IZU UGONOH: MÓJ DUCH PRZEMÓWIŁ I POWIEDZIAŁ, ŻE TO NIE JEST KONIEC
Wielka nadzieja polskiego boksu. Diament, który trzeba oszlifować. Pierwszy polski ciężki, który zostanie mistrzem świata. To było najpierw. Ale to szybko zmieniło się w: "zmarnowany talent" i "potrzebuje psychologa, bo nie ma głowy". Przeszedł drogę z nieba do piekła. Na początku przez wszystkich stawiany na piedestał, ale szybko sprowadzony do parteru. Dosłownie i w przenośni. Dzisiaj jest w zupełnie innym miejscu. W jakim? O tym przekonacie się, słuchając podcastu "W cieniu sportu". Gościem Łukasza Kadziewicza jest Izu Ugonoh.
Oczywiście są inne role, które też pełnię i tak jak mówię, to jest tylko uogólnienie na potrzebę jakiejś tam chwili, ale Można się zgodzić co do tego, że sporty walki to jednak są sporty i wchodzi w to w kickboxing, zapasy, MMA, boks, jakby tam co tam jeszcze jest. Ja dzisiaj do pracy przyszedłem przed dziewiątą. Siedziałem tutaj w Coffee Roomie. Bardzo lubię to miejsce, bo zderzają się bardzo ciekawi ludzie. Wielu wydawców programów politycznych, publicystycznych, sportowych. Dziwnym trafem dzisiaj sami ładni przyszli do pracy. I padło pytanie, kto będzie gościem mojego podcastu. Powiedziałem Izu. I koleżanki, i koledzy powiedzieli uuuu, to dla niego oglądałem Królowe Przetrwania.
To mnie trochę zmartwiło, wiesz? Mówię na poważnie, nie? Jakby zazdro, szacun, bo fajna robota, na pewno chciałeś to zrobić, ale czy nie boisz się, że szukając tej swojej drogi, przystanie z gwiazdami, romans z szeroko rozumianym show-biznesem, troszeczkę tracisz w oczach właśnie swojego środowiska, tego sportowego? Mam w dupie. Nie do końca tak, ale wydaje mi się, że to co mogłem stracić, to już straciłem. Był taki moment, kiedy po prostu straciłem bardzo dużo. I to się wydarzyło wskutek tego, że zaczęła panować taka niepochlebna opinia o mnie, że po prostu się do tego nie nadaje i tak dalej.
Ale otwórzmy troszeczkę oczy, bo cały czas zwracam się do tego grona osób, do którego sam należę. Mówimy o fejmie, o formule turniejowej właśnie w K1. Będziemy do tego wracać. Dobrze. I teraz przechodząc do królowej przetrwania i do tego programu, to poprowadziłem dwa sezony, z czego jestem zadowolony, trzeciego nie prowadzę i z tego też jestem zadowolony. Naprawdę. Dlatego, że może na samym początku... Dowiedziałem się bardzo późno o tym, że nie będę prowadził trzeciego sezonu i to było trochę mi nie na rękę. Natomiast tam już nie było dalszej drogi rozwoju dla mnie. To, co mogłem tam zrobić, zrobiłem.
To, czego mogłem się nauczyć, to się nauczyłem. To było wejście w coś, co zupełnie nie było czymś ważnym w moim życiu, na takiej zasadzie, że wcześniej nie oglądałem żadnych programów i w sumie to nie wiedziałem, dlaczego ludzie oglądają programy. Ale zrobiłem to, jak się okazuje, całkiem dobrze. I setki tysięcy osób oglądały ten program i cieszył się on dużą oglądalnością. Jedni byli oburzeni, że takie programy powstają, inni nie mogli się doczekać kolejnych odcinków i kolejnych sezonów. Tak więc program ten, jak dla mnie, jest pewnego rodzaju eksperymentem właśnie społecznym.
A ja nauczyłem się podchodzić do tego wszystkiego z takim większym dystansem, czyli no właśnie, czego człowiek szuka oglądając tego typu rozrywkę. To co można tam znaleźć? Wszystko. Można zobaczyć, można znaleźć przede wszystkim Ciekawe osoby takie, których nie widzimy na co dzień, nie znamy na co dzień. Kobiety przede wszystkim, kobiety dla innych kobiet. Ale tam się wiecznie drama jakaś rozgrywa. Nie, jest to dużo bardziej złożone. Ja teraz nie będę jakby tego... Sprowadzał wszystko do jednej wielkiej dramy, bo jakby też są tam inne elementy, tak? Można było się i pośmiać, i można było poczuć zażenowanie w niektórych sytuacjach, i niektóre sytuacje były zaskakujące, wydarzenia były zaskakujące, więc tam jest bardzo dużo różnych emocji, które można odczuć i dlatego ludzie to oglądali.
Niektórzy, niektórzy oglądali, i mało tego, co jest śmieszne, to nie oglądały tylko kobiety, tylko spotykałem takich ziomeczków na ulicy, który bym się nie spodziewał, że oglądali ten program. Ale oglądali i mówię, no wiesz, moja tam puszcza wieczorem, to tam kantem oka oglądam. Więc jakby jasne, dlaczego nie? To jest rozrywka. Jeżeli masz ochotę na tego rodzaju rozrywkę, dlaczego miałbyś sobie na nią nie pozwolić? Punktem wyjścia będzie jednak sport. Po pierwszym albo drugim sezonie pojawiasz się w szatni, przychodzisz na trening, bo bez względu czy jesteś zakontraktowany czy nie, no to aktywność fizyczna w twoim życiu jest czymś naturalnym. Jakby robisz to, jeśpisz, trenujesz, wychowujesz Córe, jesteś mężem, no pewne takie rzeczy u sportowców właśnie jak aktywność fizyczna są moim zdaniem wpisane w plan dnia, a koniec roku.
Pojawiasz się w szatni chwilę po tym jak prowadziłeś program rozrywkowy, pierwsza reakcja twoich chłopaków, kumpli? Dziwne spojrzenie, stary... Nie, absolutnie nie, no ale jakby dlaczego miało być dziwne spojrzenie? Dostajesz propozycję, żeby jechać do dżungli z dwunastoma kobietami i nagrywać jakiś program. Mają cię za to zapłacić i będziesz przebywał w ciepłym kraju. No to powiedz mi, dlaczego miałbym się na coś takiego nie zgodzić? Słuchaj, ja nie oceniam, ale jak oceniliście koledzy, jak nie było mikrofonu, kamer i... Ale nikt mnie nie ocenił. Nikt nic nie powiedział? Stary, to było słabe, niepotrzebne... Nie, absolutnie, ale jakby co w tym było słabego? Ja jakby pełniłem tam rolę, jakby byłem hostem programu i jakby nie spotkałem się z żadnym hejtem w związku z tym, bo jakby co hejtować?
Co hejtować? Szczególnie jakby... Zejście z drogi... Ale ta droga się zakończyła. No właśnie, nie do końca. No niby nie do końca, niby nie do końca, ale jakby na daną chwilę jakby nie było możliwości, żebym ja kontynuował tą drogę. To nie jest tak, że ja dostawałem, wiesz, ofertę albo że miałem możliwości i poszedłem w inną stronę. Zresztą to jest jakby dużo bardziej złożony... Ale wydaje mi się, że jakby po ostatnich dwóch przegranych, które się odbyły w KSW, po ostatniej nawet nie dwóch, po ostatniej przegranej w KSW ja się znalazłem na tak zwanej ziemi niczyjej. Rozumiesz? Czyli jakby trochę tak było, że nikt nie chciał jakby do końca ze mną walczyć, no bo wiesz, wciąż niebezpieczny zawodnik, ale przegrał walki, więc jakby bardzo, bardzo straciłem
W tamtym momencie i po prostu, wiesz, mówię, były jakieś tam propozycje, jakieś niby, ale nic jakby nie doszło do skutku. Więc ja, wiesz, i to jest, my się widzieliśmy trzy lata temu. I to jest ten moment, kiedy... Ja się związałem z moją obecną żoną, kiedy założyłem rodzinę, kiedy urodziła mi się córka, więc jakby ja nie siedziałem. Zmiana priorytetów kompletnie? Tak, z narodzinami dziecka na pewno. Natomiast wiesz, ja nie siedziałem i nie czekałem po prostu, aż telefon zadzwoni, tylko wziąłem sprawy w swoje ręce i starałem się je realizować najlepiej jak potrafiłem, najlepiej jak mogłem. I taka propozycja, taka... Oczywiście ktoś może powiedzieć, że ja nigdy bym nie wziął w tym udziału.
Taniec z gwiazdami. Ostatnie show, czyli dwa sezony prowadzenia, bycie hostem w Królowej Przetrwania. Kariera, o której nawet dzisiaj szukając takich lat jak 2015, 2016, 2017, 2018, ja myślałem, że no mamy drugiego Andrzeja Gołota. Dzisiaj poprosiłem o przygotowanie 10 podstawowych takich najbardziej klikalnych sprzed lat tytułów. Stary, kolejny mistrz świata. Ale Łukasz, bo od razu wiesz, jeżeli rozmawiamy na ten temat, to jest, bo to trochę wygląda tak, jakbym coś zrobił i dlatego, kurde, nie zostałem w tym szczycie świata.
Odpowiednich ludzi, odpowiedniej motywacji? Nie, motywacji nigdy odpowiedniej nie zabrakło, dlatego że moja motywacja była. Ja zawsze staram się najpierw szukać winy samemu w sobie, bo jakby to pozwala mi jakby przyszłościowo podjąć lepsze decyzje, tak? Tylko czy właśnie na przykład nie popełnić takich błędów, jak popełniłem wcześniej. I starałem się, wiesz, tak bardzo krytycznie podejść do swojej osoby, do swojej kariery. Natomiast jakby w pewnym momencie, wiesz, miałem już wszystkie odpowiedzi albo te odpowiedzi, które miałem, które sprowadzały się do mnie, to było jedno, ale też trzeba było zobaczyć na moje środowisko i na moje otoczenie, czy też tam nie zostały popełnione jakieś błędy.
I dzisiaj na przykład wiem, że jakbym miał tą wiedzę, którą mam, trenerską wiedzę, bo jakby się bardzo rozwijałem trenersko, czyli wykorzystując, właśnie, jak wykorzystać albo jak wyciągnąć talent danego zawodnika. Jakby to nie jest do końca odpowiedzialność zawodnika. U niego jest potrzebne zaangażowanie, u niego jest potrzebna chęć ciężkiej pracy, ale to trener robi. Krener wyznacza drogę, tak? To Kazda Matos stworzył z Mike'a Tysona wielkiego zawodnika. To nie jest tak, że Mike Tyson przyszedł i po prostu, wiesz, wszystko sam widział i jakby zaczął wygrywać. Nie. To ktoś z boku musi być w stanie zobaczyć coś w tobie. Ktoś z boku musi być w stanie zobaczyć, gdzie jest problem, który jest problemem do rozwiązania.
I teraz znowu jeszcze na chwilę przeskakując do programu telewizyjnego. Czy się komuś to podoba, czy się nie podoba, to jakby sam, w sensie, czy się komuś podoba ten program, czy się nie podoba, to jakby sam program był sukcesem, w sensie to był sukces. Oglądałem zainteresowanie. Czyli wiesz. I kolejna rzecz jest taka, że ja na przykład stwierdziłem, że wolę wziąć udział w czymś takim kontrowersyjnym, kontrowersyjnym w cudzysłowie. Ale w czymś takim niż czymś, co zupełnie nie będzie jakby oglądalne i nie obejdzie się totalnie bez echa. To takie było moje podejście. Natomiast wiele rzeczy też się tam nauczyłem, czyli na przykład to, że żebym ja tam dobrze wyglądał, to wiesz, to na to pracowało 40, 50, 60 osób, których tam nie widać.
Bardzo szybko wybrać tą jedną osobę i pokazać to i jego wina. I najlepiej czarnego. Słuchaj, no... Pożartuję sobie, pożartuję sobie. Ja bardzo lubię swoją pracę, bo zaraz się okaże, że komuś coś zginęło i ZU wychyli. A ja? A ja rączki mam tutaj. Więc... No to nie szukamy gościa i nie użyjemy słowa wina, ale... Kogo byś wymienił w swoim sztabie w tym najważniejszym dla siebie momencie, w tym najważniejszym roku, dwóch, trzech albo inaczej? Kogo ci w tym sztabie brakowało? Psychologa?
Nie, wcale nie psychologa, wbrew pozorom nie psychologa. Ja miałem kilka dobrych momentów. W Stanach oczywiście, jeżeli chodzi o przygotowanie, bo wtedy rzeczywiście byłem bestią. Jak tam siedziałem, to byłem przeokrutny i byłem niszczycielem. To było spowodowane przez trenera. Tam nie było wszystkiego, ale trener był świetny, Kevin Berry, on mnie świetnie trenował i rzeczywiście wykręcił te moje umiejętności do bardzo wysokiego poziomu. Później jak wróciłem do Polski, to już tam były pewne komplikacje, bo bardzo dużo się zmieniło. Natomiast był trener Andrzej Gmitruk. I to był ostatni człowiek, z którym wygrałem walkę w boksie.
I później już było, to już były, wiesz, osoby, trener sprowadzony z Hiszpanii, który, wiesz, robił jakieś tam metody, wiesz, tarczowania, które dzisiaj wiem, że było po prostu bezsensowne i jakby zupełnie niepotrzebne do takiego zawodnika jak ja, promotor, którego też miałem, to też był, wiesz, jakby... Żeby coś zrobić i zrobić dobrze, może nie każdy tak ma, nie? Ale jakby musisz mieć pewne osoby za sobą. I czasami, czasami nie będziesz miał nikogo i ci się uda, a czasami bez tych osób po prostu tego nie zrobisz, nie? Uważam, że są osoby o mniejszym talencie, które przy odpowiednim wsparciu są w stanie to zrobić. A możesz mieć talent i ciężko pracować i po prostu nie będziesz miał tych osób, które będą w stanie cię przepchnąć i tego nie zrobisz.
Wiesz co ci może odpowiedzieć? Normalna osoba taka, nie znająca tematu? Sam tych ludzi wybrałeś. I tak i nie. I tak i nie, wiesz co? Bo jakby, wiesz, to jest tak, że o, że miałem taką ogromną świadomość, ale to wcale tak nie działa. To wcale tak nie działa, że masz po prostu szereg osób i ty sobie możesz wybrać, że z tą osobą. Teraz mogę ci powiedzieć, teraz dopiero, jak wróciłem po tak długim czasie do sportu, to mogę ci powiedzieć, że teraz świadomie wybrałem osoby, z którymi chciałem trenować. I trenowałem, miałem bardzo krótkie przygotowania, bardzo, bardzo, nawet nie, że intensywne, ale bardzo, bardzo mądrze trenowaliśmy, bardzo świadomie i w bardzo krótkim czasie zbudowaliśmy u mnie bardzo wysoki poziom.
Uwierzyłeś kiedyś w te słowa, że tam czegoś brakuje? Wiesz co, ja ci powiem, że najgorsze u mnie jest to, że... Że trochę moje osiągnięcia zaprzeczają temu, rozumiesz? Ja byłem, wiesz, mimo wszystko sześć razy mistrzem Polski, mistrzem świata, mistrzem Europy. To się nie dzieje z przypadku. To się nie dzieje dlatego, że się nie nadajesz i po prostu poszedłeś i wszyscy inni byli słabsi. No, trochę tak jest, ale trzeba coś sobie mieć. Trzeba nawet być na tyle szalonym, żeby tam pójść i zawalczyć, wiesz, żeby się stawić. Później, wiesz, 20 walk w boksie i tak dalej, i tak dalej. Ja z czasem znalazłem pewne, odkryłem pewne problemy jakieś takie fizjologiczne, które są jakby we mnie, w moim organizmie.
Bardzo, bardzo późno. Bardzo późno je odkryłem i... No i jakby okazało się, że mam problemy z oddychaniem, że zawsze miałem pewnego rodzaju problem z oddychaniem i najgorsze jest to, że to nie było aż takie trudne do wykrycia, natomiast zawsze kierowali mnie gdzie indziej. W sensie zawsze jak ja to odczuwałem, to myślałem, że muszę ciężej trenować, ciężej pracować. Okazywało się, że im ciężej pracowałem, tym byłem gorszy. Pogłębiałem tylko problem, to jest jedna rzecz. Druga rzecz jest taka, że właśnie takie odpychanie mnie, że a, idź do psychologa, to było najgorszą rzeczą, bo jakby ja cały czas nie widziałem realnie tego problemu. On się przekładał na moje ciało i tak dalej, ale jakby problemem głównym nie był problem psychologiczny, tak?
To mi się nie składało, wiesz, do kupy, tak? Pewne elementy jakby mi się nie składały i nie potrafiłem ich zrozumieć, ale czas mi przyniósł to zrozumienie i kiedy już myślałem, że być może nie wystąpię, już nie zawalczę i wiesz, i wszystko mówiło, że może po prostu trzeba się pogodzić z tym, jak sprawy wyglądają, to tak jak napisałem w tym poście, coś się we mnie obudziło. Mówi, nie, no przecież Nie tak. Nie tak, to nie jest wiesz i to było bardzo duże ryzyko ze względu na to, że... Moje życie bardzo się zmieniło. Jestem ojcem, nie chciałbym robić głupich rzeczy, podejmować głupich decyzji, a te przegrane i w ogóle sporty walki są czymś, gdzie przegrana może być bardzo dotkliwa itd.
Natomiast mój duch przemówił i się obudził i powiedział, że to jeszcze nie jest koniec. No ostatecznie na pewno pokazałem, że to co było, bo ja prześledziłem cały internet i ja czytałem. Ja się miałem bić z Dondiego Kubiszynem i ja czytałem później, bo wcześniej nie miałem czasu, ale czytałem wszystko co pisali, przy każdym zestawieniu. Mówili, że to jest nie ma, wiesz, ten ma taką psychę, jest taki, taki, taki, to jest niemożliwe. Zresztą sam Don Diego, i to jest ważne, że Mateusz Kubiszczan tak powiedział, miał do tego prawo, ale powiedział, że ja mam za słabą psychikę do tego, żeby go pokonać.
Może wiesz, nie udało nam się nasz rajd, jeżeli chodzi o walki w KSW, ale nie mam do niego żadnego żalu. Temat ostatecznie zamknięty? Nigdy więcej w KSW? Wiesz co, ja nie chcę być w miejscu, w którym jestem niechciany, a jakby ostatecznie to są słowa, które usłyszałem od KSW, z KSW w momencie, kiedy nasze drogi się rozchodziły. Prostowo czy? Nie, no oczywiście, że nie. Ale po prostu tak to odebrałem. Zresztą to były słowa Kawula, że najprawdopodobniej KSW nie jest miejscem dla mnie. No i that's it. That's fine. Jaki masz kontakt i kiedy ostatni raz widziałeś albo rozmawiałeś z Tajgerem, z Darkiem Michalczewskim?
Z Darkiem Michalczewskim się widziałem przy okazji memoriału Marka Piotrowskiego. W biegu. Ale tam był zestaw personelów. Jezus, tam było mocno. Słuchaj, to było bardzo fajne wydarzenie, ale ostatecznie jakby wiesz, nie mamy relacji, jakby nie potrzebuję specjalnie relacji z tym człowiekiem. Wierzę, że to właśnie Izu będzie pierwszym polskim ciężkim, który zdobędzie Mistrzostwo Świata 2018. To diament, który trzeba oszlifować. No niestety, rok później kazał mu kończyć karierę i wskazał problem natury mentalnej.
Dwanaście miesięcy, szybka zmiana. Jak usłyszałeś pierwszą i drugą rzecz, w pierwszej poczułeś się dowartościowany z pompką na ego, a w drugiej powiedziałeś, pomimo tego, że robiłeś świetne rzeczy jako pięściarz, no nie znasz się na ludziach? Miałeś coś takiego w głowie, myśląc o Darku? No bo wiesz, 12 miesięcy i tak bardzo zmienić zdanie jako ten pierwszy ciężki, który... Ale wiesz co, to nie jest jakby ta wypowiedź nie świadczy o mnie, tylko świadczy o Darku. A ja pytam, jak ty zareagowałeś na... Wiesz co, wydaje mi się, że najgorsze jest to, że wcale mnie to nie zaskoczyło. To jest chyba najgorsze, że ja już w tym okresie, po tych miesiącach pracy, wiesz, po tym jak umarł Andrzej Gmitruk, po tym jak Tiger wraz ze swoją ekipą się zachowali przy tym, to jakby już później, to jak ja zostałem znokautowany przez Różańskiego i leżałem, a mój promotor powiedział, że nie nadaje się do boksu, to jakkolwiek bolesne to by nie było, to
Z drugiej strony nie było już dla mnie zaskoczeniem. I chyba to było w tym wszystkim, nie chcę powiedzieć, że najgorsze, no ale jakby boks jest zbyt niebezpiecznym sportem, żeby w nim być i nie mieć nikogo za plecami. To naprawdę szkoda zdrowia, szkoda życia. Bym leżał nieprzytomny, znokautowany i co? Liczyłbym na to, że promotor mnie wesprze, kurde. On by powiedział kilka niepochlebnych słów na mój temat i poszedł na imprezę. Nie życzę tego nikomu. Świat sportu, szczególnie boksu, ja cytuję, jest bardzo niebezpieczny, a do Darka, a raczej Darek, ma żal o to do Izu, że po prostu nie zarobił na nim pieniędzy. Jeden z komentarzy. No tak, jakby w sensie, ja nawet nie chcę tego sprowadzać... Bo to jest biznes, no wiesz, możesz powiedzieć... Tak, tylko to jest biznes i nie oszukujmy się, to się...
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Wielka nadzieja polskiego boksu. Diament, który trzeba oszlifować. Pierwszy polski ciężki, który zostanie mistrzem świata. To było najpierw. Ale to szybko zmieniło się w: "zmarnowany talent" i "potrzebuje psychologa, bo nie ma głowy". Przeszedł drogę z nieba do piekła. Na początku przez wszystkich stawiany na piedestał, ale szybko sprowadzony do parteru. Dosłownie i w przenośni. Dzisiaj jest w zupełnie innym miejscu. W jakim? O tym przekonacie się, słuchając podcastu "W cieniu sportu". Gościem Łukasza Kadziewicza jest Izu Ugonoh.