Roman Kosecki: Byłem na liście Barcelony
Czy zamierza wrócić do PZPN? Jaką radę dałby Cezaremu Kuleszy? O co zamierza walczyć w polskiej piłce? Kogo Barcelona miała na liście nad nim? Jak ściągano nawalonych dziennikarzy z taśmy na bagaże? Który hiszpański stadion robi największe wrażenie? O co miał spór z Zarzecznym? Czy Jesus Gil był wariatem? Jak w autokarze zachowywał się Diego Simeone? Jak trenowali w parku u angielskiej królowej? Jak negocjowano transfer na ławce w parku? Jak Andrzej Rudy postanowił zdezerterować? Dlaczego PZPN był żenujący w jego czasach piłkarskich?
A jaka to była presja wtedy nawet ze strony kibiców, ze strony mediów? Było już po tych kolejnych brakach awansu do poszczególnych turniejów takie mega ciśnienie, że wreszcie musicie awansować, bo ile my możemy czekać? Czy raczej dziennikarze byli, powiedzmy, wyrozumiali, no bo mieliście jednak faktycznie bardzo mocnych przeciwników. Nie znali takiego określenia. Było ostro, zdecydowanie, jazda bez trzymanki, jeżeli chodzi o prasę. Ale my sobie z tego zdawaliśmy sprawę. To jest normalne, że jeżeli w składzie reprezentacji grałem ja, gdzie grałem, czy w Osasunie, czy w Atletico, gdzie grał Janek Furt, Hamburger Król Strzelców, Janek Urban, Osa Sunaj w świetnej formie i tak mogę wymieniać kolejnych piłkarzy.
Takie kwiatki były co zgrupowanie. To u nas było tą normą, że goście lecieli na prani. Więc wie pan, były też i trochę inne czasy. Te zgrupowania były długie. My tam na pierwszym dniach się spotykaliśmy, no to było przywitanie zgrupowania, spokojnie jakieś tam rozmowy przy małym drinku i tyle. Reszta była później normalna robota. My graliśmy jak równy z równy z tymi reprezentacjami. To nie ma określenia. W Hiszpanii, ja byłem zdziwiony jak poszedłem do Osasuny, chociaż w Grata Sarek też, czy obiady, czy kolacje było zawsze winko, czy piłka, że spokojnie korzystali. No ale ja przyjechałem do Hiszpanii, do hotelu, akurat było zgrupowanie i od razu obiad, szedłem jako pierwszy i wchodzę na salę, wycofałem, siedzę sobie, czekam Janek mówiąc, no tu jest mamy, wchodzi się Janek, a tam na każdym stole butelka wina stoi.
Ale ja jak pojechałem z Legii do Galata Saraj, to mogę nieskromnie powiedzieć, zapaliłem tam te boiska swoją szybkością, walką i nieustępliwością. I się dziwili, że się nie zatrzymujesz. Byłem tak przygotowany. Zresztą później... W Osasunie to samo, chociaż coś było po Galatasaray, ale trafiłem do Osasuny, Pedro Maria Zabalza, trener, który na ten obóz, co powiedziałem wcześniej, weszło w Pampelunię i biegaliśmy tam po górach. Różne przebieżki i tak dalej, a później na swojej bazie, ostre też treningi w ośrodku przygotowań Osasuny. świetnym zresztą już wtedy, w tamtych czasach. Więc my naprawdę jesteśmy daleko do tyłu.
Tak, ktoś za to odpowiada, ma pan rację, ale ja nie wiem. Nam też się śmieliśmy z tego, że takie rzeczy są. A do działaczy PZPN-u wtedy podchodziliście jak do takich leśnych dziadów? Tak, bo nie mogliśmy się dogadać wielu rzeczy. Były czasem te spóźnienia różne i brak sprzętu. Jak my trenowaliśmy w swoich klubowych sprzętach. No właśnie do tego też chciałbym. sprzęcie, czy tam Atletico, czy Osasuny, tam ktoś wychodził w dresie pana Tinajkosu. I tak wyglądał trening. No tak, no bo nie było jeszcze strojów. Szkoda, że się zachowały żadne zdjęcia, bo to się nie zachowuje. No szkoda, no szkoda. Później już to jakoś tam po naszych protestach to ogarnięte zostało i później to, no ale pamiętny ten mecz na Chorzowskim, że my nie wychodzimy na boisko, bo nie będzie sprzętu na górę, tam trener Steyla mówi, nie, nie, nie, chłopaki, musicie wyjść, bo to
No a później z Legią ograliśmy wizę w u siebie 3-1. A czy wam w ogóle ktoś pomagał wtedy w transferach jakkolwiek? Nie, nie, nie. Ja miałem swoich takich doradców. Tak, takich doradców. Był... Zaraz, jak on się nazywał? Prawnik jakiś? Tak, był taki człowiek, Andrzej. Zaraz sobie przypomnę. I później był Sławomir Staczyński. Tam pomagał. Po prostu doradcę bardziej ze znajomości, więc to tak wyglądało. Nie było menadżerów. Tak jak mówię, z Atletico na Madryt nie miałem jeszcze od nich nikogo. Jak byłem w Osasunie, to sam negocjowałem.
Do Osasuny to mnie ściągnął Janek Urban, bo przyleciał z prezesem, na pewno mnie zadzwonił. Kosa, bo ty jesteś wszędzie wolny i z tej galaty, no to my tutaj chcemy cię wziąć i ja mówię, no jestem, trenuję teraz sam, no ale mam kartę na ręku i jestem wolny, no. No ale jak kartę na ręku, no. I wtedy Legia się odezwała, Romanowski. że oni są właścicielami i chcą tam 650 czy ileś tam tysięcy dolarów. I przyleciał Janek z prezesem, z kurą się nazywał. Ja mówię, no ale ja jestem wolnym zawodnikiem, mam kartę, no to idziemy do UEFA na jakieś...
rozprawę, czy jak ktoś tam, niech to wyjaśnią. A Janek mówi, nie, prezes rozmawiał, chyba się dogadał z panem Romanowskim, nie wiem na jaką kwotę, może niższą. Wtedy jeszcze nie szanowano czegoś takiego, jak data wygaśnięcia kontraktu. No właśnie. I zapłacili. On powiedział, że on nie będzie tutaj szedł na jakieś tam spory, jakieś arbitraże. Oni zapłacą. I zapłacili Legię. Legia jeszcze na mnie zarobiła. A nie wiem, czy pan ma świadomość w ogóle po latach, że... I Janek, dzięki Jankowi grałem w Osasunii. Zresztą dzięki Piotrkowi Nowakowi grałem w Chicago Fire, bo Piotrek jak byłem w Legii, też do mnie zadzwonił, byłem na zgrupowaniu, mówił, Kosa, startujemy, przyjeżdżaj do Melesu i tak dalej. To też mi Piotruś pomógł. Nie wiem, czy pan ma świadomość, ale agent, który ściągał Jana Urbana do Pampeluny, nazywał się Inaki Urkicho, po latach, całkiem niedawno narzekał, że te pierwsze transfery ze wschodu, m.in.
Urbana, to były przeprowadzane przy jego pomocy, że on był pośrednikiem, on przy tym wszystkim zarabiał, a przy kolejnych już się okazał zbędny i taki poczuł się trochę niedowartościowany, że wtedy już osasunę go nie ma. Nie wiem, ja pamiętam mój transfer do Galatasaray, o którym ja tak jestem owinięty trochę taką chmurką, nie wiadomo co tam się działo, niepewności. Powiem szczerze, że negocjacje, ja się dogadałem z Turkami, z reklamówkami wyszedłem. pełnem kasy zawiozłem do domu i wziąłem szczoteczkę, bo mówię, dawaj, bo lecimy do Turcji, bo tam ludzie czekają na lotnisku o pierwszej wylot. Ja mówię, jak o pierwszej w nocy, przecież tam nikogo nie będzie. Przejdźliśmy o trzeciej w nocy, a tam na lotnisku dziesięć czy ileś tysięcy ludzi, zresztą tak jak dzisiaj, zaczęli mi nosić, kwiaty jakieś dawać wzdłuż drogi całej do
Znaczy były, ale chyba, tak mi się wydaje, pierwsza w ogóle byłego piłkarza, prywatna. No właśnie. Ja kupiłem ziemię w Konstancinie, wyrównałem, zrobiłem boiska. To nie jest jakaś specjalnie duża akademia. Ja sobie zdaję sprawę, że gdzie mi tam do wielkich akademii w tej chwili, ale na pierwszym etapie naprawdę fajnie to robiłem, robiłem, organizowałem turnieje, kosa kap, znaczy Turniej Kosaka, jak to się w tej chwili, jakikolwiek turniej na kosie dzieje, to tak się nazywa. Ale wcześniej, pamiętam, zapraszałem drużynę i AS Monaco, i Osasuna, i Energia Kodbus, i z Ukrainy, z Białorusi przyjeżdżały, z Czech, fajne. turnieje dla dzieci. Później ten boom taki trochę, znaczy ten spadek, jakiś tam kryzys się pojawił, więc trochę sponsorów uciekło i ciężko jest teraz coś takiego zrobić, ale będę się starał.
To jest niesamowite, że człowiek po latach wraca nawet do piłkarza o Sasuny, czy chyba z Kiko Narvaezem też by tak było, że gdybym zapytał o pana, to od razu dowiązałbym do Kuby. Kiko mieszkał, jak myśleliśmy, w Las Rosas, gdzie teraz jest siedziba Federacji, w takich szeregowcach, tych takich apartamentowcach, to przez ścianę był Kiko, nie? Kiku Kawale, tam się różne rzeczy działy, nie będę mówił, ale żona mi mówiła, co, poszedłbyś tam, co? Ale Kiko uwielbał Kubę. Kuba mały cały czas siedział u Kiko. Ten go tam wyczyniał, po prostu bawili się. No niesamowite. Kiko fajny kolega i fajny chłopak. W ogóle super facet. I tak samo ten Kuba też tam śmigał w Pampelonie. Chłopaki jak na trening przychodziły z ziczekami, to tam go zawsze jakiś czas z nim spędzili.
I ten Zbiza tam mówił, weź już idź stąd, ja już nie mogę na ciebie patrzeć. Ale a propos tego trenera Eredi, myślę, że to też wiele mówi o tym, jaki był Jesus Hill. Bo patrzę na te wyniki. 2-2 z Albacete. Ograliście Barcelonę. No to wielka rzecz. Potem porażka z Saragosą. Potem wygraliście 3-0 z Osasuną i nie ma gościa. To co, wyleciał po zwycięstwie? On był chyba tak ogólnie na chwilę. On tam pracował w tym klubie i szukano na to miejsce trenera. A kto był? Bo nawet nie pamiętam. Po nim przyszedł? Alessandro? Po Rally Emilio Cruz. Emilio Cruz, José Luis Romero i Jair Pereira. Tam się działo. Ciężko w ogóle ogarnąć tych wszystkich trenerów, z którymi pan pracował. To jest odpowiedź na pana pytanie.
przerzucali, ale tak, żeśmy się dosyć mocno ścierali. No nie no, Bebeto, Fulakoruni, naprawdę wielu, przede wszystkim Butragenio, Zamorano, Michel, Sanchez, który grał... Absolutnie innego świata, że jak pan zobaczył go na boisku, to... Wiadomo, idolem moim był zawsze Maradona, więc dla mnie to był wyjątkowy mecz. Jak on wyglądał z bliska, bo miał pan okazję jako jeden z nielicznych polskich piłkarzy grać na niego. Graliśmy z Sevillą, z Asasuną 0-0 u nich na meczu. Zresztą złapali czerwone, chyba dwie nawet. Szuker dostał. Ale 0-0, miałem też swoje fajne akcje, mogłem strzelić gola. Oni też tam cisnęli. Fajnie, normalny człowiek, bo po meczu mówi dziękuję, przyjemność z tobą grania, mówi dobrze grałeś i tak dalej.
I pamiętam, że kiedyś chyba Michał Żywak opowiadał, jak reprezentacja Polski za czasów Engela mierzyła się z Hiszpanią, że chyba Darek Dudka go tam zapytał po 10 minutach, ty, która jest minuta? Bo ja mam wrażenie, że z 80 minęło 10 minut, tak się właśnie... Zastanawiałem, jak to wyglądało, jeśli chodzi o rywalizację z Barcą czy z Realem, ale pan też zrobił duże wrażenie na Hiszpanach przy okazji meczu o Sasuny z Realem Madryt. I to jest też wspominane po latach, że wystąpił pan w drugiej połowie tego meczu, dzień po meczu z Anglią. W ogóle wtedy nie było czegoś takiego jak terminy FIFA. Nie było, nie było. Kadra grała w terminie ligi. Zresztą debiut mój w Atletico Madryt Też Polska grała i też chyba z Anglią.
To też był absurd, że w ogóle wysiłek piłkarzy w żaden sposób nie był monitorowany. Teraz wiem co przeżył Boniek, gdzie też grał mecz i pojechał na drugi dzień i jeszcze bramkę szczerił. Czasem to jest tak, że ta adrenalina jeszcze zostaje z poprzedniego meczu i potrafi człowiek w następnym dniu też zagrać mecz. A jak pan funkcjonował w tych poszczególnych szatniach na przykład za granicą? Gdzie pan się czuł najlepiej? Bo w Hiszpanii na przykład koledzy, właśnie wspomniany Merino, który też w hiszpańskich mediach o tym opowiadał, to wspominają pana bardzo miło i też opowiadali chociażby, że bardzo interesował się pan koncertami, że jeśli chodzi o puszczanie rocka, to pan za to odpowiadał i że mimo, że czasami jeszcze były jakieś braki językowe na początku w Osasunie, to że gadał pan z każdym.
Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy zamierza wrócić do PZPN? Jaką radę dałby Cezaremu Kuleszy? O co zamierza walczyć w polskiej piłce? Kogo Barcelona miała na liście nad nim? Jak ściągano nawalonych dziennikarzy z taśmy na bagaże? Który hiszpański stadion robi największe wrażenie? O co miał spór z Zarzecznym? Czy Jesus Gil był wariatem? Jak w autokarze zachowywał się Diego Simeone? Jak trenowali w parku u angielskiej królowej? Jak negocjowano transfer na ławce w parku? Jak Andrzej Rudy postanowił zdezerterować? Dlaczego PZPN był żenujący w jego czasach piłkarskich?