona miała lat 21, on 24. Teraz w roku 2000 Mark i Christine mają kolejno lat 41 i 38. I mają jedno dziecko, córkę Amber Grace, urodzoną w roku 1993, czyli w roku 2000 Amber ma 7 lat.

Małżeństwo od wielu lat prowadziło firmę zajmującą się sprzedażą armatury łazienkowej i mieszkają w miejscowości o nazwie Palmerston North. To jest na wyspie północnej Nowej Zelandii, około 150 km na północ od Wellington, czyli stolicy kraju. Palmerston North to średniej wielkości miasto, nie wyróżniające się niczym szczególnym, liczące sobie około 90 tysięcy mieszkańców. Mieszkają w niedużym, skromnym piętrowym domu pod numerem 30 Caramir Avenue w Palmerston North. Siedmioletnia Amber jest harcarką, jest w to bardzo zaangażowana razem ze swoimi rodzicami, którzy właśnie często włożą ją, biorą na różne zjazdy harcarskie. I poza tym w zasadzie o rodzinie nie wiadomo dużo więcej.

Na pewno czymś, co warto wspomnieć i do czego pewnie jeszcze wrócimy, to to, że pod koniec lat dziewięćdziesiątych rodzina wpadła w długi. Ich firma trzymała się na powierzchni od wielu, wielu lat, ale nie radziła sobie najlepiej. Do tego w roku 1999, jakiś rok przed morderstwami, Lundy kupili trochę ziemi uprawnej, na której mieli hodować winogrona i produkować wino. Cały koszt tej inwestycji wynosił aż 2,5 miliona dolarów nowozelandzkich. Ale jak to często z taką inwestycją bywa, pieniądze nie zwracają się, nie wracają od razu. Zajmuje to trochę czasu i na początku ponosi się duża koszty. I tak też właśnie Lundy zaczęli trochę wpadać w długi. To znaczy ten ich projekt, przedsięwzięcie nie przynosiło na tyle dużo pieniędzy, na tyle ile szacowali od razu przyniesie.

Także nie było ich stać na spłacanie kredytu za tę ziemię. W czasie niektórych miesięcy, przez co właśnie odsetki im rosły. I tak też właśnie byli w tamtym momencie zadłużeni na około 100 tysięcy dolarów. Nie jest to mało pieniędzy. Przepraszam sobie, było to pewnie coś, co spędzało im sen z powiek. Ale oczywiście trzeba też powiedzieć, może nie był to koniec świata. W takim sensie, że no mieli te ziemie, te winogrona, dużo wart te. Może w przyszłości faktycznie miały to zacząć przenosić więcej dochodów. Również oczywiście mieli możliwość te ziemie sprzedać, jeżeli Ceny takich nieruchomości pójdą w górę, więc to nie było tak, że zostali z niczym, mieli te ziemie, kupili te ziemie, więc opcje były różne. Teraz dochodzimy do 29 sierpnia roku 2000, to był wtorek.

Gdzieś o poranku tego dnia Mark Landy opuścił, ich dom opuścił Palmerston i pojechał na południe wyspy, na obrzeża Wellington, stolicy. Tak dokładnie do oddalonego około 140, później się okaże, że to było 134 km, bo to ma tutaj znaczenie w tej sprawie, od ich domu do motelu, w którym on się zatrzyma, do miejscowości Petoni. Pojechał tam w celach służbowych, po drodze tam oraz również w mieście właśnie spotkał się z kilkoma klientami, dostawcami. To było związane właśnie z tą ich firmą zajmującą się sprzedawaniem armatury. Po czym około godziny 17 zameldował się w motelu w Petoni. Zadzwonił już stamtąd zresztą do domu, rozmawiał przez jakiś czas z Christine. Mówili o tym, co obaj robili tego dnia, jakim dzień upłynął. Zwykle właśnie, gdy Mark od czasu do czasu wyjeżdżał tak w celach służbowych i spędzał gdzieś noc poza domem, no to właśnie dzwonili do siebie pod koniec dnia, bo upowiedzieli się, że wszystko w porządku.

Później Mark powie właśnie, Christine powiedziała mu, że Tego dnia planowana zbiórka harcerska Amber została odwołana i że zamiast tego zaraz jadą do McDonalda na szybką kolację. Później znaleziony w samochodzie rachunek pokaże, że dokonały faktycznie zakupów drive-thru o 17.43. Możemy jedynie zakładać, że z tym jedzeniem wróciły do domu. Mark po rozmowie z rodziną zajmuje się swoimi rzeczami, o tym co robi tamtego wieczoru nocym jeszcze potem, ale skupiając się na razie na Christine i Amber. Możemy zakładać, że wróciły wieczorem do domu o godzinie 22.52, czyli kilka dobrych godzin po tym, gdy wróciłyby z McDonalda. Zakładam już, że zjadły około 18.00. Prawie 5 godzin później ich domowy komputer zostaje wyłączony.

Wcześniej był włączony, chociaż nie było na nim za dużo aktywności. Teraz ten komputer zostaje wyłączony. I to jest ostatnia aktywność, powiedzmy, zarejestrowana w domu. Później już nic się nie dzieje, to znaczy nikt nie odbiera żadnego telefonu, nikt nie wykonuje telefonu, komputer nie jest włączony. Nie ma żadnego dowodu na jakąś aktywność czy życie w tym domu po tej godzinie. I teraz jest kolejny dzień, 30 sierpnia, środa rano. Młodszy brat Christine, Glenn Wagary, próbuje się z nią skontaktować. Najpierw dzwoni do jej domu, ale nikt nie odbiera. Glennowi trochę się spieszyło tego dnia, bo z tego co rozumiem, Christine jako, że ona właśnie w tej ich firmie rodzinnej zamowała się głównie księgowością i tak dalej, ona dobrze znała się na podatkach i gdzie właśnie Mark jeździł, był takim typowym sprzedawcą i zajmował się klientami i tak dalej, to ona była bardziej po tej stronie papierologicznej, podatkowej, ona zajmowała się rachunkami i tak dalej.

No i że właśnie dobrze znała się na podatkach, no to też rozliczała te podatki dla całej rodziny. Mam wrażenie, że w każdej rodzinie jest przynajmniej jedna właśnie taka osoba, która dobrze zna się na podatkach i w tym sezonie podatkowym wszyscy tam przychodzą ze swoimi kwitami i pomóż mi się rozliczyć. To właśnie to było coś w tym rodzaju. No i on właśnie tego dnia przed pracą miał przyjechać, te swoje kwity od podatki odebrać. Zadzwonił najpierw, ale nikt nie odbierał, no ale że byli umówieni, to po prostu pojechał do jej domu, a mieszkał tylko kilka minut drogi samochodem. I jest teraz 8.45, gdy on przyjeżdża do ich domu. Parkuje i wchodzi do domu akurat nie frontowymi drzwiami, lecz tylnymi drzwiami, przez patio tak jakby, bo tak było bliżej z miejsca, gdzie zaparkował samochód. Sprawa rodziny Lundy.

Krystyn wyraźnie właśnie kończyła i pracowała nad jego podatkami. Woła, ale nikogo nie słyszy. Światła w domu są wyłączone. Domu panuje cisza. Wchodzi dalej w głąb domu i w korytarzu znajduje ciało Amber, swojej siedmioletniej siostrzenicy. Amber leży w kałuży krwi, a ciało jej matki zostanie później znalezione w sypialni na końcu korytarza. Obie, matka i córka, zginęły od licznych ran w głowę, zadanych ostrym, ciężkim narzędziem, prawdopodobnie czymś w rodzaju siekiery. Nie sposób powiedzieć, która ofiara zginęła pierwsza, ale bardzo możliwe, że była to Christine, która została znaleziona w łóżku, w swojej sypialni. Dużo wskazywało na to, że mogła zostać zaatakowana, gdy spała.

Jej ciało było nagie, lecz nie znaleziono śladów świadczących o gwałcie lub jego próbie. Jest możliwe, że Christine spała po prostu nago, co podobno czasem robiła. Obrażenia na jej rękach świadczą jednak o tym, że nie zginęła od pierwszego uderzenia, a zamiast tego broniła się. Możliwe więc też, że krzyczała, co znów musiało obudzić Amber, zakładając, że to spała, która tutaj, taka hipoteza wynikła, musiała wstać, wyjść ze swojego pokoju, bo została znaleziona w piżamie i została przez sprawcę zaatakowana w korytarzu. Pojawiło się tutaj pewne pytanie jednak. Kto był celem sprawcy czy sprawców? Zarówno Amber, jak i Christine? Czy może tylko Christine albo tylko Amber? Czy Amber zginęła, bo była świadkiem całego zdarzenia i widziała sprawcę?

Ale to Christine była celem? Pytań było dużo. Z powodu nie było też żadnego wyraźnego motywu. Nie było dowodów na to, że któraś z ofiar została zgwałcona, czy że doszło do takiej próby. A z domu na pierwszy rzut oka wydawało się, nic nie zginęło. Chociaż potem Mark Grundy powie, że z sypialni zginęła spora szkatułka z biżuterią. Tej nigdy nie znaleziono. Ale poza tym nie ma nic więcej. To znaczy nie ma żadnych źródeł mówiących, że na przykład w domu były ślady wskazujące na właśnie motyw rabunkowy. Bo wtedy zwykle szafki są pootwierane, rzeczy z szuflad są powyrzucane. No ktoś po prostu spędza trochę czasu w domu szukając kosztowności. Tutaj czegoś takiego nie ma. Podczas autopsji również wtedy zabezpieczono materiał spod paznokci Christine, bo właśnie były ślady wskazujące na to, że Christine broniła się, potencjalnie walczyła ze sprawcą.

Wśród tego materiału pobranego spod jej paznokci były również małe włoski. Naliczono się ich aż 21, tak mówią źródła. Do tego jeszcze wrócimy, bo w początkowej fazie tej sprawy to zostanie przemilczane. Z innych dowodów na miejscu zbrodni właśnie w domu nie było żadnych innych śladów, śladów walki, śladów Sprawa rodziny Lundy.

I teraz Mark Randy. On wrócił tego poranka do domu. Ciała zostały odkryte przez brata Christine o 8.45. Mark Randy wymeldował się z hotelu, nie wiedząc jeszcze o tym. O 8.09 tak dokładnie pokazał rachunek. Po czym właśnie przyjechał prawie że prosto do domu. W momencie, gdy przyjechał pod dom, bodajże bliżej godziny 11, to jeszcze nie dotarły do niego wszystkie te wiadomości. Nie wiedział, co się stało. No i jak powiem, był oczywiście zdziwiony. Podjechał pod swój dom, a tutaj pod domem masa samochodów policyjnych. Ci policjanci, świadkowie powiedzą właśnie później, że gdy on przyjechał pod dom, wysiadł z samochodu, to przybiegł do nich spanikowany i płaczący.

W stanie bardzo poważnej paniki. I później pojawią się głosy, że jego zachowanie było tutaj jakimś przedstawieniem już od początku. Że dlaczego tak poważna reakcja, skoro on nawet nie wie jeszcze, co się wydarzyło. Nikt mu nie powiedział, co się stało. On nie wiedział, że Christine i Amber nie żyją. Ale z drugiej strony, bądźmy szczerzy, Wracam do domu, w którym ma być moja żona i córka. Podjeżdżam pod dom, a tutaj armia samochodów policyjnych. Wiadomo, że stało się coś złego. Panika w takim wypadku zdaje się być wręcz naturalna. Jakieś bardziej opanowanie może. Gdyby znów był opanowany, to można by było powiedzieć, że nie okazał żadnej paniki i nie wzruszyło go to dlatego, że wiedział już, co się wydarzyło. Więc niestety tak jest, że każdą ludzką reakcję w sumie można obrócić

I teraz co Mark powiedział? On robił poprzedniej nocy i gdzie był? Co się stało? Jakie było jego zeznanie? No bo o tym jeszcze nie powiedzieliśmy. Wiemy mniej więcej co działo się z Amber i Christine tamtego wieczoru, z tego co udało się zebrać z danych cyfrowych. A co działo się z Markiem? Gdzie on był? On powie, że spędził tamtą noc w motelu właśnie w Petronii oddaloną prawie 140 km dalej. Po tym, gdy rozmawiał z Christine przez telefon tam po 17, wyszedł na krótki spacer i czytał chwilę książkę przy plaży, bo był przyjemny dzień. Potem zaszło słońce, więc wrócił z powrotem do swego motelu, do pokoju. Zrobił sobie drinka i włączył telewizor. O godzinie 20.30 wykonał ze swojego pokoju hotelowego telefon do swojego znajomego.

Połączenie zostało zarejestrowane. Ten znajomy też potwierdził, że Mark do niego dzwonił. Po czym kilka godzin później Mark zamówił sobie kobietę do pokoju, seksworkerkę. Powiedział policji, że... On tego nie ukrywał przed policją, powiedział, że to było coś, co on robił od czasu do czasu, właśnie przy takich okazjach, gdy wyjeżdżał służbowo. Bo jak wyjaśnił on i Krystyn, mieli dobrą relację, ale nie współżyli już od dłuższego czasu. Może byli zgodne małżeństwem. No i on właśnie takie rozwiązanie znalazł na ten brak seksu w małżeństwie. Po prostu było to coś, co robił od czasu do czasu. Z tego, co rozumiem, Krystyn o tym nie wiedziała. I właśnie znów tutaj bilingi telefoniczne pokazują, że o 23.00 Mark zadzwonił do agencji z USU, której też już korzystał w przeszłości i do jego pokoju przyjechała kobieta, Belinda miała na imię, która również później zaznała, została odnaleziona i wszystko potwierdziła.

Spędziła w jego pokoju trochę ponad godzinę i wyszła krótko przed pierwszą w nocy. Mark, jak zeznał, potem poszedł spać, bo następnego dnia miał zamiar wstać wcześnie, wymeldować się z hotelu właśnie koło 8 i wrócić do domu, co też uczynił. Pogrzeb Amber i Christine odbył się 7 września 2000 roku. W tym niedużym Spokojnym, bezpiecznym, liczącym sobie trochę ponad 5 miliona mieszkańców kraju. Wiadomość o tak bezsensownej i brutalnej zbrodni, w której ofiarami były bezbronna matka i córka. Sprawa oczywiście odbiła się głośnym echem i od początku była śledzona przez wielu ludzi. Właśnie gdy doszło do pogrzebu, wiele osób już o tej sprawie słyszało, media donosiły o niej każdego dnia. I też właśnie stacje telewizyjne nawet nadawały na żywo sprzed kościoła, w którym miał miejsce pogrzeb.

I to, które też Mark Landy został nagrany wychodzący z kościoła, był w strasznym stanie, był wyprowadzany przez bliskich, płakał, krzyczał, był w okropnym stanie i podtrzymywany przez bliskich właśnie był wsadzany do samochodu. Takie nagranie obiegło kraj. I znów później to nagranie, pod niektórymi względami, będzie właśnie obracane przeciwko niemu, że to wszystko było grom, że Mark wiedział, widział, że są tam kamery, I grał zaszokowanego i pogrężonego w żałobie męża. Że wszystko było przedstawieniem i że ten cały jego płacz i łkania były udawane i były mocno przesadzone i teatralne. I czasem zdarza się w takich sprawach, że śledczy błędnie zbyt prędko skupiają się na jednym podejrzanym i właśnie zwykle jest to małżonek.

Nie sprawdzając w ogóle innych tropów, czy nie biorąc innych możliwości pod uwagę, tzw. tunnel vision czy efekt potwierdzenia, zaczynają sobie wszystkie dowody podpasowywać pod tę tezę, którą już sobie założyli i pod tego jednego podejrzanego, którego sobie upatrzyli. Ale tutaj trzeba przyznać, że przynajmniej na początku nie wyglądało to tak. Bo oficjalnie przyglądano się wielu podejrzanym. Policja na początku stworzyła listę blisko 60 osób, które należało wykluczyć. I jak podają oficjalne źródła, po upływie około 6 miesięcy udało się wykluczyć większość z nich, pięćdziesięciu kilku. I wtedy też policja doszła do wniosku i po zebraniu zeznań świadków oraz na podstawie kilku dowodów fizycznych od nich też zaraz, w lutym 2001 roku Mark Lundy zostaje nagle aresztowany.

Po ponad 6 miesiącach odmordy zostaje aresztowany zarzutem zamordowania swojej rodziny, swojej żony i córki. I teraz na podstawie jakich dowodów? Pozwólcie, że na początku powiem Wam to, co wyszło na początku, doszło do opinii publicznej, co później wyszło w czasie procesu, pierwszego procesu, bo tak będzie więcej niż jeden. A później sobie trochę te informacje skorygujemy i powiemy, jak później zostały zmienione czy wyjaśnione w trochę inny sposób. W tej sprawie był pewien osobliwy świadek. Margaret Dance się nazywała. To była sąsiadka, która mieszkała przy ich ulicy, która właśnie powiedziała policji, że ona tamtego wieczoru 29 sierpnia jechała na próbę chóru, w którym śpiewała i wyjeżdżała z domu pomiędzy godziną 19.10 a 19.15.

No i właśnie gdy jechała, to musiała nawrócić na podjeździe przed domem Landich, co czasem robiła. I w tym momencie, gdy to robiła, zobaczyła osobę, która właśnie wybiegała, odbiegała od tego domu. I była ta osoba bardzo osobliwie wyglądająca. W pierwszej chwili pomyślała, że to kobieta. Kobieta w jasnym dresie, o mocno kręconych blond włosach. Co się jednak nie pasowało w tym obrazku i gdy przyjrzała się tej osobie dokładniej, to zdała sobie sprawę, że w rzeczywistości patrzy na mężczyznę, dużego mężczyznę, ubranego w taki osobliwy sposób i ubranego w perukę, tak jakby próbował udawać, że jest kobietą. Ona później w tym mężczyźnie właśnie rozpozna Marka Landiego, który właśnie według jej zeznania truchtem, z bardzo osobliwą i zdesperowaną miną jakby właśnie stało się coś z boga, jakby coś było nie w porządku, biegł gdzieś, no trochę wyglądał tak jakby właśnie szedł pobiegać.

Było dla niej dziwne, no ale jej sprawa pojechała dalej, jak powiedziała. Ona później zezna to przed sądem. Będą problemy z jej zeznaniem, będą trochę kontrowersje, bo Margaret Dance Z zawodu była jasnowidzką, zajmowała się właśnie jasnowidzeniem. Natomiast ona będzie zapewniała również pod przysięgą przed sądem, że to co ona widziała to nie była żadna jej wizja, to nie było coś co ona sobie wymyśliła, to po prostu było coś co ona zobaczyła. Bardzo jednak dziwna historia, dziwne zeznanie. Ona o 19.15 w dniu morderstwa widzi Marka Landiego przebranego za kobietę, przebranego w jakiś dziwny sportowy strój i blond perukę w pobliżu swojego domu z przerażoną miną w momencie, gdy on miał być 140 km dalej.

Nie najmocniejsze zeznania jeszcze, biorąc właśnie pod uwagę to, że kobieta nazywała się sama Jasnowicką, to nie była może najmocniejszym świadkiem w sądzie, umówmy się. Ale to nie było wszystko, bo były też dowody fizyczne i te brzmiały już trochę bardziej poważnie. James Punk, lekarz, który przeprowadził autopsję, później ocenił czas śmierci obu ofiar na około godzinę dziewiętnastą. Oszacował to, jak potem wyjaśnił, na podstawie zawartości ich żołądków. Obie ofiary miały wciąż częściowo nieprzedstawiony pokarm, który opisał jako ziemniaki i ryba. Tak to dla niego wyglądało. A rachunek z McNalla pokazał właśnie, że tamtego dnia Christine i Amber zamówiły frytki, kanapki z kurczakiem oraz z rybą. Rachunek pokazywał, że zapłaciły w drive-thru o 17.43.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.