"GORDON TO MOJA WŁASNA, ŻYWA LALKA", CZYLI NAJMŁODSZE MATKI ŚWIATA
Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:San_Antonio_Light_1939_07_17Chicago_Tribune_1949_09_18The_Gazette_1955_10_30The Sacramento Union, Jul 10, 1980Evening Despatch, Jul 09, 1980The Daily Item, Jul 10, 1980 The Beaumont Enterprise, Apr 01, 1923 Times Record News, Mar 22, 1923 Times Record News, Mar 13, 1923Victoria Advocate, May 23Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US
Historia Aliny Myliny zaszokowała świat. I choć to właśnie jej sprawa zyskała największy rozgłos i żadnej innej dziewczynce na całe szczęście nie udało się pobić jej rekordu, to nie jest jedynym udokumentowanym przypadkiem ciąży wieku dziecięcego. A dziś opowiem Wam o kilku z nich. 🎵🎵🎵 Lina Medina pochodziła z ubogiej, andyjskiej społeczności w Peru. Jej rodzice Tiburcio Medina i Victoria Lossa mieszkali z dziećmi w bardzo prostych warunkach, w górzystym, trudno dostępnym rejonie oddalonym od wielkomiejskich szpitali.
Od stolicy kraju, Limy, dzieliła ich odległość 400 kilometrów. Kiedy rodzice Liny zauważyli, że z jej ciałem dzieje się coś niepokojącego, dziewczynka miała zaledwie 5 lat. Ale jej brzuch nagle wyraźnie zaczął się powiększać. Początkowo nie traktowano tego jak czegoś, co mogłoby wywrócić życie rodziny do góry nogami. Kiedy dziewczynka zaczęła uskarżać się na ból, rodzina radziła sobie tak, jak potrafiła. Czyli, najprościej mówiąc, podawano dziecku jakieś ziółka polecane przez szamana. Tyle, że te ziółka jakoś nie pomagały. Rodzice zaczęli podejrzewać guz, albo, jak to zwykle bywało na początku XX wieku w społecznościach odciętych od cywilizacji, działanie sił wyższych.
Rosnąca narożę miała być wynikiem rzuconej na dziewczynkę klątwy. Klątwa czy nie klątwa, no to guz sobie rusł i rusł, aż zaczął się ruszać. A to już zaniepokoiło matkę dziewczynki, która zadecydowała, że córka powinna w końcu zostać zbadana przez wykształconych medyków. Ojciec był sceptyczny. Początkowo nadal szukał odpowiedzi u miejscowych znachorów. Dopiero naciski żony i pogarszający się stan dziecka sprawiły, że zdecydowano się na podróż do Pisco. Ta mylina została spadana przez specjalistę, który postawił diagnozę – guz jamy brzusznej niesprecyzowanego pochodzenia.
Być może jakaś zmiana nowotworowa. I też nie można mu tutaj z góry zarzucić braku kompetencji, no bo umówmy się, ale nikt normalny nie podejrzewa, że 5-letnia dziewczynka może spodziewać się dziecka. Ale z każdym kolejnym badaniem stawało się jasne, że to żaden nowotwór. Lina była w siódmym miesiącu ciąży. Lekarzem, który przejął sprawę, był dr Gerardo Lozada. Medyk zdawał sobie sprawę, że musi się zmierzyć z przypadkiem, który przeczy wszelkim prawom logiki i wymaga szczególnej ostrożności. Stwierdził, że zanim podejmie jakieś czynności, to trzeba wpierw ustalić dwie najważniejsze kwestie.
Czy wiek dziewczynki podany przez rodziców odpowiada stanowi faktycznemu i czy tak małe dziecko jest w stanie w ogóle przeżyć poród? Dokumenty i świadkowie potwierdzili, że Lina rzeczywiście miała nieco ponad 5 lat. A to sprawiło, że sprawa natychmiast wzbudziła zainteresowanie ogólnokrajowe. Głównie w środowisku medycznym. Do PISCO miała zostać wysłana komisja medyczna z Limy. Czas uciekał i wcale nie działał na ich korzyść. Ciąża była zaawansowana, a naturalny poród był ogromnym zagrożeniem dla życia tak małego dziecka. W końcu zapadła decyzja, że Lina musi zostać przetransportowana do szpitala dysponującego najlepszym możliwym sprzętem medycznym, czyli do stolicy kraju.
Nie obyło się bez proceduralnych opóźnień. Prasa pisała o biurokracji, konsultacjach i protestach środowisk medycznych, które czuły się tutaj pominięte, a przecież chciały wyrazić swoją opinię. Bo przecież ich ego jest ważniejsze niż życie jakiejś tam pięcioletniej dziewczynki, u której w każdej chwili mogło dojść do rozpoczęcia akcji porodowej. Do szpitala przychodziło coraz więcej ludzi zainteresowanych przypadkiem pięciolatki. Niektórzy chcieli na własne oczy zobaczyć ciężarne dziecko, inni przynosili medaliki religijne, czyli w dobrej wierze. Samalina przyjmowała te podarki, ale nie do końca rozumiała, jaka była intencja odwiedzających ją ludzi.
Podobno traktowała je jak zabawki. W sprawę zaangażowali się również lokalni przedsiębiorcy. Abraham Flores zorganizował zbiórkę finansową dla Limy. Pozyskane środki miały zostać przeznaczone na artykuły niemowlęce dla wkrótce mającego przyjść na świat dziecka. Ale co najważniejsze, miały również zostać przekazane matce dziewczynki tak, aby kobieta mogła wraz z córką wyruszyć do szpitala w Limie. I nie zrozumcie mnie źle. Lina została otoczona naprawdę dobrą opieką i uzyskała ogromne wsparcie od wszystkich pracowników szpitala. Zarówno tego w Pisco, jak i później tego w Limie.
Zwłaszcza od doktora Lozada, który zaangażował się w tę sprawę wyjątkowo emocjonalnie i niejednokrotnie bronił swoje pacjentki, by ta nie stała się pożywką dla głodnych sensacji mediów. Jednak dla tak małego dziecka, które nie za bardzo rozumiało, co się z nią w ogóle dzieje, matka to była jednak matka. Wezwano również zaprzyjaźnionego księdza, który kilka lat wcześniej udzielał Linie chrztu. Duchowny wyspowiadał dziewczynkę oraz udzielił jej sakramentu komunii, co też tutaj pokazuje, jak trudny był to przypadek i jak mimo całego optymizmu, to gdzieś tam z tyłu głowy trzymano się myśli, że Lina może jednak tej akcji parodowej nie przeżyć.
Choć Lina urodziła dziecko, mentalnie była jeszcze bardzo małą dziewczynką. Nie rozumiała, czym jest ciąża, poród ani macierzyństwo. Pojawiło się również pytanie, które być może wy także sobie zadajecie. Kim był ojciec dziecka Liny i jak to się stało, że pięciolatka zaszła w ciążę? Tutaj pojawiło się kilka hipotez, ale żadnej z nich nie udało się potwierdzić. Pierwszym podejrzanym był Tibur Siomedina, czyli ojciec dziewczynki. Mężczyznę nawet aresztowano, przesłuchiwano, ale ostatecznie zwolniono go z braku dowodów.
Oficjalnie nie udało się określić, w jakich okolicznościach doszło do poczęcia, a sprawca nie poniósł konsekwencji swoich działań. Lina również nie zdradziła, kto był ojcem jej dziecka. Nie wiadomo nawet, czy sama znała odpowiedź, bo jako pięcioletnia dziewczynka mogła być kompletnie nieświadoma tego, co ją spotkało. A jak to się stało, że pięcioletnia dziewczynka zaszła w ogóle w ciążę? Nie wchodząc tutaj w szczegółowe detale medyczne, to możemy powiedzieć, że lekarze stwierdzili u niej objawy przedwczesnego dogrzewania, czyli sytuacji, w której ciało dziecka zaczyna produkować hormony płciowe zdecydowanie wcześniej niż w standardowym przypadku.
Nie zdarza się to zbyt często, ale jednak się zdarza i Lina była jednym z tych przypadków. Po porodzie Lina i Gerardo pozostali przez pewien czas pod opieką ludzi związanych ze szpitalem. Szczególną rolę odegrała położna Emilia Echevarria. To ona opiekowała się dziewczynką i noworodkiem tuż po operacji. Według tego, co później mówiła, to Lina wierzyła, że lekarze tak naprawdę usunęli po prostu z jej brzucha guz, a dziecko zostało jej tak po prostu podarowane. Mówiono jej, że Gerardo jest jej młodszym bratem. To kłamstwo miało ją chronić. Czy rzeczywiście ochroniło, to już zdecydujecie sobie sami na dalszym etapie.
W pierwszych miesiącach po porodzie wokół Liny nadal panowało ogromne zainteresowanie. Doszło nawet do prób porwania jej oraz jej dziecka ze szpitala, choć na ile w tym prawdy, na ile dziennikarskie sensacji, to trudno orzec. Pojawiali się też ludzie, którzy chcieli wykorzystać dziewczynkę i jej syna oferując zagraniczne występy w popularnych wówczas cyrkach osobliwości. Ojciec Liny od razu zwęszył w ten sposób na podreperowanie rodzinnego budżetu. No, tatuś roku. Na szczęście napotkał nas przeciwy władz Peru, które nie wydały pozwolenia na wyjazd dziecka poza granice państwa. Głównie za sprawą Gerardo Lozada, który wraz ze swoją małżonką roztoczył nad swoją pacjentką parasol ochronny.
Nigdy nie robił z liny eksponatu. Pokazywał jedynie jej zdjęcia i to też głównie po to, by szerzyć świadomość medyczną. Rodzina Liny od samego początku jakoś nie budziła tutaj większej sympatii. Zwłaszcza przywołana przed chwilą postać ojca, dla którego cała sprawa nie była tragedią dziecka, ale szansą na dochodowy interes. Zresztą już samo nastawienie lokalnych mieszkańców do ojca Liny jest tutaj bardzo wymowne. W lokalnej prasie powtarzał się wątek, według którego najbliższe otoczenie oczywiście ogromnie współczuło linię traumatycznych wydarzeń, ale najbardziej ubolewało nad tym, jak dziewczynka jest traktowana przez własnego ojca.
Dyrektor szkoły dla chłopców w Tikrapo opisywał go jako bystrego, normalnego i aktywnego chłopca. Dobrze się uczył, a jego hobby była gra na trąbce. W 1955 roku Lina miała już 22 lata. Pracowała w administracji prywatnego szpitala dr Lozada w Limie. Dziennikarz, który próbował z nią porozmawiać, przedstawił ją jako osobę nerwową, nieufną i wyraźnie zmęczoną powracaniem do sprawy sprzed lat. Nie chciała udzielać żadnych wywiadów. Prosiłaby je nie nękać i dać normalnie żyć. Z tego, co dziennikarz zdołał z niej wyciągnąć, udało się dowiedzieć, że początkowo dziewczynka mieszkała u ojca, jednak z czasem dr Lozada ściągnął ją do limy.
Ale nie po to, żeby zrobić z niej żywy eksponat medyczny. Tak jak wspomniałam wcześniej, mężczyzna zaangażował się w sprawę prywatnie i można powiedzieć, że pełnił funkcję obrońcy dziewczynki. Chciał po prostu umożliwić Linie normalne życia. Opłacił jej edukację i pozwolił zamieszkać w swoim domu. Do stolicy Peru trafił również jej syn, tak samo z inicjatywy lekarza. Kiedy dziennikarz odnalazł go w drodze do szkoły, chłopiec był ostrożny i raczej niechętny do rozmowy. Zapytany o to, czy chciałby w przyszłości zostać lekarzem jak dr Lozada, Odpowiedział, że być może, ale ma jeszcze przecież dużo czasu na wybór zawodu.
Wyszła za mąż za Raula Jurado i przyjęła nazwisko Medina de Jurado. W 1972 roku urodziła drugiego syna. Na początku XXI wieku media jeszcze raz próbowały wrócić do jej sprawy. W 2002 roku Lina miała już 68 lat i mieszkała z mężem w ubogiej, niebezpiecznej dzielnicy Limy, potocznie nazywanej Little Chicago. Peruwiański rząd jeszcze wcześniej, kiedy była dzieckiem, obiecywał, że jej pomoże i że zadba o to, żeby niczego dziewczynce w życiu nie brakowało, ale w zasadzie na słowach się skończyło i żadna pomoc nigdy do liny nie dotarła. Dopiero po latach, kiedy lekarz José Sandoval przypomniał sobie o jej niezwykłym przypadku, to pojawiły się nowe rozmowy o ewentualnym wsparciu finansowym ze strony państwa.
Lina nie chciała jednak rozmawiać z dziennikarzami i mąż tłumaczył, że żona po prostu nie wierzy już w podobne obietnice. Konsekwentnie odmawiała rozmów o swojej przeszłości. I w sumie trudno się temu dziwić, bo przez większość swojego życia była traktowana przedmiotowo. Najpierw jak skomplikowany przypadek medyczny, potem jak prasowała sensacja. Ludzie pytali, jak to możliwe, że 5-letnia dziewczynka zaszła w ciążę. Lekarze analizowali jej ciało, a dziennikarze opisywali jej zachowanie. Obcy ludzie próbowali robić sobie z nią zdjęcia, zupełnie tak, jakby była swojego rodzaju celebrytką. A ona chciała tylko normalnie żyć. Po dziś dzień jest najbardziej znanym, udokumentowanym przypadkiem medycznym ciąży dziecięcej.
Zanim jednak świat usłyszał o Linie Medinie, tytuł najmłodszej matki świata należał do dziewczynki z Teksasu, która w roku 1923 w wieku zaledwie 10 lat wydała na świat syna, którego nazywała swoją żywą lalką. Mary Cavender była sierotą. Matkę straciła, gdy miała około 7 lat. Ojciec albo zniknął z jej życia wcześniej, albo nie było z nim kontaktu od czasu śmierci matki. Dziewczynka została więc bez rodziców, bez opieki i bez domu, który mógłby dać jej bezpieczeństwo. Wtedy trafiła do domu rodziny Leroux, mieszkającej w hrabstwie Hidalgo, w pobliżu Mercedes, niedaleko granicy z Meksykiem. W teorii miała tam znaleźć schronienie.
W praktyce to właśnie w tym domu rozpoczęła się historia, o której później pisały całe Stany Zjednoczone. I która na zawsze zmieniła życie dziewczynki, która i tak nie miała już lekko. Kiedy Mary trafiła do rodziny LaRue, miała zaledwie 7 lat. Była jeszcze bardzo małą dziewczynką. Całkowicie zwyczajną. I rozwój niczym nie odbiegał od jej rówieśników. Biegała po farmie, bawiła się i funkcjonowała jak wszystkie inne dzieci w jej wieku. Aż pewnego dnia okazało się, że coś tutaj jest nie tak. A mówiąc nie tak, mam na myśli to, że Mary zaszła w ciążę.
Była dzieckiem, które urodziło dziecko, nazwijmy sobie rzeczy po imieniu. Dziewczynką, która sama jeszcze wymagała opieki, a jednocześnie miała obok siebie noworodka. Chłopiec, jej syn, otrzymał imiona Gordon Joe. Gordon Joe urodził się na początku marca 1923 roku. Najpewniej w pierwszej połowie miesiąca, chociaż nie udało mi się odnaleźć dokładnej daty. Przyszedł na świat przez zabieg cesarskiego cięcia i ważył niecałe 2 kg. Jego rozwój fizyczny przebiegał prawidłowo i w niecały miesiąc przybrał kolejne 1,5 kg. I to są chyba jedyne konkrety, jakie udało mi się wyciągnąć. Mary była nim zachwycona.
Nie oczywiście w taki sposób, w jaki matka zachwyca się dzieckiem. Raczej tak jak dziewczynka, która zachwyca się nową zabawką, której funkcjonowania jeszcze do końca tutaj nie zrozumiała. Kiedy sprawa stała się głośna, a dziennikarze odwiedzili ją w San Antonio, opowiadała o Gordonie Joe z ekscytacją właściwą dziewczynce, która, tak jak wspomniałam, właśnie dostała nową zabawkę. Pokazywała go, chwaliła się, że rośnie, że przybiera na wadze i że pielęgniarka nie pozwala jej brać go już na ręce, bo tutaj cytat, jest tak ciężki, że pielęgniarka nie pozwala mi go więcej nosić. Dla prasy zrobiono jednak wyjątek i chłopiec wylądował w matczynych objęciach. Mary przytulała go do siebie i nuciła piosenki, ale nie tak jak się nuci małemu dziecku, tylko tak jak małe dziewczynki, które biorą lalki i bawią się w domu.
Z Gordonem trzeba było jednak uważać. I to w zasadzie tyle, co różniło go od pozostałych zabawek, przynajmniej w głowie Mary. Kiedy Stany Zjednoczone usłyszały o dziewczynce, która została matką, zainteresowanie sprawą przerosło wszelką skalę. Do placówki przychodziły listy z całego kraju. Ludzie oferowali adopcję chłopca, a czasem również i samej Mary. Chcieli zabrać ich z placówki misyjnej, dać im prawdziwy dom, rodzinę i gwarancję lepszej przyszłości. I w teorii to brzmi całkiem sensownie i logicznie. Dla dorosłych, którzy kierowali się emocjami i współczuciem, takie rozwiązanie mogło wręcz wydawać się idealne, ale Mary widziała w tym zagrożenie.
Albo mówiąc prościej, nie potrafiło wejść w rolę matki, przynajmniej w takich standardach przewidzianych przez społeczeństwo. Wymownie widać to w artykułach publikowanych przed Dniem Matki. Dziennikarze mało taktownie podkreślali kuriozum tej sytuacji. Dwumiesięczne dziecko leżące w kołysce i dziesięciolatka siedząca tuż obok, która sama nie dojrzała jeszcze do roli, jaką przewidziało dla niej życie. Sara Culberson, dyrektorka placówki, miała chyba więcej taktu i empatii. Oznajmiła, że w tym roku w domu misyjnym nie będzie celebrowania Dnia Matki. Przynajmniej nie w tradycyjny sposób i nie przez Mary. Uważała, że trzeba chronić umysł dziewczynki przed świadomością tragedii, która ją spotkała.
Innymi słowy, nie przypominać jej na siłę, że urodziła dziecko. Nie budować w niej wizerunku kogoś, do kogo roli jeszcze nie dorosła. Podczas gdy w San Antonio próbowano ochronić Mary przed ciężarem traumy, w sądzie toczyło się już postępowanie karne przeciwko jej oprawcy. Bowiem oczywiście śledczy od razu zainteresowali się tym, jak to się stało, że 10-letnia dziewczynka powiła dziecko. I co najważniejsze, kto był jego ojcem. Odpowiedź jest tutaj banalnie prosta i podejrzewam, że część z was pewnie miała już swoje podejrzenia i pewnie część z was trafiła. Bo był to ktoś, kto mieszkał w domu, który miał być dla Mary schronieniem.
Willie porządkowo wypierał się nieprzyzwoitych kontaktów z dzieckiem. Ostatecznie w końcu przyznał, że to on jest ojcem Gordona. Próbował jednak przedstawić sytuację w jak najkorzystniejszy dla siebie sposób. Mary miała przyjść do niego do pokoju, no i cóż, no, stało się. Nieszczęśliwy splot okoliczności sprawił, że dziewczynka była już w fazie dojrzewania, a ich kontakt zaowocował ciążą. Więcej szczegółów nie podał, albo też dziennikarze tym razem mieli nieco przyzwoitości i postanowili nie wprowadzać swoich czytelników w detale sprawy. Tyle tylko, że Mary może i była jeszcze mentalnie dzieckiem, ale na swój sposób również mogła opowiedzieć, jak sytuacja wyglądała z jej perspektywy.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:San_Antonio_Light_1939_07_17Chicago_Tribune_1949_09_18The_Gazette_1955_10_30The Sacramento Union, Jul 10, 1980Evening Despatch, Jul 09, 1980The Daily Item, Jul 10, 1980 The Beaumont Enterprise, Apr 01, 1923 Times Record News, Mar 22, 1923 Times Record News, Mar 13, 1923Victoria Advocate, May 23Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US