Mentionsy Mentionsy
WYWIADOWCY
WYWIADOWCY

prof. Antoni Dudek – „Polska megalomania kontra mikromania” – #109

20.08.2025 ·1 godz 40 min

Prof. Antoni Dudek, historyk i politolog, zdradza, dlaczego Jarosław Kaczyński nazwał go przedstawicielem polskiej mikromanii. Nasz gość twierdzi, że bardzo mu się podoba polska mikromania, bo polska megalomania doprowadziła do setek tysięcy ofiar. I jeśli prezes Kaczyński tego nie rozumie, to jest zagubionym dzieckiem w świecie geopolityki. Profesor Dudek przyznaje, że nie uważa się już za symetrystę. Mimo to jest zdania, że należy uznać neo-sędziów oraz sukcesywnie obsadzać wakaty w Trybunale Konstytucyjnym. Nasz gość przewiduje, że jeśli Donald Tusk pozostanie na czele Koalicji Obywatelskiej, obecnie rządzący przegrają kolejne wybory. Natomiast z Radosławem Sikorskim w roli premiera szanse na lepszy wynik KO byłyby większe. Ponadto Sikorskiemu byłoby łatwiej dogadać się ze Sławomirem Mentzenem, próbując zapobiec powstaniu koalicji PiS-u z Konfederacją. To jednak nie wszystko, bo z tej rozmowy dowiecie się także, co prof. Antoniego Dudka na zawsze wyleczyło z aspiracji politycznych.

Ja powiem tak, Donald Tusk nie musi odejść, tylko może odejść. Być może już jest za późno, być może trzeba było na tle, naprzeciwko nowego prezydenta ustawić nowego premiera, no ale Tusk absolutnie ten scenariusz odżycił. Kaczyński odpowiada, że jestem przedstawicielem polskiej mikromanii, ja się cieszę, tak, mnie się bardzo podoba polska mikromania, bo polska megalomania doprowadziła do... Setek tysięcy ofiar. I ja się boję polskich megalomanów, co to prawda z synowcem na kąsiędzie i jakoś to będzie. I będę to coraz ostrzej krytykował, bo narasta polska megalomania. I to jest bardzo groźne, bo to się może dla nas naprawdę bardzo źle skończyć, jeśli przestaniemy patrzeć realnie na układ sił na świecie i co z niego wynika. Jak tego Jarosław Kaczyński nie rozumie, no to przykro mi bardzo, ale po prostu jest zagubionym dzieckiem w świecie geopolityki.

No to jest konsekwencja tak zwanego wodzowskiego modelu partii, który rzeczywiście został wykreowany na przełomie lat wieków, tak naprawdę lat 90. i 2000. Przez trzech polityków, z których jeden wypadł, to jest Leszek Miller, bo jemu ten model wodzowski się załamał, ale on jako pierwszy próbował go budować w Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jak został premierem w 2001 roku. Natomiast dwa inni, którzy wtedy wystartowali z nowymi projektami w tym samym czasie, kiedy Miller został premierem. Donald Tusk wystartował jako jeden z trzech tenorów Platformy Obywatelskiej. Platforma wystartowała, a Jarosław Kaczyński reaktywował swój obóz polityczny z bratem pod nazwą Prawo i Sprawiedliwość. I oni obaj, mówię o Tusku i Kaczyńsku, stworzyli takie modele partii wodzowskich. z których wyeliminowali całą konkurencję, czyli polityków samodzielnych i to jest jakby znana historia, najbardziej znana jest oczywiście w przypadku Tuska, bo tam chodzi o Macieja Płażyńskiego i Andrzeja Olechowskiego, a w przypadku Kaczyńskiego chodzi o, nie wiem, Ludwika Dorna, o Pawła Zaleskiego, o cały szereg innych.

No ale przecież dzisiaj zapytajmy kogokolwiek w PiS-ie, czy naprawdę uważa, że o decyzji o tym, że Karol Nawrocki będzie kandydatem PiSu na prezydenta podjął ktoś inny niż Jarosław Kaczyński. Jasne, że on podjął tą decyzję, to była jego ostateczna decyzja. A teraz to, że tam chodzili różni dworzanie i mu podsuwali różne kandydatury, to jest oczywiście prawda. Tylko, że na końcu on podjął tą decyzję. Natomiast oczywiście, gdyby Nawrocki nie wygrał tych wyborów prezydenckich, to oświadczam panu, że na zajutrz po tych wyborach... Prezes Kaczyński wygłosiłby mowę wyjaśniającą i powiedział, no to była nasza wspólna decyzja, nie udało się, ale damy radę, wygramy następne wybory. No bo to tak działa, zresztą podobnie było, tylko Donald Tusk nawet powiedziałbym na to się nie zdecydował, żeby powiedzieć, że tego Rafała Trzaskowskiego były prawybory.

Mógłby przypomnieć, nie przypomniał, że były prawybory, ale tak się składa, że te prawybory były z dwóch kandydatów, których de facto on wykreował, tak? Tak. I to, że one po raz kolejny się odbyły, to ja to nazywam pseudoprawyborami, no bo prawdziwe prawybory w jakiejś partii są takie, że każdy członek tej partii, a nawet nie członek, może się zgłosić i wystartować. To się dzieje w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem u nas jest to wszystko limitowane w obu tych partiach bardzo precyzyjnie. Czy to nie idzie dalej z tymi miernotami i to nie jest tak, że do tego najwyższego urzędu też są wysuwane miernoty? Ale jeśli chodzi o wybory prezydenckie, to tak, bo to jest tak, że tak jak kiedyś to powiedział Donald Tusk o prezydencie, że to jest strażnik Żerandola, co oczywiście było nie do końca prawdą, zaraz wyjaśnię dlaczego, to rzeczywiście urząd prezydenta od czasu jak prezydentem przestał być tak naprawdę kwaśniewski, traci na znaczeniu.

Raczej ważne jest zwycięstwo, zgniecenie w ziemię przeciwnika. No i jak już zatem prezydent z premierem mogą współpracować? No nie mogą. Jeżeli oczywiście jest sytuacja taka, że mają wielkiego nadzorcę, jak to był Morawiecki i Duda, a wielkim nadzorcą był Kaczyński, to to jeszcze jakoś funkcjonowało, ale w momencie, w którym następuje rozdzielenie politycznych mocodawców prezydenta i premiera, a tak jest w tej chwili, Tusk nie ma swojego mocodawcy, chyba, że ktoś wierzy, że go w Berlinie za nim zarządzają. a prezydentem jest człowiek, który ma tak naprawdę swojego szefa na Nowogrodzkiej, no to iskrzenie jest nieuchronne. Iskrzenie jest nieuchronne, ale to iskrzenie jest coraz groźniejsze, bo jest coraz mocniejsze i obawiam się, że teraz za prezydentury Nawrockiego przybierze już taką, powiedziałbym, najbardziej dysfunkcjonalną dla państwa skalę.

W związku z tym on będzie musiał jakoś tam nakłonić do współpracy, a być może nawet do podporządkowania i liderów Konfederacji, i liderów PiSu. I z tym będzie problem oczywiście, bo Kaczyński się nikomu nie będzie chciał podporządkować. Natomiast Kaczyński ma już określony wiek i myślę, że że Nawrocki będzie liczył na to, więc dlatego ja bym tak nie, tego Nawrockiego jeszcze nie kwalifikował jako kolejnego, prawda, człowieka, który się, kolejnego Dudę, tak, bo ja uważam, że on jest jednak inny i dlatego jest tak niebezpieczny, znacznie bardziej niebezpieczny niż Andrzej Duda i dlatego uważam, że rząd Tuska popełnił historyczny błąd i sam Tusk. zakładając, że na pewno trzeba przeczekać te półtora roku i prezydent będzie z naszego obozu, czyli będzie nim Trzaskowski, albo Sikorski, albo ktokolwiek inny i wszystkie sprawy załatwimy, stąd odliczanie dni do końca kadencji Dudy, a w rzeczywistości te dni trzeba było wykorzystać na próbę naprawienia pewnych rzeczy, które się dało moim zdaniem w ograniczonym zakresie, ale naprawić jeśli chodzi o...

różne zniszczone przez PiS instytucje. Wiadomo, że Duda na pewno by się nie zgodził, ale na inne być może by się zgodził, gdyby mu nie zaczęto jego koabitacji od wprowadzenia mu policji do Pałacu Prezydenckiego. Niech by sobie tam trzymał tego Kamińskiego i Wąsika, nawet i do dzisiaj. To byłoby ciekawe. Dokładnie. Po co tam było pchać policję i upokarzać Urząd Prezydenta? Bo to, co zrobił Tusk, było upokorzeniem nie tylko Dudy, było upokorzeniem Urzędu Prezydenta i to ma daleko idące konsekwencje, bo oczywiście teraz Nawrocki musi się zastanawiać, czemu na pewnym etapie Tusk nie wprowadzi znowu policji do Pałacu Prezydenckiego pod takim czy innym pretekstem. Na przykład dostaliśmy informację, że są narkotyki w Pałacu Prezydenckim, musimy zrobić rewizję. Prezydent nie może mieć immunitetu od tego, czy tam nie ma narkotyków, prawda?

Bo to jest złośliwość tak naprawdę i to później Duda wykorzystywał w kampanii, ale prawda jest taka, że to jest największa zasługa Komorowskiego, że on łagodził kompletnie i to był taki powiedziałbym prezydent najmniej kontrowersyjny, ale dlaczego? Bo on miał to szczęście, że trafił na kompatybilnego ze sobą premiera i większość sejmową i nie wtrącał się jej do rządzenia tak naprawdę. Ta ilość wet Komorowskiego jest naprawdę niewielka i nie dotyczyły one fundamentalnych spraw, bo też i Tusk żadnych fundamentalnych reform, z wyjątkiem emerytalnych, nie przeprowadzał, które by budziły kontrowersje, opór społeczny. Realizował politykę ciepłej wody w kranie, a, że tak powiem, Komorowski był tym, powiedziałbym, kranem właśnie, który tą wodę doprowadzał bez żadnych zgrzytów.

Taylor to wszyscy ludzie, którzy później zbudowali projekt Manhattan. Jakby ich może nie wygnał, tylko zachęcił, to kto by tą pierwszą bombę zbudował? Nie przewidzimy przyszłości, ale może być tak, że nasze tutaj spory na linii Tusk-Kaczyński będą naprawdę mało istotne. Dokładnie tak, tak może być. No tak jak na przykład rok 89, którym ja się zajmowałem, prawda, wydawało się, że tam, prawda, po ile lat 80, czy ktoś zastąpi Jaruzelskiego w biurze politycznym, te spory tam, prawda, się nagle okazało, że wszystko runęło i te wszystkie rozgrywki w aparacie PZPR-owskim faktycznie były bez znaczenia. Oczywiście po kilku latach ona wróciła już w innej formie w SLD układów. Jedni byli stąd, inni stamtąd. Jedni byli w KC, inni nie byli. Kwaśniewski podkreślał, że on nigdy nie był w aparacie partyjnym, w przeciwieństwie do Millera. Ale to już wróciło zupełnie w innej konfiguracji.

No tak, tutaj się nie da ukryć. Dobrze, ja bym jeszcze do Donalda Tuska. Tak, ale powoli musimy kończyć. Tak, powolutku. Już się umówiliśmy na pewien czas. Czy Donald Tusk po pierwsze musi odejść, czy w związku z tym Radosław Sikorski zostanie kiedyś premierem i czy to jest jedyny dobry kandydat? Ja powiem tak, Donald Tusk nie musi odejść, tylko może odejść. I to od niego zależy, ponieważ to ma takie... czy powinien odejść. Moim zdaniem wszystko zależy, na czym mu zależy. Jeżeli mu zależy na obozie własnym politycznym, to powinien swoją sukcesję przygotować i przeprowadzić to, ale zrobić znacznie lepiej niż w 2014 roku, bo pamiętamy, że wtedy też przeprowadził operację sukcesyjną, pani Kopacz mu się nie udała. I tu się pojawia kwestia następcy. Na dziś ja uważam, że najlepszym następcą w tej chwili w roli premiera, bo to też ta sukcesja byłaby kilkuetapowa, dlatego że pamiętajmy, że w momencie jakby Tusk przestał być premierem, to nie przestaje być liderem Platformy, a zatem liderem Koalicji Obywatelskiej, najważniejszego członka, elementu Koalicji Rządowej.

Czyli inaczej mówiąc, to może być etapowane to odejście Tuska. Natomiast ja uważam, że on się zużył politycznie, jest w tej chwili obciążeniem dla własnego obozu politycznego. Czy Sikorski by sobie poradził, to byśmy się dowiedzieli, jakby został tym premierem. Być może nim zostanie, być może nie. Ja wiem jedno, niektórzy mówią, że to jest jeszcze za wcześnie, że to można jeszcze spokojnie zrobić za rok, tą wymianę premiera. No ja uważam, że za rok może być już za późno. Być może już jest za późno, być może trzeba było na tle, naprzeciwko nowego prezydenta ustawić nowego premiera. No ale Tusk absolutnie ten scenariusz odrzucił, powiedział, że nie zna słowa kapitulacja, a to już nie byłaby kapitulacja, to byłoby taktyczne cofnięcie się na z góry upatrzone pozycje. Tymczasem on uważa, że jest tak niezastąpiony, że tylko on może, w czym go umacnia cały ten dwór wokół niego, no bo rzeczywiście oni pamiętają te doświadczenia z...

właśnie z panią Kopacz, później z Chetyną i Budką, no i rany boskie, nie będzie Donalda, nie będzie Platformy. I co z nami będzie? Sieroty poginiemy? No to jest ten właśnie syndrom, prawda, wszyscy poginiemy, bo naszego guru nie będzie. No to nie jest zdrowa, demokratyczna polityka. Więc ja mówię to nie tylko do liderów partii, ale mówię to na przykład prezydentów miast, burmistrzów, wójtów. Słuchajcie, wam się dwukadencyjność nie podoba, ale musicie zrozumieć, że nie można być dożywotnio, jak to się niektórym wydaje, liderem, no jak się jest takim wspaniałym, bo dobry lider potrafi sobie znaleźć następcę. Nikt nie zna dnia i godziny, może was zabić zawał serca, udar, albo was przejechać ktoś na ulicy. I co wtedy, tak? Wy musicie mieć kogoś,

zwłaszcza jak już przekraczacie półmetek swojej kadencji, w kim widzicie następcę. To nawet może być więcej niż jedna osoba. Ale Tusk zapewne ma kogoś takiego. Czy to jest Sikorski? Tego nie wiem. Sikorski ma dzisiaj najlepsze notowania i ma pewną osobowość, której nie widać u innych ludzi z otoczenia Tuska. A czy on by sobie poradził? Tego nie wiem. To by czas pokazał. On też ma swoje słabości, o nich też wiemy. Ale jedno jest pewne, dla mnie jest pewne. Ja nie wierzę w to, że w obecnej konfiguracji personalnej, czyli z Tuskiem na czele koalicja obywatelska uzyska przy następnych wyborach parlamentarnych lepszy wynik niż Prawo i Sprawiedliwość. Moim zdaniem uzyska gorszy, tylko nie wiem o ile gorszy, a w związku z tym prawdopodobieństwo koalicji PiSu z Konfederacją znacząco rośnie.

W innym, powiedziałbym, scenariuszu personalnym, to znaczy w przypadku Tuska jako, raczej w przypadku Sikorskiego jako premiera, moim zdaniem pojawia się większa szansa na pewną odbudowę, powiedziałbym, tego obozu dziś rządzącego w Polsce, jego poparcia społecznego dla niego. I tu ta szansa na nieco lepszy wynik wyborczy rośnie. To nie jest żadna gwarancja, tylko to jest pewna szansa. Moim zdaniem z Tuskiem tej szansy już nie ma, bo on swoją szansę przegrał w momencie, w którym popełnił szereg błędów, które doprowadziły do porażki Trzaskowskiego. Ja uważam, że porażka Trzaskowskiego winny jest oczywiście sam Trzaskowski, winny jest sztab Trzaskowskiego, ale winny jest też Donald Tusk. Może ja też jestem winny, bo za mocno jak niektórzy mi tam ślą, że to ja się przyczniłem do zwycięstwa Nawrockiego, go bardzo ostro atakowałem. Ja nie sądzę, żeby to moje ataki były tym, co przesądziło szalę.

Raczej mam wrażenie, że to, że Tusk, ale też i sam Trzaskowski i jego sztab zlekceważyli coś, co było widoczne w sondażach od początku tego roku. Że tym trzecim będzie Sławomir Mencen. a nie Szymon Hołownia. W związku z tym należało zrobić wszystko, żeby pozyskać nieco większą część wyborców Mencena do drugiej tury, niż to było zdaje się 12%. Ostatecznie, jak wynika z tych badań, 12% wyborców Mencena w drugiej turze zagłosowało, tych, którzy poszli na drugą turę, zagłosowało na Trzaskowskiego. To było 30%. Nie mówię o połowie, mówię o 30%. Moim zdaniem Rafał Trzaskowski wygrałby wybory prezydencji. A jedynym, który coś zrobił w tym kierunku, Był kto? Radek Sikorski, który z tym słynnym piwem z Mencenem, to był moment najjaśniejszy w kampanii Trzaskowskiego między pierwszą a drugą turą.

Bosak nie widzi tak naprawdę alternatywy dla koalicji z PiS-em, a Mencen się zachowuje tak, jakby widział. A to daje pewną szansę na nieco inną konfigurację, mówiąc wprost, na zablokowanie powrotu PiSu do władzy, bo to się do tego sprowadza. I być może Sikorski w ogóle wstaje tego dokonać. Czarno widzę próbę dokonania tego przez Donalda Tuska. Ale to nawet przecież Jarosław Kaczyński dawno, dawno temu wycofał się tak naprawdę, prawda? Tak, dokładnie tak. Dokładnie tak i zrozumiał to moim zdaniem po przegranych wyborach w 2010 roku z Komorowskim, że nie ma szans nie tylko wygrać wyborów prezydenckich, ale także jako twarz, bo przecież pamiętamy 2015 rok po zwycięstwie Dudy Kaczyński mógł powiedzieć, no a teraz ja będę premierem. A co on zrobił? Stawił Beatę Szydło i to moim zdaniem z całą pewnością pomogło PiSowi uzyskać lepszy wynik, choć rzeczywiście nikt nie pomógł im wtedy tak jak Miller z Palikotem, z tym swoim

Tak, tak, no dokładnie tak, ale rodzina zawsze płaci. Zupełnie niesłusznie pod pręgierzem od razu się znaleźli, bo tak działa polityka. Tylko, że w przypadku prezydenta tu już rodzina jest absolutnie, bo to jest jednak pierwszy obywatel, małżonka, pierwsza dama. W przypadku innych polityków niższego szczebla liderów partii na szczęście ta rodzina nie jest tak. No wiemy, że hołownia małżonkę zaczął pokazywać dopiero w fazie kampanii prezydenckiej, no. Wcześniej było wiadomo, kto to jest, ale ona specjalnie nie była obecna. Żona Donalda Tuska też nie jest przesadnie obecna w życiu publicznym. Ale też żona prezydenta Dudy też nie była przesadnie obecna. Zobaczymy, jak będzie z obecną pierwszą damą. Czas pokaże. Robert Makłowicz trochę za pięknie żyje, prawda? No dokładnie tak. Dlaczego ma się szarpać i budować jakąś partię w centrum, która będzie miała... U naszej wspólnej pomyślności.

Czyli jasno stwierdził profesor Dudek, że nie jest symetrystą. To jest oczywiste. Tak, nie jestem. Już nie jestem symetrystą. Już nie jestem. Już nie jestem. I jak po tej drugiej stronie? Ewanto, rozglądam się. O tak mi to ujął. Ale to dla niektórych i tak nie jest oczywiste, że ja nie jestem po stronie pisowskiej, bo i tak jestem gdzieś tam ciągle jako kryptopisowiec piętnowany, zwłaszcza z uwagi na moją krytykę, tym razem Donalda Tuska. A to od dawna, to od lat, do dekady już trwa ta krytyka. Tak, tak, bo ja uważam, że Donald Tusk swoją złą polityką w czasie swoich pierwszych rządów utorował PiS-owi drogę do władzy. Cały ten tzw. polaryzacyjno-dyfuzyjny model rozwoju, który Tusk preferował, doprowadził do tego, że powstała masa krytyczna w tej tzw. Polsce B. która wyniosła PiS do władzy po prostu.

Gdyby natomiast wtedy jednak potrafił Donald Tusk wynegocjować na przykład złagodzenie procedury nadmiernego deficytu, którą się tam zasłaniano, gdyby potrafił jednak przekonać ministra finansów, że trzeba przerzucić trochę środków właśnie na te mniejsze ośrodki, gdyby de facto owe 500+, inaczej nazwane, zaczął wprowadzać, to prawdopodobnie Platforma by wygrała w 2015 roku. A już na pewno Bronisław Komorowski, na który wziął pierwszą falę tego niezadowolenia na siebie, by nie przegrał. A to by wystarczyło, dlatego że nie byłoby tych wszystkich szaleń z wpisu pierwszej kadencji, które były bardzo mocne, gdyby był prezydent Komorowski w drugiej kadencji. Na to były wszelkie szanse, tylko mówię, tam popełniono błędy na zapleczu, cała ta kampania Komorowskiego.

Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.