Ale po latach zadzwoniła i mówiła, ja syn, nagrałem naszą piosenkę. A wtedy jeszcze byliśmy w trójce. Mówi, jaką naszą? Mówi, tą gondolę. Ja mówię, Graszka, to było z ćwierć wieku temu. Ona mówi, no to co z tego przyjdzie? I posłuchałem. I tak zagrała z zespołem Ajagorę. Bardzo mi się to podobało, że tak fajnie chłopcy grają, tak uszczędnie i fajnie. No i złożyłem w tym słynnym w radiu, którego już nie ma, bo tak mówimy o trójce, gratulacje chłopakom. Przybyliśmy w piątkę i pojechałem do domu, a następnego dnia oni zadzwonili, że skoro mi się podobało, to może byśmy coś zagrali. Mieliśmy zagrać trzy koncerty i gramy w szósty rok. Ale ja chcę wrócić jeszcze do kabaretu pod Egidą. No wiesz, to wtedy była Superliga i właśnie i Pietrzak, i Kofta, Jan Tadeusz Stanisławski.
Ale wiesz to, że prowadził Wojciech Mann, to nic dziwnego, no bo wy przecież stanowicie taki zespół, team, powiedziałbym, od lat. Dawniej w Trójce, teraz w Radiu Nowy Świat. Co tydzień przyjeżdżasz do audycji Wojciecha Manna z nową piosenką. Już, wiesz, zdarzają się odstępstwa od tej reguły, no bo wiadomo, jestem grajkiem, więc... Czasem mnie po prostu nie ma, wtedy korzystam z jakichś swoich archiwalnych rejestracji, opatrując je dogranym gdzieś tam komentarzem, ale na przykład dziś udało się i po naszym powrocie... Po sukcesie naszym wspólnym, przecież teatralnym, wróciłem do domu i w nocy napisałem... Wspólnym, tylko powiem, że wspólny sukces teatralny, to jest sztuka w Teatrze Współczesnym Wojciecha Zimińskiego, wystawiona wspólnie siłami Teatru Współczesnego i Radia Nowy Świat.
I moment, w którym... Ówczesny dyrektor Trójki, do którego zgłosiłem się z ulicy, bo to było tak, że ja te 20 lat temu wykonałem telefon, dostałem telefon do dyrektora nowo obsadzonego, z którym nasze drogi się ostatecznie rozeszły z przyczyn politycznych, nad czym ubolewam. Tak to był? To był Krzysiek Skowroński. O którym ja wtedy nie pamiętałem, że wcześniej byłem gościem jego audycji w Radiu Z, koktajl Mołotowa. Z płytą właśnie tą Szampańskie Wersety dawno temu. Bo ja nie wiedziałem w jakim celu, ja tam byłem zaproszony na tę audycję, tam pamiętam jakiś minister. Od finansów rozmawiał z kimś z partii, która była jakaś taka partia KPN.
Także zapomniałem, że to był ten Krzychu. I jak ja do niego zadzwoniłem, on jechał gdzieś jako nowy dyrektor tej trójki. Ja zadzwoniłem do niego, powiedziałem, że... No, nazywam się tak i tak i szukam miejsca, w którym mogłem dać upust nadmiarowi swojej twórczości, a on powiedział, proszę pana, w Trójce pracują najlepsi. Ja powiedziałem, no właśnie jeszcze nie, ale jest to szansa, bo właśnie dzwonię. I pomyślał w sumie, że odłoży słuchawkę, a gość nagle mówi, to w takim razie zapraszam w środę o jakiejś tam godzinie. Ja mówię, no dobra, ja tam pojechałem. Może do niego też dotarło z opóźnieniem, kto dzwonił. Może, ale on miał... To wyszło później. Świadomość, że ja nie wiem, że rozmawiam właśnie z kimś, kogo poznałem wcześniej. Ja tam pojechałem i się okazało, że na tej bramce, obstawionej przez strażników, no zawsze tam tak było, czeka przepustka.
Zrobiłeś drugi raz coś takiego jak z Piotrzakiem Podegidą. Tak, tak, tak. Szkoda, że tylko parę razy zadzwoniłem. Między tym były długie okresy, kiedy wiodło mi się różnie. Trzeba było częściej dzwonić, ale nie miałem śmiałości. W każdym razie to on, ten dyrektor, zadzwonił do niego. Już byli dogadani. Przecież Wojtek wrócił do trójki. I przyszedłem tam do tego biura. Powiedziałem, dzień dobry, i zza biurka Wojtek powiedział, no to Panie Piotrku, bo był w tym, to co będziemy robić? To mnie uśmieliło, jego uśmiech ciepły mnie uśmielił i ja powiedziałem coś takiego, że fajnie by było, gdybyśmy nie wiedzieli, co robimy, że ja przyjdę, zaraz rano coś wymyślę. I potem poleci, zobaczymy, albo chwyci, albo nie.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.