Mentionsy Mentionsy
Literatura ze środka Europy
Literatura ze środka Europy

Jonathan Swift - Podróże Gulliwera (1726)

25.02.2026 ·21 min 24 s

Po 40 latach wracam do Jonathana Swifta i jego "Gulliwera". Wielka literatura. ▶️ Słuchaj dalej🎧 literatura angielska XVIII wieku🎧 powieść nowoczesna🗂️ Rozdziały(00:00) Rodzaj wstępu (05:00) Powieść dla dzieci i dorosłych (09:00) Swifta refleksja o świecie i człowieku (13:50) Satyra, ironia i refleksja o literaturze (fragment) (19:50) Rodzaj zakończenia 🔍 Detaleprzekład: anonim

Literatura ze środka Europy. Podcast otołoksiążkowy. Dzień dobry. Z przedmikrofonu wita Państwa Marcin Piotrowski. Zapraszam Państwa do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu Literatura ze środka Europy oraz nie tylko. W dzisiejszym odcinku książka wyjątkowa. Czy zdają sobie Państwo sprawę, że w roku 1726 Jonathan Swift wydał Podróże Gulliwera albo Podróże do wielu odległych narodów świata?

No, jeżeli tak, to zazdroszczę Państwu tej wiedzy, jeżeli nie, to proszę się nie martwić. Byli Państwo dokładnie w tym miejscu, w którym byłem ja, kiedy tę książkę wziąłem do ręki. Wiedziałem bowiem, że jest to książka z początku wieku XVIII, no ale nie wiedziałem, że ukazała się dokładnie 300 lat temu. No, może niedokładnie, bo dokładnie to byłoby 28 października. A wtedy... No cóż, wtedy przed rokiem obiecałem Państwu, że będzie materiał o drugim czytaniu tęczy grawitacji. No i wtedy będzie, no trzeba wszak dotrzymywać słowa. Więc po niepełnych 300 latach, 300 latach bez kilku miesięcy, Jonathan Swift w podcaście Literatura ze środka Europy.

Czytając ją zastanawiałem się, jakim cudem jako dziewięciolatek tę książkę przeczytałem i co z niej zrozumiałem. No i wydaje mi się, że w tym, że jako dziewięciolatek byłem w stanie tę książkę przeczytać, jest przykładem na znakomite pisanie Jonathana Swifta. Bo jako dziecko czytałem tę powieść, tak sądzę, jako powieść przygodową, jako historię odkrywania przeróżnych światów, światów karłów, światów olbrzymów, światów ludzi koni, światów latających wysp i tak dalej. A teraz czytałem tę książkę jako jedną z najbardziej gorzkich satyr, jakie zderzyło mi się czytać. Książkę, która jest genialnie skomponowana, która zaczyna się zabawną wręcz opowieścią o kraju Lilliputów i o drugim kraju sąsiednim, już nie pomnę w tej chwili nazwy, ale też zamieszkiwanym przez takich niedużych ludzi, którzy weszli do języka i stali się synonimem czegoś niewielkiego.

I to było zabawne, oczywiście. Tylko jeżeli spojrzeć na to nieco głębiej, to to w ogóle nie jest zabawne, bo Swiftowi udało się niestety w tej książce opisać rzeczy, które znamy chociażby bardzo dobrze z tego, co wydarzało się w Związku Radzieckim po roku 1917, bo te różnego typu eksperymenty, które on tam pokazuje, To nie bardzo się różnią od takich różnych wyczynów komunistycznych w Związku Radzieckim czy w Chinach. No te dwa akurat najwięcej mają na sumieniu tego typu rzeczy. Natomiast można byłoby powiedzieć, że niestety, może nie co do szczegółu, ale co do pewnego założenia, no to Swift te rzeczy antycypuje.

Społeczność naturalna, życie w naturze. Nie nosimy ubrań, nie ma policji, dogadujemy się, wszystko jest takie piękne, głęboko ludzkie. Ale oni także mają swoich niewolników. Names mentioned – Jonathan Swift. No i co ciekawe, kiedy w tej ostatniej podróży Gulliwer już jest, nie chce stamtąd wracać, to oni go wygnają.

No i muszę przyznać, że czytając Swifta nie spodziewałem się, że dostanę aż tak głęboką satyrę. To jest książka głęboko satyryczna i głęboko ironiczna. Ta książka jest przesycona ironią, co rusz trafiamy na pokłady, pokłady czystej ironii, którą można brać w ręce, kiedy przedstawia w różnych miejscach Anglię, system polityczny angielski, społeczny, opowiada o Europie. No to opowiada o świecie, który jest. Opowiada na poważnie. A my, czytając to, widzimy, że kiedy on chwali te instytucje, to nie o to tu chodzi. To jest książka, która może stanowić rodzaj wprowadzenia do tego, czym jest ironia.

Tak kończy, to jest fragment oczywiście zakończenia Podróży Gulliwera, Jonathan Swift. Kończy metafikcyjnie. Kończy komentarzem do literatury. Kończy autoironią. Kończy przedstawieniem siebie jako człowieka piszącego prawdę. Natomiast smaku tej książce dodaje fakt, że jachusi pojawiają się już na samym początku. Jeżeli będą państwo czytać tę książkę uważnie, to bodajże w liście Gulliwera do wydawcy pojawia się już wątek jachusów. Jako krytyka ludzi, jako pogarda dla ludzi, jako element mizantropii głębokiej. I kiedy przeczyta się całą książkę, to dopiero dostrzeże się, że to rzeczywiście się spina, że to jest ta klamra, że to, co tak moralnie zniszczyło Gulliwera, zniszczyło w takim sensie, że odcięło go od świata, sprawiło, że zaczął pogardzać ludźmi.

To jest ta wizyta w kraju Connie i że dopiero po tym, spisując te rzeczy, pisze je już jako osoba wobec ludzkości, wobec dokonań ludzkości zdystansowana. Wyjątkowa literatura, bardzo, bardzo Państwu Podróże Gulliwera polecam. Rzecz relatywnie niewielka, około 350 stron, kapitalnie napisana, momentami zabawna, a jednocześnie ironiczna i głęboko satyryczna, głęboko prawdziwa. No i to jest wielkość literatury. Satyra sprzed 300 lat jest nadal prawdziwa. Kiedy Swift opisuje istotę systemu prawnego, w szczególności prawa precedensowego, nie sposób się nie uśmiechać, no bo to dokładnie tak wygląda.

Tak wyglądało kiedyś i tak wygląda teraz. Tłumaczy tym koniom, że prawnicy, no cóż, sędziowie niespecjalnie szukają sprawiedliwości. Szukają precedensu, którym można się podeprzeć, żeby wygrać sprawę. Kiedy ktoś ma krowę, a ktoś jej nie ma, no to ta osoba, która nie ma, chce tę krowę komuś zabrać, idzie do prawnika i mówi, zrób pan tak, żebym ja tę krowę dostał. No i ten prawnik tak robi. No i na tym polega system prawny. Szczerze Państwu Podróże Gulliwera polecam, bo będą się Państwo, myślę, uśmiechać pod nosem, a jednocześnie będą Państwo przerażeni, przerażeni niezmiennością natury ludzkiej i trafnością obserwacji Swifta sprzed trzystu lat.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.