⏳ CALCIO NOSTALGIE #01 | TEGO SIĘ NIE ZAPOMINA
Rozmowy o historii calcio z kibicowskiej perspektywy. W pierwszym, pilotażowym odcinku, opowiadamy o kluczowych momentach z przeszłości włoskiej piłki, które ukształtowały nas jako kibiców. A Wy, macie takie? Do rozmowy zapraszają: Marcin Nowomiejski i Hubert Czemierowski
Ja się rodziłem wtedy, rodziłem się wtedy. Naprawdę? To ja taki stary już jestem. Stary człowiek i może. Ja od dziewięćdziesiątego ósmego. Dziewięćdziesiąty ósmy, więc nie było mi dane oglądać Ligi Mistrzów wygranej przez Juventus. Ale też nie oglądałem finału z Realem i tym spalonem Mijatowicza. Całe szczęście. Całe szczęście. Ale dzisiaj, Hubertono, rozmawiamy o rzeczach, które miały na nas wpływ. W zasadzie, gdybyś miał wybrać i wiem, że wybrałeś. Nie mam pojęcia, co wybrałeś. Ja zrobiłem swoje notatki, tak żeby... Tak się umawialiśmy, że nie będziemy sobie tego nazywać. To ma być spontan, ale jestem mega ciekawy, bo te historie tworzą też ludzi, tworzą kibiców z takiej czysto ludzkiej perspektywy. Top 5.
On powiedział, że są Włochy, Roberto Baggio i Włochów się zaczęło, aczkolwiek moje pierwsze wydarzenie To jest sezon 98-99, czyli ja wtedy świadomie już oglądałem mecze z zainteresowaniem i to był półfinał Ligi Mistrzów. Pamiętasz ten sezon, w którym Manchester United w tych nieprawdopodobnych okolicznościach zdobył... To jest Juventus-Manchester? 3-2? Tak. I zobacz, że ten mecz zaczął się bardzo fajnie dla Juventusu. Nie byłem wtedy kibicem Juventusu. To tak chcę nadmienić. Wtedy interesowałem się. Taki byłem multi-kibicem. To byli Włosi dla mnie, więc ja dopiero rzeźbiłem sobie jakąś tam tożsamość klubową. W Akademiku to oglądałem. W dwóch bramkach Inzagiego. Wtedy tam królował w Manchesterze Dwight York i Andy Cole. Oczywiście David Beckham w obronie Japsztam. Tam rykoszedł przy drugiej bramce od Sztama i Peter Schmeichel w bramce.
Peruzzi jeszcze w bramce Juventusu. Ja oglądałem to i pamiętam, że podobał mi się Filip Ponizagi. Nie rozumiałem wtedy jeszcze dlaczego. Pamiętam tę cieszynkę z takimi otwartymi dłońmi, on tam biegł, to było takie charakterystyczne dla niego. I ten comeback, bo to był rewanż, 1-1 na Old Trafford, no i jeszcze na Dele Albi 61 tysięcy kibiców, więc pełny jeszcze oczywiście ze swoimi ułomnościami stadion Juventusu, 2-0. 2-2 do połowy i 3-2 po tym, jak Peruzzi przewraca Dwighta Yorka i Cole dobija na pustą bramkę już wtedy i Manchester wygrywa 3-2, aczkolwiek przy 2-2 on też awansowałby do finału ze względu na wyjazdowe. Wtedy to jeszcze miało znaczenie. Natomiast to pamiętam i powiem Ci tak, że nie miałem jakichś emocji przesadnych, że byłem zły, że Juventus odpadł.
Pierwsza rzecz, która Ci przyszła do głowy. i okoliczności, w których go oglądałem. To jest mój numer jeden. Oglądałem go w akademiku, pamiętam, na studiach i bardzo to przeżywałem. Ale już z perspektywy Juve, nie? Tak, już bardzo z perspektywy Juve. Od kiedy był tu Juventus? No gdzieś mniej więcej od sezonu 95-96, tak świadomie, jak pamiętam, że to na pewno był Juventus i już Juventus. Bo wcześniej jakby ja wokół tego calcio to już długo krążyłem, ale już dużo wcześniej, ale to pamiętam doskonale. No dobra, dawaj numer dwa. No dobrze, numer dwa, no to może teraz coś takiego miłego, bo była wściekłość, no to teraz będzie inna emocja z tych takich przyjemniejszych, będzie duma. Będzie Duma. Czy to jest Duma związana z klubem, czy z reprezentacją? Reprezentacją. To powiem 2006?
I potem na Stare Miasto i to samo. I to była taka duma. A byliście u siebie. Tak, byliśmy u siebie i oni tacy po prostu nic nie mogą zrobić. I my w tych koszulkach reprezentacji Włoch, no okej, to nie jest mój kraj, coś tam nie urodziłem, ale to taka duma, że ja właśnie jestem po tej dobrej stronie mocy. Ten mecz, pamiętam Balotellego, ale aż tak nie wyrył mi się pamięci. To znaczy pamiętam oczywiście i to był jakiś taki kamień milowy, być może nawet byśmy powiedzieli, a na pewno ważny pod względami, o których powiedziałeś. Natomiast aż takich emocji we mnie nie wywołał, ale okej. Ja mam drugi też klubowy i powiem ci, tu już to był mój świadomy, świadome kibicowanie Juventusowi. Nie mogę nie mieć tego na liście. Być może ty też tam masz półfinał z Realem 3-1 2003 rok. Nie mam. Nie masz tego. To jest dla mnie obowiązkowy element, ponieważ i to z kilku względów.
Wchodzi pomiędzy, wiesz, wyprzedza... Ta noga po prostu... I tylko, wiesz, bez szans, ale całość tego, że to strzelanie Juventusu zaczęło się wcześniej i zobacz, i obroniony rzut karny przez Buffona, który w perspektywie rezultatu, zobacz, że później Zidane w 89 minucie brakowało Realowi jednej bramki, żeby jednak awansować. gdyby Buffon nie obronił tego karnego, awansowałby Real, gdyby to potoczyło się tak dalej. Ten mecz miał dla mnie wszystko. To był, i znowu mam ciarki, był meczem u siebie, był meczem naszpikowanym wiarą, że się da wygrać z Realem, odwrócić losy dwóch meczów, awansować do finału, bo to był półfinał, po ćwierćfinale z Barceloną, wygranym po bramce Zalaziety. Zalazieta, El Panterone, El Panterone.
To już doskonale pamiętam, gdzie to oglądałem. Ale pomyśl, że to była jedna kampania Real i Barcelona. Jedno po drugim. To jest imponujące w ogóle. Więc to był dla mnie mecz, to jest dla mnie mecz flagowy dla kibica Juventusu. Myślę, że każdy kibic znalazłby, wiesz, w plejadzie meczów swojego klubu taki jeden, który jest dla niego ilustracją. Gdyby chciał coś przeżyć jeszcze raz, w sensie pozytywnych emocji, to to byłaby tego idealna ilustracja i dla mnie to jest mecz Juventusu z Realem 3-1 2003 rok. Okej, super. Ciśniesz. Numer trzy. Numer trzy, inna emocja, dobrze? Rozczarowanie. Rozczarowanie i będziemy... Klubowa czy reprezentacyjna?
Aha, bo jednych i drugich nie lubisz. No tak, co najmniej. Używając kurtu Azji. Używając kurtu Azji. Oglądam to na Starym Mieście. Teraz nie wiem, czy jeszcze istnieje, ale chyba istnieje Portretowa. Taka restauracja. Pozdrawiamy. Tak, bardzo pozdrawiamy. Byliśmy zaprzyjaźnieni z panią Kasią wówczas, właścicielką jedną chyba z Portretowej. Nie wiem, ile osób. Pięćdziesiąt nas tam ogląda, sami moi znajomi, kibice Juventusu, kibice Milanu, kibiców Interu chyba nie było. Wydaje mi się, że... Kibice Realu... Byli w innym miejscu. Może byli w innym miejscu, może byli niezdeklarowani, trudno mi powiedzieć. I teraz komu to kibicować? Ja organicznie nie znoszę niemieckiej piłki. Rozumiem to bardzo dobrze.
I reprezentacji. Każdą cząstką swojego ciała. Natomiast Miałeś poczucie, że musisz komuś kibicować? No trzeba komuś kibicować, trzeba komuś kibicować, no bo to ci zapewnia jednak... Może też wiesz, gufare jak mówią Włosi, czyli kibicować przeciw. No tak, trochę tak było, że tutaj wiesz, I just wish both team lose, ale się nie da. żeby obie drużyny przegrały. No oczywiście możecie to zapewnić, jak postawisz jakieś pieniądze na to, ale wtedy było całkiem na czysto, nie było żadnego hazardu, ale trzeba było się za kimś opowiedzieć, no bo wtedy jakoś ci, wiesz, te emocje inaczej grają. No i koniec końców to były takie mieszane uczucia, bo ja się cieszyłem z tego zwycięstwa Interu, bardzo. Pomimo, że to odwiecny rywal Juventusu, wiadomo. Ale to czułeś taką włoskość trochę. Czułem taką włoskość, pomimo, że nie lubię Mourinho,
Oczywiście i Alex, i wiele osób ma prawo do takiej opinii. Mnie to zmieniło się, znaczy nie zmieniło mi się, a generalnie mocno, jakkolwiek skrajne emocje wywołuje we mnie Juventus, to ja nie przestałem być kibicem Juventusu i trzymać kciuki za Juve. Ja też nigdy nie przestanę. I wiesz, abstrahując od przeszłości, ja mam nadzieję, że doczekam dożyję wygranego finału Ligi Mistrzów, że będzie mi dane oglądać kolejne Scudetto Juventusu w najbliższym czasie nawet i tak dalej, i tak dalej. To, o co mi chodzi w tym wszystkim, to, że odkąd też, tak jak mówisz, spoglądam na świadkalczo troszeczkę szerzej, to nie jest tak, że byłbym w stanie tak czysto po włosku gufare, kibicować przeciw.
I tutaj absolutnie rozumiem tych, którzy tak robią. Tylko nie uważam, osobiście nie uważam, że to odbiera mi prawo do tego, żeby nazywać się kibicem Juventusu. Ja też tak nie uważam. I to jest moja opinia, abstrahując od opinii tych, którzy uważają inaczej, abstrahując od opinii Alessandro Del Piero, abstrahując od tych, którzy powiedzą, że nie mogę siebie nazywać kibicem Juventusu. W porządku, dla nich nie mogę. Ja uważam, że mogę sobie uzurpować takie prawo i... I pewnie każdy indywidualnie rozumie swoje emocje wokół tego, a zawsze to będzie budziło ogromne kontrowersje. Mój kolega, który jest kibicem realu... Przede wszystkim jeszcze dokończę. To nie jest tak, że kibicuję w sensie stricte. To jest tak, że mogę się przyznać i tutaj wybaczcie tifozji na Radzurich, że kiedy Inter przegrał, to wiesz, odzywa się taka iskra Juventino.
Mówisz teraz o tym finale. Mówię o ostatnim finale. I wiesz, jest ten, tych dwóch... Siedzi na jednym i na drugim i wiesz. Natomiast to nie jest tak, że z zaciętością kibicujesz przeciwko. Mówię o sobie. To nie jest w ten sposób. Chyba, że jest to mecz Inter-Juventus. To już jest inna historia. Ale chciałem dokończyć myśl, że mój kolega, fan Realu, miał takie bardzo ładne powiedzenie, nie wiem czy to jego czy nie jego, że on kibicuje w życiu tylko dwóm drużynom. Realowi Madrid i tej drużynie, która gra z Barceloną. Bardzo ładne, prawda? I to absolutnie również szanuję. Hubertona, numer cztery moje, to jest związane z Interem tak swoją drogą, natomiast od strony Juventusu i to jest trochę osobliwe.
Liga. Liga. Liga. 5 grudnia 2009, czyli czasy post Calcio Polio. Tak. 2-1 i na pewno pamiętasz ten mecz z perspektywy nieprawdopodobnej bramki Claudio Marchisio i ta druga, w której to dobijał strzał Sisoko, gdzie on tam zatańczył i to była po prostu motorycznie nieprawdopodobna bramka. Do tej pory się zastanawiam, jak on to w ogóle zmieścił, co on tam wykonał, jaką ekwilibrystykę ruchu. Ale wiesz co, to był grudzień i zastanawiam się, dlaczego akurat ten mecz, ponieważ... Miałem poczucie, a sprawdziłem i to jest nieprawda, miałem poczucie, że to był pierwszy wygrany mecz Juventusu po awansie z Serie B. Ale nie, bo był mecz z marca 2008, kiedy tam strzelał… Z Interem, tak? Z Interem, z Interem. Wtedy strzelali akurat Camoranesi i Trezeguet, na Meazza wygrał Juventus 2 do 1.
Ale jakoś tego… Nie pamiętasz, nie? Nie pamiętam. Tak jak tego grudniowego, kiedy dla mnie to była esencja takiego triumfu powracającego po tym czyśćcu Juventusu i konfrontacji z Interem, który swoją drogą wtedy szedł po wszystko, jak się później okazało. To był grudzień, więc to była w zasadzie pierwsza runda bodajże wciąż. No tak. I ta pierwsza część sezonu, więc nie można było jeszcze z całą pewnością powiedzieć, że Inter zdobędzie triplet. Tak, wszystko właśnie. Ale to był dla mnie mecz znowu, z jakiegoś powodu mecz symboliczny. I nie potrafię ci odpowiedzieć, dlaczego akurat, być może ze względu na te dwie bramki Markizjo, nieoczywistego bohatera, którego zawsze szanowałem. Może, że to jest takie przełamanie, że... Ale to nie było pierwsze zwycięstwo po Calciopoli, ale to miało dla mnie dużo większą wagę.
No to zakończymy. Było od wściekłości, była duma, były mieszane uczucia, było rozczarowanie. To teraz będzie euforia. Największa radość w życiu. No i to jest wygrany finał Ligi Mistrzów. Oczywiście to jest Rzym i to jest 96. rok. Doskonale to pamiętam. Ja biegałem po domu jak wściekły. Wiesz, no ja już żyłem jak Juventus zdobywał z Liverpoolem na Heysel Puchar Mistrzów Krajowych. Pamiętam, ale jak przez mgłę. Ja miałem wtedy 6 lat, więc jakby to jest takie... Bardziej mi ktoś opowiadał o tym, niż nawet nie wiem, czy oglądałem. To jest coś, czego mi bardzo brakuje, bo oglądałem triumfy różnych drużyn i drużyn bliskich moim przyjaciółom.
I cieszyłem się z nimi, natomiast ja chciałbym przeżyć tę dumę, euforię. To jest euforia. Miałem na taką nadzieję w Cardiff. W sensie, nie byłem w Cardiff. Ale powiem Ci, Cardiff mam na swoim miejscu siedem, bo Cardiff jest dla mnie elementem, tak nawiązując na moment. Kiedyś mówiłeś, że to jest takie rozczarowanie wielkie. Wiesz co, ale to było rozczarowanie, które nawiązując, bo to bardzo tożsame tematy, tylko skrajnie różne emocje. Pamiętasz, wtedy Juventus, współpracujący z prawdopodobnie świetną agencją marketingową, uruchomił kampanię It's Time, dwudziestolecie ostatniego triumfu. Wszystko wskazywało, skład, droga Juventusu, wszystko, że to jest ten czas. Doświadczenie z 2015 roku z Barceloną, powrót po dwóch latach w różnym stylu, ale jednak z bagażem takiego dobrego doświadczenia.
Jeszcze wiesz, ktoś ci wbija po prostu nóż w serce, nie? Taką szpilę, że nie dość, że już czujesz się jak zbity pies, to ktoś cię jeszcze kopnie. O Jezu, wtedy to naprawdę... Nawet potem moi koledzy przepraszali w ogóle, bo tak stwierdzili, że to chyba było nieładne. To ja Ci mogę powiedzieć, ja nie wiem, chyba nigdy o tym nie mówiłem publicznie, ale ja też potrafię być bardzo emocjonalny w tego typu sytuacjach. I pamiętasz mecz Juventusu z Realem, rewanż, w którym był Fon z tym śmietnikiem z MSS. I wtedy jeden z moich znajomych... napisał do mnie wiadomość, w której pojechał po bufonie, bardzo solidnie. Skończyła się znajomość. Od tamtej pory nie rozmawialiśmy. No, więc to są emocje, ja zdaję sobie sprawę, jakkolwiek to i... Może to brzmieć groteskowo dla kogoś, nie?
No tak, ale wiesz, ale to było dla mnie tak, tak dokładnie, to jest, wiesz, i to nie jest tak, że się teraz, wiesz, gdybyśmy się spotkali, to byśmy się nie odzywali, po prostu... Nasze drogi się w jakiś sposób brutalnie rozeszły, natomiast nigdy nie staraliśmy się, żeby się zeszły. To pokazuje też, jakie emocje wiążą. Bo ja z tymi kolegami moimi... Ja nie miałem sytuacji, w których miałem poczucie, że doszłoby do rękoczynów, ale to był dla mnie taki szczyt emocji negatywnych, że ktoś właśnie, to o czym mówisz, że ktoś daje mi pod żebra w momencie... Kiedy lepiej było mnie nie... Nie, no ja mam taką żelazną zasadę, że tego nie robię, że po prostu mnie kopię leżącego, że nawet jakby zawsze temu hołduję, no, że nawet jeżeli, nie wiem, Juventus po prostu by wygrał 6-0 z Interem, po prostu zmiażdżyłby, nie wiem, po prostu to nie napisałbym, haha, no i co teraz i albo, nie wiem, jeszcze gorzej.
Ostatnia kolejka fazy grupowej. I to boisko. Nie kretowisko, to w zasadzie nie wiadomo co tam było. I Sneider. Tak, z podania drogby. Zupełnie mi wyleciało z głowy, że to było dwa dni. Dwa dni, dzień po dniu. I po pierwsze skandalem było w ogóle, że pozwolono grać na tym boisku. I Juventus odpadł. Potrzebował remisu. ale przegrał 0-1 i Galatasaray... Pamiętam, pamiętam to przeorane boisko z ryby. I to niby jest mecz, wiesz, który... Pewnie to by się nie skończyło półfinałem czy finałem, a na pewno już niewygraną, bo to bez przesady to nie był aż tak mocny wówczas Juventus, ale to mnie bolało potwornie. To znaczy ta niesprawiedliwość jakaś taka, taka bezsilność, że nic nie możesz zrobić. Ten sędzia wychodzi i mówi, gramy.
No i oni grają, grają na tym... To jest tak jak w Perugii w 2020 roku. Tak, też myślałem też o tym. I do dzisiaj Kolina mówi, że dało się grać. Oglądałem ten mecz, pamiętam, w domu, moi rodzice mieli bardzo szybko... Margo na liście? Nie, nie, ale myślałem o nim. To było z Tawką Scudetto? Tak, tak, tak, tak. No, Cinco de Mayo też mogłem umieścić, ale nie, nie, już chcieliśmy do pięć, no ja tak sobie sześć, bo stwierdziłem, że może coś nam się powtórzy, ale nic się nie powtórzyło. Coś ciekawe? No czekaj, ja jeszcze mam jedną część z pamięci. Ale chcę jeszcze do tego meczu, no to po prostu koszmar. Jakby wtedy napisałem wiadomość do mojego kolegi, taką... tak emocjonalną, kibica Juventusu, tak emocjonalną, że po prostu nie da się zacytować. Tutaj nic, jak mamy nie przeklinać, chyba, że po 22.00 puścimy.
On robi ogromne wrażenie pierwszy raz. Tak, ale w ogóle weź podbij to sobie jeszcze faktem, że po raz pierwszy w życiu jesteś na żywo na meczu swojej drużyny i widzisz ją, jakikolwiek skład teraz tego dnia biega. 3 do 1, więc idealnie. Oprócz temperatury wszystko się udało i teraz tak. Grudzień w Turynie to może nie być przyjemny. Tevez, Antonelli, Bonucci i Morata. I później zaczęło się tak dziwnie składać, śmiesznie, że kiedy wracałem do Turynu na meczu w Juventusu, to praktycznie zawsze strzelał Bonucci. I tu chce nam zadać drugiego meczu, więc to jest mecz mój pierwszy na Allianz Stadium, ale był mecz szczególny dla mnie. I być może pamiętasz akcję związaną z Andrzejem Zdebskim, który przeżył wypadek w Gaetano-Sirei. I ta cała akcja, historia Gaetano Sirei, historia i wątek Andrzeja Zdebskiego, film, który trafił na kanał Juve Poland.
Natomiast mecz, który jest z tym związany, to Juventus-Genoa, ponieważ finałem tej całej eskapady, tego całego przedsięwzięcia, inicjatywy... która miała na celu to, żeby Andrzej Zdebski trafił do Morzasko i trafił do miejsca, gdzie znajduje się grup Gaetano-Sirei, co udało się zrobić i co wiązało się z niesamowitymi emocjami, no to chcieliśmy oczywiście zabrać go na mecz. I wtedy współpracowaliśmy bezpośrednio z Juventusem. Wtedy, pamiętam, że byliśmy w kontakcie naturalnie z Marielą Szirea, ponieważ spotkaliśmy się z nią, ale też z klubem. Bardzo nam pomógł sam klub. No i dostaliśmy wejściówkę na tę Trybunę Stu. Tam, gdzie siedzi Anielli wtedy jeszcze, Marotta, Nedved, cała śmietanka.
Natomiast mieliśmy bardzo dobre miejsca i jeżeli odpalisz sobie skrót tego meczu, to w momencie, kiedy wychodzą razem z arbitrem na boisku, na boisko piłkarze, Mandziuki, Dybala, świetna bramka Dybali po klepce z Kedirą, po prostu 4 do 0, swoją drogą, idealny mecz po prostu. My siedzimy na trybunach, telewizorki, wiesz, takie ekraniki w zagłówkach, wiesz, fotela, to jest absolutnie experience, takie doświadczenie VIP. Łącznie z takim hospitality, z wyżywieniem, ale mniejsza z tym. Mecz sam, że masz cztery bramki, jedna tam samobójcza, ale Juventus Genoa, może nie mecz klasy premium, ale wszystko ułożyło się idealnie w tym całym scenariuszu związanym z Andrzejem Zdebskim, więc super byłem szczęśliwy.
Myślę, że ich będzie pełno, bo to każdy ze swojej perspektywy, tak jak mówisz, bo też mógłbym powiedzieć o pierwszym meczu na żywo, mógłbym powiedzieć o jakimś... Ja w ogóle jeszcze z tych meczów, które widziałem na żywo, nie widziałem ich jakoś turbo dużo, to jeszcze nigdy nie widziałem porażki Juventusu. No ja widziałem. Ja nie widziałem nigdy. Widziałem za Talantą 0-1, remis z Torino, gdzie tam Ronaldo strzelał i nie pamiętam kto po stronie Torino, ale już wszystko było mi obejrzeć, poza chyba na szczęście, że było przegranym finałem Ligi Mistrzów. A mój kolega mnie wyciągał do Berlina w 2015 roku, ale w końcu nie pojechałem. Mógłbyś dostał 1-3. Ale to oczywiście nie na stadion, tylko pewnie tak na ulicę, na fetę potencjalną wówczas i oglądanie na telebimie i tak dalej.
Pokazano wszystkie 24 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Rozmowy o historii calcio z kibicowskiej perspektywy. W pierwszym, pilotażowym odcinku, opowiadamy o kluczowych momentach z przeszłości włoskiej piłki, które ukształtowały nas jako kibiców. A Wy, macie takie? Do rozmowy zapraszają: Marcin Nowomiejski i Hubert Czemierowski