Mentionsy Mentionsy
Tomasz Kopyra
Tomasz Kopyra

Jak pokonałem ultramaraton K-B-L 110 km

25.07.2022 ·34 min 16 s · 6 rozdziałów

Tomasz Kopyra opowiada o tym, jak udało mu się pokonać dystans ultramaratonu K-B-L 110 km, z Kudowy Zdroju, przez Bardo do Lądka Zdroju.

4:45 · Trening i przygotowanie 3

Więc nie wiem jak w Pasterce. W Pasterce był nocleg dla 240 trasy, bieg siedmiu szczytów. To tam być może, że tam można było w ogóle pokój sobie wynająć, bo to schronisko. Natomiast w Bardzie to wyglądało tak, że był namiot, ale nie jakiś tam taki ten, tylko taki bardziej eventowy, gdzie leżały trzy materace na glebie. Tam można się było glebnąć. Widziałem jednego człowieka, który tam spał, nie? Na innych punktach też się zdarzało, że leżeli ludzie przykryci folią NRC, na jakichś tam kartonach czy na czymś takim, bez jakichś tam luksusów. Ale ja takiej potrzeby nie miałem. Znaczy spać mi się nie chciało. Muszę powiedzieć, że drugą rzeczą, którą mówiłem, że może mi uniemożliwić pokonanie oprócz warunków pogodowych, czyli wiedziałem, że jak będzie upał, mogę nie dać rady, jak będzie lało, mogę nie dać rady, ale trzecią rzeczą było, jeżeli doznam jakiegoś takiego urazu, kontuzji, obtarcia, który sprawi, że nie będę mógł, po prostu, że będzie to taki ból, że nie dam rady,

No i nie wydarzyło się nic takiego. Nic mnie nie bolało bardziej niż 4x10, nie? No może te piszczele trochę 5x10, ale to już było naprawdę kilka kilometrów do końca, to już wiedziałem, że choćbym miał kurwa tip-topkami, iż to dojdę, nie? No i też muszę powiedzieć, że końcówkę odpuściłem. Totalnie odpuściłem na zasadzie takiej safety first. Nic mi to nie zmieni, czy będę 10 minut wcześniej, czy będę 10 minut później na mecie, a to mniej więcej o takie tyle mogłem jakby urwać. Nic mi to nie zmieni w moim wyniku. A miałem wyobraźnię, już widziałem siebie, jak się potykam gdzieś na jakiejś śliskiej kostce w lądku, czy w ogóle na kostce, czy gdzieś o jakiś krawężnik.

Wywalam się na ryj na tej ostatniej prostej. Widziałem to po prostu w głowie. Mówię, nie, safety first. Na tyle udało mi się bez żadnego potknięcia przetrwać to i to tu muszę to dowieść. Muszę się dowieść w W dobrym stanie. No i słuchajcie, na sam koniec oczywiście spadł deszcz, lało, założyłem kurtkę, chociaż teoretycznie jak na takim treningu jestem gdzieś w domu, no to jak zaczyna padać, to nic nie robię z tym. Znaczy raz, że nie biegam z kurtką za bardzo, ale wychodzę w taki trening, biegam i nic się nie dzieje. Co innego jest jak biegniesz 5, 10, nawet 20 km, co innego jak jesteś po 100 km. Muszę powiedzieć, że tym co mnie zaskoczyło, to były trzy sytuacje, gdzie rzeczywiście było mi bardzo zimno i wręcz dostałem dreszczy.

11:00 · Bieg i doświadczenia 3

Otóż bardzo dobrze. To znaczy oczywiście, to nie jest tak, że nic mnie nie bolało, ale bolało mnie zdecydowanie mniej niż po maratonie Silesia Marathonie, zdecydowanie mniej niż po pierwszym maratonie do Milicza, gdzie tam rzeczywiście przez... Jak pierwszy raz do Milicza pobiegłem, maraton, to musiałem chyba dwa dni schodziłem tyłem po schodach. Jak pobiegłem Silesia Marathon? Jeden. Ale teraz w ogóle. W ogóle. Oczywiście bolało, ale to był taki ból do przeżycia, nie? Więc dzisiaj jest poniedziałek, to w zasadzie no odczuwam lekkie pobolewanie tam gdzieś stopy, gdzieś tam tej piszczeli i to jest tyle. Naprawdę, aż jestem sam w szoku. Bo ja byłem gotowy, znaczy przygotowywałem się psychicznie na to, że będę tydzień kurwa leżał, nie będę mógł podnieść ręki, wszystko.

I teraz tak, do Barda miałem dwa odcinki po 21 km, nie? I z Barda do Przełęczy Kłodzkiej Było 12 km. Mówię, no to luzik, nie? Dwie godzinki. Zajęło mi to chyba 3 albo 2,45. Natomiast jak mnie ten fragment przeciorał, przy czym też wszyscy mówili, o droga krzyżowa jest taka straszna w Bardziej w ogóle, nie? Idę tą drogą, nic strasznego nie ma, nie? Ale to był, kurwa, dopiero początek. Droga krzyżowa się skończyła. Ja już chciałem odetchnąć, a to nie! Kurwa. Podejście pod Ostrą Górę, no to była jakaś masakra. Naprawdę, to mnie tak przeciorało, że już w tym momencie stwierdziłem, kurwa, pierdolę, wyciągam doping.

Kur... To było największe oszustwo, to był ten fragment. 12 km, a się rozciągnęło na dłużej niż tamte po 21. No i też w jednym miejscu, też właśnie na tym fragmencie. Schodzimy z tej kłodzkiej góry, nie? Mówię, już zaraz ta przełęcz jest, nie? Nie ma. Przełęcz jakaś tam podzamecka. Kur... Dobra, idziemy ten... Mówię, co to jest? Kurwa rumowisko, głazy, omszałe jakieś takie. My potem schodzimy, nawet nie nagrałem tam nic, bo mi się nie chciało kamery wyciągać, ale to było srogie, naprawdę to było srogie. No ale dotarłem. Na tym postoju Kasia mi przywiozła pierogi, więc zjadłem te pierogi. No i co? I ruszyłem dalej do Orłowca.

23:00 · Koniec biegu i odczuwanie 3

Mam nadzieję, że może w komentarzu napiszą. Czy to oni właśnie i czy dobiegli, czy nie dobiegli. Jeden kolega tam na starcie fotę sobie robił ze mną i mówił, że tam biegnie ten i zszedł z trasy, także mam nadzieję, że nie jakaś poważna kontuzja. Ja powiem szczerze, jak zaczynałem bieg, to myślałem, to szacowałem swoje szanse na ukończenie 110 km na 30%. jak wszystko pyknie, to dam radę. Do Barda zakładałem, że na 80% dam radę. No i jak już dobiegłem do Barda, no to już mówię, nic mnie nie boli bardzo, nie mam żadnych problemów. Oczywiście, na przykład zmieniałem buty, nie? I też się zastanawiałem, zmieniać, nie zmieniać, bo te jednak się w miarę sprawdziły, te Innovaty.

Natomiast no minusem było to, że One są 44, te innowaty były 44,5, więc tutaj miałem częściej, że tymi palcami dotykam początku przy niektórych zbiegach. No i trochę się bałem, że będą czarne paznokcie, a na szczęście nie. Jeden jest leciutko różowy, leciutko zaczerwieniony, ale reszta jest wszystko różowe, wszystko dobrze. Mam nadzieję, żaden nie schodzi i tak dalej. Nic, ani jednego pęcherza nie miałem. Trochę starta skóra na podeszwach, na opuszkach, ale ani jednego pęcherza. Myślę, że tutaj duża zasługa skarpet pięciopalczastych z Decathlonu. To są chyba Kipran pięciopalczaste.

Nic się praktycznie nie obtarłem, no może troszkę pośladki pod sam koniec. No, powiem Wam, że sam jestem w szoku. Sam jestem w szoku, że tak bezboleśnie to się wszystko skończyło. I też nawet, powiem Wam, że psychicznie mnie to tak nie męczyło. Oczywiście, jak teraz nawet oglądałem przy montażu, mówię, a tym bardziej, a jeszcze 8-9 godzin. Nie, daje radę, nie? To rzeczywiście trzeba się nastawić. Następny punkt, 12 km, no spoko, nie? To tak, wtedy pomyślałem, następny punkt, 2 km, nie? Chociaż ja też tak pomyślałem. Nawet jakby 3, to mam jeszcze 16 godzin zapasu. Nawet jakbym te każde 12 km robił po 3 godziny, to to jest zaledwie 9 godzin, to jeszcze mam 5 godzin w zapasie, nie?

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.