Mentionsy Mentionsy
Literatura ze środka Europy
Literatura ze środka Europy

Jonathan Swift - Podróże Gulliwera (1726)

25.02.2026 ·21 min 24 s

Po 40 latach wracam do Jonathana Swifta i jego "Gulliwera". Wielka literatura. ▶️ Słuchaj dalej🎧 literatura angielska XVIII wieku🎧 powieść nowoczesna🗂️ Rozdziały(00:00) Rodzaj wstępu (05:00) Powieść dla dzieci i dorosłych (09:00) Swifta refleksja o świecie i człowieku (13:50) Satyra, ironia i refleksja o literaturze (fragment) (19:50) Rodzaj zakończenia 🔍 Detaleprzekład: anonim

Literatura ze środka Europy. Podcast otołoksiążkowy. Dzień dobry. Z przedmikrofonu wita Państwa Marcin Piotrowski. Zapraszam Państwa do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu Literatura ze środka Europy oraz nie tylko. W dzisiejszym odcinku książka wyjątkowa. Czy zdają sobie Państwo sprawę, że w roku 1726 Jonathan Swift wydał Podróże Gulliwera albo Podróże do wielu odległych narodów świata?

Cóż za historia. Zdecydowałem się przeczytać Podróże Gulliwera dlatego, że czytałem już kiedyś tę książkę. Czytałem, ale dosyć dawno temu, czterdzieści kilka lat temu, bo ta książka, którą pamiętam, teraz jej nie mam, ale chyba ją sobie odkupię. Ja pamiętam książkę z roku 1982. To były Podróże Gulliwera w przekładzie Macieja Słomczyńskiego, wydane przez Wydawnictwo Literackie. One miały inny tytuł, tytuł dużo bliższy tytułowi oryginalnemu, czyli Podróże do Wielu Odległych Narodów Świata. No i pamiętam, ja miałem tamtą książkę, czyli był rok 1982. Dojrzały dziewięciolatek dostał Podróże Gulliwera, które przeczytał, z których niewiele pamiętał.

Pamiętał tylko o Liliputach i pamiętał tylko o Olbrzymach. Teraz natomiast czytałem Podróże Gulliwera, wydane przez Państwowy Instytut Wydawniczy. Czytałem wydanie z roku 1971. Wydanie będące przekładem anonimowym. To jest polski przekład z roku 1784. Podejrzewam, że nieco uwspółcześniony, ale to jest przekład anonimowy. Cudowna polska tradycja, fantastyczna rzecz. No ta książka miała też jeszcze inne przekłady, natomiast te dwa podnoszę. Przy okazji zadam Państwu małą zagadkę. Za nam tę zagadkę, a kiedy będę ją zadawał, będą Państwo mieli okazję przemyśleć.

Otóż proszę odpowiedzieć sobie w głowie na pytanie, w jakimż to nakładzie w roku 1971 ukazały się Podróże Gulliwera i w jakimż to nakładzie ukazały się Podróże do Wielu Odległych Narodów Świata w roku 1982. Mogą się Państwo pomylić, no, o 10 tysięcy. Mam nadzieję, że już mają Państwo w głowie te liczby, a więc wydanie piwowskie, rok 1971, to jest 70 tysięcy egzemplarzy, a wydanie z roku 1982, 150 tysięcy. Sto. Pięćdziesiąt tysięcy Podróży Gulliwera.

A wcześniej, dziesięć lat wcześniej, siedemdziesiąt tysięcy Podróży Gulliwera. Nie wiem jak to skomentować po raz kolejny, ale coś jest na rzeczy, że w czasach słusznie minionych jednakowoż książki niektóre ukazywały się w całkiem godnych nakładach. No i tyle. Koniec. Czytałem Podróże Gulliwera teraz w ramach mojego zainteresowania angielską literaturą osiemnastowieczną jako opowieść klasyczną, jako opowieść, do której chciałem wrócić i zobaczyć, ile z niej pamiętam. No i będę szczery, nic z niej nie pamiętałem. Poza Lilliputami, poza olbrzymami, to jest wszystko, co pamiętałem. Nie znałem historii ramowej. Mogę powiedzieć, że czytałem tę książkę zupełnie na nowo, tak jakbym pierwszy raz ją czytał.

No i to jest zabawne na początku. Sceny chociażby, kiedy Lilliputci strzelają do Gulliwera, kiedy on z nimi rozmawia, kiedy spożywszy sporo wina gasi pożar w pałacu. Gasi, załatwiając potrzebę fizjologiczną. No to wszystko zabawne. Cała historia lilliputska tych dwóch społeczeństw podzielonych, podzielonych pękniętych, spolaryzowanych, książka o polaryzacji w końcu, spolaryzowanych wokół tego, którą stroną należy odbijać jajko, czy tą grubszą, czy tą cieńszą. Konflikt religijny, podział głęboki, wojna i tak dalej, biurokracja i tak dalej. I to jest ta pierwsza historia.

Mają wojsko, ale to wojsko mają tylko po to, żeby czymś zająć ludzi, by tam jakieś ćwiczenia. Natomiast jest to społeczeństwo raczej pokojowe, chociaż tam też pojawiają się wątki bardzo nam bliskie. Obwoźnego pokazywania tego drobniuteńkiego Gulliwera. Show, który musi uskuteczniać w różnego typu miejscach. Podróże Gulliwera Bo przypominam, że podróże Gulliwera to były cztery podróże i ta trzecia, która gdzieś na Oceanie Spokojnym chyba ma miejsce, w okolicach Oceanu Spokojnego, bo to są gdzieś okolice Japonii, stamtąd ostatecznie Gulliwer trafia do Europy.

Antycypuję, no bo zna ludzi. No i jest wreszcie opowieść czwarta. Opowieść czwarta, która jest wyjątkowo gorzka, a która kończy się goryczą prawie że chininy. No bo opowieść czwarta, czyli pobyt Gulliwera na wyspie Ludzikoni, na wyspie ludu, który nazywa się Hołychnami, no i pobyt na wyspie ludu, który nazywa siebie Hołychnami, Ludzie konie, którzy żyją w wyidealizowanej społeczności, w takim świecie, o którym chyba marzył Rousseau, bardziej rozwinięty w jego XVIII.

Społeczność naturalna, życie w naturze. Nie nosimy ubrań, nie ma policji, dogadujemy się, wszystko jest takie piękne, głęboko ludzkie. Ale oni także mają swoich niewolników. Names mentioned – Jonathan Swift. No i co ciekawe, kiedy w tej ostatniej podróży Gulliwer już jest, nie chce stamtąd wracać, to oni go wygnają.

Oni poproszą go, żeby odpłynął, bo boją się, że jako jachus, ale jako jachus, który jest błyskotliwy, jest mądry, mówi, że on tych ich jachusów, będących rodzajem zwierząt, Podróże Gulliwera 1726 I to jest najbardziej gorzka część tej książki, kiedy wraca i nie jest w stanie patrzeć na ludzi. Przejął narrację ludzi koni. Cały świat, cała cywilizacja mu śmierdzi.

Bo czyta się tę historię, a jednocześnie człowiek ma wrażenie, że to jest w czystej formie obśmiewanie czegoś poprzez mówienie o tym na poważnie. Podróże Gulliwera 1726. Potem jest ta książka, która jest wspomnieniami Gulliwera, a na końcu jest taki rozdział podsumowujący, który domyka to wszystko, w którym Levlin Gulliwer pisze o tym, że ta książka jest prawdą. Pisze o tym, że nie wolno w książkach podróżniczych zawierać nieprawdy.

Tak kończy, to jest fragment oczywiście zakończenia Podróży Gulliwera, Jonathan Swift. Kończy metafikcyjnie. Kończy komentarzem do literatury. Kończy autoironią. Kończy przedstawieniem siebie jako człowieka piszącego prawdę. Natomiast smaku tej książce dodaje fakt, że jachusi pojawiają się już na samym początku. Jeżeli będą państwo czytać tę książkę uważnie, to bodajże w liście Gulliwera do wydawcy pojawia się już wątek jachusów. Jako krytyka ludzi, jako pogarda dla ludzi, jako element mizantropii głębokiej. I kiedy przeczyta się całą książkę, to dopiero dostrzeże się, że to rzeczywiście się spina, że to jest ta klamra, że to, co tak moralnie zniszczyło Gulliwera, zniszczyło w takim sensie, że odcięło go od świata, sprawiło, że zaczął pogardzać ludźmi.

To jest ta wizyta w kraju Connie i że dopiero po tym, spisując te rzeczy, pisze je już jako osoba wobec ludzkości, wobec dokonań ludzkości zdystansowana. Wyjątkowa literatura, bardzo, bardzo Państwu Podróże Gulliwera polecam. Rzecz relatywnie niewielka, około 350 stron, kapitalnie napisana, momentami zabawna, a jednocześnie ironiczna i głęboko satyryczna, głęboko prawdziwa. No i to jest wielkość literatury. Satyra sprzed 300 lat jest nadal prawdziwa. Kiedy Swift opisuje istotę systemu prawnego, w szczególności prawa precedensowego, nie sposób się nie uśmiechać, no bo to dokładnie tak wygląda.

Tak wyglądało kiedyś i tak wygląda teraz. Tłumaczy tym koniom, że prawnicy, no cóż, sędziowie niespecjalnie szukają sprawiedliwości. Szukają precedensu, którym można się podeprzeć, żeby wygrać sprawę. Kiedy ktoś ma krowę, a ktoś jej nie ma, no to ta osoba, która nie ma, chce tę krowę komuś zabrać, idzie do prawnika i mówi, zrób pan tak, żebym ja tę krowę dostał. No i ten prawnik tak robi. No i na tym polega system prawny. Szczerze Państwu Podróże Gulliwera polecam, bo będą się Państwo, myślę, uśmiechać pod nosem, a jednocześnie będą Państwo przerażeni, przerażeni niezmiennością natury ludzkiej i trafnością obserwacji Swifta sprzed trzystu lat.

Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.