Mentionsy Mentionsy
Zbrodnie Zapomniane
Zbrodnie Zapomniane

"GORDON TO MOJA WŁASNA, ŻYWA LALKA", CZYLI NAJMŁODSZE MATKI ŚWIATA

25.05.2026 ·39 min 8 s

Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:San_Antonio_Light_1939_07_17Chicago_Tribune_1949_09_18The_Gazette_1955_10_30The Sacramento Union, Jul 10, 1980Evening Despatch, Jul 09, 1980The Daily Item, Jul 10, 1980 The Beaumont Enterprise, Apr 01, 1923 Times Record News, Mar 22, 1923 Times Record News, Mar 13, 1923Victoria Advocate, May 23Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US

Historia Aliny Myliny zaszokowała świat. I choć to właśnie jej sprawa zyskała największy rozgłos i żadnej innej dziewczynce na całe szczęście nie udało się pobić jej rekordu, to nie jest jedynym udokumentowanym przypadkiem ciąży wieku dziecięcego. A dziś opowiem Wam o kilku z nich. 🎵🎵🎵 Lina Medina pochodziła z ubogiej, andyjskiej społeczności w Peru. Jej rodzice Tiburcio Medina i Victoria Lossa mieszkali z dziećmi w bardzo prostych warunkach, w górzystym, trudno dostępnym rejonie oddalonym od wielkomiejskich szpitali.

Być może jakaś zmiana nowotworowa. I też nie można mu tutaj z góry zarzucić braku kompetencji, no bo umówmy się, ale nikt normalny nie podejrzewa, że 5-letnia dziewczynka może spodziewać się dziecka. Ale z każdym kolejnym badaniem stawało się jasne, że to żaden nowotwór. Lina była w siódmym miesiącu ciąży. Lekarzem, który przejął sprawę, był dr Gerardo Lozada. Medyk zdawał sobie sprawę, że musi się zmierzyć z przypadkiem, który przeczy wszelkim prawom logiki i wymaga szczególnej ostrożności. Stwierdził, że zanim podejmie jakieś czynności, to trzeba wpierw ustalić dwie najważniejsze kwestie.

Czy wiek dziewczynki podany przez rodziców odpowiada stanowi faktycznemu i czy tak małe dziecko jest w stanie w ogóle przeżyć poród? Dokumenty i świadkowie potwierdzili, że Lina rzeczywiście miała nieco ponad 5 lat. A to sprawiło, że sprawa natychmiast wzbudziła zainteresowanie ogólnokrajowe. Głównie w środowisku medycznym. Do PISCO miała zostać wysłana komisja medyczna z Limy. Czas uciekał i wcale nie działał na ich korzyść. Ciąża była zaawansowana, a naturalny poród był ogromnym zagrożeniem dla życia tak małego dziecka. W końcu zapadła decyzja, że Lina musi zostać przetransportowana do szpitala dysponującego najlepszym możliwym sprzętem medycznym, czyli do stolicy kraju.

Podobno traktowała je jak zabawki. W sprawę zaangażowali się również lokalni przedsiębiorcy. Abraham Flores zorganizował zbiórkę finansową dla Limy. Pozyskane środki miały zostać przeznaczone na artykuły niemowlęce dla wkrótce mającego przyjść na świat dziecka. Ale co najważniejsze, miały również zostać przekazane matce dziewczynki tak, aby kobieta mogła wraz z córką wyruszyć do szpitala w Limie. I nie zrozumcie mnie źle. Lina została otoczona naprawdę dobrą opieką i uzyskała ogromne wsparcie od wszystkich pracowników szpitala. Zarówno tego w Pisco, jak i później tego w Limie.

Zwłaszcza od doktora Lozada, który zaangażował się w tę sprawę wyjątkowo emocjonalnie i niejednokrotnie bronił swoje pacjentki, by ta nie stała się pożywką dla głodnych sensacji mediów. Jednak dla tak małego dziecka, które nie za bardzo rozumiało, co się z nią w ogóle dzieje, matka to była jednak matka. Wezwano również zaprzyjaźnionego księdza, który kilka lat wcześniej udzielał Linie chrztu. Duchowny wyspowiadał dziewczynkę oraz udzielił jej sakramentu komunii, co też tutaj pokazuje, jak trudny był to przypadek i jak mimo całego optymizmu, to gdzieś tam z tyłu głowy trzymano się myśli, że Lina może jednak tej akcji parodowej nie przeżyć.

11 maja Lina w końcu została przetransportowana do szpitala położniczego. Jej stan gwałtownie się pogarszał. Dostała wysokiej gorączki i nie mogła samodzielnie chodzić. Lekarze przyspieszyli termin planowanej operacji, gdyż życie dziecka było zagrożone. 14 maja 1939 roku, w dniu, w którym w Peru świętuje się Dzień Matki, Lina Medina urodziła syna. Poród przeprowadzono przez cesarskie cięcie. Inna możliwość praktycznie nie istniała. Ciało pięcioletniego dziecka nie było wystarczająco rozwinięte, by w ogóle móc przejść przez naturalną akcję porodową.

O godzinie 9.35 rano chłopiec był już na świecie. Żywy, zdrowy i prawidłowo rozwinięty. Ważył mniej więcej 2,5 kg. Nadano mu imię Gerardo Alejandro Medina, po lekarzu, który prowadził sprawę. Lina również przeżyła operację. 10 minut po zakończeniu zabiegu otworzyła oczy i powiedziała, że czuje się dobrze. Kiedy zobaczyła chłopca, nie rozumiała, kim on dla niej jest. Miało być dla niej czymś w rodzaju nowej lalki, tyle że poruszającej rękami, nogami i oczami. To zdanie brzmi niemal absurdalnie, ale doskonale oddaje istotę tej sprawy.

Choć Lina urodziła dziecko, mentalnie była jeszcze bardzo małą dziewczynką. Nie rozumiała, czym jest ciąża, poród ani macierzyństwo. Pojawiło się również pytanie, które być może wy także sobie zadajecie. Kim był ojciec dziecka Liny i jak to się stało, że pięciolatka zaszła w ciążę? Tutaj pojawiło się kilka hipotez, ale żadnej z nich nie udało się potwierdzić. Pierwszym podejrzanym był Tibur Siomedina, czyli ojciec dziewczynki. Mężczyznę nawet aresztowano, przesłuchiwano, ale ostatecznie zwolniono go z braku dowodów.

Oficjalnie nie udało się określić, w jakich okolicznościach doszło do poczęcia, a sprawca nie poniósł konsekwencji swoich działań. Lina również nie zdradziła, kto był ojcem jej dziecka. Nie wiadomo nawet, czy sama znała odpowiedź, bo jako pięcioletnia dziewczynka mogła być kompletnie nieświadoma tego, co ją spotkało. A jak to się stało, że pięcioletnia dziewczynka zaszła w ogóle w ciążę? Nie wchodząc tutaj w szczegółowe detale medyczne, to możemy powiedzieć, że lekarze stwierdzili u niej objawy przedwczesnego dogrzewania, czyli sytuacji, w której ciało dziecka zaczyna produkować hormony płciowe zdecydowanie wcześniej niż w standardowym przypadku.

Nie zdarza się to zbyt często, ale jednak się zdarza i Lina była jednym z tych przypadków. Po porodzie Lina i Gerardo pozostali przez pewien czas pod opieką ludzi związanych ze szpitalem. Szczególną rolę odegrała położna Emilia Echevarria. To ona opiekowała się dziewczynką i noworodkiem tuż po operacji. Według tego, co później mówiła, to Lina wierzyła, że lekarze tak naprawdę usunęli po prostu z jej brzucha guz, a dziecko zostało jej tak po prostu podarowane. Mówiono jej, że Gerardo jest jej młodszym bratem. To kłamstwo miało ją chronić. Czy rzeczywiście ochroniło, to już zdecydujecie sobie sami na dalszym etapie.

Kiedy Lina skończyła 16 lat, Tiburcio po raz kolejny pokazał, że jest mężczyzną ogromnej empatii, bowiem kiedy Lina pozowała do zdjęć jednemu z dziennikarzy, chyba zresztą nie do końca rozumiejąc o co w ogóle chodzi, Tiburcio miał zbesztać córkę za to, że ta nie pobrała odpowiedniej opłaty za wykonanie fotografii. A potem, chyba tak w ramach zemsty, miał wyznać jej, że tak naprawdę Gerardo nie jest jej bratem, tylko jej dzieckiem. Lina nie przyjęła tego zbyt dobrze, mówiąc delikatnie. Według doniesień przypłakała kilka następnych dni. Zdystansowała się od chłopca i unikała wszelkich interakcji z synem, którego przez lata uważała za własnego brata. Sam Gerardo rozwijał się prawidłowo.

Dyrektor szkoły dla chłopców w Tikrapo opisywał go jako bystrego, normalnego i aktywnego chłopca. Dobrze się uczył, a jego hobby była gra na trąbce. W 1955 roku Lina miała już 22 lata. Pracowała w administracji prywatnego szpitala dr Lozada w Limie. Dziennikarz, który próbował z nią porozmawiać, przedstawił ją jako osobę nerwową, nieufną i wyraźnie zmęczoną powracaniem do sprawy sprzed lat. Nie chciała udzielać żadnych wywiadów. Prosiłaby je nie nękać i dać normalnie żyć. Z tego, co dziennikarz zdołał z niej wyciągnąć, udało się dowiedzieć, że początkowo dziewczynka mieszkała u ojca, jednak z czasem dr Lozada ściągnął ją do limy.

O swojej matce powiedział tylko tyle, że widuje się z nią od czasu do czasu, ale nie wyczuwało się jakiejś wielkiej miłości. Na tym właściwie urywa się ta najbardziej ludzka część historii. Późniejsze fakty są już krótkie i dość suche. Gerardo dorósł, wykształcił się, ale zmarł w roku 1979, mając około 40 lat. Jako przyczynę śmierci najczęściej podaje się chorobę szpiku kostnego. Ale też możemy odnaleźć hipotezę, wedle której chłopiec po prostu cierpiał na jakąś chorobę genetyczną. Z kolei Lina, chociaż na początku powtarzała, że nie ma zamiaru wiązać się na stałe z żadnym mężczyzną, ostatecznie zmieniła zdanie.

Wyszła za mąż za Raula Jurado i przyjęła nazwisko Medina de Jurado. W 1972 roku urodziła drugiego syna. Na początku XXI wieku media jeszcze raz próbowały wrócić do jej sprawy. W 2002 roku Lina miała już 68 lat i mieszkała z mężem w ubogiej, niebezpiecznej dzielnicy Limy, potocznie nazywanej Little Chicago. Peruwiański rząd jeszcze wcześniej, kiedy była dzieckiem, obiecywał, że jej pomoże i że zadba o to, żeby niczego dziewczynce w życiu nie brakowało, ale w zasadzie na słowach się skończyło i żadna pomoc nigdy do liny nie dotarła. Dopiero po latach, kiedy lekarz José Sandoval przypomniał sobie o jej niezwykłym przypadku, to pojawiły się nowe rozmowy o ewentualnym wsparciu finansowym ze strony państwa.

Lina nie chciała jednak rozmawiać z dziennikarzami i mąż tłumaczył, że żona po prostu nie wierzy już w podobne obietnice. Konsekwentnie odmawiała rozmów o swojej przeszłości. I w sumie trudno się temu dziwić, bo przez większość swojego życia była traktowana przedmiotowo. Najpierw jak skomplikowany przypadek medyczny, potem jak prasowała sensacja. Ludzie pytali, jak to możliwe, że 5-letnia dziewczynka zaszła w ciążę. Lekarze analizowali jej ciało, a dziennikarze opisywali jej zachowanie. Obcy ludzie próbowali robić sobie z nią zdjęcia, zupełnie tak, jakby była swojego rodzaju celebrytką. A ona chciała tylko normalnie żyć. Po dziś dzień jest najbardziej znanym, udokumentowanym przypadkiem medycznym ciąży dziecięcej.

Zanim jednak świat usłyszał o Linie Medinie, tytuł najmłodszej matki świata należał do dziewczynki z Teksasu, która w roku 1923 w wieku zaledwie 10 lat wydała na świat syna, którego nazywała swoją żywą lalką. Mary Cavender była sierotą. Matkę straciła, gdy miała około 7 lat. Ojciec albo zniknął z jej życia wcześniej, albo nie było z nim kontaktu od czasu śmierci matki. Dziewczynka została więc bez rodziców, bez opieki i bez domu, który mógłby dać jej bezpieczeństwo. Wtedy trafiła do domu rodziny Leroux, mieszkającej w hrabstwie Hidalgo, w pobliżu Mercedes, niedaleko granicy z Meksykiem. W teorii miała tam znaleźć schronienie.

Gazety przestały się nią interesować, a jej historię przez lata można było odnaleźć jedynie w archiwum pod hasłem najmłodsza matka świata. Przynajmniej do czasu aż 10 lat później ludzie zaczęli żyć sprawą Liny Mediny. Ostatnia historia jest znacznie słabiej udokumentowana, ale zdecydowałam się Wam ją przedstawić, ponieważ pokazuje, że te przypadki skrajnie młodych matek nie były jedynie sensacją z dawnych gazet, ani też medyczną osobliwością sprzed kilku dekad. Zdarzają się niestety po dziś dzień. O czym zresztą świadczy też głośna sprawa trzynastoletniej Patrycji z Bytomia z 2021 roku. Nie będę za wiele na ten temat mówić, bo staram się nie ruszać tak świeżych historii, chociażby z szacunku do rodziny, dla której taka tragedia wciąż może być niezagojoną raną.

Rzecznik południowoafrykańskiego Departamentu Zdrowia miał stwierdzić, że dziewczynka była prawdopodobnie najmłodszą matką Afryki Południowej. Prasa, oczywiście jak to prasa, natychmiast zestawiła jej przypadek z Liną Mediną. Niepokojące były również wypowiedzi dyrektora placówki szpitalnej, w której przebywała 9-letnia matka. Rzecznik szpitala w Ochiwaronho miał powiedzieć, że oj tam, oj tam, tam się tutaj ekscytować. Młode matki wcale nie są czymś aż tak bardzo rzadkim. W tym samym czasie w szpitalu przybywają jeszcze trzy czy cztery inne pacjentki, które spodziewają się dziecka i mają zaledwie jakieś 13 czy 14 lat. To nadal oczywiście zdecydowanie więcej niż dziewięć. No ale w ten sposób chciano nieco wyciszyć szum, jaki powstał wokoło sprawy.

I chyba jest nią po dziś dzień, ale ręki sobie uciąć nie dam. To, co uderza we wszystkich tych historiach, to fakt, że każda ze wspomnianych dziewczynek została potraktowana przedmiotowo. Lina Medina stała się przypadkiem medycznym. Mary Cavender, Dziewczynką od żywej lalki. A Venecia Xoahus, najmłodszą matką południowej Afryki, która pomimo swojego młodego wieku tak świetnie odnajdowała się w nowej roli. Ciekawe, czy ona sama też tak myślała, czy jedynie mechanicznie wykonywała wszystkie obowiązki, które odgórnie zostały jej narzucone. Lina, Mary i Vanessa trafiły do gazet jako najmłodsze matki świata. Ale za tym określeniem nie kryje się rekord, którym można się ekscytować.

Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.