Mentionsy Mentionsy
Tomasz Raczek
Tomasz Raczek

BETTER MAN / KOMPLETNIE NIEZNANY / MARIA CALLAS (2024) - recenzja Tomasza Raczka

29.01.2025 ·59 min 27 s

Moja ocena: BETTER MAN. NIESAMOWITY ROBBIE WILLIAMS - 5/10 KOMPLETNIE NIEZNANY - 6/10 MARIA CALLAS - 5/10

Dzisiaj będzie trójrecenzja, to znaczy recenzja trzech filmów. One mają coś wspólnego, bo są to trzy biopiki, filmy biograficzne, a właściwie odwołujące się do części biografii głównych bohaterów. W jednym przypadku to jest Robbie Williams i chodzi o film BETTER MAN, niesamowity Robbie Williams. Bob Dylan – kompletnie nieznany film. Maria Callas – film w Polsce, bo na świecie nazywa się po prostu Maria. Trzy wielkie postacie.

No na pewno Maria Callas i Bob Dylan to są wielkie postacie, ale Robbie Williams też jest bardzo ciekawą postacią dla młodszych, szczególnie widzów, ważną, interesującą i taką, z którą się ma bezpośrednią relację. Robbie Williams niesamowity, czyli Better Man. To ciekawe, bo ten film w Stanach Zjednoczonych jest całkowicie niezrozumiały, dlatego tam w tytule jest tylko Better Man, bo kiedy Amerykanie słyszą Robbie Williams, to nie są pewni, o kogo chodzi. Czy chodzi o Robina Williamsa? Nieżyjącego już aktora czy o jakiegoś innego Robbie'ego Williamsa?

Choć trudno nam w to uwierzyć, gwiazdor europejski, brytyjski Robbie Williams w Stanach Zjednoczonych jest bardzo mało znany. I ten film zresztą kompletnie się nie sprawdził w kinach amerykańskich. Przyniósł bardzo mały dochód i nie był po prostu oglądany powszechnie przez widzów. Na czym polega ten fenomen, że Robbie Williams, Brytyjczyk, śpiewający przecież po angielsku, znakomicie śpiewający, śpiewający też repertuar Franka Sinatry, jedna z jego płyt. Wydawałoby się, że jest wiele powodów, żeby dla Amerykanów to była postać bliska, a w każdym razie zrozumiała.

Dlaczego tak się nie stało? Trudno powiedzieć. Ale czym jest ten film dla nas? No właśnie, to jest taki film zrobiony pod opieką Robbie'ego Williamsa i będący, jak rzadko, takim pokazaniem światu kim sam czuje się Robbie Williams, jak on sam siebie ocenia, kim jest we własnych oczach. Do tego stopnia, że Robbie Williams postanowił się schować za małpą, z którą zresztą go porównywano w dzieciństwie. I rzeczywiście mamy tutaj dziwny przypadek, że w głównej roli

Mamy postać szympansa, czyli Robbie'ego Williamsa. Robbie Williams, szympans, mówi głosem Robbie'ego Williamsa. I to są głównie nagrane fragmenty wielogodzinnych wywiadów z Robbie'im Williamsem. Mamy aktora, Johna Davisa, który zagrał jakby ciało. Robiego Williamsa, a głowę zagrało CGI, czyli program komputerowy, który to wszystko połączył. Głos jednego człowieka, ciało drugiego człowieka i grafikę, zdjęcie i animację przede wszystkim CGI, która to wszystko połączyła i mamy głównego bohatera.

Pytanie było, Czy publiczność, czy widzowie zniosą, żeby główny bohater był postacią sztuczną, stworzoną, powiedzielibyśmy, przez sztuczną inteligencję, jakkolwiek to pojęcie dzisiaj by definiować węziej lub szerzej. Tak czy owak na pewno przez program komputerowy CGI, bardzo zaawansowany, do tego stopnia zaawansowany i do tego stopnia dobrze to zostało zrobione, efekt specjalny jakby nie było, że właśnie za to film BETTER MAN dostał jedyną swoją nominację do Oscara, właśnie za efekty specjalne, właśnie za tę małpę w roli głównej. To jest ciekawe i pytanie pozostaje trochę bez odpowiedzi, bo dla jednych widzów ten szympans w roli głównej od początku do końca właściwie znika po kilkunastu minutach, już się przestaje pamiętać, że się ogląda Małpę, a nie Robbie'ego Williamsa.

Absolutnie to akceptujemy, absolutnie o tym nie myślimy. Dla innych to jest męczące w tym sensie, że po prostu nie mają tych bodźców, które gdyby to był aktor albo sam Robbie Williams, no to byłyby oczywiste, takie jak mimika, jak spojrzenie ludzkich oczu, ale takich w naturalnej grze twarzy. No po prostu możliwość wyobrażenia sobie tego głównego bohatera, jak on wygląda w rzeczywistości. A tu odwołujemy się do fantazji. I musimy te fantazje połączyć z doświadczeniem rzeczywistości.

Jednym się to udaje, drugim się to nie udaje. Jednym się to podoba, innym się to nie podoba. Dla jednych to nie ma znaczenia, dla drugich to ma znaczenie. Gdzieś persaldo, być może, że i to się dołożyło do tego, że film ma stosunkowo mało zainteresowania. Wzbudził w stosunku do tego, ile pracy włożono w ten film i ile oczekiwań z tym wiązano. Mamy tutaj historię w reżyserii Michaela Gracie'a. Mamy tutaj historię Robiego Williamsa od dzieciństwa opowiedziano, bo to dzieciństwo jest strasznie ważne dla niego, mianowicie jest traumatyczne, bo on w dzieciństwie miał poczucie od zawsze gorszości.

No niestety, takie prawa dżungli za moich czasów jeszcze obowiązywały w szkole, mimo że się szło do dyrektora oczywiście szkoły czy kierownika. Było się wzywanym i rodzice byli wzywani i tak dalej. To nie było tak, że w ogóle uchodziło, no ale gdzieś to by, nie wiem, to jakaś byłaby afera ogólnoświatowa, gdyby przemoc w szkole taką odkryto i Mobbing jednego ucznia w stosunku do drugiego. Wtedy to było bardzo dużo prostsze, ale mam wrażenie, że tak jak w moim życiu, tak w życiu Robbie'ego Williamsa, no po prostu ta konieczność zmierzenia się z silniejszymi zawsze była

Robby w tym wypadku wypadał kiepsko, więc miał kompleksy. Miał kompleksy z powodu rodziców. Miał rodziców, rozbity dom, ojciec odszedł. Ojciec miał ambicje, żeby być Robbym Williamsem. On jeszcze nie wiedział, że jego syn będzie gwiazdą, ale sam śpiewał. Kochał Franka Sinatrę i sam chciał być showmanem. I zostawił dom i pojechał w trasę i był takim showmanem trzecioligowym i coś tam śpiewał i występował i kochał, to uwielbiał, aczkolwiek to był Szmirus. No ale Szmirus też jest artystą, tylko jest artystą Szmirusem. Robi nie był za bardzo dumny, bo z jednej strony to go ciągnęło i to co robił ojciec też go pociągało, z drugiej strony trochę się wstydził tego co robił ojciec.

Więc miał strasznie dużo punktów minusowych na początku, musiał je pokonać, bo wyczuł w sobie talent i niewątpliwie go ciągnęło. Miał to samo co ojciec, to znaczy, że strasznie chciał to robić, tylko miał dużo więcej talentu od swojego ojca. W związku z tym w pewnym momencie został wybrany do zespołu Take That i wydawałoby się, że Pana Boga złapał za pięty, czyli za nogi i że już ten Pan Bóg tam go pociągnie do góry. I pociągnął, no bo Take That stał się bardzo znanym zespołem, boysbandem. A Robbie Williams częścią tego boys bandu, ale znowu miał problem, bo znowu był gorszy. W każdym razie uważał siebie za gorszego w tym zespole, no bo tam był Gary Barlow, czyli ten, który komponował piosenki dla Take That, który był głównym wokalistą, który był taką główną gwiazdą Take That, tak był uważany i tak go traktował.

Sam robił Williams, więc zawsze chciał być taki jak Gary Bello. No i wreszcie, kiedy się to już dalej ciągnąć nie dało, no to odszedł z zespołu, właściwie został wyproszony. No i trzeba było jakoś się w tym odnaleźć i dopiero wtedy zaczęło się to co najlepsze, to znaczy solowa kariera Robbie'ego Williamsa i on udowodnił, że nie jest najgorszy, że potrafi być świetny, że staje się gwiazdą. Co prawda, ironia losu mówi, że no nawet jak się już stał gwiazdą, to stał się gwiazdą europejską, a cholera do tych Stanów Zjednoczonych dalej się nie może dobić, znowu jest gorszy.

No więc, zważywszy wszystko, jedno i drugie, te szarki się tak W jedną i w drugą stronę, w dół i w górę opadają, podnoszą i wyszło mi 5 na 10. 5 na 10, czyli średnio. Zamierzenia były duże, Zostały w dużej mierze zrealizowane, ale nie dało to efektu artystycznego przekonującego. Ale docenić trzeba różne ciekawe posunięcia i ciekawe pomysły w tym filmie. Nie jest wybitny, ale nie jest zły. 5 na 10. Kto lubi Robbie'ego Williamsa może śmiało iść na ten film do kina.

Wygląda fenomenalnie, dużo lepiej niż Maria Callas, bo Maria Callas nie była piękną kobietą. Była kobietą bardzo ciekawą, o oryginalnej urocie, ale nie była piękna. Ona właśnie nie miała, ona marzyła o tym, żeby być taka jak Angelina Jolie. Nie wiedząc o tym, że gdyby była jak Angelina Jolie, to by nie miała czego jej zazdrościć. Ona była na początku brzydka i gruba i wyśmiewali się z niej jak z Robiego Williamsa i matka ją męczyła, żeby już przestała być gruba, bo kariery nie zrobi. No była grubą greczynką. Taką, jak zdarzają się często, takie zażywne, o to właściwie można powiedzieć zażywna kobieta.

Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.