Mentionsy Mentionsy
Amici Sportivi
Amici Sportivi

⏳ CALCIO NOSTALGIE #01 | TEGO SIĘ NIE ZAPOMINA

14.07.2025 ·48 min 31 s

Rozmowy o historii calcio z kibicowskiej perspektywy. W pierwszym, pilotażowym odcinku, opowiadamy o kluczowych momentach z przeszłości włoskiej piłki, które ukształtowały nas jako kibiców. A Wy, macie takie? Do rozmowy zapraszają: Marcin Nowomiejski i Hubert Czemierowski

Klubowa i to będzie w tym samym roku. To będzie drugi półfinał. W tej samej Ligi Mistrzów drugi półfinał. Inter-Milan. Milan-Inter. Najbardziej kuriozalna... jakby egzemplifikacja tego, jak durnym przepisem były bramki na wyjeździe. 0-0, 1-1. Milan awansuje tylko dlatego, że w drugim meczu był formalnie, na tym samym stadionie był formalnie gościem. Nie działo się tam, pewnie kibice Milanu, Interu mogą to inaczej pamiętać. Ja to pamiętam jako koszmarne nudy, wielkie rozczarowanie. I 1-1, gdzie jedna bramka decyduje, tak naprawdę formalnie są to dwa remisy, jedna bramka decyduje o tym, że Milan się znajduje w finale.

tyle się wydarzyło. Jeszcze w rzutach karnych, gdzie emocje, wiesz, są do samego i ten Grosso, na którego pamiętasz, postawił Lippi i w półfinale, i w finale. Zresztą ładnie to opisuje Buffon w swojej książce tej nowej, Sztuka Upadania, jak Lippi wdrożył tego nieoczywistego wówczas Grosso. Młodziutki Grosso. Młodziutki Grosso, dokładnie. Tak jak Quinta. Nie, to był Grosso, młodziutki Grosso. Młodziutki Grosso. Tak jest, więc numer trzy u mnie, Włochy Mistrzami Świata. Fantastyczne. Możesz mówić numer cztery. Numer cztery będzie, to miało być więcej niż jedno uczucie, to będą tak zwane mieszane uczucia. Mieszane uczucia, doskonale pamiętam. Mieszane uczucia to będzie finał Ligi Mistrzów Inter Bayern Monachium za Mourinho. 2010 rok. 2010. No i teraz komu kibicować?

Aha, bo jednych i drugich nie lubisz. No tak, co najmniej. Używając kurtu Azji. Używając kurtu Azji. Oglądam to na Starym Mieście. Teraz nie wiem, czy jeszcze istnieje, ale chyba istnieje Portretowa. Taka restauracja. Pozdrawiamy. Tak, bardzo pozdrawiamy. Byliśmy zaprzyjaźnieni z panią Kasią wówczas, właścicielką jedną chyba z Portretowej. Nie wiem, ile osób. Pięćdziesiąt nas tam ogląda, sami moi znajomi, kibice Juventusu, kibice Milanu, kibiców Interu chyba nie było. Wydaje mi się, że... Kibice Realu... Byli w innym miejscu. Może byli w innym miejscu, może byli niezdeklarowani, trudno mi powiedzieć. I teraz komu to kibicować? Ja organicznie nie znoszę niemieckiej piłki. Rozumiem to bardzo dobrze.

I reprezentacji. Każdą cząstką swojego ciała. Natomiast Miałeś poczucie, że musisz komuś kibicować? No trzeba komuś kibicować, trzeba komuś kibicować, no bo to ci zapewnia jednak... Może też wiesz, gufare jak mówią Włosi, czyli kibicować przeciw. No tak, trochę tak było, że tutaj wiesz, I just wish both team lose, ale się nie da. żeby obie drużyny przegrały. No oczywiście możecie to zapewnić, jak postawisz jakieś pieniądze na to, ale wtedy było całkiem na czysto, nie było żadnego hazardu, ale trzeba było się za kimś opowiedzieć, no bo wtedy jakoś ci, wiesz, te emocje inaczej grają. No i koniec końców to były takie mieszane uczucia, bo ja się cieszyłem z tego zwycięstwa Interu, bardzo. Pomimo, że to odwiecny rywal Juventusu, wiadomo. Ale to czułeś taką włoskość trochę. Czułem taką włoskość, pomimo, że nie lubię Mourinho,

Zawsze jest kontrowersja i to jest zawsze nawet ostatnia dyskusja na temat tego, czy kibicować, czy trzymać kciuki inaczej za inne wypowiedzi. Ale teraz mi się też bardzo zmieniło. Jednak po 15 latach bardzo mi się zmieniło. Teraz myślę, że to nie byłoby dla mnie jakimś wielkim problemem. A, problemem kibicowania. Problemem, tak, bo jednak wiesz, jak zaczynasz się trochę interesować, siedzisz więcej w tym kalciu, zaczynasz to tak jakby, nie wiem, czy masz tak samo, To nadal oczywiście, nie mogę powiedzieć, że jest mi obojętne kto wygrywa, ale już troszkę to się stępia. To jest zawsze bardzo polaryzujące zjawisko i nawet nawiązując do ostatniej wypowiedzi Alessandro Del Piero, on przecież powiedział, że kto by trzymał kciuki za Inter czy kibicował Interowi nie jest prawdziwym Juventino.

I tutaj absolutnie rozumiem tych, którzy tak robią. Tylko nie uważam, osobiście nie uważam, że to odbiera mi prawo do tego, żeby nazywać się kibicem Juventusu. Ja też tak nie uważam. I to jest moja opinia, abstrahując od opinii tych, którzy uważają inaczej, abstrahując od opinii Alessandro Del Piero, abstrahując od tych, którzy powiedzą, że nie mogę siebie nazywać kibicem Juventusu. W porządku, dla nich nie mogę. Ja uważam, że mogę sobie uzurpować takie prawo i... I pewnie każdy indywidualnie rozumie swoje emocje wokół tego, a zawsze to będzie budziło ogromne kontrowersje. Mój kolega, który jest kibicem realu... Przede wszystkim jeszcze dokończę. To nie jest tak, że kibicuję w sensie stricte. To jest tak, że mogę się przyznać i tutaj wybaczcie tifozji na Radzurich, że kiedy Inter przegrał, to wiesz, odzywa się taka iskra Juventino.

Mówisz teraz o tym finale. Mówię o ostatnim finale. I wiesz, jest ten, tych dwóch... Siedzi na jednym i na drugim i wiesz. Natomiast to nie jest tak, że z zaciętością kibicujesz przeciwko. Mówię o sobie. To nie jest w ten sposób. Chyba, że jest to mecz Inter-Juventus. To już jest inna historia. Ale chciałem dokończyć myśl, że mój kolega, fan Realu, miał takie bardzo ładne powiedzenie, nie wiem czy to jego czy nie jego, że on kibicuje w życiu tylko dwóm drużynom. Realowi Madrid i tej drużynie, która gra z Barceloną. Bardzo ładne, prawda? I to absolutnie również szanuję. Hubertona, numer cztery moje, to jest związane z Interem tak swoją drogą, natomiast od strony Juventusu i to jest trochę osobliwe.

Liga. Liga. Liga. 5 grudnia 2009, czyli czasy post Calcio Polio. Tak. 2-1 i na pewno pamiętasz ten mecz z perspektywy nieprawdopodobnej bramki Claudio Marchisio i ta druga, w której to dobijał strzał Sisoko, gdzie on tam zatańczył i to była po prostu motorycznie nieprawdopodobna bramka. Do tej pory się zastanawiam, jak on to w ogóle zmieścił, co on tam wykonał, jaką ekwilibrystykę ruchu. Ale wiesz co, to był grudzień i zastanawiam się, dlaczego akurat ten mecz, ponieważ... Miałem poczucie, a sprawdziłem i to jest nieprawda, miałem poczucie, że to był pierwszy wygrany mecz Juventusu po awansie z Serie B. Ale nie, bo był mecz z marca 2008, kiedy tam strzelał… Z Interem, tak? Z Interem, z Interem. Wtedy strzelali akurat Camoranesi i Trezeguet, na Meazza wygrał Juventus 2 do 1.

Ale jakoś tego… Nie pamiętasz, nie? Nie pamiętam. Tak jak tego grudniowego, kiedy dla mnie to była esencja takiego triumfu powracającego po tym czyśćcu Juventusu i konfrontacji z Interem, który swoją drogą wtedy szedł po wszystko, jak się później okazało. To był grudzień, więc to była w zasadzie pierwsza runda bodajże wciąż. No tak. I ta pierwsza część sezonu, więc nie można było jeszcze z całą pewnością powiedzieć, że Inter zdobędzie triplet. Tak, wszystko właśnie. Ale to był dla mnie mecz znowu, z jakiegoś powodu mecz symboliczny. I nie potrafię ci odpowiedzieć, dlaczego akurat, być może ze względu na te dwie bramki Markizjo, nieoczywistego bohatera, którego zawsze szanowałem. Może, że to jest takie przełamanie, że... Ale to nie było pierwsze zwycięstwo po Calciopoli, ale to miało dla mnie dużo większą wagę.

To jest zwycięstwo, które tak de facto właściwie niczego nie daje, nie? Poza taką chwilową satysfakcją, chwałą i tam, tak. To prawda, to prawda. I wtedy byłem członkiem redakcji Juve Poland i pamiętam, że po tym meczu stworzyłem, zmontowałem swój pierwszy w życiu film. O, to też niezłe. Pod utwór Aquavita, to była takie wzniosłe, takie patetyczne, ta patetyczna muzyka. I właśnie złożyłem swój koślawy skrót tego meczu, gdzie tam połowa to były powtórki bramki Markizjo. I wtedy w ogóle zacząłem bawić się w montaż filmów. Ale to jest zupełnie osobna historia. Natomiast... To jest dla mnie taki kamień milowy. Tamten mecz z Interem pamiętam jak dzisiaj. Pamiętam też te bramki, doskonale to pamiętam, ale nie wybrałbym tej. No dobra, to twój numer pięć. Choć widzę, że ja mam tutaj sześć i siedem. Ja też mam sześć, ale chyba umówiliśmy się na pięć, to pięć.

No tak, ale wiesz, ale to było dla mnie tak, tak dokładnie, to jest, wiesz, i to nie jest tak, że się teraz, wiesz, gdybyśmy się spotkali, to byśmy się nie odzywali, po prostu... Nasze drogi się w jakiś sposób brutalnie rozeszły, natomiast nigdy nie staraliśmy się, żeby się zeszły. To pokazuje też, jakie emocje wiążą. Bo ja z tymi kolegami moimi... Ja nie miałem sytuacji, w których miałem poczucie, że doszłoby do rękoczynów, ale to był dla mnie taki szczyt emocji negatywnych, że ktoś właśnie, to o czym mówisz, że ktoś daje mi pod żebra w momencie... Kiedy lepiej było mnie nie... Nie, no ja mam taką żelazną zasadę, że tego nie robię, że po prostu mnie kopię leżącego, że nawet jakby zawsze temu hołduję, no, że nawet jeżeli, nie wiem, Juventus po prostu by wygrał 6-0 z Interem, po prostu zmiażdżyłby, nie wiem, po prostu to nie napisałbym, haha, no i co teraz i albo, nie wiem, jeszcze gorzej.

Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.