Mentionsy

Zbrodnie Prowincjonalne
Zbrodnie Prowincjonalne
07.07.2025 06:00

TAJEMNICE WANDERERA [2/2]: Fałszywy milicjant (1953)

Śledztwo, które zaczyna się od postrzału w cewkę moczową, nabiera rozpędu, kiedy okazuje się, że sprawcy mogli mieć związek z najdłuższym śledztwem w historii PRL-u - sprawą uprowadzenia Bohdana Piaseckiego. W drugiej i ostatniej części historia spotkania z dziwnym milicjantem o 4 nad ranem.

Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠

⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠https://anchor.fm/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠  

Źródła: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/tajemnice-wanderera⁠

Muzyka:

Purple Planet Music - Lazy Days

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 61 wyników dla "Podolak"

No a jako, że ta historia, jak już zauważyliście, prostroi się od Żydów i właściwie poza obydwoma podolakami wszyscy, którzy się pojawili w tej historii, są właśnie takiego pochodzenia, zarówno ofiary, jak i sprawcy, no to jestem pewna, że zniknięcie tych dokumentów akurat w tym czasie nie było przypadkowe.

w 1953 roku umieścić na liście tych niepewnych milicjantów i milicjantów, którzy niedawno odeszli ze służby Jarzego Podolaka, bo pamiętacie tę słynną tajną listę, na której mieli się znaleźć ci wszyscy funkcjonariusze, którzy potencjalnie mogli stać za porwaniem kaca.

No, Jerzego Podolaka na tej liście nie było, więc ktoś z jego przełożonych, kto otrzymał prośbę o to, żeby wskazać tych potencjalnych podejrzanych, jego nie wskazał, pomimo, że Podolak niedawno odszedł ze służby i pomimo, że już wcześniej były wobec niego jakieś tam zastrzeżenia.

To też tworzyło jakieś powiązanie z Podolakiem i jego ekipą żydowskich handlarzy i drobnych przestępców.

No i był jeszcze jeden wątek, a mianowicie wątek książeczek PKO, które fałszował Podolak.

A śledztwo wykazało, że w Warszawie wykryto w tamtym czasie takie same fałszerstwa, tą samą metodą, które stosował Podolak, na czym został przyłapany.

Dowód osobisty skradziono Ludwikowi Górze w Krakowie, w tym czasie Podolak często przebywał w Krakowie.

W czasie uprowadzenia Bogdana Piaseckiego Jerzy Podolak ukrywał się przed organami ścigania,

Dalej, jak pamiętacie, po akcji z odstrzeleniem sobie penisa przez Podolaka, milicja przeszukała dom starego Podolaka, w którym przetrzymywano wcześniej uprowadzone małżeństwo Kaców i znalazła tam plik dokumentów.

I też nie było za bardzo podstaw do tego, żeby w tamtym czasie komenda wysyłała funkcjonariusza do Gliwic, plus podpis, który na niej widniał, nie był podpisem ówczesnego przełożonego podolaka, tylko jakimś nieczytelnym mazajem.

To natomiast, no cóż, po latach skierowało na podolaka podejrzenie w zupełnie innej sprawie.

Jeśli chodzi o zamieszanie sprawców zbrodni w sprawę Piaseckiego, to zdjęcia Podolaka okazano świadkowi krawcowej Genowefie Bancer, która mieszkała na warszawskiej Pradze przy ulicy Wileńskiej, wykonywała różne przeróbki krawieckie, m.in.

Natomiast w żadnym z tych mężczyzn Genowefa, przesłuchiwana ponownie w tej sprawie w 1972 roku, nie rozpoznała Podolaka.

No ale Samek, o ile w ogóle istniał, to nie potwierdzało tego nic, oprócz opowieści Podolaka, której nikt już nie mógł na tym etapie potwierdzić.

W październiku 1969 roku zmarł Stanisław Podolak, więc i jego zeznania nigdy nie ujrzały już światła dziennego,

Po jakimś czasie uznano, że Podolak nie miał nic wspólnego ze sprawą Piaseckiego, ale za to jest bardzo prawdopodobne, że miał coś wspólnego z zabójstwem taksówkarza Mariana Filipa.

Przeprowadził serię przesłuchań, podczas których wypytywał Podolaka o tamte wydarzenia.

W każdym razie przesłuchania Podolaka rozpoczęły się w lutym, zaraz po tym jak postawiono mu zarzuty zabójstwa Mariana Filipa.

Bezpośrednich dowodów nie było, ale poszlaki rzeczywiście bardzo wyraźnie wskazywały na Podolaka, czy też Podolaka i jego kumpli, ale jako że kumple byli poza zasięgiem, no to pozostał tylko Jerzy Podolak.

No więc, żeby zminimalizować ryzyko, zaangażowano w to wszystko podolaka, którego rolą było niejako ochranianie takich transportów, za co oczywiście dostawał wynagrodzenie, nawet wiadomo jakie, było to zwykle około 500 zł,

Szczególnie, że podczas takiego kursu Jerzy Podolak nie musiał nic robić, miał tylko siedzieć na przednim siedzeniu w mundurze milicyjnym i wyglądać groźnie.

Jak mówił sam Podolak, Uważałem, że mój udział jako oficera MO jest gwarancją, iż pojazd, w którym jedziemy, nie będzie kontrolowany.

Podolak miał jednak na wszelki wypadek dokument potwierdzający jego delegację, żeby nie budzić wątpliwości w razie zatrzymania.

Podolak twierdził, że ta zbieżność dat jest przypadkowa.

Czemu Podolak jednak zaprzeczał?

16 lutego 1973 roku wiceprokurator Józef Gurgul postawił Jerzemu Podolakowi zarzut zabójstwa Mariana Filipa i rozpoczął się ciąg przesłuchań mających na celu przygotowanie sprawy do przedstawienia przed sądem.

Podolak siedział już w tamtym czasie za zabójstwo kaców, tak że i tak nie miał nic lepszego do roboty.

Próbował dowiedzieć się czegoś więcej o samochodzie marki Wanderer W24, o mundurze noszonym przez Podolaka i o jego działalności w latach 50.

Podczas jednego z przesłuchań w 1973 roku Jerzy Podolak opowiedział przedziwną historię, która albo pokazuje jak bardzo był nieodpowiedzialny, albo jest nieodpowiedzialny.

I tutaj Podolak opowiedział taką dziwną historię, niekoniecznie o samej zbrodni, ale o tym, jak później starali się upłynnić samochód Filipa, czy też nie Filipa, samochód, którym dysponował Pwał.

Myślę, że możemy już się wszyscy zgodzić co do tego, że Jerzy Podolak był idiotą, bo dodajmy, że on nie miał prawa jazdy nigdy, nie był na kursie prawa jazdy i nigdy nawet nie prowadził samochodu, więc postanowił to zrobić po raz pierwszy w życiu na wylotówce z dużego miasta w ruchu ulicznym, narażając wszystkich naokoło, bo on się chciał pobawić i oczywiście zero konsekwencji, no bo nikt nie podskoczy milicjantowi.

Jak widzicie, takich dziwnych sytuacji w życiu Jerzego Podolaka było wyjątkowo dużo.

Zawsze mu się coś niechcący przytrafiło, raz cierpiał na tym ktoś inny, raz on sam, raz sobie odstrzelił penisa, raz rozbił samochód, ale generalnie zawsze był jakiś przypał, jak się Jerzy Podolak znalazł w pobliżu samochodu albo broni palnej, a że pracował w milicji, to ciągle się znajdował w pobliżu samochodu albo broni palnej.

Icek Winder, mechanik z Legnicy, zeznał, że któregoś dnia, jakoś w 1953 roku, w okolicach lata, przyjechał do niego pwał z podolakiem i dwiema kobietami.

Pwał tłumaczył, że Podolak jest milicjantem i sprzedaje samochody, które zostały odebrane aresztowanym i stąd też wziął się Wanderer, którego mu przyprowadzili.

Ale Winder nie chciał mieć z tym procederem nic wspólnego, kazał Pwałowi zabierać to auto i jakiś czas później stawił się po nie Podolak, który, przypominam, nie umiał prowadzić, więc był idealną osobą tego, żeby odebrać auto z warsztatu.

Z Winderem spotkali się na dworcu w Legnicy, gdzie Podolak przyjechał, uwaga, w przebraniu.

Winder nie miał pojęcia o co chodziło w tej maskaradzie, a Podolak nie tłumaczył się przed nim.

Wtedy Podolak pokierował Windera do jakiegoś gospodarstwa pod Środą Śląską i tam u jakiegoś rolnika ten samochód zostawili.

Także podobna historia do tej, którą opowiedział Podolak wcześniej o swoim szalonym rajdzie zakończonym w rowie, no ale jednak trochę inna, bo w jego historii on jechał razem z Pwałem, tutaj razem z Winderem.

Jakby za kierownicą siedział pwał i spowodował wypadek, no to mógłby mieć kłopoty, ale Podolakowi nic nie groziło, jak pokazała ta pierwsza sytuacja.

I teraz tak, szczerze wam powiem, że nie jestem pewna, czy Podolak ostatecznie został za zabójstwo Filipa skazany, ani czy w ogóle ta sprawa trafiła do sądu.

Akta urywają się na protokołach przesłuchań świadków, którzy w zasadzie nic o udziale Podolaka w zabójstwie taksówkarza nie wiedzieli.

Milicja zorganizowała więc okazanie, podczas którego świadkowie mogli się przyjrzeć Podolakowi w mundurze milicjanta i mężczyźni nie rozpoznali w nim tamtego milicjanta, któremu pomagali przy cmentarzu w Gliwicach.

I oczywiście to okazanie nastąpiło 20 lat później, Podolak się przez ten czas zmienił, jak każdy, tamci mężczyźni też nie widzieli go przecież wtedy aż tak dokładnie, bo przez większość czasu było ciemno.

Więc to, że go nie rozpoznali, nie może tak naprawdę służyć ani za dowód na korzyść podolaka, ani świadczyć przeciwko niemu, bo to, że go nie rozpoznali, nie oznacza, że na pewno to nie był on, bo mogli go po prostu nie poznać po latach, ale też nie dostarcza żadnych podstaw do skazania go.

Podsumowując, tak naprawdę jedynym, co tak jednoznacznie wskazuje na obecność Podolaka w Gliwicach w dniu śmierci taksówkarza jest to podrobione zaświadczenie o delegacji, które swoją drogą powinien był zniszczyć 20 lat wcześniej, zaraz po jego wykorzystaniu i wtedy w ogóle nic by na niego nie mieli, żeby go z tą sprawą powiązać.

Także to kolejny przebłysk geniuszu Podolaka.

Po pierwsze, wszyscy świadkowie, którzy później zaznawali, mówili o tym, że Wanderera miał pwał, a nie podolak.

Podolak tylko ciągle z nim jeździł, plus wtedy odbierał samochód z warsztatu.

Wśród zarzutów, które stawiano podolakowi w 1973 roku,

To też przecież nie było jakimś autorskim pomysłem Jerzego Podolaka.

Pewnie większość byłych milicjantów takie pamiątki miała w domu i za odpowiednią sumę była gotowa je sprzedać, a też generalnie poziom etyki tych funkcjonariuszy nie był w tamtym czasie za wysoki, więc równie dobrze mógł to być jakiś inny milicjant, niekoniecznie podolak, chociaż akurat to, że nie umiał prowadzić samochodu, rzeczywiście się zgadzało.

No i w sumie tak w stylu Jerzego Podolaka, człowieka, który niechcący sobie odstrzelił penisa.

I tutaj warto jeszcze zwrócić uwagę na jedną rzecz, bo jeśli przypomnicie sobie porwanie małżeństwa Kaców, to podczas tej akcji nie tylko Jerzy i Stanisław Podolakowie mieli na sobie milicyjne mundury, miał go na sobie też Juliusz Pwał.

A skoro Podolak był z Pwałem w Gliwicach, no to oznacza, że...

Także podsumowując, to co mieli na Jerzego Podolaka, to było chyba trochę za mało, żeby go skazać.

i który razem z Podolakiem jeździł do Gliwic, więc jeśli Podolak miał coś wspólnego z zabójstwem taksówkarza, to Pwał na pewno też.

To on mógłby potwierdzić zeznania Podolaka albo je zakwestionować, tyle że Pwał pozostawał nieuchwytny poza granicami kraju, a warunkiem dalszego prowadzenia śledztwa byłaby jego ekstradycja.

Natomiast pomimo tego to śledztwo zostało jeszcze przedłużone do końca roku 1974, a później jeszcze o kolejne pół roku do połowy 1975, ale już 15 stycznia 1975 roku specjalna grupa operacyjna MSW ostatecznie zamknęła swoje śledztwo w sprawie Podolaka, wykazując, że nie potwierdzono ostatecznie związków Podolaka ze sprawą o kryptonimie Zagubiony, czyli sprawą Piaseckiego.

Podolak do niczego się nie przyznawał, świadkowie go nie rozpoznawali, więc stwierdzili, że zepchną to na tych z Katowic.