Mentionsy Mentionsy
miastorie
miastorie

#14 Elbląg: laboratorium sztuki

03.04.2026 ·1 godz 0 min

27 marca 1962 roku, po wielu miesiącach pracy garstki śmiałków, otwarta została pierwsza stała galeria sztuki współczesnej w Elblągu – Galeria EL. Otwierając ją, ponad sześć dekad temu, pośród gruzów dawnej dominikańskiej i ewangelickiej świątyni, młody plastyk przemysłowy Gerard Kwiatkowski zapewne nie przeczuwał, że w ciągu nadchodzących dziesięcioleci przedsięwzięcie to będzie stanowić unikalny na skalę Polski i Europy eksperyment artystyczny, prawdziwe laboratorium sztuki.O niezwykłych losach Kwiatkowskiego, Galerii EL i elbląskiego Biennale rozmawiają Marcin Marucha, miłośnik historii i prowadzący podcastu "Miejsca Nieoczywiste" oraz Dawid Kiljański, prowadzący podcastu miastorie.

Miastorie. Podcast o historii w miastach i miastach w historii. Chciałbym, żebyśmy sobie wyobrazili taką scenę, która mi się wydaje, że może mocno oddziaływać na wyobraźnię. Scena wygląda tak. Młody brodacz urządza sobie taki karkołomny przemarsz na rękach po szczycie wieńców zrujnowanego ewangelickiego kościoła. W dole kibicują mojego koledzy w pełni podziwu. Zachwyceni tym, ale też przerażeni trochę tym widowiskiem. A wszystko to są wschodzący elbląscy artyści, którzy się wzięli z zakładów mechanicznych Zamech w Elblągu.

Była bardzo silna modelarnia w Zamechu. Ale nie, on w tej modelarni nie pracował. Jako malarz-dekorator później był plastykiem zakładowym. A plastyk zakładowy to był taki gość, który robił gazetki ścienne, transparenty, napisy dotyczące przestrzegania bezpieczeństwa i higieny pracy, dotyczące współzawodnictwa pracy, wydajności i tak dalej. Co więcej, on nie ukończył żadnych studiów plastycznych, uczył się rysunku i malarstwa w ognisku plastycznym pana Zdzisława Jakubowskiego w latach 1953-58, więc jego epizod jako plastyk dekorator w elblągskich zakładach mechanicznych imienia Świerczewskiego, zamek, jakby ciążył w kierunku artystycznym.

Oczywiście był też członkiem ZMP, aktywnie uczestniczył w życiu kulturalnym miasta. Co więcej, ci inżynierowie z Zamechu, bo tam napłynęła strasznie duża kadra, czy ludzi o wykształceniu technicznym, czy ludzi o wykształceniu inżynierskim i oni się gdzieś powinni spotykać. Teatr w Elblągu oficjalnie powstał w 1975 roku. Tam na salach gimnastycznych występowały teatry z Warszawy, teatry takie latające, które robiły przedstawienia dla prowincji powiedzmy. Nawet był problem z kinem, więc coś ci ludzie musieli robić. Na pewno Gerard też się popołudniami nudził i tam musiał poznać jakichś kolegów.

Pan Lechosław Rutkowiak śp. umarł w 2021 roku, także zupełnie niedawno. Czyli na bazie tego klubu naczelnej organizacji technicznej powstaje czerwona oberża, która Swoją nazwę zawdzięcza tytułowi jednemu z awangardowych francuskich filmów i ona wyprzedza powstanie Galerii EL, o której za chwilę powiemy, ale stworzyła dla niej środowisko i zaplecze. Inicjatorem był bardzo młody człowiek, Mirosław Dymczak, współpracujący z kinem Meduza i to świeżym kinem, bo kinem powołanym w 1957 roku. Dodajmy, że Dymczek też pracownik zamachu oczywiście. A to za chwilę powiem, tak oczywiście.

To Kino Meduza, co było ciekawe, było na zapleczu Komendy Milicji Obywatelskiej, a sala liczyła 190 miejsc. Mirosław Dymczach od początku był związany z zakładami mechanicznymi Zamech. Zaczynał w dziale głównego spawalnika, następnie kierował spawalnią w wytwórni Turbin. No tam naprawdę jest dużo do spawania, jeżeli chodzi o korpusy. Natomiast w 1965 objął nowo utworzony dział reklamy zakładu. On później też był związany z Prasą Bałtycką, był elbląskim korespondentem Dziennika Bałtyckiego. W latach już nowej... Polski nawet był rzecznikiem prezydenta Elbląga, czyli generalnie osoba dość powiedziałbym medialna. I jeżeli chodzi o tę czerwoną oberżę, to była naprawdę bardzo silna organizacja albo silne środowisko, które potrafiło zapraszać naprawdę ludzi, jak powiedziałeś prowincjonalnego Elbląga, to jest właśnie uznawanego

Ja tu muszę powiedzieć jedną rzecz, że jeszcze jak pracowałem w dziewięćdziesiątych latach w tym, co pozostało po zamechu, tam pracowało blisko tysiąc inżynierów. Czuło się siłę intelektualną instytucji, ale ci ludzie też mieli potrzeby nie tylko realizowane na produkcji czy przy desce kreślarskiej. Więc tam się pojawiał Kazimierz Rudzki z odczytami grający na przykład w Wojnie Domowej. Jerzy Waldorf, wspaniały komentator, felietonista, występował, ty możesz tego nie pamiętać, ja jako mały człowiek oglądałem, występował z takim jamnikiem, Puzonem. I zawsze mówił, prawda Puzon? Bo on takie miało charakterystyczne R. Wańkowicz, akurat Wańkowicz postać, Melchior Wańkowicz postać zdecydowanie z mojego uniwersum podcastowego.

Stefan Kisielewski, już wtedy można było go zapraszać. Czy też muzycy, jak Krzysztof Komeda, czy Jan Ptaszyn-Wróblewski. Andrzej Trzaskowski, też generalnie scena polskiego jazzu też zawitała. Do jazzu jeszcze wrócimy, bo to było bardzo ważne, co potrafili zrobić ci, Animatorzy kultury w Elblągu. I teraz musimy przejść do jednej rzeczy. Gerard Kwiatkowski jak chodził do pracy, To naprzeciwko były ruiny kościoła i on musiał je codziennie widzieć, bo ja również pracowałem w budynku A1, czyli głównym budynku zamechu i Galeria EL, dzisiejsza Galeria EL jest widoczna z tego budynku A1.

No i teraz już możemy wyjaśnić, jak do tego doszło, w jaki sposób nagle w ich posiadaniu de facto znalazły się ruiny starego, pięknego kościoła. Tak jak powiedziałem, on ten stary kościół obserwował. Trudno to nazwać kościołem, bo to było coś, co jak na Elbląg całkiem dobrze się uchowało, ale to było coś ze spalonym dachem. Było naprzeciwko wejścia do głównego budynku zamechu. Warto też sobie wyobrazić, jak mogły wyglądać... Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić, ale jak mogły wyglądać ruiny Starego Miasta w Elblągu w latach 60. To był czas, kiedy próbowano tam zbudować osiedle bloków dla pracowników zamechu. Natomiast pewnym zabiegiem taktycznym przed skazaniem Starego Miasta Elbląskiego na śmierć architekci miejscy postawili się.

Ona była takim pierwszym salonem wystawowym sztuki współczesnej w ogóle w Elblągu. No i pojawiło się miejsce w ramach stopniowego rozwoju tej działalności, że trzeba gdzieś się podziać. Tak i tutaj jeszcze muszę powiedzieć coś, czego jestem dumny. Pan Lechosław Rutkowiak to był człowiek, który trochę mnie uczył zawodu, bo pracowało z nami wtedy, z młodą kadrą ABB Zamech, kilku emerytów. Jednym z nich był pan Lechosław Rutkowiak i on znał turbinę gazową, którą myśmy projektowali, potem myśmy projektowali pierwszą w Polsce elektrownię gazową i właśnie Rutkowiak nas uczył tej turbiny. On był przez wiele lat szefem biura konstrukcyjnego urządzeń okrętowych. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że gro urządzeń pomocniczych na darze młodzieży, na którym pływałem, wyszło spod deski w pewnym sensie Leszka Rutkowiaka.

On zawsze do nas mówił młody, permłody do wszystkich się zwracał. No i czasami nas ośmieszał tą naszą niewiedzę inżynierską. Natomiast była to legenda zamechu. I potem, jak się dowiedziałem, że on odbudowywał Galerię EL, naprawdę byłem blady i dumny, że przyszło mi pracować z panem Rutkowiakiem. Co więcej, moja pierwsza, zamek był moją pierwszą pracą, w zasadzie drugą, ale pierwszą taką stacjonarną, moją pierwszą pracą był PRZT i pamiętam przyszedłem przed godziną rozpoczęcia pracy, bo nie mogłem dospać, no nie wiedziałem jak to będzie, kurde, zachodni koncern, fabryka turbin i moje pierwsze, mój pierwszy spacer Skierowałem w kierunku Galerii EL. Obszedłem ją, zobaczyłem jakie to jest piękne miejsce i przypomniał mi się wtedy felieton Tyma, który się zbulwersował tym, że po Galerię EL w ramach odzysku mienia zgłosił się Kościół Katolicki, czyli Kościół Katolicki zgłosił się po 400-letni Kościół, znaczy więcej, ale po Kościół, który 400 lat był ewangelickim.

No więc, no właśnie, kilku śmiałków, galernicy. To może troszeczkę więcej byś opowiedział o tym, jak przebiegał sam proces w ogóle odbudowy właśnie. Moglibyśmy rozwinąć ten wątek. Jak to się stało, że ostatecznie tam faktycznie zaistniała tak szczególna galeria? No przede wszystkim, tak jak powiedziałem, było to wsparcie Zamechu po to, aby w dawnym prezbiterium powstała pracownia plastyczna, a sąsiednia zakrystia została zaadoptowana na cele wystawiennicze. I wtedy ona staje się siedzibą dyskusyjnego klubu inteligencji Galeria EL, czyli następcy Czerwonej Oberży. Istotne było wsparcie Włodzimierza Sierzputowskiego, miejskiego i powiatowego konserwatora zabytków, bo pozwolił

Nie pamiętam kto był dyrektorem, może ty znalazłeś te informacje. Organizatorem była właśnie Galeria EL kierowana przez Gerarda Kwiatkowskiego. I to wydarzenie zrealizowano we współpracy właśnie z zakładami mechanicznymi imienia Karola Świerczewskiego, czyli Zamechem. Zamech udostępnił zaplecze techniczne i produkcyjne, czyli udostępnił spawaczy na przykład, bo człowiek, który ma idee rzeźbiarskie nie zawsze będzie dobrym spawaczem. Ja do dzisiaj sobie przypominam jak mieliśmy zajęcia ze spawalnictwa na studiach i o ile nam jakoś szło ze spawaniem elektrycznym, ale wychodziły rzeźby. To jak wessało nam płomień spalnika acetylonowego, to wszyscy uciekali, chociaż nie mierzyłem, ale wtedy miałem chyba najlepszy czas na setkę i nasz instruktor spawania podszedł do tej butli, zakręcił acetylen i powiedział...

Chłopcy, zawsze uciekacie. No i tak to było z moim spawalnictwem, tak że ktoś musiał spawać dla artystów i myślę, że artyści są jeszcze gorszymi spawalnikami niż ja, bo ja do dzisiaj mam spawarkę i czasami sobie coś pospawam, tak? Więc oni projektowali monumentalne, abstrakcyjne formy przestrzenne z metalu, często ze złomu z zamechu, bo na przykład niektóre rzeźby, ja tam widzę na przykład kierownicę do turbiny parowej wśród tych rzeźb, ale moja ulubiona rzeźba z tego Biennale jest w Parku Kajki. O niej też wspominałem w moim podcaście o Galerii EL, więc to się odbywało przy bezpośrednim udziale inżynierów i pracowników zamechu. I to było zarówno przedsięwzięcie jakby na skalę krajową, ale co się później okazało nawet na skalę zagraniczną.

W polskiej zdecydowanie, a być może nawet i w europejskiej skali, jeśli chodzi o właśnie sztukę z przemysłem powiązaną w przestrzeni miejskiej. I już w trakcie tej pierwszej edycji Biennale zapadła decyzja o tym, żeby właśnie kontynuować, tak jak wspomniałeś. Radny Kwiatkowski wówczas jeszcze można powiedzieć w taki sposób. Referował właśnie władzom miejskim różne pomysły na to, jak to zmodyfikować pod kątem tych różnych zarzutów. Wobec wydarzenia dostrzeżono, że to była za duża skala, że trzeba tę skalę trochę ograniczyć i na drugie biennale już tylko 17 artystów zaproszono i też nie dano im ograniczonego czasu, no bo pierwsze skończyło się tak, że właśnie artyści we współpracy z robotnikami z Zamechu Pracowali nad tymi swoimi projektami. Nie nadążali zakończyć ich w czasie trwania samego Biennale.

Kościoły ewangelickie cechowały empory, natomiast to jest pora wykonana w metalu i szkle. Za chwilę dowiemy się dlaczego ją odbudowano. Także Galeria EL była otwarta na różne formy sztuki, ale co warto powiedzieć? W ruinach kościoła i w klubie Czerwona Operża działał jeden z pierwszych w Polsce poodwilżowych klubów jazzowych. EL – klub jazzu tradycyjnego i ta młoda inteligencja techniczna Zamechu mogła sobie jazzu posłuchać. Co więcej, te tradycje są dzisiaj kontynuowane i w Galerii EL organizowany jest cykliczny festiwal jazzowy Jazzbląg. Tak się losy galerii potoczyły. Dzisiaj, jeżeli do niej pojedziecie, wygląda pięknie. Ja bardzo często, jeżdżąc służbowo, Elbląg jest zawsze na trasie i to jest dobre dla mnie miejsce noclegowe do podróży służbowych.

Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.