Mentionsy
TAJEMNICE WANDERERA [2/2]: Fałszywy milicjant (1953)
Śledztwo, które zaczyna się od postrzału w cewkę moczową, nabiera rozpędu, kiedy okazuje się, że sprawcy mogli mieć związek z najdłuższym śledztwem w historii PRL-u - sprawą uprowadzenia Bohdana Piaseckiego. W drugiej i ostatniej części historia spotkania z dziwnym milicjantem o 4 nad ranem.
Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij:
https://anchor.fm/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe
Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/tajemnice-wanderera
Muzyka:
Purple Planet Music - Lazy Days
Szukaj w treści odcinka
Była mroźna noc pod koniec lutego 1953 roku, kiedy Heniek i Edek jechali samochodem ciężarowym z Zabrza do Sławędzic.
Panował mróz, samochody pokryte były szronem, w ich samochodzie też panował chłód.
25 lutego 1953 roku Heniek i Edek, podobnie jak cała reszta świata, nie mogli wiedzieć, że mniej więcej za tydzień umrze Józef Stalin, co wstrząśnie całym blokiem wschodnim i ostatecznie w ciągu kilku następnych lat doprowadzi do odwilży i do zakończenia tego najgorszego, najbardziej opresyjnego okresu w powojennej historii Polski.
W tamtym momencie oczywiście nikt nie wyobrażał sobie jeszcze, jak może ta przyszłość wyglądać.
Tymczasem trwała wciąż ta siermiężna, mroczna epoka stalinowska, czasy reżimu, w którym niczego nie można było być pewnym, w którym za krzywe spojrzenie w niewłaściwym kierunku można było trafić do więzienia,
Można więc sobie tylko wyobrażać, co musieli poczuć kierowca i pasażer ciężarówki przejeżdżającej obok centralnego cmentarza w Gliwicach, kiedy nagle na ciemnej, pustej trasie zobaczyli najpierw stojącą po prawej stronie drogi taksówkę, a po chwili nadchodzącego z przeciwnej strony milicjanta, który zaczął machać do nich, żeby się zatrzymać.
Wzrost średni, twarz szczupła, szatyn, mowa czysto polska, na ręku duży zegarek szwajcarski z szarym cyferblatem i cyframi koloru złotego.
Okazało się, że w ogóle nie chodziło o nich, po prostu nie mógł uruchomić silnika w samochodzie, tym, który stał obok na poboczu.
Henryk i Edward pomogliby mu, nawet gdyby niczego im nie wyjaśniał.
Jak milicjant prosi, to o nic się nie pyta, ale milicjant był na tyle uprzejmy, że wyjaśnił im, że to auto zostało zakupione dla komendy MO w Opolu.
Nie mogli go uruchomić, jego kolega, który razem z nim miał dostarczyć ten samochód do Opola, już poszedł po pomoc, no ale zanim kogoś znajdzie o tej porze, to jeszcze minie mnóstwo czasu, a przez ten czas on tu zdąży zamarznąć.
Heniek i Edek chętnie pomogli, jak faceci mają okazję postać nad samochodem i się pomądrzeć trochę, to co tam się mogło zepsuć, to zawsze chętnie skorzystają.
Wiadomo, no i tam popatrzyli i okazało się, że kable łączące dynamo z akumulatorem były rozłączone i dlatego samochód nie odpalał.
Wyglądało na to, że chyba nie do końca umiał, albo może nie znał miasta i nie wiedział, którędy jechać, żeby dotrzeć do wylotówki, no bo kierowcą miał być ten jego kolega, który gdzieś tam poszedł po pomoc.
Poza tym, jeśli chodzi o tę rzekomą usterkę, to raczej nie było takiej fizycznej możliwości, żeby te kable rozłączyły się same.
Ktoś się musiał odpiąć celowo, żeby unieruchomić samochód.
Wyglądało to więc tak, jak gdyby milicjant celowo unieruchomił samochód, żeby mieć pretekst do zatrzymania kogoś na drodze i poproszenia o podwózkę.
A może to nie on unieruchomił w ten sposób auto, tylko ktoś inny, żeby uniemożliwić mu poruszanie się nim?
Doskonale wiedzieli też, że swoimi wątpliwościami z nikim nie mogą się podzielić i że drążenie tego tematu nie wyjdzie im na zdrowie.
I może nawet w końcu zapomnieli by o tej dziwnej historii, bo w zasadzie nie wydarzyło się nic wielkiego, ale nie było im dane o tym zapomnieć.
A kim był ten mężczyzna i jak to wszystko się łączy z historią zabójstwa kaców, o której opowiedziałam Wam w poprzednim odcinku i z historią zabójstwa Błignana Piaseckiego, opowiem Wam w drugiej i ostatniej części miniserii Tajemnica Wanderera, serii, która dowodzi, że czarna wołga nie była jedynym samochodem, którego należało się obawiać w czasach PRL-u.
Zapraszam na Zbrodnie Promocjonalne.
Ślady w pobliżu gliwickiego cmentarza wskazywały na to, że ciało było wleczone od szosy na pole, tak jak gdyby na szosie zatrzymał się samochód, z którego wyciągnięto ofiarę i odciągnięto jej ciało na ubocze, tak żeby nie zostało od razu zauważone.
Było prawdopodobne, że zabójstwa dokonano już wcześniej, nie wykluczone, że właśnie w samochodzie.
Dość szybko udało się natomiast ustalić, że zamordowanym mężczyzną był Marian Filip.
Taksówkarz Gliwic, o nim samym niewiele niestety dzisiaj wiadomo, sądząc po jego nazwisku, które zapisywane było w sposób nietypowy dla języka polskiego, bo Pchilip, niewykluczone, że był pochodzenia żydowskiego, jak wiele osób w tej historii, jego taksówka, granatowy samochód marki Wanderer W24 została skradziona, zniknął też zegarek Mariana,
oraz prawdopodobnie dolary, które ten miał nosić przy sobie, jak twierdziła jego rodzina, chociaż istnienia tych dolarów nikt nie był w stanie potwierdzić, nie dało się tego zweryfikować, ale jeśli w jego otoczeniu krążyły takie informacje, że on ze sobą wozi jakąś taką większą sumę w dolarach, to też mogło to stanowić powód, dla którego ktoś postanowił
Ale i bez tych pieniędzy wystarczającym łupem był zapewne już sam samochód.
Wyglądało więc na to, że było to typowe zabójstwo z motywów finansowych.
Nie byli w stanie potwierdzić, czy samochód, który widzieli na poboczu i który pomogli uruchomić był to Wanderer W24, ani też jakiego był koloru, bo było ciemno, miejsce było słabo oświetlone, a na aucie był szron.
Natomiast jak słyszycie opis tego milicjanta, pasowałby do opisu kogoś, kogo już znamy z pierwszej części tej opowieści, kogoś, kto lubił nosić mundur milicyjny nawet, kiedy już w milicji nie służył, kogoś, kto tak się składa ze służby w MOS.
Miesiąc później, 26 marca 1953 roku, został zamordowany jeszcze jeden gliwicki taksówkarz, Waldemar Romaniak.
Oczywiście natychmiast pojawiły się przypuszczenia, że jego śmierć miała związek z zabójstwem Mariana Filipa, jako że obaj panowie należeli do nie aż tak szerokiego przecież grona gliwickich taksówkarzy i być może Romaniak wiedział lub widział coś, co mogłoby doprowadzić do sprawców tej zbrodni.
Udało się ustalić jeszcze mniej niż w przypadku śmierci Mariana Filipa, chociaż była ona jeszcze bardziej zagadkowa, no bo jego samochodu nie skradziono, wyglądało więc na to, że sprawca nie kierował się motywem finansowym.
Ciszy, śmierć Ojca Narodów, co też dołożyło milicji innych obowiązków, no bo potrzeba było wzmożonej czujności, odbywały się jakieś różne żałobne marsze na ulicach miast, które milicja musiała ochraniać.
W gazetach przez kilka kolejnych dni nie można było przeczytać o niczym innym, tylko o Stalinie, o tym, jak wszyscy go żegnają, jaki był wspaniały, jakie to były wspaniałe jego dokonania.
Piękne i groźne jest morze, gdy pędzi po falach szkwał.
Morze zatrzyma granit, orła wyprzedzi samolot.
Orła wyprzedzi samolot.
No, także w każdym razie dochodzenie w sprawie zabójstwa Mariana Filipa zeszło na dalszy plan i dość szybko przestano się nim zajmować, a po roku, w ciągu którego nie nastąpił żaden przełom w śledztwie, zostało ono umorzone.
Sugerował, że milicjanci sami łamią prawo, że władza nie panuje nad swoimi funkcjonariuszami, że w szeregi MO trafiają nieodpowiednie osoby, tymczasem w państwie totalitarnym nie ma miejsca na takie wpadki.
Społeczeństwo, owszem, ma się bać władzy wykonawczej, ma czuć respekt przed mundurem, no ale jednocześnie ma wierzyć, że wszystko, co robi milicja, jest robione dla dobra społeczeństwa, że milicjanci są uczciwi, można im zaufać.
Może i potrafią pobić kogoś na śmierć, ale to tylko wroga ludu, zaplutego karła reakcji, czy innego takiego systemowego straszaka, no a tutaj zwykły bandycki napad na kierowcę taksówki i podejrzenie, że uczestniczył w nim milicjant,
Nie wyglądało to dobrze, temat był więc zamiatany pod dywan, nie pisało się o nim w gazetach, nie informowało opinii publicznej i ostatecznie sprawa zabójstwa Mariana Filipa, podobnie jak sprawa zabójstwa Romaniaka, została umorzona z powodu niewykrycia sprawców i przez wiele lat nikt się tą sprawą nie interesował.
Kogoś jednak interesować musiała, bo w 1968 roku akta sprawy zabójstwa Mariana Filipa w tajemniczych okolicznościach zniknęły z Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach.
Rok, w którym wojska Układu Warszawskiego uderzyły na Czechosłowację, ale też, co w tym przypadku może mieć znaczenie, rok, w którym Gomułka postanowił się ostatecznie rozprawić z Żydami w szeregach partii.
No i też w szeregach SB i MO przeprowadzono czystki i pozbyto się z nich osób pochodzenia żydowskiego.
Ale komu zależało na ich zniszczeniu, albo może nie zniszczeniu, a przejęciu i wykorzystaniu do jakichś własnych celów, do jakiegoś szantażu, no to dziś już się prawdopodobnie nie dowiemy.
Ale może była to na przykład ta sama osoba, która zapomniała w...
w 1953 roku umieścić na liście tych niepewnych milicjantów i milicjantów, którzy niedawno odeszli ze służby Jarzego Podolaka, bo pamiętacie tę słynną tajną listę, na której mieli się znaleźć ci wszyscy funkcjonariusze, którzy potencjalnie mogli stać za porwaniem kaca.
No, Jerzego Podolaka na tej liście nie było, więc ktoś z jego przełożonych, kto otrzymał prośbę o to, żeby wskazać tych potencjalnych podejrzanych, jego nie wskazał, pomimo, że Podolak niedawno odszedł ze służby i pomimo, że już wcześniej były wobec niego jakieś tam zastrzeżenia.
Więc być może był w komendzie wojewódzkiej MO w Katowicach ktoś.
Na ulicy było może nie pełno ludzi, ale nie było pusto.
więc może to nie jest taka super ruchliwa ulica, jak w centrum powiedzmy Marszałkowska, raczej taka spokojniejsza, willowa część miasta, ale też w żadnym razie jakiś ciemny zaułek.
Sytuacja wyglądała dziwnie, więc koledzy Bogdana przytomnie spisali numery tego samochodu.
Wiadomo, to były czasy, kiedy po cywilnemu nieraz chodziły służby.
podświadomie wiedzieli, że jak się dzieje coś podejrzanego na ulicy, w bloku, gdzieś w przestrzeni publicznej, jak kogoś smutni panowie zatrzymują, to lepiej trzymać gębę na kłódkę, odwracać wzrok, bo tym, co się za bardzo interesują, mogą się później przytrafić złe rzeczy.
Nie widział innej możliwości i powiadomił o tym MSW, żądając, żeby natychmiast rozpoczęto poszukiwania.
Zostawiali mu wiadomości w różnych punktach w Warszawie, wyglądało to jakoś tak przesadnie filmowo, jak jakaś taka gra miejska.
Kontakt z porywaczami się urwał i przez wiele miesięcy w tej sprawie niczego nowego nie było wiadomo.
Ubrany był dokładnie tak samo, jak w chwili, kiedy wsiadał do taksówki przed szkołą.
Także każde z tych obrażeń osobno było tak poważne, że mogło stanowić bezpośrednią przyczynę zgonu.
Stąd wniosek, że Bogdan Piasecki został prawdopodobnie zamordowany krótko po tym, jak go uprowadzono w ciągu maksymalnie kilku godzin od momentu, gdy wsiadł do taksówki, więc cała ta zabawa z zostawianiem wiadomości anonimowymi telefonami
Nawet jeśli wtedy widzieli kogoś obcego na schodach, na podwórku, w piwnicy, to nie było to nic spektakularnego, nic, co by po takim czasie mogli zapamiętać.
Wiem, że były już podcasty o tej historii, więc możecie sobie do nich sięgnąć.
Mi się to uda, ale może kiedyś spróbuję, bo chciałabym się w tę historię zagłębić, ale to kiedyś.
Na sprawę Mariana Filipa zwróciła bowiem uwagę samodzielna grupa operacyjna MSW, a więc specjalna grupa operacyjno-śledcza o kryptonimie Zagubiony,
Śledczy z samodzielnej grupy operacyjnej szukali spraw kryminalnych z terenu całego kraju, spraw, które miałyby podobny przebieg jak uprowadzenie Bogdana Piaseckiego, no i na pewnym etapie tych poszukiwań zwrócili uwagę na sprawę.
Bo tożsamości pasażerów Czarnej Warszawy
Pomimo, że sam Ekerling twierdził, że porywacze byli przypadkowymi klientami, którzy po prostu wsiedli do jego auta, tak jak każdy inny i których nigdy dotąd nie spotkał, to wydawało się to mało prawdopodobne.
Nie spanikuje, nie wezwie milicji w razie gdyby uprowadzony chłopak zaczął krzyczeć, wzywać pomocy, czy chciał wysiąść i tak dalej.
Także wydawało się, że Ekerling był w jakiejś zmowie z porywaczami.
Ile tak naprawdę o nich wiedział, do jakiego stopnia wtajemniczyli go w swój plan, tu można się zastanawiać.
Natomiast po wojnie złożył samokrytykę i całkiem nieźle odnalazł się w komunistycznej rzeczywistości pomimo tych swoich przedwojennych sympatii.
Oprócz tego był też założycielem Stowarzyszenia PAKS, jak już na początku mówiłam, Stowarzyszenia Zrzeszającego Katolików Współpracujących z Władzami Komunistycznymi, trzeba to sobie jasno powiedzieć, już samo to brzmi trochę jak sprzeczność, no i w zasadzie to była sprzeczność, PAKS był całkowicie na usługach władz komunistycznych, do tego stopnia, że na przykład popierał uwięzienie prymasa Stefana Wyszyńskiego.
To samo liceum, do którego uczęszczał Bohdan Piasecki i sprzed którego zostało uprowadzone.
Także powiązanie antysemickich poglądów Bolesława Piaseckiego z tym, że porywaczami jego syna były osoby żydowskiego pochodzenia brzmiało tak dość prawdopodobnie, jakby samo się nasuwało, choć jednocześnie było to tak oczywiste, że być może stanowiło właśnie ślepą uliczkę i być może niepotrzebnie ukierunkowało śledztwo właśnie na tę grupę.
Niektórzy autorzy, którzy zajmowali się tym tematem są przekonani, że za zbrodnią stały osoby żydowskiego pochodzenia wywodzące się czy to z UB, czy też z tak zwanej żydowskiej frakcji w MSW, choć niewykluczone też, że byli to pospolici przestępcy.
Czy tak na 100% było, to oczywiście nie wiadomo, ale jak widzicie, ten żydowski wątek w śledztwie był bardzo mocno obecny.
Nie wiem, czy ostatecznie udało się powiązać jakkolwiek tego Mieczysława Kaca z zamordowaną rodziną Kaców z Wrocławia, no ale był to ślad, który należało zbadać.
No i w notatce możemy przeczytać, że...
Mówił wówczas Sadeuszowi Kaupemu o możliwości uzyskania dwóch paszportów na wyjazd do RFN za kwotę 100 tys.
plus stamtąd jest niedaleko do dworca centralnego, więc można po załatwieniu swojej sprawy iść od razu na dworzec i wyjechać z Warszawy.
Bo wśród spraw z udziałem samochodów i taksówek, którymi interesowała się samodzielna grupa operacyjna MSW, znalazła się również sprawa zabójstwa Mariana Fejpa.
Natomiast no te rzeczy można jakoś tam zmienić, coś można doszyć, coś można odpruć.
I w tamtym czasie Krawcowa widywała tam kilku mężczyzn, którzy, jak podejrzewali śledczy, mogli mieć związek z tym słynnym porwaniem.
Nie było też żadnych innych możliwości powiązania go z tą sprawą.
Jeśli już, to może ów tajemniczy Samek z Warszawy, który zlecił uprowadzenie kaców, mógłby coś więcej na ten temat powiedzieć.
Jak może pamiętacie z poprzedniego odcinka, różne osoby żydowskiego pochodzenia, które opuściły Polskę w latach 50. i 60. rozpuszczały obfale rozmaite plotki i twierdziły, że wiedzą o nim rzeczy, o których boją się mówić.
Mogło chodzić tu o zabójstwo kaców, ale może nie tylko może, może odnoszono się również do oborwania płynana Piaseckiego.
Śledczy brali pod uwagę ekstradycję Pwała, żeby kontynuować śledztwo i wyjaśnić te wątki ze sprawy Kaców, które wcześniej nie zostały wyjaśnione, natomiast sami nie bardzo wierzyli w to, żeby to było możliwe.
Polska zgodnie z wytycznymi Moskwy zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem, bo Związek Radziecki też je zerwał.
To, że w latach 1953-54 był w posiadaniu samochodu marki Wanderer, którego nie umiał prowadzić,
i nie miał dokumentów na to auto, że akurat 24 lutego 1953 roku był na lipnej delegacji w Gliwicach, gdzie doszło do przestępstwa, że posiadał broń palną, a Marian Filip zginął właśnie od postrzału z broni palnej po uprzednim otrzymaniu kilku ciosów w głowę jakimś twardym przedmiotem, czyli dokładnie tak samo, jak zginął Józef Kac.
Byli to tak zwani chałupnicy, dziś to się nazywa, że się pracuje na home office, no może to nie było do końca to samo, no ale w każdym razie chałupnicy z Gliwicy by to miało...
Także gdyby taki ładunek wpadł w ręce milicji, mogłoby się to skończyć problemami nie tylko dla pwała, ale też dla innych, którzy w tym nielegalnym procederze brali udział.
No więc, żeby zminimalizować ryzyko, zaangażowano w to wszystko podolaka, którego rolą było niejako ochranianie takich transportów, za co oczywiście dostawał wynagrodzenie, nawet wiadomo jakie, było to zwykle około 500 zł,
Państwo robiło wszystko, żeby wręcz uniemożliwić prowadzenie własnych firm.
Także to, że Pwał wodził ze sobą umonturowanego milicjanta jako ochronę, było całkowicie prawdopodobne i wiarygodne w tamtym uniwersum.
W ostateczności mogli tam opowiedzieć jakąś bajeczkę, że to na zasłony w komendzie, czy cokolwiek.
Jak mówił sam Podolak, Uważałem, że mój udział jako oficera MO jest gwarancją, iż pojazd, w którym jedziemy, nie będzie kontrolowany.
Kiedy jechali po materiały, to jeździli po nie samochodem Pwała, nie potrzebowali więc korzystać z taksówek.
Powodem mogło być oczywiście to, że chciał ukraść ten samochód.
Próbował dowiedzieć się czegoś więcej o samochodzie marki Wanderer W24, o mundurze noszonym przez Podolaka i o jego działalności w latach 50.
I tutaj Podolak opowiedział taką dziwną historię, niekoniecznie o samej zbrodni, ale o tym, jak później starali się upłynnić samochód Filipa, czy też nie Filipa, samochód, którym dysponował Pwał.
Przypominam sobie natomiast taki fakt, iż jeszcze za czasu mojej służby w milicji, choć bliżej umiejscowić w czasie tego faktu nie potrafię, w trakcie podróży z Wrocławia do Legnicy spróbowałem prowadzić samochód.
Jechaliśmy wtedy dwoma samochodami.
Z jakimś znajomym pwała mnie nieznanym jechałem samochodem nieznanej mi marki, wydaje mi się koloru ciemnoczerwonego.
Powodem tego wyjazdu do Legnicy było przekazanie do remontu tego samochodu, którym ja jechałem, jakiemuś znanemu pwałowi mechanikowi.
Kolizja ta nie pociągała za sobą poważniejszych skutków, a poszkodowany kierowca z sąsiedniego pojazdu, widząc, że ma do czynienia z funkcjonariuszem MO, jako że byłem wtedy w mundurze, zrezygnował z dochodzenia jakichkolwiek roszczeń.
Myślę, że możemy już się wszyscy zgodzić co do tego, że Jerzy Podolak był idiotą, bo dodajmy, że on nie miał prawa jazdy nigdy, nie był na kursie prawa jazdy i nigdy nawet nie prowadził samochodu, więc postanowił to zrobić po raz pierwszy w życiu na wylotówce z dużego miasta w ruchu ulicznym, narażając wszystkich naokoło, bo on się chciał pobawić i oczywiście zero konsekwencji, no bo nikt nie podskoczy milicjantowi.
Zawsze mu się coś niechcący przytrafiło, raz cierpiał na tym ktoś inny, raz on sam, raz sobie odstrzelił penisa, raz rozbił samochód, ale generalnie zawsze był jakiś przypał, jak się Jerzy Podolak znalazł w pobliżu samochodu albo broni palnej, a że pracował w milicji, to ciągle się znajdował w pobliżu samochodu albo broni palnej.
No i jako, że tak świetnie mu poszło za pierwszym razem, to kiedy odbierali samochód w Legnicy, Jerzy znowu usiadł za kółkiem i tym razem on i jego przyjaciel Pwał skończyli razem w rowie.
No i mogła to być taka śmieszna opowieść o głupku, ale może nie do końca tak było, bo milicja dotarła do owego mechanika z Legnicy i o to, jaką historię od niego usłyszała.
Chciał zostawić mu do przelakierowania samochód i dokonać w nim przeróbek blacharskich,
Icek Winder dokonał jednak przeglądu samochodu i stwierdził, że nie wymaga on żadnego remontu.
Mechanik zauważył też, że z auta został wymontowany taksometr, także wszystko to wydało mu się bardzo podejrzane.
Pwał tłumaczył, że Podolak jest milicjantem i sprzedaje samochody, które zostały odebrane aresztowanym i stąd też wziął się Wanderer, którego mu przyprowadzili.
Można się domyślać, że chodziło o to, że we Wrocławiu mógł natrafić na innych milicjantów, którzy go znali i wiedzieli, że już nie służy w MO i nie ma prawa nosić munduru, a za bezprawne noszenie milicyjnego munduru grożą konkretne kary, więc pewnie chciał tego uniknąć.
Wtedy Podolak pokierował Windera do jakiegoś gospodarstwa pod Środą Śląską i tam u jakiegoś rolnika ten samochód zostawili.
Możliwe, że obaj.
Mogło być tak, że Podolek celowo siadał za kierownicą, żeby to auto uszkodzić, tak żeby kolejny mechanik, lakiernik, czy inny tam magik od samochodów nie miał już zastrzeżeń i nie dziwił się, że chcą ten samochód przemalować, no bo tak to dla każdego było jasne, że jakieś dwa podejrzane typy przyjeżdżają taksówką z resztkami oznaczeń i chcą przemalować auto na inny kolor, no to raczej nie dlatego, że legalnie weszli w posiadanie tego auta, no więc trzeba było je trochę tam popsuć.
Ludzie byli przerażeni, jak widzieli, że trafiło na milicjanta i pomimo, że to oni byli poszkodowani, pomimo, że wypadek nie wydarzył się z ich winy, no to ludzie nie mieli odwagi, żeby się upominać o swoje, bo nikt nie chciał zadzierać z milicjantem.
No i oczywiście istniało podejrzenie, że ten samochód był samochodem Filipa.
Nigdzie nie znalazłam śladu pod tym, że do takiej rozprawy doszło, więc obstawiam, że nie doszło, choć nie mogę wam tego powiedzieć na 100%, no bo oczywiście nie przekopałam wszystkich archiwalnych dokumentów, jakie potencjalnie mogłyby taką informację zawierać.
Milicja zorganizowała więc okazanie, podczas którego świadkowie mogli się przyjrzeć Podolakowi w mundurze milicjanta i mężczyźni nie rozpoznali w nim tamtego milicjanta, któremu pomagali przy cmentarzu w Gliwicach.
Więc to, że go nie rozpoznali, nie może tak naprawdę służyć ani za dowód na korzyść podolaka, ani świadczyć przeciwko niemu, bo to, że go nie rozpoznali, nie oznacza, że na pewno to nie był on, bo mogli go po prostu nie poznać po latach, ale też nie dostarcza żadnych podstaw do skazania go.
Podsumowując, tak naprawdę jedynym, co tak jednoznacznie wskazuje na obecność Podolaka w Gliwicach w dniu śmierci taksówkarza jest to podrobione zaświadczenie o delegacji, które swoją drogą powinien był zniszczyć 20 lat wcześniej, zaraz po jego wykorzystaniu i wtedy w ogóle nic by na niego nie mieli, żeby go z tą sprawą powiązać.
No oczywiście mogło być tak, że przy okazji wyjazdu po materiały przeprowadzili też jakąś akcję kradzieży samochodu.
No ale właśnie, samochód.
Podolak tylko ciągle z nim jeździł, plus wtedy odbierał samochód z warsztatu.
a później chcieć go jeszcze raz przemalować, bardziej prawdopodobne mi się wydaje, że oni ten samochód chcieli przemalować po zabójstwie kaców, żeby nie został rozpoznany, no bo to auto było widziane przez świadków.
Ileś tam osób ten samochód widywało w różnych okresach i zawsze był zielony.
Ale jest prawdopodobne, że to nie był samochód Filipa, tylko po prostu inny samochód tej marki.
Tak, to się wydaje mocną poszlaką, ale czy na pewno?
Pewnie większość byłych milicjantów takie pamiątki miała w domu i za odpowiednią sumę była gotowa je sprzedać, a też generalnie poziom etyki tych funkcjonariuszy nie był w tamtym czasie za wysoki, więc równie dobrze mógł to być jakiś inny milicjant, niekoniecznie podolak, chociaż akurat to, że nie umiał prowadzić samochodu, rzeczywiście się zgadzało.
Swoją drogą nie ma to, jak ukraść samochód, którym się nie umie jeździć i zatrzymywać kogoś obcego, żeby go prowadził za ciebie.
No więc być może jest to jakiś interesujący trop, chociaż oczywiście nie dało się tego dalej spadać z racji tego, że pwał gdzieś tam przepadł w świecie.
Także podsumowując, to co mieli na Jerzego Podolaka, to było chyba trochę za mało, żeby go skazać.
Już i tak odpowiadał za zabójstwo kaców jako jedyny, choć w sumie był w nim tylko pionkiem i prawdopodobne jest, że nie on pociągał za spust i że nie wiedział o tym, że jego wspólnicy, czy może raczej zleceniodawcy, posuną się aż do morderstwa.
Oczywiście nie można tego wykluczyć, jako że pozostali uczestnicy porwania albo nie żyli, albo nie było ich w Polsce, albo nie istnieli.
a przynajmniej byli niemożliwi do zidentyfikowania, więc nie mogli przedstawić swojej własnej wersji wydarzeń.
Otrzymał z biura śledczego MSW pismo, w którym wykazano, że śledztwo w sprawie zabójstwa Filipa natrafiło na bardzo poważne trudności, które utrudniają jego dalsze prowadzenie, przede wszystkim z uwagi na osobę Juliusza Pfała, który w 1953 roku jeździł Wandererem.
Prokurator Gurgul wiedział, że podejmowanie starania o ekstradycję nie ma sensu w ówczesnej sytuacji międzynarodowej, dlatego pod koniec lutego 1974 roku pisał w notatce do dyrektora departamentu.
Samo śledztwo zaś trzeba chyba zostawić.
Natomiast pomimo tego to śledztwo zostało jeszcze przedłużone do końca roku 1974, a później jeszcze o kolejne pół roku do połowy 1975, ale już 15 stycznia 1975 roku specjalna grupa operacyjna MSW ostatecznie zamknęła swoje śledztwo w sprawie Podolaka, wykazując, że nie potwierdzono ostatecznie związków Podolaka ze sprawą o kryptonimie Zagubiony, czyli sprawą Piaseckiego.
Trochę to tak wygląda, jakby te sprawy tak przerzucali z jednej instytucji do drugiej, bo sami nie chcieli umorzyć, a jednocześnie mieli trochę za mało dowodów, żeby z tym iść do sądu.
W sumie to już doszli do ściany, jeśli chodzi o możliwości poczynienia jakichś nowych ustaleń.
No i przypuszczam, że tamto postępowanie zostało ostatecznie umorzone, ale jak mówię,
No także na tym się kończy historia zabójstwa taksówkarza Mariana Filipa, zamordowanego przez tajemniczego złodzieja samochodów, który nie umiał prowadzić samochodu i nosił milicyjny mundur.
Sprawa, której akta w tajemniczy sposób zniknęły z katowickiej komendy MO w 1968 roku i nigdy się nie odnalazły.
Tak więc tajemnica śmierci Mariana Filipa będzie chyba musiała pozostać zagadką, tak samo jak tajemnica zawartości srebrnego lichtarza Józefa Kaca.
I to już wszystko, co mogę Wam opowiedzieć o tajemnicach Zielonego Wanderera.
pokazują w jakim terrorze żyli ludzie w tamtych czasach, że takie porwanie prosto z ulicy w biały dzień było czymś absolutnie możliwym do zrobienia, że ludzie nie reagowali, że wszyscy byli jacyś tacy zastraszeni, nikt nikomu nie ufał.
I nigdy nie można było być pewnym, czy te zbrodnie, czy jakieś kradzieże, zaginięcia, morderstwa były rzeczywiście dziełem pospolitych przestępców,
Myślę, że warto wracać do takich spraw i przypominać o tym, jakie to były czasy, szczególnie dzisiaj, kiedy czasem mamy takie poczucie, że w naszym kraju może nie żyje się tak, jakbyśmy chcieli.
i że wciąż jest tutaj mnóstwo różnych absurdów i że to wszystko nie działa tak jak powinno ale kiedy wrócimy sobie właśnie do tamtych czasów to widzimy jaką drogę mimo wszystko przeszło nasze państwo i że wcale dzisiaj nie mamy tak źle a na dziś to już wszystko lista źródeł do tego odcinka i do poprzedniego też znajduje się jak zawsze w linku, który zamieszczam w opisie
Ostatnie odcinki
-
Chłopaki, dyskoteki i lata 90. (Starogard Gdański)
20.02.2026 17:00
-
Ostatnia przejażdżka księcia pana (Teresin 1913...
10.02.2026 17:00
-
"JOLKA" I WAMPIR [2/2]: Wyznania nositorby (1970)
23.01.2026 07:00
-
"JOLKA" I WAMPIR [1/2]: Sezon grzewczy (1970)
22.01.2026 19:00
-
Krzyki zza ściany (Szklarska Poręba 1983)
30.12.2025 19:30
-
Wampir z Tarnowskich Gór (1981)
15.12.2025 17:00
-
Zapomniana rodzina (Wawrzeńczyce)
01.11.2025 17:00
-
KRYMINALNA HISTORIA POLSKI: Zabójcza pomarańcza...
21.10.2025 18:00
-
Szybcy i wściekli. Najgłośniejszy pościg PRL (1...
24.09.2025 16:00
-
Tajemnica mirowskiej studni (Okleśna 1971)
22.08.2025 17:00