BETTER MAN / KOMPLETNIE NIEZNANY / MARIA CALLAS (2024) - recenzja Tomasza Raczka
Moja ocena: BETTER MAN. NIESAMOWITY ROBBIE WILLIAMS - 5/10 KOMPLETNIE NIEZNANY - 6/10 MARIA CALLAS - 5/10
Dzisiaj będzie trójrecenzja, to znaczy recenzja trzech filmów. One mają coś wspólnego, bo są to trzy biopiki, filmy biograficzne, a właściwie odwołujące się do części biografii głównych bohaterów. W jednym przypadku to jest Robbie Williams i chodzi o film BETTER MAN, niesamowity Robbie Williams. Bob Dylan – kompletnie nieznany film. Maria Callas – film w Polsce, bo na świecie nazywa się po prostu Maria. Trzy wielkie postacie.
No na pewno Maria Callas i Bob Dylan to są wielkie postacie, ale Robbie Williams też jest bardzo ciekawą postacią dla młodszych, szczególnie widzów, ważną, interesującą i taką, z którą się ma bezpośrednią relację. Robbie Williams niesamowity, czyli Better Man. To ciekawe, bo ten film w Stanach Zjednoczonych jest całkowicie niezrozumiały, dlatego tam w tytule jest tylko Better Man, bo kiedy Amerykanie słyszą Robbie Williams, to nie są pewni, o kogo chodzi. Czy chodzi o Robina Williamsa? Nieżyjącego już aktora czy o jakiegoś innego Robbie'ego Williamsa?
No a teraz będzie kolejny film. Kompletnie nieznany. No i znowu niezgodnie z tytułem, bardzo znany. Bob Dylan jest głównym bohaterem. Boba Dylana gra w tym filmie Timothée Chalamet i on się przygotowywał bardzo długo do tej roli. Wyzwanie było poważne. Zagrać Boba Dylana, człowieka legendę, w dodatku żyjącego bohatera. Ale legendę o wymiarze światowym i pokoleniowym, bo jest bardzo wielu ludzi, dla których Bob Dylan to jest pewien rodzaj wyznania wiary, wyznania swojego stosunku do świata, stosunku do wolności. Zobaczcie Państwo, nawet ta koszulka moja to też jest gdzieś blisko tego, o co walczył i co jest nie tylko w piosenkach Boba Dylana, ale wręcz w poezji Boba Dylana, bo nie zapominajmy, że on się stał takim fenomenem, że wręcz przyznano mu literacką Nagrodę Nobla.
W ogóle on jest trochę tak jakby wycofany, prawie że autystyczny. Zresztą z filmu Kompletnie Nieznany też trochę wynika, że ta jego osobowość była bardzo wycofana. On właściwie cały się spełniał w... I to jest też pewien problem tego filmu, bo z jednej strony on pokazuje świetnie, moim zdaniem świetnie, Nie tyle samego Dylana, ile środowisko, w którym wylądował Bob Dylan w Stanach Zjednoczonych w pierwszej połowie lat 60.
I nagle widzimy te lata, widzimy ludzi, do których on trafił. Tam był Pete Seeger, gra go Edward Norton, nominowany do Oscara za tę rolę. Zresztą Timothée Chalamet za zagranie Boba Dylana i za to, że zaśpiewał wszystkie jego piosenki w filmie, bo w tym filmie Bob Dylan nie śpiewa. Jest mnóstwo jego piosenek, ale śpiewa Timothée Chalamet. Zresztą bardzo upodabniając się, rzeczywiście wiarygodnie upodabniając się do Boba Dylana. Ale mamy też tam Joan Baez, a właściwie Monikę Barbaro, która gra Joan Baez i również śpiewa piosenki. Joan Baez to jest trudne do wyobrażenia, bo akurat Joan Baez ma tak charakterystyczny głos, że no właśnie niepodobny do nikogo.
A Monika Barbaro... Umie zaśpiewać tak jak John Baez, nie naśladując John Baez. I tu znowu rozumiem dlaczego dostała nominację do Oscara kolejną za rolę drugoplanową. Zresztą tych nominacji do Oscara film Kompletnie Nieznany dostał aż osiem. Bardzo dużo. I w Stanach Zjednoczonych po prostu zwyczajnie ten film jest ważny. I teraz wracam do tego, o czym jest film, bo już zacząłem mówić, że on nie tyle jest o Dylanie, co o nich wszystkich. I o tym Picie Sigerze, i o Joan Baez, i o Johnem Cashu, którego z kolei Boyd Holbrook zagrał i też śpiewa jego piosenki. To jest wielkie przedsięwzięcie, ten film, ale zarazem to jest...
Skuteczny sposób przypomnienia, czym był świat widziany z perspektywy amerykańskiej w tamtych latach. Świat walki o ideę, świat antywojenny, świat, który przygotowywał nas wszystkich, którzy wtedy żyli do 1968 roku, do dzieci kwiatów, do hipisów. To wszystko się tu rozgrywało na terenie muzyki folkowej, bo ostatecznie do niej trafił ten młody 19-letni chłopak Bob Dylan i Pete Seeger, czyli inny świetny wykonawca, który go odkrył albo najszybciej się poznał na talencie Boba Dylana, trochę go tak pilotował i wprowadzał w to środowisko.
Joan Baez z kolei stała się jego przyjaciółką, kochanką, partnerką sceniczną też. Nie była to jedyna kobieta w życiu Boba Dylana, bo on miał relacje nazwijmy to skomplikowane i tych relacji sporo i one się krzyżowały i jego stosunek do kobiet i w ogóle do innych ludzi Właśnie pokazywał, że on nie był nigdy taką przejrzystą osobowością, o tak bym powiedział. I miał z tym wielkie problemy i myślę, że to co najlepszego w życiu zrobił to właśnie są jego piosenki i jego teksty. Że tu się skondensowało wszystko to co najlepsze w nim.
I to się czuje w tym filmie. I teraz, jeśli ktoś pamięta tamte czasy i Tamte czasy, ale także piosenki Boba Dylana są dla niego ważne, dla niego czy dla niej, są ważne, są własne takie, osobiste, kształtujące nas i definiujące nas jakoś, to wtedy ten film zupełnie inaczej się odbiera. Jeśli z kolei się jest Z młodego pokolenia jakby z trochę inaczej patrzącego na świat i niewiele wiedzącego o Bobie Dylanie, poza tym, że dostał Nagrodę Nobla, że śpiewał jakieś piosenki, że to samo o Joan Baez, że to są takie postaci gdzieś rozmazane na horyzoncie, to dla nich ten film nie będzie bardzo ciekawy, bo on jako film jest chwilami nudny.
Mówię uczciwie, on jest chwilami nudny, on siada w środku jak zakalec. I ten główny problem filmu... Został tutaj stworzony na potrzeby dramaturgii, żeby jakaś dramaturgia była. I tym szczytem dramaturgii jest coś, co wielbiciele Pobadylana i muzyki mogą docenić. Ale ci, dla których taka muzyka nie jest bardzo ważna, to w ogóle wstrząsną ramionami, wzruszą ramionami i powiedzą, że ale o co chodzi? No bo największym tutaj przewrotem I punktem zwrotnym, do którego dążymy, jest to, że na festiwalu folkowym Newport, folkowy, jak wtedy go przedstawiano, bart, piosenkarz Bob Dylan, wyszedł na scenę z gitarą, ale elektryczną.
No coś nie do wyobrażenia w folku. Gitara elektryczna to rock, a folk to jest gitara akustyczna. I on nagle złamał tę zasadę i wychodzi na scenę festiwalu folkowego z gitarą elektryczną. Byli tacy tam, co włosy sobie wyrywali z głowy. Do czego to doszło? To w ogóle koniec. Zabicie gatunku. Zniewaga. To w ogóle jest zniewaga. Ci, dla których te gatunki muzyki nie są takie ważne, w ogóle nie rozumieją, o co chodzi. Ale dlaczego zniewaga? Zresztą my dzisiaj też z trudem już to rozumiemy, dlatego że Bob Dylan skutecznie połączył tę muzykę, którą wcześniej grał z akustyczną gitarą, z ostrzejszą, mocniejszą muzyką, która potrzebuje gitary elektryczne.
Jak jest mocne słońce, To wręcz wypala, nic nie widać. Nic mi nie powiedzieliście, że tu wypala. Ja bym blendę opuścił. Teraz opuściłem, jest dużo lepiej. No ale skąd miałem wiedzieć, jak ja tu patrzę w kamerę, czyli w wasze oczy i nie patrzę, co jest obok mnie. Na przyszłość mi jakoś popukajcie w ekran, żebym wiedział, to opuszczę blendę. Jesteśmy w kompletnie innej teraz sytuacji. Byliśmy w latach 60-tych z Bobem Dylanem w Stanach Zjednoczonych, teraz jesteśmy w latach 70-tych w Paryżu z Marią Callas. W sumie to dosyć porównywalny czas, ale zupełnie inny świat. Maria Callas
I wtedy ją obserwujemy. Jest elegancka, wszyscy mówią na nią primadonna assoluta, primadonna absolutna, albo mówią la divina, boska. Ale ona już wie, że nie jest boska. To jest dramat do zagrania. To jest dramat do zagrania dla dobrej aktorki. A tę rolę gra Angelina Jolie. Piękna kobieta. Ale aktorka średnia. Bardzo się starała. I teraz chcę powiedzieć coś, co mnie doprowadziło do śmiechu. Bo tak jak Timothée Chalamet uczył się, żeby zaśpiewać jak Bob Dylan, czy mieliśmy aktorów śpiewających jak Joan Baez, Pete Singer itd.
Konkurs piosenki autorskiej to był konkurs na bardów właśnie, to znaczy ludzi, którzy przychodzili najczęściej z gitarą i śpiewali swoje własne piosenki. To był konkurs na bobów Dylanów takich właśnie. Przychodzili i śpiewali piosenki, które sami napisali, najczęściej sami też komponowali muzykę. Nic tam więcej nie było. Nie było show, nie było tańca, nie było scenografii. Po prostu była pusta scena i ktoś stał lub siadał na krzesełku i śpiewał. A my bardzo... Dokładnie słuchaliśmy. Miał ten konkurs kilka etapów, no i wszystko to śledziłem bardzo dokładnie, bo jak powiedziałem byłem sekretarzem jury, więc po pierwsze byłem świadom i obecny przy wszystkich dyskusjach, a po drugie to wszystko musiałem zapisywać i podawać zarówno
Ze mną chciałem powiedzieć, a nie z Andrzejem Poniedzielskim. No i tyle było mojej atrakcji. Poza tym, że się cieszyliśmy, bo Elżbieta Adamiak wtedy była na ustach wszystkich kochających piosenkę autorską. Pamiętam, że wśród laureatów byli Waldemar Chyliński, był Jacek Zwoźniak. Bardzo, bardzo dobre nazwiska. Ale dlaczego o tym wszystkim opowiadam? Bo tak jak o nich teraz opowiadam, to się tak trochę czuję, jakbym był w tej sytuacji z filmu Kompletnie Nieznany, że tutaj Bob Dylan, Pete Seeger, Joan Baez. Trochę podobne poczucie. I nagle w tym konkursie pojawił się Michał Bajor. Michał Bajor był moim kolegą ze studiów, to znaczy był z Wydziału Aktorskiego, ale z tego samego roku co ja.
Gdzie ma się być dobrym? Bo trzeba iść ze swoją jakością tam, gdzie to docenią. Bo inaczej ta nasza jakość może się zmarnować i uschnąć. I o tym przypomina film Kompletnie Nieznany. A Bob Dylan dobrze trafił. Trafił na Peeta Sigera, trafił na folk, trafił na Joan Baez, trafił na swoich ludzi. I dlatego między innymi... Nie zagubił swojego talentu. Nie usechł, nie zasechł, nie zgnił w niesprzyjającym otoczeniu.
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.